Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

środa, 27 maja 2015

Pal spokojnie, palenie wyszczupla...

          Na paczce papierosów widnieje zazwyczaj tego rodzaju lub podobne ostrzeżenie: "Palenie tytoniu jest przyczyną wielu groźnych chorób, w tym raka". Ja bym dopisał: "Ale niekoniecznie; czasami - tak, a czasami - wręcz przeciwnie".





          Niektórzy chorzy po nagłym rzuceniu palenia zaczynają jeszcze bardziej chorować. A jeśli są tzw. pacjentami medycyny - przyspieszają sobie dzięki różnym terapiom w tzw. procesie medykalizacji - zapadalność na: otyłość,  choroby serca, choroby wątroby, stawów, cukrzycę, nowotwory, etc.

           Mój ojciec jako przykład odstawienia palenia - zmarł na "raka płuc", po około 8. latach od chwili nagłego rzucenia palenia. Moja wiedza o zdrowiu w owym czasie była jeszcze w "lesie" i ratunku dla niego upatrywałem w terapiach medycznych, i w zasadzie - gdyby nie ruszali guza, a następnie nie karmili ojca aspiryną (jak oni to określają: na rozrzedzenie krwi), jako antyzawałową - ojciec nie zmarłby nagle wskutek udławienia się krwotokiem, wywołanym działaniem aspiryny. A tyle razy zaznaczaliśmy doChtÓrce, że od tych leków może dojść do krwotoku...
          Paradoksalnie: ojciec nie umarł na chorobę nowotworową, lecz przez nieprawidłowe działania prewencyjne lekarzy, rzekomo zapobiegające zawałowi serca. Po jego śmierci, lekarz chorób wewnętrznych na oddziale dla przewlekle chorych, prowadząca ojca, "pocieszyła" mnie mówiąc, że dobrze, że nastąpiła taka lekka śmierć, bo w razie postępu choroby rakowej mógłby umrzeć w męczarniach i zejście byłoby poprzez uduszenie. Z perspektywy czasu mogę przypuszczać, że lekarka wkalkulowała właśnie taką śmierć dla ojca, jako korzystną dla wszystkich - bez fundowania ojcu i innym dodatkowej gehenny.
          I jak tego nie nazwać, jeśli nie jatrogenizacją, a następnie kontrolowaną eutanazją w procesie tzw. medykalizacji? Obecnie wiedziałbym, jak ojciec ma stopniowo rzucać palenie, jak się odżywiać, jak pozbyć się raka lub - jeśli byłoby zbyt późno - jak z nim spokojnie żyć dalej.

          Istnieją też jednak przykłady, gdzie palenie tytoniu może chronić przed w/w chorobami (np. rakiem jelita grubego) oraz mieć korzystny wpływ na wiele innych aspektów życia palącego. Dla przykładu: u palących schizofreników doraźnie poprawia się ich kondycja psychiczna i prawie w ogóle nie umierają na raka płuc albo na raka jelita grubego, ale z kolei nikt im nie zagwarantuje, że porażając układ parasympatyczny, przy wypaleniu ponad 40 papierosów na dzień, nie umrą np. na raka trzustki lub inną chorobę. Jedyną chyba 'korzyścią' dla nich jest to, że taka ilość wypalanych fajek pozwala zmniejszyć ilość zażywanych neuroleptyków.
           W zależności od dawki, nikotyna pobudza lub poraża układ sympatyczny (czytaj: współczulny). Przy wypalaniu 15. papierosów dziennie, nikotyna pobudza układ sympatyczny, co np. powoduje zmniejszenie apetytu i preferencje produktów spożywczych roślinnych lub innych mniej kalorycznych w kierunku diet "pastwiskowych" (wg dr. Kwaśniewskiego) oraz przyspiesza postęp chorób takich, jak np. Buergera, Bechterewa, Raynauda, SM, gościec przewlekły, nadczynność tarczycy, etc. 40 papierosów na dobę - powoduje porażenie układu sympatycznego, a tym samym daje przewagę układowi parasympatycznemu, co dalej skutkuje preferencją produktów "korytkowych" (słodko i tłusto). W tej dawce papierosy szkodzą we wszystkich chorobach "korytkowych", głównie w miażdżycy. Przewaga tego układu powoduje zwiększenie przetwarzania glukozy w tzw. szlaku pentozowym. Dalej może to poskutkować również chorobami z hiperinsulinemii, czyli np. cukrzycą. U dorosłych palaczy można zaobserwować zmniejszoną zapadalność na wrzodziejące jelito, na raka jelita grubego; kiedyś notowano nawet mniejsze uczestnictwo w wypadkach drogowych...

           Ale nie chodzi mi o jakieś doraźne w terapii, wątpliwe korzyści z palenia fajek, ale o pełną i rzetelną informację w przedmiotowym temacie. Napis na opakowaniu papierosów, zawierający ostrzeżenie, że palenie tytoniu jest przyczyną wielu groźnych chorób, jest co najmniej nieprecyzyjny lub zafałszowany. Gdyby widniała tam rzetelna i dobrze sprecyzowana informacja, wówczas dawałaby ona ludziom możliwość odpowiedniego wyboru! I to nie tak, żeby dawać mafii farmaceutyczno-medycznej argument, że to oni są panami życia i śmierci, zaś ludzi postraszyć hasełkiem-starszakiem o niezwykle "mądrej" i naŁukowej treści, jakoby to od nich zależało dalsze zdrowie i życie palacza, skoro nie reagował na ich sygnały ostrzegawcze. Ludzie winni sami dochodzić przyczyn/przyczyny chorób, jeśli lekarze *specjaliści mają to w głębokiej pogardzie - niektórzy wręcz celowo i z rozmysłem  kamuflują całą tę nagą prawdę o przyczynach rzeczy istotnych i najistotniejszych dla człowieka.
"Mądry człowiek powinien wiedzieć, że zdrowie jest jego najcenniejszą wartością, i powinien uczyć się, jak sam może leczyć swoje choroby" (~Hipokrates)
"Byłoby to bowiem zasadą ospałego rozumu, wszystkie przyczyny, których przedmiotowa realność, przynajmniej co do możliwości, można poznać tylko przez coraz dalsze doświadczenie, tak sobie po prostu pomijać, by odpocząć w gołej idei, bardzo dla rozumu dogodnej" (~E. Kant)
Parafrazując słowa filozofa Pitigrilli, *specjalistami nazywają się lekarze, którzy swoje nieuctwo ograniczają do ciasnej dziedziny wiedzy...    

           A propos przyczyn, powtórzę, że jedyną, naczelną przyczyną bezpośrednią jest toksemia. Ale znajomość przyczyn pośrednich, które lekarze uważają za bezpośrednie (de facto to są skutki tej przyczyny bezpośredniej, czyli zachodzący pewien związek przyczynowo-skutkowy, często interpretowany przez lekarzy nie we właściwą stronę lub też często mylony skutek z przyczyną) i leczą objawowo - potrzebne są ludziom, którzy zdrowie wzięli we własne ręce i postanowili leczyć/wyleczyć się przyczynowo.
          Skoro wiemy, że np. palenie tytoniu, prądy selektywne (wg dr. Kwaśniewskiego), leki homeopatyczne mają wpływ na preferencje "dietetyczne" (czytaj: na model odżywiania, bo dieta odnosi się li tylko do żywienia w chorobie, zaś w zdrowiu - jest zdrowe odżywianie), to mają też wpływ na szybkość naszego metabolizmu (manipulacja podukładami: współczulnym i przywspółczulnym w autonomicznym układzie wegetatywnym). A zatem jeśli znamy mechanizm działania nikotyny, który ma wpływ na preferencje żywieniowe, a dalej na typ przemiany materii i jego pośredni wpływ na zachorowalność, to możemy odwrócić ten proces. Wówczas  stosując odpowiednią dietę pod objawy chorobowe i ograniczając palenie fajek lub je odstawiając (krótki staż palenia), prowadząc odpowiednią detoksykację, po pewnym czasie organizm nas wynagrodzi: unormowaną przemianą materii, odpowiednim dożywieniem mózgu (bez koniecznych prób kompensacji używkami), zniknięciem przymus nałogowego czy patologicznego palenia.
          Jeśli będziemy leczyć się tylko w ten sposób, że zastosujemy działania objawowe: psychoterapeutyczne i farmakologiczne, ale bez działań kompleksowych - w korelacji z dążeniem do usuwania przyczyny bezpośredniej, czyli bez odpowiedniego procesu detoksykacyjnego i regeneracyjnego - to tylko zaleczymy problem. I tak to właśnie robi medycyna. Całe sztaby ludzi, "specjalistów" (czytaj: specjalistów od chorób), wciąż tylko "leczą" (uszczuplają pojemność portfela, a nie leczą: klik! ). Z czego by żyły te tabuny specjalistów od chorób (funkcjonariusze przemysłu chorobowego i ich poplecznicy np. z przemysłu spożywczego, przetwórczego, innych), gdyby większość była specjalistami od własnego zdrowia?
          W tym miejscu przypomina mi się skecz S. Tyma i Z. Merle, w którym Tym (jako lekarz) odradza Merle (jako pacjentce) korzystanie z używek, ale natychmiast po słowach krytyki korzystania z tych używek, częstuję ją w gabinecie fajkami, a oprócz tego, że zaczynają palić, otwierają również butelkę alkoholu, na koniec przechodząc na per "ty" poprzez wypicie brudzia. A jak zaczęło się całowanie, to u doktora pojawił się apetyt na seks - zaproponował więc pacjentce udanie się w ustronne miejsce, żeby nie robić tego na oczach publiki. Nie muszę przypominać, że lekarze są hipokrytami i największymi ignorantami wiedzy o zdrowiu, a zatem nie szanują ani własnego zdrowia, ani - tym bardziej - cudzego. Ponadto, zgodnie z mottem Paracelsusa - dawka używki stanowi o jej toksyczności lub nawet prozdrowotności... Tak! Prozdrowotności! Np. w homeopatii, ziołolecznictwie, etc.




           Nie popieram palenia tytoniu w sposób patologiczny, ale i nie popieram nagłego odstawienia nałogu tytoniowego. Nie popieram też w ogóle żadnego palenia, choćby tzw. towarzyskiego, chyba że palący pali bez obecnego przy nim towarzystwa. Lekarze zaś, jeśli chcą doradzać takiemu pacjentowi w kwestii palenia/niepalenia, powinni wiedzieć, że czasami takie rzucenie palenia, może bardziej zaszkodzić pacjentowi niż kontynuacja palenia (jak wyżej).
"Mechanizm uzależnienia jest zawsze taki sam – systematyczna podaż używki wpływa na systematyczną produkcję jej antidotum, które bez owej używki staje się toksyczne. Z tego powodu palacze po kilkudziesięciu latach palenia papierosów zaczynają chorować, gdy nagle przestają dostarczać organizmowi nikotyny – zatruwa ich jej antidotum" (~Józef Słonecki) 
           Czyli innymi słowy: neutralizowanie egzotoksyn (np. z dymu papierosowego) poprzez antytoksyny, czyli antidotum organizmu w zespołach odstawiennych - może spowodować, iż owa antytoksyna może stać się większą, groźniejszą dla zdrowia hipertoksyną, niż dostarczane w sposób stały pewne ilości egzotoksyn, z którymi organizm doskonale sobie radzi, neutralizując je.

          Należy też zaznaczyć, że cukier rafinowany, który jest w swoim działaniu destrukcyjny na organizm, jest faktycznie wyrafinowany, bo został wyprodukowany poprzez przemysł przetwórczy, który jest jednym z popleczników resortu chorobotwórczego, wyrafinowanego w robieniu interesów na krzywdzie ludzkiej (brak świadomości). Przemysł przetwórczy dodaje do łakoci spore ilości różnych substancji uzależniających, bo przecież nie wystarczy fakt, że cukier rafinowany to chemia, która bardziej uzależnia niż opium. A nasze organizmy nie dość, że się muszą mozolić się z nadmiarem cukrów we współczesnym pożywieniu, to na dokładkę muszą uporać się z cukrami rafinowanymi plus inną chemią 'ciężkawą', lub 'ciężką'. Nawet do używek uzależniających, takich jak alkohol czy papierosy, również dodaje się owych substancji uzależniających. Rozmawiając ze starymi wiarusami, biernymi alkoholikami i palaczami - oni sami twierdzą, że kiedyś szybciej mogli rzucić alkohol i papierosy, a tłuściochy - słodycze. (O ile dobrze pamiętam, to w procesie produkcji papierosów, bibułka jest moczona w roztworze sacharozy)...

          Na koniec wiadomość optymistyczna dla palaczy "towarzyskich", niepatologicznych:
jeśli w procesie detoksykacyjnym i regeneracyjnym doprowadzimy do homeostazy komórkowej, czyli będziemy "czyści wewnętrznie", tj. jeśli czynnik intoksykacyjny będzie mniejszy lub równy czynnikowi detoksykacyjnemu i regeneracyjnemu, to możemy palić tytoń w sposób rozsądny - i dożyć co najmniej setki lub więcej. Pamiętamy o dozowaniu substancji leczniczych/toksycznych, ale pod warunkiem uzyskania w/w równowagi komórkowej. Wówczas i twierdzenie starego zbereźnika śp. Freuda, że korzystanie z tego, co nam przynosi przyjemność... jest zdrowe  - jest w pełni uzasadnione!
 

Zbigniew Zibi Osiewała

sobota, 23 maja 2015

Michał Boni - jako pretorianin reżymu...


          To, że Michał Boni i JKM są funkcjonariuszami publicznymi w sensie prawa karnego, to normalne. Ale nie jest normalne, by czyn ten zakwalifikować jako naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariusza publicznego, bowiem znamiona ustawowe tego czynu przestępnego nie są w pełni zrealizowane. Czyli Pan Prezes JKM musiałby dopuścić się tego czynu - w związku i w czasie wykonywania obowiązków służbowych przez Michała Boniego, jako funkcjonariusza publicznego! Z powyższego nie wynikało nigdy, że to były właśnie takie czynności... Tym bardziej niepoważnym byłoby, żeby to zakwalifikować jako czynną napaść funkcjonariusza publicznego na funkcjonariusza publicznego, jak początkowo zakładano. Chyba że wg "norm prawnych" reżymu - Boni jest nieustająco funkcjonariuszem publicznym reżymu (tzw. starej i nowej komuny, czyli tzw. komuny prim i komuny bis) - 24/24 h - jak pretorianin...

W związku z powyższym należało przyjąć kwalifikację prawną, jako jedynie naruszenie nietykalności cielesnej (u osoby fizycznej); tj. z art. 217 § 1 kk, a nie art. 222§ 1kk . Czyli zwykła "bździna", ścigana z tzw. oskarżenia prywatnego. Jest to trzeci (ostatni) tryb ścigania karnego (nie mylić z powództwem cywilnym).
          Swoją drogą dziwię się, że tego typu banały nie są jeszcze "ścigane" li tylko z kodeksu cywilnego, a zajmują cenny czas wymiarowi sprawiedliwości oraz organom ścigania, które fakultatywnie, jak w tym przypadku, podejmują czynności zabezpieczające w trybie niecierpiącym zwłoki - przed wszczęciem dochodzenia (śledcze oględziny miejsca zdarzenia i inne czynności procesowo-operacyjne) lub/i w trybie normalnym - po wszczęciu dochodzenia lub w trybie czynności sprawdzających - przed wszczęciem dochodzenia.
          Podobne "bździny" (jak nazywają prawnicy-karniści) to: znieważenia; uchylanie się uporczywe od niepłacenia alimentów (tu zdaje się tryb ścigania pozostał dalej na wniosek pokrzywdzonego(?) art. 209 kk); itd. itp. To wszystko powinno zniknąć z kodeksu karnego!

          Ochlokracyjny reżym faszystowskiej biurokracji (chyba najgorsza odmiana tfu(!) demokracji) - i tutaj musiał podkreślić  swoją "powagę" instytucji... Prorok (czytaj: prokurator) wszczął postępowanie karne (asekuracyjnie) z "grubej rury", czyli z "wysokiego C", czyli z cięższej gatunkowo kwalifikacji prawnej czynu (straszak na swojego niewolnika), zakładając z góry, że w razie draki, tj. niepowodzenia w toku procesu, zawsze można będzie zejść bezpiecznie na lżejszą gatunkowo kwalifikację prawną czynu. Gdyby zaczęli od niższej, to by strzelili sobie samobója, bowiem w razie skutecznej linii obrony JKM sąd nie mógłby zejść niżej na kwalifikację prawną w ramach tego czynu, gdyż kodeks karny takowej nie przewiduje, czyli zaraz musieliby umorzyć dochodzenie przed wszczęciem lub odmówić wszczęcia dochodzenia - z urzędu. I odesłać materiały w sprawie do sądu razem z wnioskiem o ewentualne wszczęcie procesu karnego z tzw. ścigania prywatno-skargowego, o ile Boni - jako teoretycznie osoba pokrzywdzona, opłaciłby kaucję we właściwym do rozpatrzenia sprawy sądzie. Ostatnio taka kaucja wynosiła 300 zł. Wówczas, zarówno organy ścigania jak i resort sprawiedliwości, zanotowałyby u siebie poważny minus w statystyce. Taki "gol" w statystyce, świadczy o nieporadności i nieskuteczności tych resortów. Największy minus byłby dla organów ścigania, mniejszy minus dla prokuratury, najmniejszy lub żaden dla wymiaru sprawiedliwości. Istnieje tutaj pewien odwieczny, celowo zakamuflowany konflikt interesów między organami ścigania a resortem sprawiedliwości.

          W obecnej komunie bis pewne przepisy prawne i procedury pozostały jeszcze od czasów komuny "prim" - wymyślone celowo i wyrachowanie pod własne żywotne interesy, aby w razie umoczenia przez funkcjonariusza partyjnego z reżymu lub funkcjonariusza publicznego i ich popleczników i członków rodzin - można było spokojnie rozmydlić sprawę dowodowo (kilku prowadzących i nadzorujących na etapie dochodzenia i tak samo na etapie procesu sądowego, aby nie można było ustalić jednego odpowiedzialnego za schrzanione czynności dochodzeniowe; ponadto "ukręcano łeb" sprawie poprzez celowe przedłużanie terminu dochodzenia, aby nastąpiło np. przedawnienie ścigania czy wyrokowania). Tyle odnośnie sprzyjającej komunie "prim" procedury w kodeksie postępowania karnego i instrukcji dochodzeniowo-śledczej.
          Niestety JKM w tym przypadku znalazł się po niewłaściwej stronie mocy...
     
          A jeśli chodzi o sam kodeks karny, to ze szczególną bezczelnością, tupetem i zuchwałością, komunistyczni karniści ustanowili sobie przepis karny - abstrakcja, prawie nigdy nie do udowodnienia, np.:  "Kradzież pojazdu w celu krótkotrwałego użycia". Ten przepis był wymyślony typowo pod synalków ojców-partyjniaków komunistycznych. Taka furtka w razie draki, kiedy to synalek aparatczyka dokonał kradzieży w celu przywłaszczenia pojazdu, a zatrzymany po kradzieży zawsze tłumaczył się, że chciał się nim tylko "przejechać". Wówczas prawie każda ze stron w sprawie była zadowolona, a szczególnie funkcjonariusze prowadzący czynności w procesie karnym: wynik "soczysty"; druki statystyczne tzw. stm 2/3 i 3/3 - podbite przez proroka jako przestępstwo i sprawca - wykryci. Dochodzenie umarzano na "pniu", bez fatygowania sądu karnego, z uwagi na niski stopień społecznego niebezpieczeństwa czynu. Szczere przyznanie się do winy sprawcy, jak i okazanie przez niego skruchy oraz szczegółowe wyjaśnienie mechanizmu dokonanego czynu, z czystym sumieniem dawały prokuratorowi podstawy, by umorzyć je warunkowo już na etapie postępowania przygotowawczego. Sprawca zapłacił nawiązkę na cele społeczne, samochód przekazywano osobie poszkodowanej, natomiast osoba poszkodowana niekoniecznie zawsze była zadowolona do końca z tej procedury prawnej.
          Jeśli "krótkotrwały" sprawca, "na krótko" spowodował jakieś uszkodzenia w pojeździe lub zużył cały bak paliwa z zapasem w kanistrach, robiąc sobie wypad np. nad Bałtyk lub Balaton - gdy został zatrzymany tam, gdzie dziwnym trafem znajdowały się akurat "dziuple" paserskie (ale działające legalnie pod szyldem warsztatu samochodowego) przedstawiał w swojej linii obrony, iż zamierzał zatankować pojazd i ewentualnie naprawić usterki w takim warsztacie. A następnie albo podstawić samochód skąd sobie "pożyczył", albo pozostawić u tego mechanika, powiadomić policję i zniknąć. Jakże sprawca był przyjemnie rozczarowany, kiedy policja (wówczas MO) go zatrzymała na terenie "dziupli" i zaoszczędziła mu dalszej fatygi... Jeśli sam nie wpadł na taką linię obrony, to skutecznie mu podpowiedział albo milicjant, albo prorok, albo nawet ktoś wyżej z sądu - i to wszystko, oczywiście, w majestacie prawa...



Zbigniew Zibi Osiewała

środa, 13 maja 2015

Feministki i zjawiska niezrozumiałe dla ludzi zdrowych umysłowo...

          Baza ekspertek, powołana w imię walki z "męskim monopolem" o wzmocnienie obecności kobiet w debacie społecznej, zainicjowała akcję, którą Gazeta Wyborcza wraz z Feminoteką okrzyknęły zjawiskiem pt. "Media bez kobiet". Działaczki i działacze, dziennikarze i dziennikarki, biorący udział w tej (jakże wymownej!) akcji, podejmują zacięte działania, by na dobre obrzydzić widzom i słuchaczom wszelkie media, usiłując zmienić je na bardziej ukobiecone.
          Nie chodzi oczywiście o wrażenia wzrokowe, ale o poziom dyskusji, bo - zdaniem inicjatorów akcji - wystarczy po prostu być kobietą, żeby zasiadać wśród grona ekspertów. Nawet jeśli "ekspertem" byłoby się wątłym. Jedynym powodem ku przymykaniu oka na ewidentne braki miałaby być zatem przynależność do żeńskiej "połowy" społeczeństwa. A skoro społeczeństwo dzieli się na panów i panie, to i szanse na wystąpienie powinny zostać równo podzielone ;) Nie ważne, że czasem naprawdę "nie ma ekspertek" - mają się natychmiast znaleźć i nie pozwalać na tę jawną, (tfu!) dyskryminację!
          Sprawa do złudzenia przypomina sztucznie podpompowaną walkę o parytety. Lewicowi przedstawiciele najróżniejszych dziedzin, walczący w imię problemów błahych lub wręcz niezauważalnych dla części prawicowej, nie są w stanie zrozumieć, iż każdy ekspert lub polityk - jeśli rzeczywiście reprezentuje sobą choćby odrobinę wyższy poziom niż reszta, wybroni się sam, bez względu na płeć. Jeśli kobieta będzie znakomitym ekspertem - pojawi się w debacie publicznej. Jeśli będzie zasłużonym dla społeczeństwa politykiem - pojawi się na liście wyborczej. I tu naprawdę wszelkie emocje są zbędne.
          Jako że feministki za główny cel swojego życia obrały całą tę idiotyczną walkę z dominacją mężczyzn w dzisiejszym modelu społeczeństwa, pozwolę sobie zacytować znienawidzonego przezeń, słynnego "szowinistę i mizogina", "zwolennika zakneblowanych haremów", Janusza Korwin-Mikkego:

   Tymczasem prawda jest prosta: kobiety są inne. I to jest oczywistość. Natomiast wartościowanie – czy są lepsze czy gorsze i pod jakim względem – jest, jak każde wartościowanie, czysto prywatne. A o prywatnych poglądach nie ma sensu dyskutować. Nie będziemy też urządzali głosowania, czy kobiety są pod tym czy innym względem lepsze czy gorsze, bo to o milę śmierdzi d***kracją lub czymś jeszcze obrzydliwszym.

   Jedno jest natomiast pewne: dyskusje na temat kobiet w życiu publicznym prowadzone są przy pomocy chamsko-prymitywnych argumentów – często dokładnie odwrotnych, niż myślą ich używający, Jeśli np. ktoś myśli, że wyliczając, że tylko 1 na 200 szefów wielkich korporacji jest kobietą, podał dowód na „dyskryminację kobiet” – ten się myli. Podał właśnie dowód na to, że kobiety się do tej funkcji nie nadają
.

          Gdyby tak wyprać feministki z tych wszystkich niepotrzebnych emocji, wypływających z głęboko zakorzenionych kompleksów i niedowartościowania, mogłoby okazać się, że dotąd bohatersko zwalczały one potwory, które... nie istnieją.
          Role kobiet i mężczyzn podzielone są przecież od zarania dziejów. Przykładowo: niegdyś mężczyzna szedł polować, a kobieta opiekowała się dziećmi, zbierała jagody w lesie i pilnowała, żeby ognisko nie zgasło. Dzisiejsze feministki, w imię równouprawnienia płci, odebrałyby mężczyźnie dzidę, wręczyły kobiecie i nakazały jej udowadniać światu, że upoluje największego mamuta w okolicy i, choćby miała wrócić z garbem, przyciągnie go do jaskini. Oczywiście, w tym samym czasie, ów mężczyzna - w imię równości płci wobec codziennych zadań - z dzieckiem na ręku, miałby przygotowywać strawę dla swojej kobiety, która z całą pewnością udowodniła już światu, że jest warta tyleż samo, co on...
          O tempora! O mores! Och wielki postEMpie...

[MG]

wtorek, 5 maja 2015

Terlikowski - nie do końca taki lewak...

Pewnie przez to, co teraz napiszę, mocno narażę się niektórym moim znajomym i nie tylko, ale od lat zajmuję się odkamuflowywaniem nagiej prawdy o zdrowiu, więc i w tej sprawie pozwolę sobie wyprowadzić niektórych - zwłaszcza prawaków - z pozostawania w błędzie i przyklaskiwaniu idiotyczno-farmaceutyczno-medycznej propagandzie.
         
Otóż p. redaktor Tomasz Terlikowski, choć wg mnie - propisowski lewak, to jednak czasami patrzący w odpowiednią prawą stronę (minimalna wiedza o zdrowiu - nie mylić z wiedzą o chorobach). W tym przypadku (klik!) - ma rację!

 Przecież Angelina Jolie padła ofiarą, a jednocześnie stała się osobą chorą i zindoktrynowaną reklamą propagandy lobby farmaceutyczno-medycznego (kwestia chorej interpretacji profilaktyki medycznej i dziedziczenia chorób). Nie powiedziałbym, że to wyłącznie jej sprawa, co robi ze swoim ciałem... To znaczy wg prawa - tak, ale wg obyczajowości, pewnych norm moralnych, które mogą w przyszłości wyznaczać normy prawne - niekoniecznie! Niekoniecznie, ponieważ daje przykład szerzącej się głupocie, zwanej dalej baranim pędem tzw. pacjentów, którzy stwarzają odpowiednie warunki do nakręcania koniunktury biznesowej Big Pharmie i jej poplecznikom, opartej na krzywdzie i nieświadomości ludzkiej.

Innym przykładem rozpowszechniania niebezpiecznej dla innych, prowadzących zdroworozsądkowy tryb życia, głupoty ludzkiej, są przymusowe szczepienia. Są one skutkiem zaniechania działania - przede wszystkim przez głupich i sprzedajnych polityków - i tym samym dania przyzwolenia rzeczonemu lobby na robienie w sposób zaplanowany i rozmyślny lukratywnych interesów na chorobach ludzkich (nienaturalne nabieranie odporności organizmu lub jej brak oraz bardzo ujemne, nawet tragiczne, skutki poszczepienne).
         
Brak odpowiednich działań przeciwstawnych do wdrożenia w życie ustawy o przymusie szczepień przez posłów (jeden jedyny poseł p. Marek Sawicki, prawdopodobnie przez pomyłkę,  niestety lub stety - z PSL - głosował na - NIE!) daje tego tragiczne efekty już dziś. Są to bardzo negatywne dla zdrowia odczyny poszczepienne u dzieci oraz kary pieniężne dla rodziców, którzy opierają się temu barbarzyńskiemu, reżymowemu procederowi.
          
A będzie jeszcze gorzej, bo jeśli kary nie wymuszą zgody na rodzicach, to tzw. V Kolumna Big Pharmy, czyli GIStaPO (Główny Inspektorat Sanitarny, instytucja będąca na pasku reżymu) oraz instytucja taka, jak np. lekarz pierwszego kontaktu, w asyście policji (może się zdarzyć, że np. niemieckiej, ale mającej przyzwolenie "naszych" władz) - zaszczepią dziecko przy użyciu siły fizycznej lub innych środków przymusu bezpośredniego, mającego zastosowanie jak w pokonywaniu czynnego i biernego oporu wobec przestępców. Oczywiście, kajdanek, gazu, pałki, itd. nie użyją wobec bezbronnego noworodka (chyba?) -  choć kto to wie... W rządach ochlokratów biurokratycznego faszyzmu - nie zdziwi mnie już nic! Ale wobec nieposłusznym reżymowi rodzicom - użyją na pewno! Te same czynności zostaną wdrożone wobec ludzi dorosłych: zaszczepi się ich siłą w ten sam sposób, podczas kolejnej, wyimaginowanej, jakiejśtam grypy (rzekoma epidemia), jak bezpańskiego psa, złowionego na oczko przez hycla,  z podejrzeniem wścieklizny.
Niezwykle potrzebna jest zatem świadomość społeczna (podstawowa wiedza o zdrowiu plus znajomość prawnej linii obrony przed zaszczepieniem).
"Zanim pozwolisz zaszczepić dziecko" - (klik!)
        
Ale można też doszukać się światełka w tunelu. Świadomość ludzka w aspekcie szczepień, u niektórych zaczyna ewoluować (chciałbym, aby tak było u wszystkich Rasowych Prawaków): oto wiele spraw przeciwko nakazom płacenia kar narzuconych przez GIS wobec niezaszczepienia dziecka wygrywanych jest w sądach.
         
Tyle że włodarze świata i lobby farmaceutyczne - nie śpią! W związku z tym, że niezbyt udane są akcje siłowe w aspekcie przymusowego szczepienia, gdzie największy opór stawiają ruchy antyszczepionkowe oraz niezbyt udane są akcje indoktrynowania propagandą dietetyczną (np. wege itp.), rzeczone lobby wymyśla coraz to nowsze szczepionki dla dzieci, o takich właściwościach, które pomogą w hodowli tzw. pacjenta-leminga - odpowiednio podatnego na manipulacje - już od kołyski (to nie jest żadna teoria spiskowa!). Zaś dorośli pacjenci-lemingi wystarczająco skutecznie będą wpływać (ostracyzm społeczny) na mądrzejszą mniejszość (nie-pacjenci-lemingi), jak na trędowatych, odszczepieńców (nomen omen), czyli odmieńców, którzy w ostateczności, pod ich naciskiem - ekstrawertycznie będą naginać się do oczekiwań otoczenia, złożonego z owej głupszej większości. Tak że tylko patrzeć, jak się poddadzą barbarzyńskiemu przymusowi szczepień - w związku z rzekomą pandemią, jako straszakiem na pacjenta-leminga.

Przykład: odizolowanie instytucjonalne niezaszczepionych dzieci (rodzice ich przeciwni szczepieniom) od dzieci wyszczepionych (rodzice to zazwyczaj pacjenci-lemingi-lewacy). I niechby sobie była taka izolacja - ale ona dezorganizuje, dysfunkcjonuje, dyskryminuje życie tych pierwszych (np. nieprzyjmowanie dzieci do żłobków, szkół, przedszkoli, itd.). Nie rozumiem tylko, dlaczego rodzice-lewaki-lemingi boją się o "swoje" zaszczepione dzieci, że mogą się one zarazić od tych niezaszczepionych - przecież teoretycznie szczepionka winna spowodować u nich immunitet ochronny na zarażenie się chorobą zakaźną?

W praktyce jest znów na odwrót (Natura jest mądra, wielka i prawilna)! Dzieci nieszczepione - nabierają naturalnej odporności (po przechorowaniu np. kilkudziesięciu chorób infekcyjnych w wieku od urodzenia do ok. 15 lat), zaś dzieci hodowane od kołyski dla biznesu Big Pharmy, jako tzw. pacjenci-lemingi - chorują na choroby, na które zostały zaszczepione oraz chorują na tragiczne skutki poszczepienne.

Kolejny przykład niebezpiecznego społecznie naśladownictwa głupoty ludzkiej - to wegetarianizm. Jest to jeden z odłamów sekty/mafii farmaceutyczno-medycznej. Zezwolenie na szerzenie się tej, wymyślonej na potrzeby kartelu farmaceutyczno-medycznego, religii (głównie wśród młodzieży), staje się nadzwyczaj niebezpieczne dla normalnego funkcjonowania społeczeństwa (przekaz dla lewaków) i niebezpiecznie wynaturza normalne funkcje życiowe w Narodzie (przekaz dla Prawdziwych Prawaków).

Odnośnie wegetarianizmu napiszę osobny artykuł, a tutaj ogólnie tylko zaznaczę, że ta propaganda rzeczonego lobby bardzo szkodzi nastolatkom, u których za pomocą różnych socjotechnicznych chwytów/straszaków wytwarza się niechęć do jedzenia mięsa oraz wpędza w poczucie winy za zabijanie zwierząt (np. tłumaczenie, że nie wolno zabijać tego, co ma oczy).
Pozyskując w ten sposób młodych "żywców" (produkcja tzw. Homo Naturalpatiens) do karmienia ich tzw. suplementami diety oraz żywienia roślinkami, zwłaszcza zbożem - prowadzi się hodowlę specjalnego tzw. *Homo patiens (klik!), jako **Ludzkiego bydła roboczego (klik!), podatnego na wszelaką manipulację i choroby tzw. cywilizacyjne. I tak interes się kręci - do usr.... śmierci... manipulowanych lub także często manipulantów (sami z wyrachowania i niecnych pobudek wobec ludzi chorych, z lekkomyślności, lub z niedbalstwa, tracą kontrolę w tym depopulacyjnym procederze - i sami zapadają na choroby, w które wkręcają w sposób świadomy i przemyślany pacjentów-lemingów).

Funkcjonariusze rzeczonego lobby, wykwalifikowani manipulanci od sprzężenia zwrotnego psychosomatycznego, za pomocą swoich wyszkolonych emisariuszy od różnych diet, w tym i wegetariańskiej - piorą mózgi podatnym na manipulacje ludziom, a zwłaszcza prymitywnym fanatykom różnych religii. I tak oto powstaje dietetyka religijna!

W buddyzmie i hinduizmie, przy pewnych różnicach wiary, znamiennym jest, że jedzenie mięsa i tłuszczy zwierzęcych jest objęte zakazem. Kontrolowanie takiego zakazu byłoby trudne, gdyby nie wmówiono ludziom, że dusza człowieka po śmierci wciela się w jakiegoś zwierzaka, w związku z tym zjadając świnię, barana, czy salami z osła, możemy zjadać (np. byłego ministra tfu(!) zdrowia, czyli zwanego inaczej ministra fuj(!) chorób).
         
Nasza religia - katolicka - też wprowadza posty. W Tłusty Czwartek mamy zezwolenie, aby objadać się tłuszczem i słodkościami, a po tym dniu mamy pełną izbę przyjęć w służbie chorób. Analogicznie, na zachodzie Europy mamy Tłusty Wtorek. Następnie, po tych głupawkach - przychodzi okres Wielkiego Postu, który jest symbolem smutku, ale smutku, który następuje z powodu braku mięsa - chyba(?). Po takich skrajnych ograniczeniach jedzenia białka pełnowartościowego, mamy znów kolejki przed izbą przyjęć w szpitalu lub do tzw. Białej śmierci (lekarz pierwszego kontaktu) w przychodni POZ! I tak się robi interes na frajerstwie!
"W pewnych warunkach ludzie reagują na fikcję równie silnie jak na rzeczywistość, a w wielu przypadkach przyczyniają się do stworzenia tej właśnie fikcji, na którą reagują". 
                    *"Wegetarianin - ze staroindiańskiego narzecza Waichoo - "zbyt głupi by polować",                     Słownik PWN, 2005, str. 658".

Podobnie rzecz ma się w przypadku zaniechania działań w kierunku anty-lobbowania GMO (np. kukurydza, soja - jako samosiewy - naturalne krzyżowanie się się prawdziwej kukurydzy z modyfikowaną; w tej chwili już nigdzie na ziemi nie ma normalnej, dziko rosnącej kukurydzy czy soi). Ta bomba biologiczna już od dawna zbiera żniwo chorobowe na całym świecie (głównie rak). I to też jest indywidualna sprawa?! Byłaby, gdyby nie fakt, że normalne pole uprawne kukurydzy (kolby są krótkie, normalne) graniczy przez miedzę z polem uprawnym kukurydzy GMO (kolby długie, wielkie mutanty, wynaturzone). Nie kupuję tłumaczenia, że "i to białko, i to białko"; że wrzucone do jednego wora, czyli do żołądka, zostanie rozłożone na aminokwasy i strawione; że to bez różnicy. Otóż musi być strawione, wchłonięte i przyswojone! Nie jest istotne, co się znajduje na talerzu i co usiłuje się dostać do wnętrza komórki, lecz - co się do niej de facto dostanie i - co ją opuści...

Jak ta biedna ziemia/gleba ma się nie wyeksploatować z życiodajnych substancji biochemicznych, skoro się ją ciągle kugluje (np.wsypuje do gleby 4 sztuczne pierwiastki chemiczne, a wyciąga z niej ok. 40. naturalnych). Konia z rzędem temu, kto chce w Holandii lub innym "cywilizowanym" kraju zachodnim ukopać w parku pod darniną któregoś robaka, jako przynętę na ryby, skoro to już nie ziemia (próchnica), lecz ziemio-podobny popiół!
Ale premier Francji może kumać czaczę w temacie zdrowia: on nie zezwala np. piekarzowi piec bagietek ze zboża GMO, z terenu Europy, lecz sprowadza zboże z ekologicznych upraw np. z okolic północnej Afryki. Można nie iść na wojnę z Naturą? Można!

Najkrócej rzecz ujmując, np. przyczyną raka piersi u kobiet (obawa Jolie) nie jest niedobór badań mammograficznych i innych! Podobnie - przyczyną angin u dzieci - nie jest nadmiar np. migdałów, żeby je z lubością mogli usuwać laryngolodzy! Jest wręcz przeciwnie - nadmiar ingerencji w prawa Natury oraz wynaturzanie zdroworozsądkowego trybu życia - w konsekwencji czego dochodzi do ponadnormatywnej toksemii, czyli totalnego zaniedbania organizmu, a w tym i do powstania nowotworu! Proszę nie mylić profilaktyki mafijnej WHO z profilaktyką prozdrowotną wg nurtu Hipokratejskiego!
       
W związku z tym, iż prawie 100% ludzi chorujących i nie chorujących, dotkniętych jest wielopokoleniową indoktrynacją propagandy medycznej, opartej na fałszywych paradygmatach, zatwardziałemu pacjentowi (czyli bezwolnemu, bezkrytycznemu i naiwnemu biorcy usług farmaceutycznych i medycznych), zawsze trudno jest zrozumieć to, co się do niego mówi na temat różnic pomiędzy profilaktyką prozdrowotną a leczeniem objawów chorobowych. Edukację podopiecznego rozpoczynam więc od wskazania różnicy między definicją profilaktyki opisanej przez Hipokratesa (1) a definicją profilaktyki stosowanej na użytek medycyny (2):

1. Profilaktyka zdrowotna - zapobieganie chorobom, poprzez utrwalenie prawidłowych wzorców   zdrowego stylu życia (faktyczna profilaktyka - wg Hipokratesowego nurtu profilaktyki prozdrowotnej);   
2. Profilaktyka zdrowotna (oparta na głównych przesłankach medycyny chemicznej/rockeffellerowskiej) - tworzy działania mające na celu zapobieganie chorobom, poprzez ich wczesne wykrycie i leczenie. Jest to blagierska profilaktyka medyczna, której zastosowanie (wobec chorych i zdrowych) stwarza kartelowi farmaceutyczno-medycznemu niebotyczne zyski. Jest to robienie z premedytacją, ostatnio wręcz po barbarzyńsku, interesów na niewiedzy i krzywdzie ludzkiej; jest to celowa i rozważna produkcja pacjentów i chorób. Na skutek tych działań, zdrowy zaczyna chorować, a chory - staje się bardziej chorym, i zanim umrze, musi się dobrze nacierpieć i na-leczyć.
Przykłady:
- zastosowanie tzw. leków nowej generacji, dalej zwanych bezczelnie i z tupetem - etycznymi; hormono-, radio-, chemio- terapie; 
- tzw. miękkie ludobójstwo - z zastosowaniem neuropsychologii, psychiatrii, innych    
   popleczników przemysłu chorobowotwórczego;
- akcja przymusowych szczepień. 
Zaznaczam, że wg interpretacji medycyny, i na jej użytek biznesowy: profilaktyka=prewencja. Wg faktycznej wiedzy o zdrowiu - to nie to samo! Profilaktyka - to postępowanie mające na celu zapobieganie zagrożeniu. Prewencja - to postępowanie w sytuacji istniejącego już zagrożenia, mające na celu zapobieżenie szkodom spowodowanym tym zagrożeniem. Czyli, gdy zawodzi postępowanie profilaktyczne - wdraża się postępowanie prewencyjne.
Przykładowo: prewencją będzie zaszczepienie się przeciwko wściekliźnie po ugryzieniu przez psa; przed zabiegiem operacyjnym - przeciwko WZW; inne. 
Czyli, jak widać, są obligatoryjne szczepienia i fakultatywne, ale w ściśle określonych przypadkach, a nie tak, że potrzeba/nie potrzeba wyszczepiać wszystko, co się urodzi jako Homo sapiens...

Jeśli tego obawia się Tomasz Terlikowski, to znaczy, że jego obawy są ze wszech miar uzasadnione!
A zatem, proszę nie krytykować za to p. Terlikowskiego, gość wykazał się po prostu minimalną wiedzą o zdrowiu i zdrową intuicją, że profilaktyka w interpretacji medycznej jest dla naiwnych i bezwolnych usługobiorców meNdycznych, do których w 100% można zaliczyć p. Jolie.
Ja na jego miejscu ubolewałbym, że - taka celebrytka jedna z drugą - nie zachorowała na raka mózgu... Być może Jolie  dałaby dobry przykład, jak dzięki selekcji naturalnej idioci mogliby sami wyeliminować się ze świata mądrych i nie przekazywać patologii (głupota) z pokolenia na pokolenie... W tym miejscu przeklną mnie Katole: - Nie życz nikomu tego, co tobie niemiłe... Przypominam tylko, że zdrowie/choroby - to nie kwestia życzeniowa, kwestia wróżki, zezowatego szczęścia, itd. (prócz wypadku/zdarzenia losowego, choć i w tym przypadku mamy na to pewien pośredni wpływ). Na choroby pracujemy sobie sami. Nie ma też chorób dziedzicznych (nie mylić z genetycznymi - około kilka procent - wykłady genetyka B. Liptona) oraz: - (klik!).

Ale żeby nie tylko prześmiewać i ganić głupotę pacjenta-leminga, podaję drogowskaz na niedopuszczenie do zachorowania na raka: podobnie jak z niedopuszczeniem do kaca - należy nie pić w przeddzień, tak i w niedopuszczeniu do zachorowania na wszelakie choroby, a także na raka oraz utrzymaniu dobrostanu zdrowia - należy nabyć wiedzy, jak nie szkodzić organizmowi - czyli wiedzy, czego unikać, aby nie występować przeciwko Naturze, a nie, co robić, aby stopować atawistyczne działanie systemu odpornościowego, czyli aloptycznie hamować objawy jego samonaprawy oraz stosować prawdziwą profilaktykę prozdrowotną wg Hipokratesa. Podstawy wiedzy o zdrowiu: - Portal Biosłone -(klik!) A jeśli już zachoruje się na raka, to leczyć należy się przyczynowo (wg prawdziwej medycyny alternatywnej): "Rak, czyli nowotwór złośliwy" - (klik!Metoda NIA dr. Ashkara - (klik!)

A tutaj mój sztandarowy przypadek, jeden z kilkunastu, podczas mojej niezbyt długiej, bo kilkuletniej prywatnej praktyki jako profilaktyka zdrowia  (czytaj: nauczyciel zdrowia lub nauczyciel wiedzy o zdrowiu), prowadząc Gabinet nr 1 Zdrowie na własne życzenie (pod patronatem ruchu Biosłone - Hipokratejskiego nurtu profilaktyki zdrowia) - nauczyłem Jerzego, mojego podopiecznego, chorego na raka - jak ma się z niego wyleczyć samemu:
Moja historia z Biosłone - (klik!)



Zbigniew Zibi Osiewała


poniedziałek, 4 maja 2015

Redaktor Gozdyra w "TAK czy NIE" wraz z prof. Gutem zrobili sobie kabaret na temat powikłań poszczepiennych...


         "Aż przykro patrzeć i słuchać, jak obrzydliwie stronnicza była p.Gozdyra..." (JKM)

          Tak jest! Ale może się do-edukuje i ogarnie wraz z tym obrzydliwie i żenująco dowcipnym prEfesorem Gutem, po przeczytaniu niniejszej treści artykułu!? 


          Panowie: JKM i Wipler!
          W sprawach polityki wolnościowej (np. wolnego rynku) - 100% racji, ale w kwestii wiedzy o zdrowiu, mającej istotny związek z w/w kwestią - proszę do oślej ławki... Odróbcie wreszcie tę pracę domową rzetelnie. To będzie dla dobra Was i Waszych bliskich oraz dla dobra Polski! "Zanim pozwolisz zaszczepić swoje dziecko" - (Klik!)
          Jako lekturę dodatkową polecam: "Szczepienia z nagonką" - (KLIK!), czy: "Szczepienia z nagonką"- (KLIK!
"(...)
Lekarze to żołnierze w białych kitlach, często tak samo nieświadomi jak ludzie, do których mierzą ze swoich strzykawek i pozostałym arsenałem dostępnym na półkach aptek. To prawdziwy majstersztyk, jaki jest kontynuacją wcześniejszych prób rozwiązywania problemów tego świata za pomocą agresji zbrojnej. Po cóż więc rozpętywać kolejną, skoro w celu eliminacji można wykorzystać świadomość społeczną, jakże pieczołowicie kształtowaną w umysłach homo patiens przez lata. Po cóż celować do kogoś z okopu, budować kolejne obozy koncentracyjne? Cel, jakim jest dzisiejszy człowiek sam pojawi się w umówionym miejscu i ochoczo nadstawi ramienia do przyjęcia strzału. Różnica polega tylko na tym, że metalowe kule zamieniono na płyn o opóźnionym działaniu. Tak, żeby nikt nie skojarzył zgubnych efektów tego zabiegu, jako zwykłego ludobójstwa. Kolejnym plusem takiego rozwiązania jest fakt, że trup ściele się co prawda gęsto, lecz nie trzeba pozbywać się tysięcy ciał z miejsca kaźni oraz dodatkowo tłumaczyć przed cynicznie zatroskaną opinią społeczną. Tutaj liczne zgony można zgrabnie przypisać chorobom cywilizacyjnym, na które i tak przecież w końcu "jesteśmy skazani", a szczepionki pełne trucizn mają dać organizatorom więcej pewności, że na nie zapadniemy i przed ostatecznym pożegnaniem z tym światem damy jeszcze porządnie zarobić. (...)".  
          Boimy się Putina i innych agresorów z zewnątrz, a nie widzimy, że sami za własne pieniądze, za własną zgodą, w biały dzień, w białych rękawiczkach, w majestacie prawa - dajemy się unicestwiać przez kartel farmaceutyczno-medyczny...
       

          Dalsza lektura podstawowa:  "Istota chorób infekcyjnych" (klik!)

          

          Zarówno akcja szczepień, jak i akcja Owsiaka, byłyby szczytne - gdyby nie były od początku do końca załgane. Trzeba umieć odróżnić naturalne nabranie odporności od sztucznego (często objawy uboczne - tragiczne). Nie można tylko argumentować sprzeciwu wobec depopulacji ludzkiej, prowadzonej przez lobby farmaceutyczno-medyczne, na zlecenie włodarzy świata (kreatur syjonistyczno-masońskich od kreowania planu NWO) - jedynie ideami wolnościowymi człowieka - ale  należy też wykazać się tutaj wiedzą (w stopniu choćby podstawowym) o zdrowiu.
Nawet dla pani profesor Majewskiej, wielkiej przeciwniczki szczepień (chyba nie wszystkich), niezbyt znana jest idea odchorowania chorób infekcyjnych (np. grypa, angina). Są to choroby, a właściwie objawy chorobowe (wg Hipokratesa), które głównie dokonują detoksykacji zdefektowanych komórek, w tym i komórek nowotworowych i quasi-nowotworowych. To naturalny proces oczyszczania organizmu! Jak wiemy - organizm to nie jest jakaś jednorazówka, żeby nie wymieniać w nim jakichś zużytych, zdefektowanych, niepełnosprawnych części - poprzez generalny remont. Pani profesor oraz niektórzy inni powiązani z medycyną (z całym szacunkiem) - poprzez pranie mózgów na studiach medycznych, czy biochemicznych - siłą rzeczy, będą wszystko leczyć: wszystko co się "rusza"! Nawet to, co jest nie do alopatycznego leczenia. Infekcje przeziębieniowe mają charakter prozdrowotny i trzeba je przechorować/odchorować, żeby wyszły nam na zdrowie... a nie traktować jako patologię i hamować alopatycznie: naturalną, optymalną, atawistyczną, adekwatną, profilaktyczną, prewencyjną, prozdrowotną, holistyczną funkcję systemu immunologicznego.


          Pan Wipler wypowiadał się, że ma zaufanie do instytucji takich jak np. "ochrona zdrowia", czy akcje szczepień, etc. To, że na razie jego zaszczepione dzieci nie mają żadnych negatywnych skutków, to jeszcze o niczym nie świadczy (oby tak zostało do końca)... W swojej praktyce miałem udowodnione przypadki (np. w wieku dorosłym - zachorowania na chorobę Parkinsona, Alzheimera, raka i inne), gdzie można było je powiązać ze szczepieniami z dzieciństwa, czy ze szczepieniami np. na WZW  przed zabiegami chirurgicznymi w okresie bycia dorosłym.


          Nie dziwię się, że typowemu zjadaczowi chleba i pacjentowi, czyli bezwolnemu i naiwnemu biorcy leków i usług medycznych, trudno jest zrozumieć, że przyczyną chorób nie jest brak leków, ziół, paraleków, diagnoz medycznych - ale wręcz przeciwnie - z nadmiaru, czyli z balastu, z toksemii - powstają w efekcie niedobory substancji odżywczych i choroby! (Np. gdyby było inaczej, to człowiek rodziłby się zamiast z włosami - z belladonną lub zielem wrzosu na głowie; gdyby był potencjalny niedobór wody w organizmie człowieka, jak to zaleca medycyna, aby pić hektolitry wody dziennie, to człowiek powinien rodzić się z kamelowym garbem na plecach, w którym składowane byłyby depozyty tłuszczów nasyconych, z których organizm po spaleniu produkowałby duże ilości wody i C02; etc.)

          Ale żeby profilaktycznie (nawet nie prewencyjnie) usuwać sobie niezbędne do funkcjonowania organy takie jak np. jajniki i inne narządy rodne (ostatnio modne wśród celebrytów), by nie zachorować na raka - to gdzie my żyjemy?! Idąc tym tokiem rozumowania, przyczyną raka np. piersi jest: raz - niedobór badań mammograficznych; dwa - nadmiar narządów rodnych płciowych... Zaś w przypadku chorego przewlekle dziecka na anginy ropne przyczyną jest - nadmiar migdałów, bo nie udały się Stwórcy migdały u dziecka, w tym całym taśmociągu bio-technologicznym stworzenia człowieka/dziecka. To tak, jakby wyprodukował On biologiczny bubel, więc medycyna "musi" to teraz poprawiać wiecznie...
          Tak więc - oba rozwiązania medyczne, w tych przypadkach - są nieracjonalne i niebezpieczne dla zdrowia i życia!

          Ale można też doszukać się światełka w tunelu. Świadomość ludzka, w aspekcie szczepień, u niektórych zaczyna ewoluować (chciałbym, aby tak było u wszystkich Rasowych Prawaków). Wiele spraw przeciwko nakazom płacenia kar przez GIS wobec niezaszczepienia dziecka (ewentualny precedens prawotwórczy) jest w sądach wygrywanych. Argumenty prawne - jak wyżej, wynikają z Konstytucji RP. 

          Podczas krótkiej wymiany mailowej pomiędzy mną a JKM, JKM - w temacie bezprawnego przymusu szczepień - wniósł projekt poprawek do konstytucji:
"Proponowane poprawki do Konstytucji: do Art 39: ("Nikt nie może być poddany eksperymentom naukowym, w tym medycznym, bez dobrowolnie wyrażonej zgody".) dodać słowa: "Nikomu nie wolno zabronić spożywać dowolnych substancji lub dowolnie postępować ze swoim ciałem – pod warunkiem, że nie narusza to praw innych i nie powoduje zakłócenia porządku publicznego" Jednocześnie do Art 68: ("Każdy ma prawo do ochrony zdrowia".) dodać słowa: "Jednakże władze publiczne nie mają obowiązku świadczenia opieki zdrowotnej ludziom, którzy postępują ze swoim ciałem w sposób odbiegający od powszechnie przyjętych norm" Jest to oczywista deklaracja wolności i niezależności obywatelskiej. Ludzie nie mogą być traktowani jak bydło, któremu właściciel zabrania lub nakazuje jedzenia lub picia czegokolwiek. Dotyczy to osób dorosłych. Za dzieci odpowiadać powinni rodzice."
                                                                                          
          Myślenie leniwego intelektualnie lewaka, nawet czasem mimo jego wysokiego wykształcenia, w kwestiach politycznych (m.in. godzenie się na bycie niewolnikiem) jest analogiczne do zgody w tzw. pacjentyzmie na unicestwianie i redukcję populacji tzw. *Ludzkiego bydła roboczego - przez włodarzy świata - za pomocą kartelu farmaceutycznego i tzw. meNdycyny akademickiej, czyli "klasycznej" i jej popleczników. (*Używam cudzysłowu, gdyż klasyczną winna być medycyna właśnie alternatywna/np. chińska/ludowa, która liczy kilka tysięcy lat. Medycyna akademicka zaś trochę powyżej 100. lat, i to ona winna się nazywać alternatywną lub komplementarną, a nie w swojej ignorancji i arogancji wobec Natury - zawłaszcza sobie prawo do bycia klasyczną) A oto, na potwierdzenie powyższego: link do wyjaśnienia, jak można kręcić lody na krzywdzie i ludzkiej naiwności (często z ich lenistwa intelektualnego) przez kartel farmaceutyczno-medyczny - jako narzędziu do realizacji planów utworzenia Nowego Porządku Świata (NWO): - Jak wyhodowano ludzkie bydło robocze - (klik!)   
"(...) Pierwsza „rewolucja” a więc przejście z trybu życia
koczowniczego do życia osiadłego i „wynalezienie” rolnictwa spowodowało
zmianę odżywiania. Zboże, uprawiane początkowo jako karma dla zwierząt
stopniowo stało się głównym pożywieniem ludzi (zwłaszcza z nizin
społecznych). Fryderyk Engels napisał o tym, że kiedy zaczęto ludzi,
zwłaszcza poddanych, karmić zbożem, *WYHODOWANO LUDZKIE BYDŁO ROBOCZE.
Zdaniem wielu genetyków, aby metabolizm człowieka całkowicie przestawił
się z przystosowania do spożywania mięsa i tłuszczu na węglowodany,
upłynąć musi ok. 250 tysięcy lat. W tym okresie przejściowym trapić będą
człowieka przeróżne zaburzenia matabolizmu, zwane chorobami
cywilizacyjnymi. (...)".
          To najdelikatniej rzecz ujmując i nie obrażając bydląt (dotyczy populacji zwierząt). Parafrazując słowa klasyka, powiem tak: W żadnej populacji świata zwierząt - nie ma takich bydląt jak wśród ludzi... Oraz: W świecie zwierząt - nie znajdziesz takiego, które by występowało przeciwko temu samemu gatunkowi...
Zwłaszcza wśród tych łajdaków, którzy unicestwiają innych, nieco głupszych, bardziej naiwnych, niedoinformowanych - ale przeważnie pod płaszczykiem (np. "szczytnej" idei szczepień itp., itd.) - i zawsze dla rzekomego dobra człowieka.

                                                                                                        Zbigniew Zibi Osiewała

                                                                                                                 

  

Ps. Aktualizacja w dniu 09.09.2015 o godzinie 17.15:

Szkoda, że Duda nie jest prezydentem wszystkich Polaków (zwłaszcza dzieci); szkoda, że nie słucha głosu rozsądku, a polega na takich "autorytetach" - jak nieformowalny alkoholik poseł Piecha (komisja sejmowa ds. zdrowia) i inni z PiS.

Jak można świadomie/nieświadomie (niedbalstwo, lekkomyślność, ignorancja i arogancja wobec wiedzy o zdrowiu) dokonywać powolnego unicestwiania Narodu Polskiego, zaczynając od niszczenia zdrowia i życia dzieci (nasza przyszłość, przyszłość istnienia Narodu, która się rodzi oraz która się narodzi)...
Oto, dlaczego nienawidzę ignoranctwa PiSu.

W związku z powyższym - należałoby chyba skierować pozew zbiorowy przeciwko prezydentowi, wszystkim posłom, którzy byli na "tak" w sprawie ustawy o przymusie szczepień...


   Pps. I dalej podobny temat:  Terlikowski - nie do końca taki lewak... KLIK!

Zibi