Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

poniedziałek, 19 października 2015

Dlaczego mundurowym i emerytom mundurowym opłaca się głosować na KORWINę...

Pracownicy/funkcjonariusze resortów mundurowych powinni glosować na KORWINę z kilku prostych powodów...

Dążąc do zmiany ustroju z faszyzmu biurokratycznego (rządów ochlokracji socjalistycznej czy socjal-demokratycznej, czyli komuny-bis) na prawdziwy "prawacki" kapitalizm (gospodarka wolnorynkowa) zniesiemy podatek dochodowy, a pozostawimy VAT na poziomie ok. 15-17%. W wyniku takiego działania zostanie napędzony rozwój gospodarki. Natychmiast, jak grzyby po deszczu, powstaną nowe zakłady pracy.

Właściciele owych zakładów zaczną zatrudniać pracowników nie tylko na jedną zmianę, ale i na dwie, trzy, bo koszty nowych - i w ogóle: miejsc pracy - będą niewielkie. Jeśli tak, to bezrobocie zmaleje praktycznie do zera, a w postępie geometrycznym wzrośnie zatrudnienie pracowników, z których to wynagrodzeń będą odprowadzone podatki VAT na poziomie jak wyżej, czyli odwrócona zostanie piramida podatków i płac.

Obecnie przeciętny Kowalski odprowadza wszystkich podatków i składek na poziomie ok. 83%. Zostaje mu w kieszeni ok. 17%. W ustroju niewolniczym odprowadzał dla swojego pana podatek rzędu 90%, pozostawało mu w kieszeni 10%, ale jest jedno "ale": jego pan gwarantował mu wikt, opierunek, dach nad głową i czasami rentę dożywotnią za wypadek przy pracy.

Z tego wynika, że obecny ustrój (tfu!) demokratyczny jest gorszy od niewolniczego - porównując je oba, jako mega niewolnicze. Dzisiejszy "pan"  nie gwarantuje nam praktycznie nic: ani wiktu, ani opierunku, ani dachu nad głową, ani głowy nad dachem, ani nic... (czytaj: klasyk z Białegostoku)

źródło: Internet


Powód pierwszy - główny

Skoro odwrócimy ww. piramidę i będzie zostawać nam w kieszeni ok. 80%, a ok. 20% pójdzie na podatek dla państwa, to z tych podatków będzie utrzymywana tzw. budżetówka, w tym służby mundurowe. I na tym będzie się ograniczać li tylko tzw. opiekuńcza rola państwa (zabezpieczenie wewnętrzne i zewnętrzne państwa). Cała reszta uszczęśliwiania nas na siłę przez całe tabuny/armie urzędasów - zniknie.

Doskonale sobie poradzimy bez ich niedźwiedzich przysług w życiu prywatnym i zawodowym, mając te 80% zarobków w kieszeni. Natomiast 20% odprowadzonego podatku chętnie przekażemy na służby mundurowe i resztę "budżetówki", odchudzonej przynajmniej o ok. 500 tys. pasożytów-urzędasów. To będzie godziwa zapłata za służbę, a nie ochłap/jałmużna z ok. 2% dla mundurowych.

Skoro priorytet podatkowy i podstawa podatkowa pójdzie na wojsko, policję, straż pożarną, SW, inne - to znaczy, że będzie to o wiele więcej pieniędzy, niż obecne przeznaczanie w sposób zmarginalizowany. Jeśli kilkakrotnie więcej pieniędzy na działalność resortów, to kilka razy więcej też środków pieniężnych na wypłaty, co istotnie wpłynie na sytuacje korupcjogenne na styku obywatel i funkcjonariusz, tj. w pewnym stopniu je ograniczy.

Zdaje się, że w policji do tej pory istnieją jakieś śmieszne limity paliwa, brak sprzętu, warunków do pracy, itp. itd. Za moich czasów policjant, tzw. śledczy, musiał sobie czasem kombinować własnym przemysłem: a to maszynę do pisania (bo jedna była na wydział i zawsze zajęta, o elektrycznej mógł sobie pomarzyć); a to papier maszynowy, czy "podaniowy" musiał ukraść w urzędzie miasta lub dostał od bogatszej firmy (w której prowadził dochodzenie przeciwko tej firmie, a w zamian za to wymagano od niego, żeby nieco przymrużył oczy na sprawę - wszechobecny i korupcjogenny sponsoring na szczeblu gminnym na przykład). W innym urzędzie dostał w prezencie lub skroił: popielniczkę, długopis "nieświadomie", odruchowo schował do kieszeni, a tylko mu pożyczono do podpisania protokołów, spinacze biurowe, zszywacz.
W KW PZPR dostał od swoich kolesi dziurkacz (albo im podiwanił, jak widział, że czerwone pająki wraz ze swoimi podopiecznymi z "bezpieki", nudząc się grali w pokera, biesiadowali, dziurkowali se wycinanki i prostowali spinacze biurowe, a jego postawili na czatach - oddelegowany na czas obrad plenum, jako tajnego agenta mundurowego paraBORu). Podczas burzliwych posiedzeń plenarnych PZPR, w przerwach, robili samoloty z papieru maszynowego i puszczali z najwyższego piętra budynku komitetu. Ich wzorem, na przeżycie dnia pracy, funkcjonariusze SB, takie same samoloty puszczali z najwyższego piętra budynku KWMO. Jeden puszczał samolot, a drugi po niego schodził lub zjeżdżał windą, przynosił - i potem była zmiana. I tak było do obiadu.

Po przerwie obiadowej sjesta poobiednia, dłubanie w zębach, prostowanie spinaczy, pisanie fikcyjnych notatek urzędowych ("czyszczenie sufitu"; z reguły głównym źródłem "osobowym" informacji była gazeta, np. "Głos Robotniczy", której treść dopasowywano i ubogacano fikcyjną informacją, zdobytą jakby od swojego informatora, czyli tzw. korka, za którą często przekazywali fikcyjną zapłatę z funduszu operacyjnego) i wykazywanie, ze się było w terenie na działaniach operacyjnych i odbyto spotkania z TW.

Jeśli tego samego dnia nie było kontroli przełożonego, to te notatki darto i następnego dnia produkowano od nowa, wykazując się pracą biurową. Dodam tylko, że po sjeście poobiedniej, jak nie darli notatek, to wypełniali czas umawianiem się z kolegami po fachu na imprezkę z okazji imienin lub urodzin, albo bez okazji, organizowali składki itd.  No i tak dopracowywali w pocie czoła do 15.30.  I całą ławą biegli do wind, aby jak najszybciej opuścić "katorżnicze" miejsce pracy.
W ten sposób na "pierwszego" znów była wypłata. W domu opowiadali żonie i dzieciom, jak to bohatersko działali w akcjach np. przy likwidacji niebezpiecznej siatki szpiegowskiej, czy grupy przestępczej "podziemia", produkującej ulotki o treści antysocjalistycznej i antypaństwowej, lub opowiadali treść filmu sensacyjnego lub snu z czasu sjesty.

Powód drugi

Możemy przywrócić "bezpiecznikom"-emerytom odebrane im przez sitwę PO-PiSu emerytury (nie mają co liczyć na Sztrasburg, że im przywróci). Ale to przywrócenie części emerytur nie oznacza naszej miłości do "bezpieczników", choćby z powodów opisanych powyżej, ale dlatego, żeby pokazać, jak komuna bis (banda czworga i ich odchody, czyli sitwa pookrągłostołowa) łamała prawo, działając wstecz (Lex retro non agit).
Naruszono: Pacta sunt servanda (umów należy dotrzymywać), czyli podpisanie umowy między państwem a obywatelem jest rzeczą świętą, nienaruszalną. A PO-PiSowy motłoch, na zasadzie jakiejś dziwnej odpowiedzialności zbiorowej, odebrał częściowo świadczenia emerytalne ww. obywatelom.

JKM oświadczył, że gdyby funkcjonariusz, kat, pracujący na ówczesnych usługach tzw. komuny ściął głowę jego ojcu, a obecnie znalazłby się w grupie, której odebrano większą cześć emerytury, to i jemu by ją przywrócił!


Pragnę na chwilkę jeszcze powrócić do tematu kolesi "bezpieczników", których pewnie dla polewu i dla odwrócenia od siebie uwagi, funkcjonariusze byłej "Informacji", czyli spec służb (WSI), ustami Frantza Maurera w filmie Pasikowskiego "Psy"- przemycili plebsowi ściemę pt. SB to najpoważniejsza, najgroźniejsza mafia świata, najlepiej przeszkolona formacja spec służb, zorganizowana grupa przestępcza o charakterze zbrojnym. Koń by się uśmiał równie mocno, jak chłopaki "wsiowe"... Pewnie mnie przeklną ci, którzy byli de facto największymi nieudacznikami i gamoniami, gorszymi od zomowców w formacji pt. "Pięść uderzeniowa partii"/"Serce bijące partii", czyli tzw. esbecja. To "bezpieczniacy" inwigilowali harujących na cały resort MSW policjantów, strażaków, wopistów, nadwiślańczyków.
To oni dokładnie w punkt 15.30 służbę zostawiali za bramą, podczas gdy ich murzyni z MO (np. funkcjonariusze operacyjno-dochodzeniowi ) zostawali po godzinach w robocie, czasem to owe "po godzinach" trwało kilka dób oraz dodatkowych kilkanaście godzin na odreagowanie stresu w kasynie, co niektórych doprowadziło w prostej linii do uzależnienia od "gołdy".

Co byli warci "bezpieczniacy", można było stwierdzić po wspólnych działaniach policjantów z nimi, jako "policjantami politycznymi", np. podczas stanu "PZ" w trakcie trwania ciszy wyborczej i zabezpieczania wyborów referendalnych czy parlamentarnych w Warszawie.
Przyszli do roboty na 12 h lub na 24 h, np. do jakiejś komendy lub komisariatu MO z takim wyposażeniem, jakby wybierali się na wyprawę co najmniej na Szpicbergen na miesiąc. Z rodziną żegnali się, jakby szli na wojnę. Będąc na służbie ciągle telefonowali do rodziny, zdając relację z "frontu", jakie te "solidaruchy" są niebezpieczne... Milicjant spał na siedząco lub na stojąco, a "bezpiecznik" na kanapie komendanta albo na fotelach albo w najgorszym wypadku na podłodze, ale w śpiworze i koniecznie przebrany w pidżamkę i "szlafmycę"w postaci czapki kominiarki, z bronią w kaburze operacyjnej.
Kiedy poszedł w obchód w rejon zabezpieczenia obiektu wyborczego, prosił o asystę dwóch milicjantów lub jednego z psem służbowym. I przez całą służbę nie mógł wyjść z podziwu dla profesjonalizmu przewodnika psa obronnego, jego uzbrojenia w środki przymusu i dla samego psa.
Ponieważ prawdziwego przestępcę ściganego przez podobnie uzbrojonego policjanta widział tylko w telewizorze, to też potrafił indagować go o temat specjalnych psów służbowych, i jakie było zdziwienie "bezpiecznika", kiedy zaglądając psu pod ogon stwierdził, że to normalny pies płci męskiej. Zdając co pół godziny żonie relację z działań operacyjnych otrzymał od niej informację, z której wynikało, że krąży plotka po mieście, iż miasto patrolują milicjanci uzbrojeni po zęby ze specjalnymi psami służbowymi o dwóch ch*.

Jeszcze raz pragnę podkreślić, że my, jako ideowcy prawdziwi, na czele z JKM, chcemy przywrócić prawdziwą ideę przestrzegania prawdziwego porządku prawnego, a nie żeby inna frakcja tej samej bandy czworga, która dopcha się do koryta - łamała ten porządek prawny i szukała na swoich kolesi z przeszłości jakiejś kary w postaci odpowiedzialności zbiorowej.

!!! Pragnę z góry przeprosić i odszufladkować niektórych tych kolegów, którzy pracowali rzetelnie, profesjonalnie  i godnie w odpowiednich pionach SB, np. tych typowo roboczych (np. typowo śledczych, lub po linii zwalczania przestępstw gospodarczych; małych i dużych afer popełnionych przez  tzw. bonzów; w pionie kondrwywiadu; itp.) oraz tych, co przeszli do służby w policji do tzw. pionu oper.- doch.

Powód trzeci - hipotetyczny

To jest mniej prawdopodobne, ale teoretycznie możliwe, aby też dla przykładu przywrócić emerytom ww. służb procedurę przyznawania rewaloryzacji rent i emerytur z budżetu ww. resortów, a nie z podległości pod ZUS. To komuch, Leszek Miller, za panowania jego rządów wyłączył policjantów-emerytów spod podległości pod budżet MSW w sprawie rewaloryzacji, sprzedając ich pod ZUS, aby złapać punkty u sitwy PO-PiSowej. Wówczas w żadnym kraju, nawet tzw. trzeciego świata, nie było takiej sytuacji, żeby emeryta-policjanta i innych emerytów ze służb ww. resortów mundurowych w sprawach rewaloryzacji rent i emerytur (tzw. procentowa lub krocząca) usuwać z podległości pod budżet resortu - a przenosić pod taki ZUS.
Komuch Miller będąc też szefem resortu MSW, był tym, po którym najmniej się spodziewano, że sprzeda, jak Judasz, "funkcjuszy" ZUSowi.

Oto przykłady na to, jak mogłoby funkcjonować państwo prawa, np. republika lub monarchia za panowania JKM, zamiast ochlokratycznej d*pokracji, w której dwie żulie spod budki z piwem, większością głosów mają do powiedzenia więcej niż na przykład profesor zwyczajny nauk prawniczych...


Zbigniew Zibi Osiewała