Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

wtorek, 27 marca 2018

Suplement do "Medycyna akademicka - wielka blaga - (Część I)"

Niżej - porównałem długość życia autorów diet czy modelów odżywiania, które są z Naturą na "Ty" z autorami diet quasi-wege, lub innymi, wściekle naŁukowymi dietami, wg mnie, "nieco" wynaturzonymi...
Po pierwsze: Niech spoczywa w pokoju wiecznym...! [*]
Po wtóre: pewnie się nie pogniewa, a wręcz przeciwnie, zaaprobuje moje uwagi pro publico bono, które dedykuję przeciwnikom: tzw. mięsożernych morderców, wysokobiałkowców, wysokotłuszczowców, czy nawet wegetarian (niestroniącym od jedzenia protein zwierzęcych, co prawda tylko z jajek, serów i ryb - ale zawsze...).
Pani dr Ewa Dąbrowska zmarła w wieku 72. lat, i jeśli ze starości (czytaj: nie na chorobę, jak zawsze chce medycyna akademicka) czy nawet w brew medycynie (gnębiona rzekomo przez NIL i inne środowiska swoich kolegów, ale tych, którzy pracują na rzecz bandyckiego lobby farmaceutyczno-medycznego), to zmarła stosunkowo młodo.
Jeśli mieniła się jako mentor po linii wiedzy o zdrowiu, to tym bardziej zbyt młodo odeszła.

Człowiek, a tym bardziej lekarz (np. dr Lutz), animator diety niskowęglowej, wysokobiałkowej, średnio/wysokotłuszczowej, diety zbliżonej do Zasad zdrowego odżywiania, czyli zbliżonej do modelu odżywiania człowieka kromaniońskiego w paleolicie  - zmarł faktycznie ze starości, godnie - w wieku 98. lat.

Osoba stosująca,  np. Zasady zdrowego odżywiania (ZZO), zbliżone do diety dra Lutza - pomimo silnego stresu (np. tragedii osobistej, która ją dotknęła) - jest zdrowa somatycznie, więc stres silny, który chciałby być przewlekłym, to jednak nie będzie, bo taka osoba sobie z nim szybko poradzi. Takie silne emocje i przeżycia nerwowe - po prostu spłyną po nim jak po kaczce. Tak samo i rak go nie będzie się imał... Do powstania raka musi być toksemia organizmu (zdefektowana tkanka) plus promotor (stres). Jeśli jest tylko jedna przesłanka zrealizowana (stres), a somatyka jest zdrowa (w tym mózg), to mu nic nie grozi. Taki człowiek umiera ze starości; na pohybel medycynie/medycynom ,także tym naturalniejszym od Natury.

Dr Wolfgang Lutz - jako naukowiec pracujący w czasie II wojny światowej dla Luftwaffe odmówił przeprowadzania eksperymentów na więźniach obozu koncentracyjnego w Dachau.
Przeprowadzał wyłącznie eksperymenty na zwierzętach.
Wprowadził hipotermię mózgu do technik resuscytacji. Obecnie metoda ta wykorzystywana jest w kardiochirurgii.
Jest autorem koncepcji mówiącej o nieprzystosowaniu gatunku ludzkiego do diety wysokowęglowodanowej; zamiast niej zalecał "współczesną dietę paleolityczną" - bez ograniczania białka i tłuszczu, ale z ograniczeniem węglowodanów.
Wykazał, że na żywienie wysokowęglowodanowe organizm człowieka odpowiada specyficzną reakcją hormonalną.
Wysunął hipotezę, że długotrwałe zaburzenia hormonalne (wywołane węglowodanami) mogą być przyczyną wielu współczesnych chorób.
Był człowiekiem skromnym, ale z poczuciem humoru, po wojnie nie przyjął oferty pracy w dziedzinie technologii kosmicznych w USA.

Kolejnym przykładem długowieczności jest dr Jan Kwaśniewski - autor Diety optymalnej (niskowęglowodanowej), co prawda wg mnie, dieta nieadekwatna do nazwy w 100%, ale mająca kilka punktów stycznych z dietą ww. Lutza. Dr Kwaśniewski w tym roku dobije do 81. roku życia.
|
Ponadto Pani dr Natasha Cambell - autorka diety GAPS - również preferuje model odżywiania, gdzie podstawą są białka i tłuszcze zwierzęce. Dieta ta leczy Zespół psychologiczno-jelitowy; czyli choroby przewodu pokarmowego i skutki tych chorób, objawiające się chorobami neurotycznymi i psychotycznymi. Dr Cambell w swojej teorii jasno wykazuje zależności pomiędzy chorobami naurologicznymi a dietą.

Józef Słonecki - autor (DP) Diety prozdrowotnej oraz ww. (Zasad zdrowego odżywiania) ZZO - również preferuje model odżywiania bazujący na atawistycznych predyspozycjach naszego gatunku oraz upodobaniach kulinarnych naszych ludzkich przodków biorących swe korzenie z epoki paleolitu. 

Pani dr Dąbrowska, z całym szacunkiem dla jej osiągnięć w leczeniu przyczynowym, w krytyce idei szczepień przymusowych, czy również samej idei - jako sztucznego "podwyższania" odporności organizmu, stawiała na model odżywiania, gdzie podstawą były warzywa i owoce, i jako dodatek, ale z dużym ograniczeniem, produkty zwierzęce. Tym samym przyczyniała się do wspierania twórców mitów/straszaków o tzw. zakwaszeniu organizmu, czyli do produkcji chorych, którzy na chama alkalizowali się...
W świetle najnowszych badań biochemicznych przez naukowców niezależnych jest potwierdzona teza, do której stosowali się w większości ludzie, którzy prawidłowo uważają, że człowiek jest wszystko żerny, a podstawowym budulcem zdrowia oraz buforem bezpieczeństwa nasycenia głodu jest białko odzwierzęce i tłuszcz odzwierzęcy, roślinki zaś - są dodatkiem do "rancza".
Śp. Pani doktor twierdziła, że choroby przeziębieniowe, infekcyjne trzeba odchorować, aby wyszły na zdrowie, bez leków, zgodnie z tezami Ojca medycyny, ale mówiąc o zdrowym modelu odżywiania, zamiast podpierania się lekami i szczepionkami - aby mieć "silny" system odpornościowy - zalecała swoją dietę roślinną. Z całym szacunkiem, w chorobie (np. raku) - jak najbardziej - tak, podobnie jak u dra Gersona (kuracja sokami warzywno-owocowymi). Ale - nie - w zdrowiu...!

Podobnie jak kolejny "autorytet" od medycyny "naturalnej", dr Jadwiga Kempisty, zmniejszyła sobie trochę swój prywatny cmentarz (eks pacjentów), jak wyszła z układu idiotyczno-farmaceutyczno-meNdycznego na "swoje" - sama niedawno do niego trafiła... Niech spoczywa w pokoju wiecznym.
A myślała, że jak się ogarnęła z wiedzą medyczą w konfrontacji z medycyną "naturalną", bardziej od Natury (głównie z dietetyką), to wszystkie rozumy pozjadała...

Inne tzw. naturopatki tego pokroju jak Dąbrowska; tj.  Korżawska, Gumowska - też by mogły jeszcze pożyć, bo przecież stosowały "cudowne" diety, zbliżone do diet wege (wg mnie - mocno wynaturzone), których były autorkami - ale jak się nie ma pokory, a uważa się za wierzącego, że się wie... (inaczej czytaj: niewiedzącego, że się nie wie), zamiast wiedzącego, że się nie wie - to tak się kończy...

                                                                                                                                                                                                                                            

środa, 12 lipca 2017

W trosce o zdrowie KrUla...


Pożywienie prozapalne...

Moim zdaniem, ostatnia przygoda Pana Prezesa z zapaleniem otrzewnej, to był najmniejszy wymiar kary za ignorowanie swojego stanu zdrowia. 

Refluks widoczny na setki mil - NIELECZONY PRZYCZYNOWO, a leczony objawowo -  przynosi skutki katastrofalne, począwszy od chorób przewodu pokarmowego, kończąc na chorobach neurotycznych, czy psychotycznych. Ponadto niezwracanie uwagi na produkty GMŻ; łączenie dużej ilości jajek z dużą ilością cukru (o, zgrozo! z cukierniczki, odartego z wszystkiego co prozdrowotne, czyli z substancji odżywczych; rafinada) - to wielka produkcja kamieni cholesterolowych, kałowych, żółciowych, wątrobowych, nerkowych, a do tego duża ilość tłuszczu - to murowana dieta "korytkowa". Jest to najgorsza z możliwych diet, przyczyniająca się do powstania wielu chorób tzw. cywilizacyjnych, głównie chorób z hiperinsulinemii. 
To też nie dziwi mnie fakt, że Pan Prezes często zasypia na siedząco... Zdaję sobie sprawę, że lewactwo przynudza w Eurokołchozie, ale głównym powodem może być na początku hipoglikemia, a później hiperglikemia i jej skutki.

Poniżej przedstawię mój przykład sztandarowy odnośnie nieszkodliwości cholesterolu z pożywienia, ale i niekorzystnych dla organizmu skutków, jeśli nieprawidłowo połączy się niektóre pokarmy.
 Osobiście zjadam średnio po około 5-10 jaj dziennie od około 17. lat. Ale...

Z cholesterolem organizm sobie radzi w następujący sposób:
człowiek dorosły, o wadze ok. 70 kg może sobie zjeść dziennie, jeśli tylko zmieści, około 1 kg jaj, płucek, mózgu (duża ilość cholesterolu), a i tak organizm przyswoi – jedynie około 0,35-0,37 g cholesterolu, czyli w przybliżeniu około 0,5 g. Tyle przyswoi organizm cholesterolu egzogennego, czyli z dowozu/z jedzenia.

Jeśli człowiek odżywia się zdrowo i nie ma niewydolnych układów wydalniczych, i połączy pokarmy wysoko-cholesterolowe z wysoko-cukrowymi – to wtedy też przyswoi około 0,5 g cholesterolu egzogennego, ale i co najmniej około 1 g endogennego, tego z syntezy.
Czyli u zdrowego: na dzień przyswoi np. około 1,5 g łącznie. Mniej więcej tyle samo wydali: ok. 0,5 g jako cholesterol i 1 g w postaci soli żółciowych, z których w procesie recyklingu wątroba część pozyska i przerobi na prowitaminę D3.

Ale jeśli będziemy mieli jakiś defekt metaboliczny i będziemy łączyć pokarmy („korytkowo”: wysoko-cholesterolowo, wysoko-tłuszczowo, wysoko-węglowodanowo), czyli posiadające w sobie dużą ilość cholesterolu i dużą ilość cukrów - to organizm przyswoi nawet od 3–9 g cholesterolu dziennie (widziałem u niektórych z hiperholesterolemią żółte blaszki cholesterolowe pod skórą powiek). Tak jest u ludzi z defektem metabolicznym (złogi cholesterolowe upchane po całym ciele człowieka). Czyli rocznie będzie się odkładało około 2,5 kg balastu. Jeśli to się gromadziło, latami, to może mieć w sobie około kilkunastu kg złogów różnej maści.
Zaś z połączenia dużej ilości tłuszczu i dużej ilości węglowodanów - wszelkie choroby z hiperinsulinemii.

Jeśli założymy, że taki człowiek się "nawróci"/ogarnie i będzie jadł jak człowiek, a nie żarł jak zwierzę, to będzie się pozbywał balastu w ilości około 1,5–2 g dziennie. 
Czyli – ile teraz trzeba czasu, aby pozbyć się go, od momentu zanim człowiek się ogarnie? Pewnie kilku lat, i to nie tylko przy pomocy samej diety oczyszczającej czy zasad zdrowego odżywiania, ale i pewnych środków detoksykujących, bo złogi-toksyny są składowane, prócz jelit, poza układem trawienia, jeszcze różnych tkankach, przy niewydolnym układzie wydalniczym.

Tak więc ani tłuszcz, ani cholesterol się nie odłoży w organizmie z cholesterolu egzogennego. Natura nie jest taka głupia, jak myśli medycyna, że z tego samego utworzy się to samo. 
Gdyby tak było, jak myśli medycyna, to np. łysi by jedli włosy na porost włosów.
Organizm to nie jest gar poligonowy, żeby wszystko, co się tam wrzuci do niego pozostało w takiej samej postaci. Natura, jeśli ma do czynienia z cukrami, to nie przerabia ich na cukry, prócz skromnej, niezbędnej ilości w postaci glikogenu, tylko nadmiar cukrów - w tłuszcz. Cukier w roślinie nie powstaje dlatego, że rolnik sypał do gleby cukier; a zielone liście na drzewie owocowym rosną dlatego, bo dolał farby zielonej do gleby; kwiaty w kwiaciarni nie pachną dlatego, że dolał perfum do gleby; czerwone maki na Monte Kasino też nie wzrosły z polskiej, przelanej w bitwie krwi, jak mówią słowa pieśni żołnierskiej; etc.

Z biochemicznego punktu widzenia, do utworzenia cząsteczki cholesterolu, potrzebny jest kwas tłuszczowy, który to powstaje z tzw. aktywnego octanu, a ten ostatni może powstać z wszystkiego, czyli z: białka, tłuszczu i węglowodanów, a nawet z tzw. pustych kalorii, czyli z alkoholu. Ale potrzebny jest jeszcze drugi półprodukt, tzw. NADPH, który powstaje - tylko z węgli, ale zjadanych - tylko w ilościach nadmiernych. A żeby znalazły się oba półprodukty muszą być w pożywieniu węglowodany.

Już kiedyś przestrzegałem Pana Prezesa przed lekceważeniem swojego stanu zdrowia... popisywaniem się jedzenia błotka cukrowo-kawowego (14 kostek do filiżanki kawy), po uprzednim zjedzeniu około 10 jaj w jajecznicy i deseru tortowego; itp. itd.
Pan Prezes raczył coś wyjaśniać, że nie boi się jedzenia cukru, bo w dzieciństwie jadał dużo jajek i "jest uodporniony na cholesterol"...???
Widać jasno z tego, że JKM ma tutaj ogromne luki w wiedzy o zdrowiu czy nawet o chorobach (wiedza biochemiczna).
Ostatnio ktoś mówił o tym, jak JKM, przez dwa dni zjadł ok. 1 kg jajek i 2 kg cukru, goszcząc gdzieś na prywatnej kwaterze, będąc na tzw. wyjeździe.
Jajka - ok., można i więcej, jeśli jest ochota, ale do tego taka ilość cukru (jednej z "białych śmierci") - to jakieś nieporozumienie.

GENERALNIE - POKARM BOGATY w WĘGLOWODANY i w TŁUSZCZE GENERUJE PRODUKCJĘ MARKERÓW PROZAPALNYCH; JEST TYPOWO PROZAPALNY!

Posiłek zjedzony w postaci jajek i pieczywa, lub ziemniaków, kasz, ryżu, itd. - to bardzo złe połączenie. Około 63% kalorii z jajek pochodzi z kwasów tłuszczowych, a ok. 77% kalorii z pieczywa pochodzi z węglowodanów. I właśnie takie połączenie wysoko-węglowodanowe i wysoko-tłuszczowe znacznie utrudnia metabolizm.

W ostatnim czasie badania naukowe ustaliły tezę, z której wynika, iż takie połączenie posiłków (dieta "korytkowa") powoduje wzrost ekspresji kluczowych białek, które zakłócają transdukcję sygnału insuliny i leptyny. To oznacza indukcję lekkiej oporności na insulinę i leptynę, naruszając metabolizm tego, co jemy.

Wzrost ekspresji cytokin prozapalnych występuje już po czasie jednej h od zjedzenia takiego posiłku i utrzymuje się jeszcze kilka h w organizmie. Prócz tego dochodzi także do wzrostu ekspresji niektórych prozapalnych kinaz, które to naruszają funkcje insuliny.

Takie posiłki powodują też różne schorzenia w obrębie układu krwionośnego. Chodzi tutaj głownie o powstanie stanu przednadciśnieniowego, a później choroby związane z nadciśnieniem tętniczym. 

Posiłek bogaty w tłuszcze i węglowodany (nawet u ludzi zdrowych) powoduje zmiany podczas stresu oksydacyjnego i stanu zapalnego, naruszając reaktywność naczyniową i rozszerza naczynia.
Gdy wzrasta stężenie glukozy po takim posiłku, to również wzrasta poziom TG (trójglicerydów), które to następnie obniżają wrażliwość komórek na działanie insuliny. To dalej skutkuje tym, że metabolizm glukozy ze zjedzonych węglowodanów jest mocno utrudniony.

Posiłki takie powodują otyłość i nadwagę, bowiem węglowodany są jako pierwsze spalane, a nie kwasy tłuszczowe - biorąc pod uwagę pokrycie potrzeb energetycznych. Dlatego też taka ilość glukozy hamuje spalanie tłuszczów, które to są odkładane w zapas, czyli do zmagazynowania.
Biochemia lekarska Meisenberga i Simmonsa mówi: "Po posiłku mieszanym, złożonym z tłuszczów, węglowodanów i białek, tkanka tłuszczowa otrzymuje większość jego kwasów tłuszczowych pod wpływem lipazy lipoproteinowej na trójglicerydy przenoszone przez chylomikrony".

Reasumując, za pomocą insuliny - duża ilość glukozy z węglowodanów stanowią główne paliwo energetyczne, a tłuszcze są magazynowane w tkance tłuszczowej. Komórki tkanki tłuszczowej przyswajają tłuszcz z posiłku, gdyż jego spalanie hamuje insulina, która daje przez to pierwszeństwo spalania glukozie ze zjedzonych węgli.

A zatem, jeśli zjemy dużo tłuszczu i dużo węgli w jednym posiłku, to obwiniamy za ten stan rzeczy tłuszcze, a to nie jest prawdą, gdyż winę ponoszą za to węglowodany.
Z powyższego jasno wynika, że żywienie "korytkowe", czyli: wysokobiałkowe (białkowe słabej jakości, tzw. śmieciowe, ich nadmiar - przerobiony w węglowodany), wysoko-tłuszczowe i wysoko-węglowodanowe (głównie - jeśli to są cukry proste) - generalnie powoduje co najmniej nadwagę i otyłość, i z tym związane późniejsze skutki innych chorób.
A w takiej kolejności komórki organizmu stają się oporne na funkcje insuliny, czyli inaczej mówiąc, komórki przestają być wrażliwe na działanie insuliny: najpierw komórki wątrobowe, później tkanki mięśniowej i na końcu tłuszczowej.

To posiłek zjedzony z jajek i pieczywa (nawet jeden i u zdrowego doprowadza do stresu oksydacyjnego i jego skutków ujemnych), a co powiedzieć - jeśli ktoś tak je od X lat i do tego cukier "rafina
dę"...


Odnośnie samego zapalenia otrzewnej...

Wyrostek robaczkowy, analogicznie do migdałów gardłowych, jest potocznie nazwanym - jako migdałek jelitowy, czyli stanowi funkcję węzła chłonnego. Bierze udział w procesach odpornościowych. Jest jakby dodatkowym magazynkiem flory bakteryjnej, "pozytywnej".
Jak każda tkanka, kiedy ulegnie zdefektowaniu z powodu toksemii - organizm wytwarza stan zapalny, usiłując go zregenerować. Ale biorąc pod uwagę jego położenie i postępujący proces ropny - dochodzi do zapalenia otrzewnej, a taki stan jest niebezpieczny dla życia. Dlatego też nie można czekać na to, iż organizm sam upora się z tym problemem i zregeneruje tkankę wyrostka, tylko trzeba wykonać odpowiedni zabieg chirurgiczny, czyli resekcję. wyrostka.

W normalnych warunkach, prowadząc zdrowy tryb życia, organizm nie dopuszcza do zapalenia tzw. ślepej kiszki, ale jeśli ulegnie zapaleniu z powodu - jak wyżej opisałem, to następstwem tego jest zapalenie otrzewnej. Wewnątrz wyrostka zamiast "dobrej" flory bakteryjnej jest ropa, którą wraz z wyrostkiem trzeba niezwłocznie ewakuować do zewnątrz, czyli usunąć.

Czy już widać - co było pośrednią przyczyną zapalenia wyrostka robaczkowego u Pana Prezesa?!


JKM zasypia w Europarlamencie nie tylko z debilnego deliberowania europ(osłów)...

Szybcy "utleniacze", jak wynika z analizy pierwiastkowej włosa, mają zapotrzebowanie na: jod, cynk, cholinę, inozytol, bioflawonoidy, witaminę B5, B12, D. Taki szybki „utleniacz” charakteryzuje się niskim stosunkiem wapnia do fosforu. Zwiększenie białek i tłuszczy jest po to, żeby zmniejszyć aktywność glikolizy. W przypadku dużej ilości węgli spożywanych przez "szybkich", dochodzi do deficytu energetycznego w komórkach oraz powstania nadmiernej ilości kwasów, głównie w drodze glikolizy beztlenowej (wykład dr. Rosendale`a). To zaś mogłoby tłumaczyć samopoczucie u osób, które mają po posiłkach tzw. zjazdy energetyczne i są śpiący.

Idąc tokiem rozumowania dr. Rosendale`a mogą też mieć początki objawów cukrzycy typu II lub początek tzw. nietolerancji glukozowej. Badanie glukozy czy hemoglobiny glikolizowanej nic w takim przypadku może nie wykazać. A wykaże miarodajne badanie oznaczenia poziomu insuliny w krwi, z tym, że w Polsce kilka lat temu takie badania robiły może tylko dwa laboratoria, wiem, że Łodzi i w Krakowie. Nie wiem, jak jest obecnie - ale nawet gdyby - to lekarze jadą klasycznie z badaniami cukru we krwi, bo tak ich nauczono (czytaj: wytresowano przez rzeczone lobby, bo po co przyczynowo wyleczać, skoro naprodukowano igiełek, strzykawek, pasków ketonowych, glukometrów i konowałów i innych tzw. dietetyków od przemysłu cukrowego w organizmie człowieka; widziałem na oddziale diabetologicznym, jaka jest dieta dla cukrzyka i jaka jest zalecana do domu - przeważnie procukrzycowa).

Prócz nieprawidłowości glikemicznych - po prostu mogło wystąpić zwykłe "przejedzenie" się lub hipokartyninemia (czytaj: niedobór karnityny). Zbyt duży dowóz substancji odżywczych (zwłaszcza węglowodanów) w stosunku do zapotrzebowania energetycznego organizmu na daną chwilę.

Chciałbym aby Pan JKM nabrał trochę pokory odnośnie swojego organizmu; żeby złudnie nie wyobrażał sobie, iż od chorób chroni go jakiś wyimaginowany specjalny immunitet...
Wszystkie choroby mają przyczynę jedną: ab ovo toksemia. A toksemia bierze się prawie w całości ze złego odżywiania. Herodot: "Z potraw które się zjada powstają wszystkie choroby ludzkie...".
Ja tylko przestrzegam i dmucham na zimne, żeby Pan JKM nie robił sobie żartów ze zdroworozsądkowego trybu życia - żeby mógł dalej realizować swoje hasła: Bóg, Honor, Ojczyzna. Żeby je realizować potrzebna jest wysoka samoświadomość odnośnie bytu/istnienia (mądrość polegająca na znajomości przyczyn rzeczy istotnych i najistotniejszych dla człowieka). Przy czym zaznaczam, że nie chodzi mi o lewackie podejście z wydziwianiem z badaniami i meNdyczną "profilaktyką" (w myśl lewackiego hasła: "Przezorny zawsze ubezpieczony..."), która nie ma nic wspólnego z prawdziwą profilaktyką zdrowia wg Hipokratesa. 
Jeszcze raz powtarzam, nie chcę doczekać momentu, gdzie spotka mnie wątpliwa satysfakcja powiedzenia: "...a nie mówiłem...". 
Co mi po martwym lub schorowanym wodzu, wg mnie, z faktycznie jedynie słusznej opcji politycznej, w którym upatrywać można nadziei w skutecznej naprawie lewackiej RP...

Ps. Jeszcze o refluksie i przyczynach pośrednich co najmniej, wg mnie, około 95% chorób...

Jerzy Zięba, choć dla mnie nie jest autorytetem od zdrowia, tylko od leczenia "naturalnego" chorób, to jednak w tym przypadku prawi dobrze, jest nieoceniony:
Jerzy Zięba - zakwaszenie żołądka - KLIK
Jeśli JKM refluks leczy po akademicku (IPP), a laskę kładzie na zdroworozsądkowe odżywianie i na wiedzę o zdrowiu, to współczuję.

!!! Pan Jerzy Zięba podaje przyczyny pośrednie około 90% chorób, jeśli nie więcej.
Dodam od siebie, że zgodnie z prawami fizyki i technologii, jeśli uznamy, że przewód pokarmowy to taki taśmociąg biotechnologiczny, w którym następuje obróbka materiału, to ów taśmociąg powinien być sprawny od początku do końca. I jeśli jakieś stanowisko zostanie pominięte (np. żołądek, jako jedno z pierwszych i najważniejszych ogniw tego łańcucha biotechnologicznego), to na końcu tej taśmy, czyli w efekcie ostatecznym - wyjdzie nam bubel biologiczny/"brak"; powstaje zdefektowana tkanka lub/i dysfunkcja układów organizmu - choroba.



   Janusz Korwin-Mikke śpi w Brukseli                                                                                                                                                         Zibi       


środa, 17 maja 2017

Od czego by tu zacząć naprawę państwa "demokratycznego"?







Jak rzekł był niegdyś Nicólás Gómez Dávila: "My, wrogowie powszechnego prawa wyborczego nie przestajemy zdumiewać się z powodu entuzjazmu, jaki wywołuje wybór garstki nieudolnych przez masę niekompetentnych".

Problemem ludzi wierzących w demokrację jest symplifikowanie jej sensu stricte do pojęcia "wolności" i sprawienie, iż staje się ono słowem-wytrychem. Demokracja bowiem to nic innego niż łom, służący do wyłamania zamka w ostatnich drzwiach - tych, za którymi stoi już tylko tyrania.

Mówiąc o "demokracji" dzisiejsi obywatele traktują ten legendarny i utopijny zresztą ustrój jako wybawienie, jako oddanie im w ręce jakiejkolwiek władzy, biją czołem przed hasłami wolności, ale - niestety - wolności idącej w nierozłącznej parze z równością. Powielając zatem, w pełni nieświadomie zresztą, schematy socjalistyczne, poddani manipulacji, propagandzie oraz iluzji władzy kreują rzeczywistość ku uciesze włodarzy tego świata, służalców własnych interesów i sakiewek.


Decyzje podjęte przewagą większości (reżim w pełnej krasie!) wbrew powszechnemu uznaniu, iż są decyzjami suwerennymi, w rzeczywistości nimi nie są. Z pomocą "jedynej-słusznej-opcji" przybywają bowiem na przykład media: odpowiednie cykle tematyczne z osobami pożądanymi, małe pranie mózgów odbiorcom, potem jakiś polityczny sondaż - i już osoby słabo zorientowane w świecie politycznym głosują "jak należy". W opublikowanym 25 lutego przez chiński „Dziennik Ludowy” znalazło się zdanie prezydenta Xi Jinpinga, brzmiące: „Gdziekolwiek są czytelnicy, gdziekolwiek są widzowie, tam musi sięgnąć ręka propagandy, bo właśnie tam znajduje się sens i punkt docelowy działań ideologicznych”. Przykład skrajny, ale jakże trafnie odwzorowujący realia, mimo, że u nas nie Chiny - ale Najjaśniejsza Rzeczpospolita.

Konfucjusz prawił, iż "naprawę państwa należy zacząć od naprawy pojęć" - nie możemy nie zgodzić się z tym wyzwaniem, a skoro jesteśmy już przy "demokracji" zatrzymajmy się i zastanówmy, czy ustrój, który tak określamy, w rzeczywistości ma z nią punkty styczne. I tutaj odwołam się do tego, co Charles Mills słusznie ujął opisując problem degeneracji demokracji, bowiem elityzm wydaje się warunkiem sine qua non w procesach transformacji ustrojowej. Ile zatem potrzeba suwerenowi, jakim mieni się lud, balansującemu na cienkiej linie rozgraniczającej tę uwzniośloną, piękną, zmitologizowaną wręcz demokrację z jej karykaturą i wynaturzeniem, jakim jest zwykła zwulgaryzowana ochlokracja, czyli rządy motłochu, by z całym impetem upadł po ciemnej stronie mocy sprawczej?

Harvey Leibenstein, amerykański ekonomista, sprecyzował, czym jest efekt owczego pędu, opisywany w psychologii społecznej, jako syndrom grupowego myślenia. Iluzja jednomyślności i nieomylności, wywieranie nacisku dla wymuszenia konformizmu, etc. - czyż nie tym charakteryzują się powstające pośród zwolenników "demokracji" obozy ideologiczne? Weźmy jako przykład autokreację PiSu na obrońcę biednego i uciśnionego społeczeństwa przed złym establishmentem, jako bodziec ku pociągnięciu za sobą masy elektoratu - sprawdziło się? Ano, sprawdziło! PiS u władzy, lud kupiony za własne pieniądze cieszy się z 500+, w głębokim poważaniu przy tym mając skandaliczny deficyt budżetowy, terror instytucji państwowych i ucisk podatkowy.


Czy przeciętny Kowalski, pogrążony w przywołanym powyżej owczym pędzie, przystanie na chwilę i zastanowi się nad tym, jakie konsekwencje poniesie za sobą polityka partii Jarosława Kaczyńskiego? Bazując na ułomnej empirii rozmów ze "statystycznymi Polakami": czy przeciętny Kowalski odda swoje 500+ i zgodzi się dla dobra ogółu na likwidację PIT i CIT, obniżkę VATu, akcyzy? Ano, nie zgodzi się - i tutaj obnażamy ogromną hipokryzję! Jeżeli bowiem demokracja mieni się sprawowaniem władzy ogółu w służbie ogółowi - dlaczego tak istotne jest dla przeciętnego Kowalskiego osobiste dobro, całkowicie prywatny interes? "Społeczeństwo demokratyczne" w naszym kraju, społeczeństwo, którego mentalność przenika po dziś dzień rozumowanie całkowicie socjalistyczne, wychodzi z założenia, iż lepsze jest równanie w dół - lepsze, ponieważ bezpieczniejsze. Po co wysilać się i rywalizować przy zachowaniu norm moralnych/etycznych/zasad zdrowej konkurencji, skoro kapitan Państwo ma wprawę w ograbianiu ogółu i dzieleniu wszystkiego między wszystkich po równo, oszczędzając przy tym krocie dla siebie? Nie może być zatem mowy o "dobru wspólnym", jako o naszej powinności, ponieważ jest to arystotelesowska mrzonka, która rozbija się jak bańka mydlana po zderzeniu z przeciętnym Kowalskim i jego zasiłkami. 

Wracając do nieprawidłowości w sprawowaniu władzy w państwie demokratycznym - przy całym ogromie instytucji, administracji i tłumach rządzących nie ma u nas żadnej instytucji zwierzchniej, która zapanowałaby nad powyższymi, by wykonywali oni swoją władzę zgodnie z wolą poddanych. "Poddanych", ponieważ od zawsze byłam i jestem niezmiennie zwolenniczką restytucji monarchii i choć jest nam do niej bardzo daleko, to trzymam się tego zamysłu konsekwentnie, jako idei przewodniej w całym moim podejściu do rozważań politycznych. Monarchia to ustrój zgodny z Królestwem Bożym, zatem szanując fundamenty cywilizacji łacińskiej oparte o normy chrześcijańskie - nie można powiedzieć, że "ustroju lepszego od demokracji nikt nie wymyślił", bo wymyślił go sam Bóg. 

Schodząc natomiast na Ziemię i zaglądając do Sejmu... dzisiejsi posłowie, czyli sprawujący władzę z woli narodu przedstawiciele interesów swojego elektoratu, również nie zauważają, iż to oni są w służbie narodowi i to nie naród istnieje w służbie posłom.
Zgodnie z ideą subsydiarności sięgającą swoimi korzeniami czasów starożytnych, będącą także ważnym elementem katolickiej nauki społecznej winno być: "tyle władzy, na ile to konieczne, tyle wolności, na ile to możliwe oraz tyle państwa, na ile to konieczne, tyle społeczeństwa, na ile to możliwe".

Czy da się to wszystko odnaleźć w naszych realiach? Czy rządzący stworzą nową Konstytucję - taką, która będzie uwzględniała zasadę "Volenti non fit iniuria"*? Pozostawmy te pytania bez odpowiedzi i miejmy nadzieję na uporządkowanie się wszystkiego, począwszy od pojęć**, kończąc na całkowitej naprawie Państwa Polskiego.


*"Chcącemu nie dzieje się krzywda".
**Na początek samouczek: 






                                                                                                                                                         Magdalena Gapińska