Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Choroby. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Choroby. Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 października 2017

CZARNA ŚMIERĆ I BIAŁA ŚMIERĆ




W sadze Pieśń Lodu i Ognia Georga R. R. Martina, doskonale znanej telewidzom jako serialowy hit pt. Gra o tron, słowa które utożsamiano z wiarą w Boga o Wielu Twarzach w Valyrii, to valar morghulis - co po starovalyriańsku oznaczało wszyscy muszą umrzeć. Odpowiedzią na to były słowa: valar dohaeris”, czyli wszyscy muszą służyć.

Ludzie Bez Twarzy, elitarna grupa skrytobójców, którzy śmierć uważali za naturalny porządek rzeczy i miłosierny koniec cierpień, za opłatą byli w stanie zabić każdego człowieka na świecie, a zawarty kontrakt uważali za boży sakrament. Cena zawsze była wysoka i zależała od tego, jak wpływowy był cel oraz jak dobrze strzeżony. Skrytobójcy gromadzili się w Domu Czerni i Bieli, świątyni Tego o Wielu Twarzach, by przy okrągłym stole omówić potencjalne zadania i kontrakty na zabójstwa. Używali wielu różnych metod, by zabić swój cel, np. trucizny zwanej dusicielem.
Książkowy bóg o wielu twarzach zdaje się być swoistą metaforą wszystkiego, czemu służą ludzie - marności, po której czeka ich, jako pewnik, tylko śmierć...


Śledząc historię skrytobójców wątek białej śmierci (lekarzy, koncernów farmaceutycznych, etc.) i czarnej śmierci (księży, instytucji kościelnych, etc.) nasuwa się sam. Analogia jest bowiem rażąca.
Rozpoczynając rozważania, należałoby wyjść od zrozumienia najważniejszych pojęć.
Czy rzeczywiście wszyscy musimy służyć i czym jest owa służba? Czy służba zdrowia i służba Bogu - to altruistyczne poświęcenie i powołanie - czy praca na rzecz wyznaczonego celu? Do kiedy jest się służebnikiem, a od którego momentu zaczyna się występowanie w roli funkcjonariusza? Czy będąc poza gildią funkcjonariuszy przełożonego na nasze realia Domu Czerni i Bieli możemy być jedynie niewolnikami, służącymi i umierającymi jakby na komendę uzależnioną od rzutu monetą przez skrytobójcę i o jaki tron toczy się ta gra?

Są trzy rodzaje białej śmierci: biały cukier, biała koka i... LPK (Lekarz Pierwszego Kontaktu). I najskuteczniejszy jest - rzecz jasna - ten ostatni. Niektórzy twierdzą, że też biała sól, ale w tej kwestii - nie ma co przesadzać, każdy kij ma dwa końce, a nawet można się pokusić o stwierdzenie, że populacja nasza w większości ma spore *deficyty soli w organizmie na rzecz wapnia.
I musimy wiedzieć, że poza białą śmiercią, jest jeszcze - czarna, i nie mam tu na myśli dżumy, bynajmniej...

Odejdę na chwile od tematu, ale to jest ważna wiedza!Tezę odnośnie *deficytów soli w organizmie u większości ludzi potwierdza biocybernetyk-terapeuta Zygmunt Wilkowski:
Gdy nie masz dużego nadciśnienia, to każdego dnia dosalaj zjadane potrawy. Sól zapewnia  przewodnictwo nerwów i sterowanie produkcją hormonów, niezbędną do prawidłowego działania hormonalnego. W naszym organizmie nie ma drutów, które są przewodnikami elektronów, więc ich rolę pełni sól, jako nośnik sterowań systemu nerwowego. Gdy nerwy są wypełnione w 90% solą, to po nich z szybkością 150 m/sek. przepływają elektrony. Kiedy tych jonów jest mniej, to nie ma nośnika dla elektronów i wtedy sygnał przekazują z szybkością 10 cm/sek. wędrujące jony soli, tylko wtedy, gdy dotrą do organu sterowanego, a gdy zmienia kierunek ruchu, to impuls sterujący zginie.Im mniej soli na nerwach, tym więcej jest traconych impulsów sterujących dla mięśni i gruczołów wydzielania dokrewnego produkujących hormony, enzymy i białka, tym gorsza jest praca organizmu i systemu nerwowego, który nabiera cech nerwowości, podatności na stresy, brak skupienia uwagi i opanowania. Sól ponadto konserwuje strukturę błon nerwowych zbudowanych z lipidów, które są dipolami elektrycznymi, mającymi na swych końcach ładunki elektryczne. Z jednej strony "+", z drugiej "-". Struktura błon jest poprawna, gdy wszelkie dipole są skierowane "+" do środka osi nerwu, wtedy na błonie jest potencjał 150 mV, który ściąga sól. Brak jonów soli przy dipolach błony, daje brak zrównoważenia ładunków, co odwraca jeden z sąsiednich dipoli o 180 stopni. Gdy takie zaburzenie jest na całym obwodzie błony, to w nim jest brak potencjału, co zatrzyma elektrony i jony soli, więc nerw przestanie przewodzić, a to pozbawi sterowania podległe komórki, powodując ich wagarowanie. Podczas zabiegu następuje przebudowa strukturalna dipoli błon nerwowych "+" do środka nerwu. Dodanie połowy łyżeczki do gorącej wody, bulionu lub barszczu, po wypiciu zakonserwuje naprawioną strukturę błon nerwowych i przywróci pełne przewodnictwo dla nerwów.
Podczas stresu przed egzaminem lub oczekiwanym czasem zdenerwowania, wypij szklankę gorącej wody lub bulionu z połową łyżeczki soli. W stresie nerki nie zwracają soli do organizmu i wydalana jest ona z mocznikiem. Osocze krwi pozbawione soli zabiera ją z nerwów, co daje utratę sygnałów sterujących i chaos na nerwach, czego objawem jest płacz, niezdolność do myślenia, brak opanowania i koordynacji ruchowej.
Sól służy do wytwarzania kwasu solnego HCL, którym żołądek odkaża zjedzony pokarm (...).
Niedobór soli powoduje też: niedobór wapnia i osteoporozę oraz ściąganie osłon mielinowych (koszulek izolacyjnych) z nerwów i rozchodzenie impulsów na boki (organizm to środowisko wodne), powodując różne zaburzenia i drgania mięśni nazywane stwardnieniem rozsianym SM. 
Po przywróceniu pełnego przewodnictwa nerwowego, możesz odczuwać rozkojarzenie i senność, gdyż mózg gubi się od natłoku informacji.
Autonomiczny układ nerwowy ma węzły nerwowe, do których wchodzi jeden nerw, a wychodzi dużo nerwów, sterujących pracą podległych komórek (np. włókien mięśniowych). Zadaniem węzła jest dostosowanie impulsu sterującego, do potrzeb komórek sterowanych przez ten węzeł (by włókna mięśniowe różnie się kurczyły lub rozkurczały, jedne szybciej, a inne wolniej, część dłużej, a pozostałe krócej). W węźle jest struktura różnicująca impulsy, przypominająca drzewo, a jej gałązki bez dalszych rozgałęzień, powinny być podwiązane pod wychodzące z węzła nerwy. Gałązki bez podwiązania, nie przekażą sterowań do nerwów i podległych komórek (wtedy te z konieczności wagarują), a swe ładunki zwrócą do receptora bólowego w węźle, który je zbiera i wysyła do mózgu, inicjując w nim ból proporcjonalny do sumarycznego ładunku (podobny do drażnienia prądem lub kłucia rozżarzonym drutem, co skutecznie stłumi ruchy inicjowane w zaburzonym węźle). Tę zasadę działania, stosuje się do naprawy. Po odszukaniu zaburzonego węzła (posiada powiększone rozmiary), naciskamy go opuszkiem palca, zatrzymując impuls wchodzący do węzła. Następnie kołysanie palca wpuszcza impuls, który generowaną falą prądową szturchnie całe drzewo dendrytowe, powodując wicie niepodwiązanych gałązek, co da ich częściowe podwiązanie do wychodzących nerwów. Gałązki, które się nie podwiązały skierują swe ładunki do receptora bólowego, wywołując ból kłujący podobny do drażnienia prądem. Po każdym ruchu kołyszącym palca, napływa kolejny ładunek, od aktualnych nie powiązanych gałązek, który zsumuje się z poprzednim ładunkiem, co spowoduje spotęgowanie bólu. Gdy zostaną podwiązane wszystkie gałązki, to do receptora bólowego nie wpłynie kolejny ładunek, a jego zawartość odpłynie do mózgu, co da zgaszenie bólu. Będzie to świadczyło, że ten węzeł został naprawiony, a wykonywanie dalszego masażu jest zbędne. Wypływa stąd wniosek, że ucisk nie jest źródłem bólu. Po masażu mózg musi się nauczyć obsługi nowych połączeń nerwowych, stąd odczuwa się rozkojarzenie, zagubienie, a zniekształcone przez ucisk receptory bólowe, powracają do poprzedniej struktury i przez około 3 dni generują impulsy bólowe. Kołyszący ucisk przy masażu może spowodować pękanie naczyń włosowatych i wylew podskórny, który po kilku godzinach może utworzyć siniak na okres 3-tygodni.

Wracając do tematu... Medycy i kler - dwie społeczne kasty, w pełni świadome lub bezmyślne narzędzia w rękach kreatorów (kreatur) Nowego porządku świata (NWO). Kapłani w białych i w czarnych *kitlach (*kitel: z hebrajskiego to śmiertelna koszula). Stawiani w roli mentorów lub autorytetów stają się bezpośrednim przyczynkiem do samo-unicestwiania się polegających na nich naiwniaków, którzy chętnie za to jeszcze płacą i całują w rękę. Do tych grup społecznych ludzie mają największe zaufanie, więc rozumiemy - dlaczego kreatury od NWO właśnie nimi operują (jako narzędziem ludobójstwa) najbardziej... 

                                                                                                         
Znalezione obrazy dla zapytania memy o komuniÅ›cie papieżu franciszku    Znalezione obrazy dla zapytania memy o komuniÅ›cie papieżu franciszku



Po co rozpętywać na świecie kolejny konflikt zbrojny, niszczący bezpowrotnie wszystko, co spotka na swojej drodze; po co uruchamiać obozy koncentracyjne lub strzelać w tył głowy, skoro cel, jakim jest człowiek naszych czasów, odpowiednio zmanipulowany sam stawi się punktualnie w wyznaczonym miejscu, nadstawiając ciało do przyjęcia od funkcjonariusza/żołnierza w białym kitlu, strzału z wymierzonej weń strzykawki?
Niegdysiejsze arsenały broni i amunicji na przestrzeni czasu ustąpiły miejsca arsenałom dostępnym na aptecznych półkach. Pieczołowicie kształtowana świadomość społeczeństwa sprawia, że na naszych oczach dzieje się majstersztyk w kwestii redukcji populacji - niewielu bowiem nazwie zgubne efekty zabiegów (zwłaszcza szczepień!) oczywistym ludobójstwem, a ten, który się na to odważy, zostanie natychmiast wrzucony do wora ze zwolennikami teorii spiskowych albo chorymi psychicznie.
Trup ściele się, co prawda, gęsto, lecz nikt nie musi tłumaczyć się przed cynicznie zatroskaną opinią publiczną, jako że zmarły za życia sam wyraził na to wszystko zgodę, ba, jeszcze sam za to zapłacił, miejsca kaźni oczyszczać nie trzeba, a zgon zawsze można przypisać chorobom cywilizacyjnym czy osławionemu i upersonifikowanemu już przypadkowi. Zaraz, zaraz... ale o co chodzi? Gdy nie wiadomo, o co chodzi - to chodzi o kasę.
Nie dziwota, że lobby farmaceutyczno-medyczne - wyprzedza w biznesie opartym na krzywdzie i niewiedzy ludzkiej lobby wojenne
...





O tej nienażartej medyczno-farmaceutycznej bandyterce było już napisane TUTAJ i wiemy doskonale, że nie oszczędza ona nawet dzieci, natomiast wykorzystując środki masowego przekazu z rozmysłem oddziałuje na emocje rodziców, by tłoczyli lub pozwolili w nie wtłoczyć odpowiednie substancje już chwilę po narodzinach.

Może takie argumenty dotrą do naszych kato-hipokrytów (np. zwolenników PiSS, pobożnego lewactwa) i innego (np. PO, lewactwa bezbożnego), któremu wydaje się, że są prawdziwymi Chrześcijanami...
Wcześniej było już nie raz udowadniane, że prawdziwy katolik powinien być antysocjalistą; nie powinien występować p-ko przykazaniom, co najmniej: I, VII, X.
Niestety, społeczna (czytaj: socjalistyczna) nauka o KrK szkoli swoje owieczki na socjal-katoli, czyli socjalistów z krzyżem w zębach, którzy nie widzą nic złego w notorycznym łamaniu Prawa Bożego.I w ten sposób owieczki/barany są prowadzone przez swoich kapłanów w białych i czarnych kitlach na rzeź...

Onegdaj, w pewnym mieście, na miejsce zdarzenia drogowego (wypadek), gdzie z uczestników pozostał tylko sam leżący "bez ducha" poszkodowany, wezwano grupę operacyjno-dochodzeniową policji oraz Lekarza pierwszego kontaktu, który pełnił dyżur w pobliskim POZ.
Przybyły jako pierwszy na miejsce zdarzenia lekarz, nie podjął reanimacji poszkodowanego, gdyż rutynowo uznał, iż nastąpił zgon. Wypisał zatem kartę zgonu i udał się do domu, ponieważ stwierdził, że i tak jest już grubo po godzinach urzędowania, a za pogotowie ratunkowe robił nie będzie.
Traf chciał, że równolegle została wezwana również ekipa ratowników z pogotowia, którzy po przybyciu niezwłocznie rozpoczęli reanimację i przywrócili poszkodowanemu funkcje życiowe...
Ożywienie zwłok nastąpiło nie na długo, gdyż w drodze do szpitala, owa ekipa ratunkowa uległa sama kolizji drogowej, w wyniku której ożywione zwłoki poszkodowanego z wcześniejszego wypadku drogowego - faktycznie tym razem zeszły nieodwracalnie, na skutek urazu mechanicznego głowy (brak odpowiedniego zabezpieczenia poszkodowanego na noszach w karetce).

Ogólnie mówi się: Lekarz przybywa na miejsce wypadku, by stwierdzić, że trup jest nieżywy...

Kiedy widzi się, do czego doprowadziła współczesna medycyna, pytamy siebie mimo woli: ile pięter ma śmierć? (~Jean-Paul Sartre)                                                 


Ps.  
LEMINGOSTWO, CZYLI WSPÓÓŁCZESNE NIEWOLNICTWO MENTALNE... (LEMING-PACJENT-LEWAK) - KLIK!

                                                                                                                   
                                                                                                                                           

Autorzy:


Magdalena Wandachowicz
                                                                                                                                                            Zbigniew Zibi Osiewała






W dniu 05.06.2021 o godzinie 19:17 zaktualizowałem treść artykułu...

Medycyna akademicka uważa, że ciągłe ręczne sterowanie organizmu człowieka jest konieczne, bo organizm, mówiąc sarkastycznie, to biologiczny bubel/brak, który nie udał się Stwórcy w dziele stworzenia, po czym do jego dysfunkcji dołożyli swoją rękę kosmici, majstrując złośliwie przy tzw. systemie odpornościowym.
Poza Germańczykami (czytaj: zwolennicy Germańskiej Nowej Medycyny) i innymi nielicznymi, ludzie nie wiedzą, że trzeba pasywnie i cierpliwie podchodzić do wspomagania organizmu w jego atawistycznym, prozdrowotnym, prorozwojowym, adaptacyjnym, regeneracyjnym, adekwatnym, holistycznym samosterowaniu z automatu... Doskonale to, jak bardzo się myli medycyna konwencjonalna, zobrazowała Pani Monika Stawicka (terapeutka 5. Praw Natury/GNM):
💗💗💗 ODDAĆ CIAŁU KONTROLĘ 💗💗💗
Faza zdrowienia jest dla ciała.
Jest już po rozwiązaniu biologicznego konfliktu
W końcu można odetchnąć z ulgą i poczuć „wielkie UFFFF”
W fazie postresowej (zdrowienia) – ciało chce się zregenerować, potrzebuje WYRÓWNAĆ to, co zostało „muśnięte” stresem.
Jak ciało ma się regenerować?
CIAŁO WIE i nie musisz się wtrącać, ani kontrolować każdego etapu regeneracji.
Przecież… otwarta rana nie wymaga wydawania jej dyspozycji jak ma się zasklepiać, prawda?
Do regeneracji CIAŁO potrzebuje spokoju – autentycznych sprzyjających regeneracji warunków – ograniczenie aktywności, dużo odpoczynku, snu, zaopiekowania.
Do regeneracji potrzebuje również budulca odpowiadającego za odbudowę komórkową – zatem odpowiednia dieta będzie wspierać tę fazę.
💗 I … NAJWAŻNIEJSZE – do regeneracji potrzebuje spokojnej i wolnej od stresu psychiki. Fazę stresową mamy już za sobą, a więc podczas regeneracji NIE MA MIEJSCA na stres.
Paradoksalnie zamiast wycofać stres (jesteśmy przecież po rozwiązaniu biologicznego konfliktu), znów go uaktywniamy i pakujemy w „niepokojące” objawy, których doświadcza ciało – gorączka, ból, wysięki, obrzęki.
Nie potrafimy tych objawów PRZYJĄĆ, gdyż nikt nie nauczył nas, że są one częścią powrotu do równowagi. Tak jak dzień uzupełnia noc, jak odpoczynek uzupełnia wcześniejszą aktywność, jak pojednanie uzupełnia wcześniejszą separację. Pozorny dualizm i tak okazuje się JEDNYM.
Ta część choroby ma być regeneracją, a dla niektórych staje się koszmarem aktywującym najbardziej pierwotne lęki – „strach przed śmiercią” oraz wprogramowane projekcje: „kto wykona za mnie pracę”, „nie mogę leżeć, bo rodzina umrze z głodu”, „co za nuda (pustka) tak leżeć”, „kiedy odpoczywam czuję się nic nie warta / nie wart”, „leżenie i nic nie robienie sprawia, że moje życie jest bez sensu”.
Zobacz … zwierzęta potrafią w relaksie i odpoczynku spędzać całe godziny. Czy kot ma wyrzuty sumienia, że wyleguje się w słońcu? Albo czy pies czuje się nic nie wart, kiedy odpoczywa w cieniu pod brzozą, pomiędzy obszczekiwaniem przechodniów? Czy tylko wtedy jest coś wart, kiedy wykonuje swoją robotę?
💗 Odpoczynek jest wprogramowany w porządek Natury. Jest czas aktywności i czas odpoczynku. Jest czas zdobywania pożywienia i wbudowywania składników odżywczych, jest czas na stresowe pobudzenie i odpowiedź całego ciała na ten stres …. I jest czas PO STRESIE – dochodzenie ciała do równowagi.
Przeczytaj o Dwufazowości KAŻDEGO ZACHOROWANIA: http://5prawnatury.pl/2-prawo-natury/


A oto fragment wpisu w NECIE (18.10.2018) wspaniałej i doświadczonej psycholog i psychoterapeutki klinicznej oraz zwolenniczki GNM na temat pewnej kasty:

(...) Lekarze to kapłani. Levitujący Levici. Nadludzie. Nietykalni. Najgorsze i wołające o pomstę do nieba złamanie etyki lekarskiej przez lekarza, to nie popierać innego lekarza. Tak tam stoi. Wystąpić przeciwko innemu lekarzowi - to zbrodnia. Samodzielne myślenie - też zbrodnia. Próba uniezależnienia się od procedur narzucanych przez Wielkiego Big Farmazona - wymaga Kary Głównej. Megalomania - zawodowa choroba tych nadludzkich fachowców w śmiertelnych koszulach (po hebrajsku - kitel --> śmiertelna koszula).
Brak skrupułów - powszechna cecha. Poczucie całkowitej bezkarności i nieprawdopodobna (z tym związana) demoralizacja.
Gdy w Izraelu i USA doszło do generalnego strajku lekarzy - śmiertelność nagle spadła (odpowiednio) - o 70% i blisko 40%. Ale - co zrobić, kiedy jeden z drugim - to ewidentny nadludź i ma do tego ,,powołanie"...Tylko - dlaczego ja muszę za wszystko przymusowo płacić prywatnie, skoro system utrzymuje tych wybitnych fachowców na etatach z moich podatków? Jeśli są tacy dobrzy, to dlaczego SAMI SIĘ NIE POTRAFIĄ UTRZYMAĆ? (...). (~ Śp. BK-T)
Uwaga!Ten artykuł i inne o podobnej tematyce (w aspekcie szczepienia dzieci) pisałem około 4 lata temu i wspominałem o obowiązku tzw. szczepień ochronnych dzieci, i tylko kwestią niedalekiej perspektywy jest, jak mówiłem, będzie wprowadzony przymus szczepień dla dorosłych... Co prawda oficjalnego przymusu nie ma (jak się okazuje), ale pośredni, nieoficjalny przymus (szantaż) i bezprawna segregacja sanitarna (lub raczej dyskryminacja) - trwają w najlepsze! Przy czym dzieci wówczas szczepiono szczepionką (sensu stricte), które również okaleczały mocno dzieci psycho-fizycznie, a obecnie, zarówno dzieci, jak i dorosłych - depopuluje się za pomocą tzw. śmiercionki (czytaj: preparatu chemicznego w fazie testowania, jako eksperyment medyczno-naukowy).

W dniu 07.11.2021 o godzinie 09:45 dokonałem aktualizacji treści artykułu...



                   


To pudełko ryje Wam berety od lat...

Co mi dają dobrego reklamy w TV? Nic. Marnują moje zdrowie psychosomatyczne. Te przerywniki programowe pełne są obrazów migających z częstotliwością 1-5 Hz, najsilniej pobudzając nasz układ nerwowy. A ostre dźwięki - mają za zadanie wprowadzić nas w stan zwiększonej koncentracji uwagi przed zwiększoną dozą reklam, które zaraz będą polecane.

Reklamy, a w trakcie ich trwania - głos jest zawsze mocniejszy niż normalnie. W tym układzie moje nerwy sięgają zenitu i odruchowo łapię za pilota, żeby wyłączyć głos albo przełączyć na inny kanał. Jeśli na innym kanale jest też reklama, to można się wściec.
Można sobie policzyć - ile w toku jednej reklamy zmieniany jest obraz… Około 35 razy, w czasie 30. sekund reklamy. Czyli oznacza to, że się zmienia średnio co 1. sekundę.

To jest dokładnie tyle ile potrzeba, byśmy zdążyli zarejestrować sobie w naszym mózgu jakiś obraz, ale nie zdążyli go, broń Boże, przemyśleć czy przeanalizować, zwłaszcza, gdy dotyczy reklamy leków, supli itp. gówien - tylko natychmiast start do apteki lub do jakiegoś punktu dystrybucyjnego leków/paraleków, żeby mi nie wykupili...

Człowiek ma być niewolnikiem, ma mieć wodę z mózgu i ma dać się, jak baran, strzyc przy samej skórze, obdzierać ze skóry żywcem, a na koniec zabić.   

        


      

 

                                                                                                                                                  

                                                                                                                         
                                                                                                                                                            
Zibi
 
                                                                                                                                                                                                                                                                                

wtorek, 3 maja 2016

RADZIWIŁŁ - MOHEROWO-MOROWY MINISTER "CHORÓB"



"
Opiekuńcza" rola ministra Radziwiłła; przepisy antytytoniowe - KLIK!

Radziwiłł od zawsze krytykował homeopatię - KLIK!

Co się dzieje z homeopatią (i innymi naturalnymi metodami leczenia) w naszym kraju? - KLIK!


 Ten typ ze swoją mONdrościOM, opiekuńczościOM i pobożnościOM neobolszewickOM  przyprawia mnie o mdłości. Dyletant wiedzy medycznej, a z wiedzy o zdrowiu i tzw. medycyny niekonwencjonalnej czy też komplementarnej, dosyć dobrze rozwiniętej na Zachodzie - to stuprocentowy ignorant. Odnośnie homeopatii to Ciemnolemingrodzianin. On nie ma żadnej wiedzy, a tylko wierzy... że to dzieło szatana...

Gwoli wyjaśnienia:

W Polsce Kościół katolicki (KrK) uważa homeopatię również za dzieło szatana. A na Zachodzie, w większości krajów, jest wręcz przeciwnie. Bardziej szanuje się homeopatów-nielekarzy niż homeopatów-lekarzy. Czyli ogólnie, medycyna komplementarna jest bardzo ceniona w klinikach specjalistycznych, włącznie z pomocną (integralną) funkcją leczenia kompleksowego w onkologii. Jest to medycyna alternatywna dająca czasem dobre efekty leczenia objawowego (a w niektórych przypadkach i przyczynowego) w cięższych chorobach, i nie dająca tylu powikłań, jak w przypadku medycyny rockefellerowskiej/chemicznej, która praktycznie nigdy nie leczy przyczynowo, i zawsze szkodzi, za wyjątkiem medycyny ratunkowej czy interwencyjnej.
W Polsce odnotowano wiele skutecznych przypadków odtruwania chorych (w tym i dzieci) z powikłań poszczepiennych za pomocą leków homeopatycznych.
Dla porównania, eks "papież" (w cudzysłowie, bo to antypapież, wg mnie, jako *sedewakantysty) Benedykt XVI przez całe życie w Niemczech leczył się za pomocą homeopatii zanim zasiadł na tronie Stolicy Piotrowej, a także w trakcie służby, oraz po przejściu na emeryturę korzystał ze swoich nadwornych, osobistych specjalistów-homeopatów (zdaje się, że również w większości narodowości niemieckiej).
Więcej szczegółowych informacji na temat homeopatii sporządzę w stosownym czasie, zwłaszcza dla tych niedoinformowanych, którzy tę wiedzę medyczną traktują jako tzw. czary-mary i twierdzą, że nie ma doświadczeń empirycznych potwierdzających wpływ "homeopatyków" na funkcjonowanie organizmu: ani korzystnych, ani niekorzystnych.

Konstanty Radziwiłł, przez cały czas w swojej karierze zawodowej, to prawie urzędnik lekarski w instytucjach typowo komunistycznych, zbędnych tworów (a właściwie nowotworów) w tzw. służbie (tfu!) zdrowia vel służbie chorób, zwanych izbami lekarskimi żerującymi na krwawicy roboli/wyrobników-lekarzy na "dole"...
Już samo Ministerstwo (tfu!) zdrowia jest zbędne w zdrowym, normalnym, nie-lewackim kraju, a okręgowe izby lekarskie, a wśród nich NIL (Naczelna izba lekarska), dublująca sformalizowanymi strukturami niektóre urzędy w Ministerstwie (tfu!) zdrowia, to już raczysko powstałe na zdefektowanej, zatoksycznionej tkance nieuleczalnie chorej tzw. służby (tfu!) zdrowia.

To jest jeden z ostatnich bastionów komunistycznych instytucji w służbie chorób służących pośrednio do przechwytywania środków pieniężnych od tzw. klientów przemysłu chorobotwórczego, czyli pacjentów oraz bezpośrednio od prawdziwych i uczciwych lekarzy-wyrobników w "terenie".

Izby lekarskie działają pod płaszczykiem służb do "ochrony" lekarzy, analogicznie do IOF lub WSW w MSW lub ŻW w wojsku (czytaj: Inspektorat ochrony funkcjonariuszy lub Wydział spraw wewnętrznych lub Żandarmeria wojskowa). Kluczowe/znamienne jest tutaj słowo: "ochrony".

Ta cała NIL jest tak samo "potrzebna" zwykłemu pacjentowi, jak i "potrzebny" jest scentralizowany system kas chorych i pracujących tam urzędasów (obecnie NFZ).

Mówiąc za klasykiem: - Jeśli człowiek ulegnie wypadkowi, to nie woła: - "(...) ratunku, dajcie mi urzędnika z NIL, NFZ, ministra "zdrowia" (...)!", tylko: - "(...) lekarza, lekarstwa, opatrunku, gipsu, zabiegu chirurgicznego (...)!".

Nie cierpię konowalstwa leczącego objawowo, czyli maskującego faktyczny stan zdrowia, a wkręcającego chorego w kolejne choroby. A tym bardziej urzędasów, dyletantów medycznych - udających doktorów, a wywodzących się ze środowisk lewacko-ochlokratycznych - z gębami pełnymi religijności. Ani z tego prawdziwy doktor (czytaj: nauczyciel o zdrowiu), ani rasowy Katol.

Ten socjalista w moherowym berecie szykuje nam kolejną niedźwiedzią przysługę; tym razem będzie na siłę uszczęśliwiał ludzi i domagał się od palaczy rzucenia palenia. Ciekawe, cóż to będzie za sposób perswazji, aby zdyscyplinować pacjenta-niewonika, który będzie musiał wykazywać subordynację wobec swojego mentora "prozdrowotnego" z tytułem "Ministra zdrowia"?

Ja wiem, że wielkie blagierstwo kartelu farmaceutyczno-medycznego polega zawsze, po pierwsze, na edukacji leminga-pacjenta informacjami, które mają wywołać u niego lęk, strach, jego całe życie musi być podszyte strachem. Lęk musi powodować u niego chęć korzystania z usług kapłana życia i śmierci w białym kitlu. To jest jego dobrodziej/wybawca od leczenia somy, natomiast od leczenia ducha jest kapłan w czarnym kitlu (ten drugi również jest wyedukowany na gruncie nauki społecznej, socjalistycznej o Kościele katolickim, który ma niewiele wspólnego z prawdziwą nauką o KrK).
Pacjent-leming już od kołyski ma wpajane, że bez obu dobrodziejów nie może normalnie egzystować, lecz musi jakby z urzędu żyć z nimi w symbiozie. A de facto jest łatwą, chorą, zdefektowaną pożywką dla pasożytów.

Z powyższego widać, jak na dłoni - jakie (dwie grupy społeczne) są wykorzystywane przez włodarzy świata (syjonistyczno-masońscy kreatorzy NWO) w celu pozyskania potencjalnego leminga-niewolnika - jako przedmiotu służącemu (nomen omen!) do zabezpieczenia ich własnych i najbardziej lukratywnych i żywotnych interesów.

Niech lepiej szef i jego resort chorobotwórczy przestanie produkować pacjentów już od kolebki, poprzez wyszczepianie bezbronnych dzieci (obecnie już po 24. h od urodzenia), a nie chce wprowadzać jakieś chore akcje dla lemingów-pacjentów, aby tylko zaznaczyć swoją pożyteczność z nic nierobienia w ministerstwie. Z fizysu i nie tylko ten pan przypomina mi Sycyliano Cappo di tutti cappi...

Hipokryzja moherowo-socjalistyczna jest porażająca i objawia się oto taką pokrętną, łajdacką logiką:
Zakaz aborcji nawet dla 48. godzinnego płodu czy nawet zakaz użycia środka antykoncepcyjnego w postaci prezerwatywy, bo od strony ichniejszej "etyki", interpretowane jest to jako - zabójstwo potencjalnego zarodka-płodu - poprzez uduszenie lub poprzez uderzenie o gumową ścianę. Ale bezbronnego noworodka po 48. godzinie życia (obecnie po 24. h) – już nie jest niemoralnie zalewać ciężką chemią podczas niby obowiązkowego szczepienia, i to nie jest grzech, i to nie jest przestępstwo unicestwiania na raty i z premedytacją już narodzonego człowieka (nie-zarodka).

*Sedewakantyzm - KLIK!  [(Od łac. sede vacante – „przy nieobsadzonej stolicy” lub „przy pustym tronie”) – hipoteza teologiczna, według której wszystkie osoby, które zasiadają na tronie papieskim od czasu śmierci Piusa XII w 1958 roku, są antypapieżami.)]

Ps. Tematy podobne:

PAL SPOKOJNIE - PALENIE WYSZCZUPLA


CZARNA ŚMIERĆ I BIAŁA ŚMIERĆ

LEMINGOWSTWO, CZYLI WSPÓŁCZESNE NIEWOLNICTWO MENTALNE (LEMING-PACJENT-LEWAK)

ORGANIZM STEROWANY ODGÓRNIE

KONTYNUACJA TEMATU SZCZEPIEŃ W KONTEKŚCIE OSTATNICH WYPOWIEDZI PRZEDSTAWICIELI PARTII KORWIN

MEDYCYNA AKADEMICKA - WIELKA BLAGA

Pps. A tutaj przykład na porażającą inteligencję potencjalnego leminga-mohera:

Nie dziwi mnie fakt, iż spora część wyborców ww. grupy społecznej, po przeczytaniu mojej ulotki, w treści której było napisane m.in.: "(...) profilaktyk zdrowia, homeopata i homotoksykolog kliniczny (...)"  zinterpretowała mój ostatni zawód wyuczony jako homoseksuologa klinicznego (sic!) oraz ogólnie jako jakiegoś skorwiniałego, ekscentrycznego, choć z zabarwieniem prawicowym - dżenderowego łajdaka...
Przez tego typu "logikę", a raczej jej brak, jak mi doniosło moje operacyjne osobowe źródło informacji: OZ ps. "MJ" - straciłem znakomitą większość głosów w ostatnich wyborach samorządowych od reprezentantów rzeczonej grupy społecznej.
Hallo(!) XXI w.!


















poniedziałek, 28 września 2015

TROCHĘ O PSYCHIATRII - JAKO MIĘKKIM LUDOBÓJSTWIE




 "Ewa Woydyłło: Jesteśmy narodem ćpunów" [KLIK!]

Od dawna o tym powtarzałem: tzw. procesy medykalizacji, farmakolizacji, jatrogenizacji, amerykanizacji społeczeństwa (ogłupiania i wynaturzania Natury i normalności) - to procesy unicestwiania/redukcji populacji ludzkiej z braku ich świadomości i za ich zgodą (lewacka polityka wielopokoleniowej indoktrynacji propagandy farmaceutyczno-medycznej opartej na celowo postawionych na głowie, fałszywych paradygmatach medycznych).

Współczesna psychiatra to jakby miękkie ludobójstwo. Poprzez manipulacje nieświadomością ludzką np. za pomocą dodanych do wody pitnej: litu, chloru, fluoru, prozaku, uskuteczniła metody, które pozostały w spadku po doktorze Mengele... Leczenie psychotropami, które pod płaszczykiem działania antydepresyjnego - de facto -  działają pro-depresyjnie - doprowadzając chorego z początkowymi lekkimi zaburzeniami neurotycznymi - do zaprogramowania mu zaburzeń psychotycznych, a w ostateczności do samobójstwa. Lek o nazwie prozak, który jako psychotrop został w pewnym momencie wycofany z produkcji, bo miał on chronić przed samobójstwem, a de facto doprowadzał do niego. Przemysł przetwórczy, jako poplecznik ludobójczego lobby farmaceutyczno-medycznego, za pomocą rożnych substancji konserwujących, alkoholu, cukrów rafinowanych i innych substancji chemicznych, wpływa na spotęgowanie uzależnień u niektórych konsumentów (np. w przemyśle tytoniowym bibułkę namacza się celowo w różnych mieszankach roztworu sacharozowego, aby potencjalny palacz jeszcze bardziej się uzależniał, nie tylko od nikotyny, ale i od cukru prostego, jak od opium).

Ponadto lekkie zaburzenia neurologiczne powstałe w związku z pewnymi zaburzeniami somatycznymi: endoneurotoksemią (np. z niezdrowego modelu odżywiania, model korytkowy, pastwiskowy, wysokowęglowodanowy z dominacją cukrów rafinowanych i toksyn chemicznych); chorobami z hiperinsulinemii (np. chorobami tarczycy); boreliozą; czy prozaiczną grzybicą - natychmiast, bez prawidłowego rozpoznania, leczone są psychotropami - zamiast za pomocą leczenia przyczynowego (m.in. naturalnego odtruwania organizmu) plus zastosowania psychoterapii bez-lekowej.

Dobrze by było, żeby Pani doktor jeszcze znała faktyczne przyczyny depresji i autyzmu, ale DOBRE i TO - jeśli idzie o nawrócenie się (przebudzenie) jednego z nieświadomych popleczników blagierskiego lobby farmaceutyczno-medycznego, które jest nadzorowane przez syjono-masońskich włodarzy świata (NWO).


Pani doktor, proszę czytać: WPROWADZENIE - KLIK!oraz KLIK! to zrozumie Pani, że gdyby nie lewackie stawianie Natury i Normalności do góry nogami w celach nakręcania sobie koniunktury biznesowej opartej na niewiedzy i krzywdzie ludzkiej, to człowiek od chwili poczęcia do momentu nieodwracalnego zejścia śmiertelnego, nie chorowałby na żadne choroby tzw. cywilizacyjne, a umierał ze starości. Przy czym należy zaznaczyć, że tzw. choroby przeziębieniowe, na które czasami by chorował - byłyby (są) chorobami o charakterze prozdrowotnym, oczyszczającym, pod warunkiem, że odchorowałby je bez leków, nawet tych naturalniejszych od Natury, lecz wypociłby się przy pomocy drugiej czy trzeciej kołdry plus ewentualnej tabletki na doktor-sen.

Żeby uprościć Pani edukację wiedzy o zdrowiu (chociaż to będzie z mojej strony niepedagogiczne), to podpowiem, że pośrednią przyczyną depresji może być kandydoza, a autyzm to skutek uboczny szczepień. Przyczyną naczelną jest konflikt biologiczny.



Ps. Dodatkowo, polecam uwadze:
REDAKTOR GOZDYRA w "TAK CZY NIE" WRAZ Z PROF. GUTEM ZROBILI SOBIE KABARET NA TEMAT POWIKŁAŃ POSZCZEPIENNYCH - KLIK!

Boimy się Putina i innych agresorów z zewnątrz (chociaż Pan Prezydent Putin wg mnie nie jest większym agresorem niż Obama i inni), a nie widzimy tego, że sami, na własne życzenie, za własne pieniądze, w biały dzień, w białych rękawiczkach, w majestacie prawa - dajemy się unicestwiać przez kartel farmaceutyczno-medyczny...

(...) Lekarze to żołnierze w białych kitlach, często tak samo nieświadomi jak ludzie, do których mierzą ze swoich strzykawek i pozostałym arsenałem dostępnym na półkach aptek. To prawdziwy majstersztyk, jaki jest kontynuacją wcześniejszych prób rozwiązywania problemów tego świata za pomocą agresji zbrojnej. Po cóż więc rozpętywać kolejną, skoro w celu eliminacji można wykorzystać świadomość społeczną, jakże pieczołowicie kształtowaną w umysłach homo patiens przez lata. Po cóż celować do kogoś z okopu, budować kolejne obozy koncentracyjne? Cel, jakim jest dzisiejszy człowiek sam pojawi się w umówionym miejscu i ochoczo nadstawi ramienia do przyjęcia strzału. Różnica polega tylko na tym, że metalowe kule zamieniono na płyn o opóźnionym działaniu. Tak, żeby nikt nie skojarzył zgubnych efektów tego zabiegu, jako zwykłego ludobójstwa. Kolejnym plusem takiego rozwiązania jest fakt, że trup ściele się co prawda gęsto, lecz nie trzeba pozbywać się tysięcy ciał z miejsca kaźni oraz dodatkowo tłumaczyć przed cynicznie zatroskaną opinią społeczną. Tutaj liczne zgony można zgrabnie przypisać chorobom cywilizacyjnym, na które i tak przecież w końcu "jesteśmy skazani", a szczepionki pełne trucizn mają dać organizatorom więcej pewności, że na nie zapadniemy i przed ostatecznym pożegnaniem z tym światem damy jeszcze porządnie zarobić. (...).

Pps. Zabijanie i okaleczanie psychotropami - KLIK!



                                                                                                                           

Zbigniew Zibi Osiewała




W dniu 12.09.2021 o godz. 17: 00 dokonałem aktualizacji.


                                                                                                                                                                                                         
                                                                                                                                                                               
                                                                                                                                                      
                                                                                                                                                                                                                                                                                                                               

wtorek, 5 maja 2015

TERLIKOWSKI - NIE DO KOŃCA ZNOWU TAKI LEWAK




Pewnie przez to, co teraz napiszę, mocno narażę się niektórym moim znajomym i nie tylko, ale od lat zajmuję się odkamuflowywaniem nagiej prawdy o zdrowiu, więc i w tej sprawie pozwolę sobie wyprowadzić niektórych (zwłaszcza prawaków) z pozostawania w błędzie i przyklaskiwaniu idiotyczno-farmaceutyczno-medycznej propagandzie.

Otóż p. redaktor Tomasz Terlikowski, choć wg mnie propiSSowski lewak, to jednak czasami patrzący w odpowiednią prawą stronę (minimalna wiedza o zdrowiu, nie mylić z wiedzą o chorobach). W tym przypadku (KLIK!) - ma rację!

Przecież Angelina Jolie padła ofiarą, a jednocześnie stała się osobą chorą i zindoktrynowaną reklamą propagandy lobby farmaceutyczno-medycznego (kwestia chorej interpretacji profilaktyki medycznej i dziedziczenia chorób). Nie powiedziałbym, że to wyłącznie jej sprawa, co robi ze swoim ciałem... To znaczy wg prawa - tak, ale wg obyczajowości, pewnych norm moralnych, które mogą w przyszłości wyznaczać normy prawne - niekoniecznie! Niekoniecznie, ponieważ daje przykład szerzącej się głupocie, zwanej dalej baranim pędem tzw. pacjentów, którzy stwarzają odpowiednie warunki do nakręcania koniunktury biznesowej Big Pharmie i jej poplecznikom opartej na krzywdzie i nieświadomości ludzkiej.

Innym przykładem rozpowszechniania głupoty ludzkiej niebezpiecznej dla innych prowadzących zdroworozsądkowy tryb życia - są przymusowe szczepienia. Są one narzędziem zniewolenia, zarabiania na chorobach i depopulacji ludzi, zaplanowane z rozmysłem i zimną krwią.
Brak odpowiednich działań przeciwstawnych do wdrożenia w życie ustawy o przymusie szczepień ze strony posłów, prócz jednego (p. Marka Sawickiego z PSL)  daje tego tragiczne efekty już dziś. Są to bardzo negatywne dla zdrowia odczyny poszczepienne u dzieci oraz kary pieniężne dla rodziców, którzy opierają się temu barbarzyńskiemu, reżymowemu procederowi.

A będzie jeszcze gorzej, bo jeśli kary nie wymuszą zgody na rodzicach, to tzw. V Kolumna Big Pharmy, czyli GIStaPO (Główny Inspektorat Sanitarny, instytucja będąca na pasku reżymu) oraz instytucja taka, jak np. lekarz pierwszego kontaktu, w asyście policji (może się zdarzyć, że np. niemieckiej, ale mającej przyzwolenie naszych władz) - zaszczepią dziecko przy użyciu siły fizycznej lub innych środków przymusu bezpośredniego mającego zastosowanie jak w pokonywaniu czynnego i biernego oporu wobec przestępców. Oczywiście kajdanek, gazu, pałki, itd. nie użyją wobec bezbronnego noworodka (chyba?), choć kto to wie... W rządach ochlokratów biurokratycznego faszyzmu nie zdziwi mnie już nic! Ale wobec nieposłusznym reżymowi rodzicom użyją już na pewno! Te same czynności zostaną wdrożone wobec ludzi dorosłych; zaszczepi się ich siłą, podobnie jak dzieci, podczas kolejnej wyimaginowanej
jakiejśtam grypy (rzekoma epidemia), jak bezpańskiego psa złowionego na oczko przez hycla z podejrzeniem wścieklizny.
Niezwykle potrzebna jest zatem świadomość społeczna (podstawowa wiedza o zdrowiu plus znajomość prawnej linii obrony przed zaszczepieniem).

Zanim pozwolisz zaszczepić dziecko - KLIK!

Ale można też doszukać się światełka w tunelu. Świadomość ludzka w aspekcie szczepień, u niektórych zaczyna ewoluować (chciałbym, aby tak było u wszystkich Rasowych Prawaków): oto wiele spraw przeciwko nakazom płacenia kar narzuconych przez GIS wobec niezaszczepienia dziecka wygrywanych jest w sądach.

Tyle że włodarze świata i lobby farmaceutyczne też nie śpią! W związku z tym, że niezbyt udane są akcje siłowe w aspekcie przymusowego szczepienia, gdzie największy opór stawiają ruchy antyszczepionkowe oraz w aspekcie indoktrynowania propagandą dietetyczną, to rzeczone lobby wymyśla coraz to nowsze szczepionki dla dzieci, o takich właściwościach, które pomogą w hodowli tzw. pacjenta-leminga odpowiednio podatnego na manipulacje już od kołyski (to nie jest żadna teoria spiskowa!). Natomiast dorośli (pacjenci-lemingi) wystarczająco skutecznie będą wpływać np. poprzez ostracyzm społeczny na mądrzejszą mniejszość (samoświadomych) czy poprzez rozwinięte formy donosicielstwa na tzw. od-szczepieńców (nomen omen) mogących roznosić zarazę, którzy ostatecznie poddadzą barbarzyńskiemu przymusowi szczepień.
Przykład: Odizolowanie instytucjonalne niezaszczepionych dzieci od dzieci wyszczepionych. Rodzice tych drugich to zazwyczaj pacjenci-lemingi-lewacy. Taka izolacja będzie mięć wpływ negatywny na ich życie i ich rodziców (np. dezorganizacja, dysfunkcja, dyskryminacja, etc.). Nie rozumiem tylko, dlaczego rodzice-lewaki-lemingi boją się o swoje zaszczepione dzieci, że mogą się one zarazić od tych niezaszczepionych, przecież teoretycznie szczepionka winna spowodować u nich ochronę przed chorobą zakaźną?
W praktyce jest znów na odwrót. Natura jest mądra, wielka i prawilna! Dzieci nieszczepione nabierają naturalnej odporności (po przechorowaniu np. kilkudziesięciu chorób infekcyjnych, w czasie, od urodzenia do ok. 15. lat); dzieci hodowane od kołyski dla biznesu Big Pharmy i polityków, jako tzw. pacjenci-lemingi - chorują na choroby, na które zostały zaszczepione oraz chorują na tragiczne skutki poszczepienne.

Kolejny przykład niebezpiecznego społecznie naśladownictwa - to weganizm (ale nie jako forma dietetycznej terapii, lecz jako filozofia życia). Zezwolenie na szerzenie się tej wymyślonej na potrzeby kartelu farmaceutyczno-medycznego religii (głównie wśród młodzieży) - staje się nadzwyczaj niebezpieczne dla normalnego funkcjonowania społeczeństwa i niebezpiecznie wynaturza normalne funkcje życiowe w Narodzie. 
Odnośnie wegetarianizmu napiszę osobny artykuł, a tutaj ogólnie tylko zaznaczę, że ta propaganda rzeczonego lobby bardzo szkodzi nastolatkom, u których za pomocą różnych socjotechnicznych chwytów/straszaków wytwarza się niechęć do jedzenia mięsa oraz wpędza w poczucie winy za zabijanie zwierząt (np. tłumaczenie, że nie wolno zabijać tego, co ma oczy, etc.).
Pozyskując w ten sposób młodych żywców (produkcja tzw. Homo Naturalpatiens) do karmienia ich tzw. suplementami diety oraz żywienia roślinkami, zwłaszcza zbożem - prowadzi się hodowlę specjalnego tzw. *Homo patiens (KLIK!), jako **Ludzkiego bydła roboczego (KLIK!) podatnego na wszelaką manipulację i choroby tzw. cywilizacyjne. I tak interes się kręci na pacjentach klasycznych, aż do ich usr*nej śmierci... 
Funkcjonariusze przedmiotowego lobby, wykwalifikowani manipulanci od sprzężenia zwrotnego psychosomatycznego, za pomocą swoich wyszkolonych emisariuszy od różnych diet, w tym i wegańskiej - piorą mózgi podatnym na manipulacje ludziom, a zwłaszcza fanatycznym zwolennikom różnych sekt czy religii. I tak oto powstaje dietetyka religijna!
W buddyzmie i hinduizmie, przy pewnych różnicach wiary, znamiennym jest, że jedzenie mięsa i tłuszczy zwierzęcych jest objęte zakazem. Kontrolowanie takiego zakazu byłoby trudne, gdyby nie wmówiono ludziom, że dusza człowieka po śmierci wciela się w jakiegoś zwierzaka, w związku z tym zjadając świnię, barana, czy salami z osła, możemy zjadać (np. byłego ministra tfu! zdrowia, czyli zwanego inaczej ministra fuj! chorób).
Nasza religia (katolicka) też wprowadza posty. W Tłusty Czwartek mamy zezwolenie, aby objadać się tłuszczem i słodkościami, a po tym dniu mamy pełną izbę przyjęć w służbie chorób. Analogicznie, na zachodzie Europy mamy Tłusty Wtorek. Następnie, po tych głupawkach, przychodzi okres Wielkiego Postu, który jest symbolem smutku, ale smutku, który następuje z powodu braku mięsa (chyba?). Po takich skrajnych ograniczeniach jedzenia białka pełnowartościowego, mamy znów kolejki przed izbą przyjęć w szpitalu lub do tzw. białej śmierci (Lekarz Pierwszego Kontaktu) w przychodni POZ! I tak się robi interes na frajerstwie!
"W pewnych warunkach ludzie reagują na fikcję równie silnie jak na rzeczywistość, a w wielu przypadkach przyczyniają się do stworzenia tej właśnie fikcji, na którą reagują".
*Wegetarianin - ze staroindiańskiego narzecza Waichoo - zbyt głupi by polować, Słownik PWN, 2005, str. 658.

Podobnie rzecz ma się w przypadku zaniechania działań w kierunku anty-lobbowania GMO (np. kukurydza, soja - jako samosiewy - naturalne krzyżowanie się prawdziwej kukurydzy z modyfikowaną soją; w tej chwili już nigdzie na ziemi nie ma normalnej dziko rosnącej kukurydzy czy soi). Ta bomba biologiczna już od dawna zbiera żniwo chorobowe na całym świecie. I to też jest indywidualna sprawa?! Byłaby, gdyby nie fakt, że normalne pole uprawne kukurydzy (kolby są krótkie, normalne) graniczy przez miedzę z polem uprawnym kukurydzy GMO (kolby długie, wielkie mutanty, wynaturzone). Nie kupuję tłumaczenia JKM, że - i to białko, i to białko... że wrzucone do jednego wora, czyli do żołądka, zostanie rozłożone na aminokwasy i strawione, że to bez różnicy dla organizmu... Otóż pokarm musi być nie tylko strawiony, ale i wchłonięty i przyswojony! Nie jest istotne, co się znajduje na talerzu i, co usiłuje się dostać do wnętrza komórki, lecz, co się do niej de facto dostanie i, co ją opuści...
Jak ta biedna ziemia/gleba ma się nie wyeksploatować z życiodajnych substancji biochemicznych, skoro się ją ciągle kugluje (np.wsypuje do gleby 4 sztuczne pierwiastki chemiczne, a wyciąga z niej ok. 40. naturalnych). Konia z rzędem temu, kto chce w Holandii lub innym tzw. cywilizowanym kraju zachodnim ukopać w parku pod darniną jakiegoś robaka, jako przynętę na ryby, skoro to już nie prawdziwa ziemia (próchnica), lecz wyjałowiony ziemio-podobny popiół...!
Ale premier Francji może kumać czaczę (fonet.) w temacie zdrowia... on nie zezwala np. piekarzowi piec bagietek ze zboża GMO z terenu Europy, lecz sprowadza zboże z ekologicznych upraw np. z okolic północnej Afryki. Można nie iść na wojnę z Naturą? Można!

A zatem, czy wg Angeliny Joli - słuszne jest twierdzenie, że przyczyną raka jest niedobór badań mammograficznych oraz nadmiar narządów rodnych i piersi u kobiet...?! Czy przyczyną angin u dzieci jest nadmiar np. migdałów, żeby je z lubością mogli usuwać laryngolodzy...?! Ach ten Stwórca... Jest wręcz przeciwnie - nadmiar ingerencji w prawa Natury oraz wynaturzanie zdroworozsądkowego trybu życia - musi prowadzić ostatecznie do patologii!

Jeśli tego obawia się Tomasz Terlikowski, to znaczy, że jego obawy są ze wszech miar uzasadnione!
A zatem, proszę nie krytykować za to p. Terlikowskiego, gość wykazał się po prostu minimalną wiedzą o zdrowiu i zdrową intuicją, że profilaktyka w interpretacji medycznej jest dla naiwnych i bezwolnych usługobiorców meNdycznych, do których w 100% można zaliczyć p. Jolie.
Ja na jego miejscu ubolewałbym, że taka celebrytka, jedna z drugą - nie zachorowała na raka mózgu... Być może dałaby dobry przykład, jak dzięki selekcji naturalnej idioci mogliby sami wyeliminować się ze świata mądrych i nie przekazywać patologii (głupoty) z pokolenia na pokolenie... W tym miejscu przeklną mnie Katole: - Nie życz nikomu tego, co tobie niemiłe... Przypominam tylko, że zdrowie/choroby - to nie kwestia życzeniowa, kwestia wróżki, zezowatego szczęścia, etc.. (prócz wypadku/zdarzenia losowego, choć i w tym przypadku mamy na to pewien pośredni wpływ). Na choroby pracujemy sobie sami. Nie ma też chorób dziedzicznych (nie mylić z genetycznymi - około kilka procent - wykłady genetyka dra Bruce Liptona). Z dbaniem o zdrowie jest jak ze wszystkim innym: - Jak dbasz, tak masz...

Ale żeby nie tylko prześmiewać i ganić głupotę pacjenta-leminga, podaję drogowskaz na niedopuszczenie do zachorowania na raka; czyli prawdziwą profilaktykę i prewencję. Podobnie - jak z niedopuszczeniem do kaca - należy nie pić w przeddzień! Analogicznie, w niedopuszczeniu do zachorowania na wszelakie choroby, a także na raka oraz utrzymaniu dobrostanu zdrowia - należy nabyć wiedzy, jak nie szkodzić organizmowi, czyli wiedzy, czego unikać, aby nie występować przeciwko Naturze, a nie, co robić, aby alopatycznie stopować atawistyczne prozdrowotne działanie organizmu.

Podstawa podstaw wiedzy o zdrowiu: - Portal wiedzy o zdrowiu - KLIK!
A jeśli już zachoruje się na raka, to leczyć należy się przyczynowo (np. wg medycyny alternatywnej - przy założeniu, że przyczyną chorób jest toksemia):
 Rak, czyli nowotwór złośliwy - KLIK!
 NIA - metoda dra Ashkara - KLIK!
A tutaj mój sztandarowy przypadek, jeden z kilkunastu, podczas mojej niezbyt długiej, bo kilkuletniej prywatnej praktyki jako profilaktyka zdrowia (czytaj: nauczyciel zdrowia lub nauczyciel wiedzy o zdrowiu), prowadząc Gabinet nr 1 Zdrowie na własne życzenie (pod patronatem ruchu Biosłone - Hipokratejskiego nurtu profilaktyki zdrowia) - nauczyłem Jerzego, mojego podopiecznego, chorego na raka - jak ma się z niego wyleczyć samemu:
Moja historia z Biosłone - KLIK!
A tak wg GNM (Biologicznych Praw Natury):
GNM - o terapii dr. Hamera - KLIK!
Nie bój się raka - zrozum Nową Medycynę - KLIK!


Uwaga!
Wspólnym mianownikiem czy pewnymi punktami stycznymi w leczeniu raka, zarówno metodą alternatywną, jak i wg GNM - jest druga faza choroby (regeneracyjna). Ważne jest, aby ją odchorować np. w postaci tzw. grypy czy innej tzw. choroby przeziębieniowej, najlepiej bez leków alopatycznych (za wyjątkiem użycia ich w stanie zagrożenia życia ze strony tzw. obrzęków naprawczych w mózgu czy na narządzie), gdzie warunkiem sine qua non - jest dobre wypocenie się...!
Zatem jasno z tego wynika, że zamiast np. szczepić się przeciwko grypie i tzw. zarazkom czy prowadzić antybiotykoterapię - należy się modlić, żeby na nią zachorować. Taki paradoks biologiczny... (w rozumieniu medycyny akademickiej)
Tzw. zarazki nie są spontanicznie patogenne; to są symptomy choroby, które są uczestnikami zdrowienia (symbionty), które nie są przyczyną ani chorób, ani zgonów.
Z perspektywy czasu, kiedy zgłębiłem wiedzę GNM, mogę śmiało wysnuć wniosek, że ww. Jerzy nie wyleczył się z raka dzięki metodzie NIA dra Ashkara i innych metod - tylko - dziarskiemu odchorowaniu chorób infekcyjnych. Wszystkie inne (poboczne metody) to środek placebo, który w ostatecznym rozrachunku dał pozytywny efekt leczenia przyczynowego, czyli efekt placebo!!
JerzyP - droga do zdrowia - KLIK!
 




W dniu 28.08.2021 o godzinie 20:00 dokonano aktualizacji treści artykułu.


                                                                                                                                                           Zibi
                                                                                                                    


wtorek, 17 marca 2015

LEMINGOSTWO, CZYLI WSPÓŁCZESNE NIEWOLNICTWO MENTALNE (LEMING-PACJENT-LEWAK)




Kiedy prześledzimy historię Homo sapiens i *Homo patiens, to ustalimy - niestety - smutną prawdę... 
(* Pacjent, z łac. Homo patiens - specjalny gatunek człowieka, który dzięki indoktrynacji propagandy medycznej stał się bezwolnym nabywcą leków i usług medycznych. Pojawił się na początku XXI wieku jako zabezpieczenie przed niedoborem pacjentów grożącym bankructwem farmaceutyczno-medycznego kartelu, więc hodowla tego gatunku stała się priorytetem współczesnej medycyny).

Wiara klasycznych pacjentów w mity sekty farmaceutyczno-medycznej i jej popleczników jest silniejsza niż prawdziwa wiedza o zdrowiu potwierdzona empirycznie przez niezależnych i nieskorumpowanych badaczy i naukowców, pokrywająca się z praktycznymi metodami starej poczciwej medycyny ludowej czy starożytnej medycyny chińskiej (taoiskiej). Czyż taki stan rzeczy nie utwierdza totalna czołobitność przed szamanem z tytułem profesora zwyczajnego/nadzwyczajnego czy doktora? Nawet napisana największa niedorzeczność, ale ubrana w garnitur naukowy, pod którym widnieje podpis: Minister zdrowia lub prof. doc. dr hab. - paraliżuje ludziom umysły i nakazuje bezkrytycznie wierzyć w to, pod czym podpisał się ów autorytet medyczny. Ostatnio stał się modny autorytet (doktor z kropką: "dr."), czyli taki celebryta medyczny, który na przykład kształcony był (wow!) na Zachodzie...

Mądry, pokorny i rzetelny naukowiec, dążąc do ustalenia prawdy obiektywnej, jako naczelną, uznaje zasadę: Wiem, że nic nie wiem... (Scio me nihil scire...). Inni zaś stanowiący znakomitą większość, nienauczeni czy niedouczeni (lub/i) będący skorumpowanymi przez rzeczone lobby - to są pseudonaukowcy, nierzadko prawdziwi szarlatani z owej sitwy farmaceutyczno-medycznej pokutujący jeszcze do dziś, głównie w tzw. układzie profesorsko-ordynatorskim (profesorowie nominowani). Swoje tytuły naŁukowe (sarkastycznie - z celowym błędem ortograf.) zdobyli w ponurych czasach, za tzw. komuny prim, katorżniczego ustroju, który zaowocował sowieckim systemem organizacji nauki opartym na omnipotencji urzędasów, jako najmądrzejszej oraz jedynie słusznej kasty wszechwładnej. Z tego właśnie wziął się ów system nominacji nieznany w normalnym świecie, ze środowisk tej kasty, wyrosłej i wybujałej jak komórki rakowe wyhodowane na zdefektowanej tkance społecznej zwanej ochlokracją, czyli rządach motłochu.
W skali Wszechświata jesteśmy tylko maluczkimi robaczkami. Tyle że są robaczki głupsze i mądrzejsze. Ale i te mądrzejsze nie wymyślą nic ponad to, co by przekroczyło ich możliwości myślowe jako robaczków oraz ponad to, co zostało już wymyślone przez Naturę.
Wniosek:
Robaczki najmądrzejsze - wiedzą, że nie wiedzą...
Robaczki najgłupsze - przeważnie chcą rządzić światem oraz pouczać innych (wielkim światem rządzi mały mózg/rozum) - one nie wiedzą, że nie wiedzą...
Kto nie wie nic - musi wierzyć we wszystko i wszystkiego się bać...
Zamiast: Wątpię, więc myślę, myślę, więc jestem... Jest: Wierzę, więc z myślenia jestem zwolniony...
Zamiast: Mam silną wiarę w wiedzę... Jest: Mam silną wiarę we wiarę; np. w mity sekty farmaceutyczno-medycznej omamionej przez WHO...
Wkrótce zostanie wydany zakaz samodzielnego myślenia, bo to obraża uczucia idiotów...
Zdrowy rozsądek może zastąpić prawie każdy stopień wykształcenia, ale żadne wykształcenie nie zastąpi zdrowego rozsądku...
Nie ma nic gorszego niż człowiek wykształcony ponad własną inteligencję...
Tam, gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli zbyt wiele...
Boję się! Nie wiem czy świat jest pełen mądrych ludzi, którzy blefują czy kretynów którzy wcale nie udają...
Prawdziwa wiedza to znajomość przyczyn...
Łatwiej jest oszukać człowieka niż przekonać go, że został oszukan
y... Wiedza naukowa niewiele się przydaje do rozświetlenia tajemnicy własnego ciała. Najlepiej o tym świadczy fakt, że najbardziej fantastyczne koncepcje i urojenia hipochondryczne mają właśnie lekarze...

Właśnie pacjentyzmem przesiąknięci są w większości ludzie o mentalności post-socjalistycznej czy post-niewolniczej, czy też wprost niewolniczej. Są oni patologicznie uzależnieni od instytucjonalizmu powszechnego. Cenią sobie bezpieczeństwo lub jakieś pseudo przywileje wynikające z nostalgii za czasami, w których  powszechna była tzw. opiekuńcza rola państwa - kosztem własnej wolności, samodzielności, samoświadomości. Nie mają tej świadomości, z której wynika, iż organizm człowieka to twór doskonały, stworzony na obraz i podobieństwo Pana Boga. Wg nich najbezpieczniej jest, jeśli zawierzą mONdrości sekty farmaceutyczno-medycznej i jej aŁtorytetów.
Raz oddana wolność w imię tzw. bezpieczeństwa - powoduje później -  utratę i jednego, i drugiego...
Niewolnicy wszędzie i zawsze niewolnikami będą - daj im skrzydła u ramion, a pójdą zamiatać ulicę skrzydłami...
               
Ludzie, którzy stanowią znakomitą mniejszość (w tym ruchy prawdziwie prawicowe, antyszczepionkowe, prozdrowotne) są ludźmi posiadającymi właśnie taką samoświadomość. Oni osiągnęli wyższą formę egzystencji; oni już nie mają patologicznej funkcji umysłu jaką mieli, kiedy byli klasycznymi pacjentami. Większość ludzi (wśród nich i klasyczni pacjenci) są podatni na wpływy propagandy nihilizmu i niezdrowego trybu życia. A ponieważ ich biologiczna funkcja umysłu jest nieprawidłowa, to mają kłopoty często z odróżnieniem tzw. dobra od tzw. zła oraz zdroworozsądkowego trybu życia od niezdrowego...
   
Propagując ideę profilaktycznego nurtu prozdrowotnego wg Hipokratesa wśród np. lokalnej społeczności, wielokrotnie napotykałem się na opór z jej strony w poznawaniu wiedzy o zdrowiu, który wynika z braku owej samoświadomości. Na przykład - prezesi, członkowie różnych stowarzyszeń czy kół, grup wsparcia lub samopomocy (ludzie chorzy na tzw. nieuleczalne choroby) - nie chcą takiej nieautorytatywnej wiedzy. Przykładowo, jeśli powiem chorującemu na cukrzycę II typu, że ma szanse wyleczenia się z tej choroby, to widzę blady strach w jego oczach, a potem wątpliwość i niedowierzanie skwitowane lekkim uśmiechem na jego twarzy (lekką szyderą). Wówczas zaczyna on prowadzić wewnętrzną walkę (sam ze sobą). A w głowie aż huczy od dylematów typu: co będzie z moją grupą inwalidzką, przecież mogą mi ją zabrać?; jak ja się rozstanę ze swoim dozgonnym dobrodziejem, diabetologiem?; jak ja odstawię swoje „paski ketonowe”, na które muszę nasiusiać, żeby sprawdzić poziom ciał ketonowych w moczu?; jak ja pozbędę się glukometru, igieł oraz innego sprzętu dla diabetyków, które otrzymałem za darmo od fundacji lub firmy farmaceutycznej?; jak mogę odstawić leki na cukrzycę, skoro święcie jestem przekonany, że cukrzyca wzięła się z ich niedoboru w organizmie?; czy nie stracę okazji darmowego wyjazdu do Łeby, Ustki, Helu w okresie wakacji?; czy nie pozbawię się uczestnictwa w spotkaniach, zabawach tanecznych, prelekcjach z uczÓnymi prEfesorami?; czy aby nie pozbawię się możliwości kandydowania na prezesa stowarzyszenia, a potem ewentualnego kandydowania do partii politycznej i do władzy samorządowej czy parlamentarnej?; etc.
Podobnie rzecz się ma w instytucjach skupiających chorych na: SM (Stwardnienie Rozsiane), ZZA (Zespół Zależności Alkoholowej) i inne choroby. Psychologicznym czynnikiem/środkiem samoobronnym dla tych ludzi, tkwiących dodatkowo w uzależnieniu od ww. instytucji, jest racjonalizacja polegająca na manifestowaniu swojego bohaterstwa czy pewnej formy heroizmu. - Oto ja, jestem tym lepszym człowiekiem, bo pomimo trudnych czasów, walczę na co dzień z chorobą nieuleczalną i mam głowę podniesioną do góry; jestem kimś wyjątkowym... Chory na SM czy raka powie, że jest kimś lepszym niż alkoholik czy diabetyk, bowiem oni na własne życzenie zachorowali, bo nie dbali o siebie, byli łakomi na słodycze i alkohol, nie znali umiaru. Alkoholik tzw. bierny powie, że to on jest z tzw. narodu wybranego; to on otrzymał przywilej drugiego życia, że przez jego Stwórcę czy Siłę Wyższą został wyróżniony spośród innych chorych chorujących na inne choroby nieuleczalne.


I jak dorosły człowiek może nie przekazać pewnych patologii na swoich potomków... Przecież już od kołyski nieprawidłowo czy w dysfunkcji  wychowuje swoje dziecko. Dziecko takie w wieku dorosłym ma co najmniej nieprawidłowo ukształtowaną osobowość, ponieważ ma zaprogramowane, że: rodzice muszą mu zapewnić wychowanie; nauczyciel ma obowiązek go czegoś nauczyć w życiu, np. jakiegoś zawodu, tylko że jemu się nie chce tej wiedzy przyswajać, i najlepiej, żeby nauczyciel się za niego jej nauczył; stróż prawa i porządku ma obowiązek zabezpieczyć jego nietykalność osobistą i jego prawo do korzystania z porządku prawnego, tylko że znów z jego strony wygodnickie zero stosowania czujności i uważania na ludzi, którzy mogą nu wyrządzić krzywdę, bowiem wg niego od tego są odpowiednie instytucje, w tym i policja; ksiądz ma obowiązek go rozgrzeszyć, choć jego dusza będzie hulać do woli, bo wie, że wystarczy udać się do spowiedzi, i jest załatwione; jego pracodawca ma obowiązek dać mu pracę, więc może się przespać na łopacie przez 8 godzin; lekarz ma obowiązek zapewnić mu ochronę jego zdrowia, więc nie musi o nie dbać samemu, bo lekarz wie lepiej, bo jego uczono tyle lat (- jeśli teraz nie choruję nawet na katar, to przecież mam jeszcze full czasu zanim zachoruję na raka…); etc.
     
W takich sytuacjach moje działania zmierzające do propagowania idei prozdrowotnych, wolnościowych czy tzw. prawackich - są wysoce podejrzane o jakieś co najmniej inklinacje sekciarskie czy inklinacje do tworzenia teorii spiskowych, bo przecież są one w konflikcie interesów oraz w dysonansie poznawczym z powszechną wiedzą naukową. Innymi słowy, jestem często postrzegany jako jakiś dziwak, kosmita, oszołom, bufon, zarozumialec, nawiedzony, a ostatnio: szur, kuc, foliarz, etc. I oto chodzi, o to chodzi... nawet głupcy i ignoranci mają swoją opowieść... Moja kontrowersyjność czasami zmusza konformistów do weryfikacji wiedzy i do pewnej refleksji. 
 
                                              
Tylko rasowy pacjent (jak baran ze swoim atawistycznym owczym pędem), jest pewien swojego losu... Baran zakłada z góry, że jest hodowany na ciągłe strzyżenie przy samej skórze i/lub obdzieranie z niej żywcem oraz że go tylko raz zabiją, a po zabiciu całkowicie zedrą z niego skórę. Pacjent jest zaprogramowany nie na wyleczenie, lecz na leczenie do us*anej śmierci przez swoich dobrodziei medycznych oraz że kiedyś umrze, ale nie od starości (godnie),  tylko koniecznie, jak chce medycyna, na jakąś chorobę. Po jego śmierci, a de facto w trakcie jeszcze schodzenia ze świata, mogą właśnie zrobić skok na jego świeżą skórkę, czyli wykorzystać jego podroby, o ile wcześniej w procesie medykalizacji, czyli strzyżenia przy skórze, ich nie uszkodzili (jatrogenia).

Prof. ks. Włodzimierz Sedlak (uczony, cybernetyk) powiedział, że upadek wszelkich autorytetów musi znaleźć swoje odbicie również w nauce i dodał: (...) nauka stała się uczonym trupem myśli, nad którym zasiedli wytrawni gracze. Gdyby wydać encyklopedię ignorancji uznanych autorytetów w dziejach nauki, składałoby się na nią wiele brzuchatych tomów. Nic już nie zainteresuje uczonych. Są jak woły, które spokojnie żują pokarm na zagrodzonej łączce (...). To tak a propos farmaceutyczno-medycznych tzw. naŁukowców tego całego lewackiego systemu...

                                                                           
Istnieje też pewna grupa pacjentów (wolnościowcy-luzacy), moim zdaniem bliższą mentalności prawaka-niepacjenta, czyli Homo sapiens, którzy korzystają z życia i nie chcą wiedzieć - czy umrą na bliżej nieznaną im chorobę - czy też godnie i ze starości... Uznali, że w razie draki, lekarz jest instytucją, która jest od ratowania ich życia. Ich kredem życia jest - żyć krótko, ale dobrze... Parafrazując słowa klasyka: Z wątpliwym skutkiem śpiewamy sobie tak, życie jest zbyt krótkie, by żyć byle jak...
Tzw. hulaszczy i bezstresowy tryb życia nie musi negatywnie wpływać na długość i jakość życia, jeśli się zbytnio nie przegina, a wsłuchuje we własne sygnały płynące z wnętrza organizmu, posiadając odpowiedni poziom prawdziwej wiedzy o zdrowiu. Jeśli się nie ma zdrowia, a po jakimś czasie się je odzyska lub jeśli zdrowie dopisuje - należy zdrowie traktować jako luksus. Dobrostan zdrowia powinien być wartością użyteczną (trening czyni mistrza), czyli nie powinno się po hipochondrycku podchodzić do dbania o nie, lecz zgodnie z rozsądnym carpe diem (chwytaj dzień). 
Taka przypowieść:
Było dwóch braci bliźniaków. Jeden z nich pił, palił i używał, a drugi zaś przez całe swe życie nie wziął alkoholu do ust, ani nie kochał się z kobietą, a zmarł w trzecim roku życia...
Ten pierwszy nie chodził do lekarzy i dietetyków, nie słuchał ich nierzadko durnych instruktaży i porad, nie oszukiwał zbytnio Natury, lecz żył pełną piersią i postępował w myśl zasady: Natura sanat, medicus curat (Natura uzdrawia, lekarz leczy).


Myślenie leniwego intelektualnie lewaka czy postępaka, nawet czasem mimo jego wysokiego wykształcenia, w kwestiach politycznych, życiowych, zdrowotnych (m.in. godzenie się na bycie niewolnikiem) jest analogiczne do zgody w tzw. pacjentyzmie na unicestwianie i redukcję populacji *Niewolniczego ludzkiego bydła roboczego - przez włodarzy świata - za pomocą kartelu farmaceutyczno-medycznego. A oto na potwierdzenie powyższego link do info, jak można kręcić lody na krzywdzie i ludzkiej naiwności przez kartel farmaceutyczno-medyczny będący narzędziem do kreowania Nowego Porządku Świata (NWO):  KLIK!

"(...) Pierwsza „rewolucja” a więc przejście z trybu życia
koczowniczego do życia osiadłego i „wynalezienie” rolnictwa spowodowało zmianę odżywiania. Zboże, uprawiane początkowo jako karma dla zwierząt stopniowo stało się głównym pożywieniem ludzi (zwłaszcza z nizin społecznych). Fryderyk Engels napisał o tym, że kiedy zaczęto ludzi, zwłaszcza poddanych, karmić zbożem, **WYHODOWANO LUDZKIE BYDŁO ROBOCZE.
Zdaniem wielu genetyków, aby metabolizm człowieka całkowicie przestawił się z przystosowania do spożywania mięsa i tłuszczu na węglowodany, upłynąć musi ok. 250 tysięcy lat. W tym okresie przejściowym trapić będą człowieka przeróżne zaburzenia matabolizmu, zwane chorobami cywilizacyjnymi. (...)".


Dodam tylko, że zdaniem rabina Josefa Owadii - większość Żydów uważa, że nie-Żydzi to tzw. goje, czyli podludzie lub zwierzęta pociągowe...



Jeszcze tylko kilka słów w kwestii wiary a rzetelnego leczenia przyczynowego...


- Z wiary i poglądów to tylko same nieszczęścia i kłopoty... (~ parafrazując ks. Stanisława Staszica)
W procesie dochodzenia do zdrowia nie można opierać się jedynie o wiarę i poglądy (magie rozmaitych tzw. alternatywnych medycyn), lecz o wiedzę czy o wiarę w wiedzę o zdrowiu, np. wg Hipokratesa.

Wiedzę o tym, iż zabiegi takie jak: modlitwa do wszystkich świętych, najsłynniejsi uzdrowiciele, pielgrzymka do Lourdes, nawet na kolanach, homełopatia, wiara w moc szamana w białym kitlu zwanego lekarzem i przepisywane przez niego gorzkie pigułki chemiczne albo "naturalne" suplementy, lewatywy, badania, diagnozy, wróżenie ze składu pierwiastkowego włosa, z oczu albo kropli krwi, kuracje, diety, autorytety (od siedmiu boleści), zappery i inne aparaty (nawet te z przymiotnikiem "super" i jeszcze + albo ++ czy nawet +++), chemio-, radio-, ozono-, światło-, aromo-, uryno-, ciepło-, zimno- czy letnio-terapie, zdrowa żywność czy jeszcze modniejsza: wściekle zdrowa żywność i w końcu bioenergoterapia - to wszystko magia. To żerowanie na naiwności pacjentów*, którym się wydaje, że o zdrowie nie trzeba dbać, bo je można "zdobyć" dzięki żarliwości modlitwy, uciążliwości pielgrzymki, czy wreszcie za ciężkie pieniądze w jakimś modnym gabinecie. Ale to tylko magia - chwilowa poprawa; atrapa (…). (~Józef Słonecki)
Jeśli się modlę do Boga, to nie o przysłowiową gotową rybę podaną na tacy, ale o wędkę, czyli proszę o natchnienie mnie dobrym pomysłem/rozumem na wyleczenie się. Tzw. katol-pacjent (chory np. na cukrzycę) przeważnie postępuje inaczej... Tuż po wyjściu z kościoła zaczyna grzeszyć, obżerając się tortem lub innym tzw. łakociem, bo ma nadzieję, że na kredyt wymodlił sobie immunitet chroniący go przed konsekwencjami nieprzestrzegania diety w cukrzycy (terapia w usuwaniu przyczyny pośredniej choroby) oraz przed innymi chorobami. Przecież ma świadomość, że występuje przeciwko Piątemu Przykazaniu, a jednak pokusa uciechy podniebienia - zwycięża nad rozsądkiem. On wtedy podniecony smakiem mówi: - Bóg istnieje... bo czuję jakby maluśki Jezusek gołą stópką przeszedł po moim podniebieniu... Psychologiczny mechanizm obronny u niego działa w ten sposób (racjonalizacja), że uda się z pielgrzymką na Jasną Górę i wyleży krzyżem naprawę swojego zdrowia (po najmniejszej linii oporu i nawet bez udziału lekarza). Nie wiem, ale Bóg w tym czasie raczej też będzie go wysłuchiwał na leżąco, będzie go ignorował albo nawet sobie zakpi z niego. Jak w tej przypowieści o beznadziejnym alkoholiku, który nie chciał się dać zreformować, nie chciał się leczyć i nie słuchał żadnych rad, nawet w kwestii samego odstawienia picia. Otóż ów alkoholik przepił całe swoje życie i zdrowie, stając się inwalidą z uszkodzonym aparatem ruchu, jako ofiara wypadku drogowego będąca pod działaniem alkoholu. Pewnego razu postanowił pójść na pielgrzymkę do Częstochowy, żeby uprosić Boga o uzdrowienie go. Poszedł więc o kulach na Jasną Górę. Tam położył się krzyżem i zaczął się modlić o uzdrowienie go z tego inwalidztwa. Po jakimś czasie krzyczy: - Moje kule, moje kule! Na co głos z tłumu: - Czy stał się cud...? - Nie, kule mi zaje*ali...!

Wracając do potencjalnego chorego na ZZA, który nieprawidłowo podchodzi do leczenia choroby alkoholowej... Zaraz po odstawieniu alkoholu, co jest warunkiem sine qua non rozpoczęcia procesu trzeźwienia, wymieniony osiada na laurach i nic ze sobą nie robi, bo zrobił łaskę współmałżonkowi/rodzinie/przyjaciołom, odstawiając alkohol, a to przecież dla niego wyczyn graniczący z heroizmem. Czuje się prawie świętym. Za takie poświecenie należy mu się odpowiednie traktowanie i usługiwanie mu - aby tylko nie zaczął pić na nowo. Współpartnerzy nawet godzą się na to, aby delikwent powierzył całą odpowiedzialność za swoje zdrowie i życie IM, na zasadzie: Jakiego mnie Boże stworzyłeś, takiego mnie masz... (bo przecież wg niego picie nałogowe było nie z powodu jego ułomności, lecz przez kogoś/przez coś...). Tak więc on nie będzie pił, ale w zamian żąda od członków rodziny rozwiązywania za niego problemów rożnej maści, bo on dostał nowe życie i jest przecież nieporadnym noworodkiem...
Po pewnym czasie, jeśli taki delikwent nic ze sobą nie robi (nie prowadzi terapii detoksu-odwyku, czyli kuracji trzeźwienia, tylko usilnie trzyma się samego niepicia, to to jest dla współ... jakąś totalną udręką. Czasami bywa tak, że współuzależniony zaczyna prosić Boga o to, żeby tego typu tzw. bierny alkoholik zaczął pić na nowo, bo jeśli tylko utrzymuje samą abstynencję, i nic więcej nie robi, to jest on wiecznie pijany na "sucho". Inny znów często przesuwa się w drugą skrajność i jest uzależniony od niepicia, czyli pijany od "trzeźwości". Tacy bierni alkoholicy czy bierni narkomani bywają czasami bardziej upierdliwi i nie do życia... niż z okresu czynnego spożywania czy brania...


Ludzie leniwi życiowo i intelektualnie, konformiści, snoby, ludzie  bezkrytyczni i bezrefleksyjni - to najczęściej nieudacznicy życiowi, którzy uciekają od jakiejkolwiek odpowiedzialności za swoje życie i zdrowie, uderzając na przykład w różnego rodzaju sekciarstwo... Niektórzy mylą - socjalistyczną (społeczną) naukę o KrK (ostatnio nazywaną posoborową modernistyczną nauką judeo-chrześcijańską) - z prawdziwymi naukami Chrystusa. To tak jakby nie widzieć różnicy pomiędzy krzesłem wersalskim a krzesłem elektrycznym. Miernikiem uduchowienia u takich ludzi jest ilość odbytych wizyt w obiektach sakralnych oraz ilość odklepanych modlitw. Miernikiem uduchowienia tzw. pacjentów-wiernych w sekcie farmaceutyczno-medycznej jest ilość wizyt u lekarzy, czyli u swoich kapłanów w białych kitlach oraz ilość pobranych usług medycznych i leków.  A gdzie są dobre uczynki... wg Przykazań Miłości i Dekalogu oraz Triady Wartości?! No cóż, ograniczają się przeważnie tylko do przestrzegania Trzeciego Przykazania. Zatem nie dziwi fakt, że Pan Bóg czasem również ich ignoruje i drze łacha, jak z tego opisanego wyżej...

Tak samo jest z lemingami głosującymi na żydo-bolszewię z PiSS (pobożne lewactwo) lub innych socjalistów (bezbożne lewactwo) z pozostałych członków tzw. Bandy Czworga.  Oni myślą w taki oto sposób: - Po co ja mam się wysilać, cokolwiek robić, skoro państwo się mną zajmie najlepiej. Niech mi da kasę w postaci jakiegoś zasiłku, bo mi się należy tzw. opiekuńcza rola państwa, a ja se poleżę i poczekam aż się wszystko w okół mnie zrobi samo. I niech też inni decyzję podejmują za mnie i biorą na siebie odpowiedzialność, nawet niech decydują o moim losie, byleby mi pozwolili w spokoju żyć w mojej "pozłacanej" klatce, gdzie mam ciepłą wodę w kranie, gdzie mogę żyć, żryć, spokojnie "łamać się na desce" bez wychodzenia na dwór do "wychodka". Jestem hepi!
Jeden taki lewus (kalectwo życiowe, wyhodowane w socjalistycznym inkubatorze), był na tyle leniwy, nieodpowiedzialny i beztroski, że kładąc się wieczorem spać, nawet nie nastawił budzika na następny dzień na 6:00 (rano), żeby wstać do pracy. Jak zwykle spokojnie scedował to na swojego boga, twierdząc, że wierzy w przeznaczenie i że to od jego boga będzie zależało - czy wstanie rano do pracy - czy też nie! Jeśli nie wstanie, to znaczy, że to nie będzie wynikać z jego próżniactwa i lenistwa, tylko z woli bożej. 


A zatem lemingi/pacjenci/lewacy to przeważnie nieudacznicy życiowi uwielbiający życie w różnych wspólnotach; i obojętnie czy chodzi o umiłowanie do (tfu!) tzw. demokracji, czy o przynależność do wspólnoty wyznaniowej lub sekty, czy czego im tam do uskutecznienia bezwolności jednostki w zrównanej na siłę społeczności potrzeba...



Ps. 
CZARNA ŚMIERĆ I BIAŁA ŚMIERĆ - KLIK!

OD CZEGO BY TU ZACZĄĆ NAPRAWĘ PAŃSTWA "DEMOKRATYCZNEGO"? -   
KLIK
!
 
 
                           
                      





W dniu 07.11.2021 o godzinie 09:45 dokonałem aktualizacji treści artykułu...


To pudełko ryje Wam berety od lat...

Co mi dają dobrego reklamy w TV? Nic. Marnują moje zdrowie psychosomatyczne. Te przerywniki programowe pełne są obrazów migających z częstotliwością 1-5 Hz, najsilniej pobudzając nasz układ nerwowy. A ostre dźwięki - mają za zadanie wprowadzić nas w stan zwiększonej koncentracji uwagi przed zwiększoną dozą reklam, które zaraz będą polecane.

Reklamy, a w trakcie ich trwania - głos jest zawsze mocniejszy niż normalnie. W tym układzie moje nerwy sięgają zenitu i odruchowo łapię za pilota, żeby wyłączyć głos albo przełączyć na inny kanał. Jeśli na innym kanale jest też reklama, to można się wściec.
Można sobie policzyć - ile w toku jednej reklamy zmieniany jest obraz… Około 35 razy, w czasie 30. sekund reklamy. Czyli oznacza to, że się zmienia średnio co 1. sekundę.

To jest dokładnie tyle ile potrzeba, byśmy zdążyli zarejestrować sobie w naszym mózgu jakiś obraz, ale nie zdążyli go, broń Boże, przemyśleć czy przeanalizować, zwłaszcza, gdy dotyczy reklamy leków, supli itp. gówien - tylko natychmiast start do apteki lub do jakiegoś punktu dystrybucyjnego leków/paraleków, żeby mi nie wykupili...

Człowiek ma być niewolnikiem, ma mieć wodę z mózgu i ma dać się, jak baran, strzyc przy samej skórze, obdzierać ze skóry żywcem, a na koniec zabić.  



 

                                                                                                                                                     Zibi