Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

wtorek, 17 marca 2015

Lemingowstwo, czyli współczesne niewolnictwo mentalne... (leming-pacjent-lewak)

Kiedy prześledzimy historię Homo sapiens i Homo patiens [(* "Pacjent, z łac. Homo patiens - specjalny gatunek człowieka, który dzięki indoktrynacji propagandy medycznej stał się bezwolnym nabywcą leków i usług medycznych. Pojawił się na początku XXI wieku jako zabezpieczenie przed niedoborem pacjentów grożącym bankructwem farmaceutyczno-medycznego kartelu, więc hodowla tego gatunku stała się priorytetem współczesnej medycyny" - (Autor: Józef Słonecki)] - ustalimy smutną prawdę -  niestety.

Wiara w mity sekty/mafii farmaceutyczno-medycznej i jej popleczników - jest silniejsza niż owa objawiona prawda obiektywna, potwierdzona badaniami niezależnych, nieskorumpowanych naukowców, pokrywająca się z praktycznymi metodami starej, poczciwej medycyny ludowej czy chińskiej (starożytnej). Taki stan rzeczy utwierdza totalna czołobitność przed szamanem z tytułem profesora zwyczajnego, nadzwyczajnego czy doktora - jako największa niedorzeczność, ale ubrana w garnitur naukowy, pod którym widnieje podpis: "Minister zdrowia" lub "prof. doc. dr hab." - paraliżuje ludziom umysły i nakazuje bezkrytycznie wierzyć w to, pod czym podpisał się ów „autorytet” medyczny.

Mądry, pokorny i rzetelny naukowiec, dążąc do ustalenia prawdy obiektywnej - jako naczelną uznaje zasadę: „Wiem, że nic nie wiem”. Inni zaś, stanowiący znakomitą większość (nienauczeni lub niedouczeni) – to są pseudonaukowcy, niejednokrotnie szarlatani z owej sitwy farmaceutyczno-medycznej, pokutujący jeszcze głównie w tzw. układzie profesorsko-ordynatorskim – tzw. profesorowie nominowani. Swoje tytuły zdobyli za ponurych czasów, największego katorżniczego ustroju, który zaowocował sowieckim systemem organizacji nauki, opartym na omnipotencji urzędasów, jako „najmądrzejszej” kasty wszechwładnej. Z tego właśnie wziął się ów system nominacji, nieznany w normalnym świecie - ze środowisk tej kasty, wyrosłej i wybujałej, jak komórki nowotworowe, powstałe na toksycznej pożywce, zwanej ochlokracją, czyli rządach motłochu.

Właśnie pacjentyzmem przesiąknięci są ludzie w większości o mentalności post-socjalistycznej, czy też post-niewolniczej. Są oni patologicznie uzależnieni od instytucjonalizmu powszechnego. Cenią sobie „bezpieczeństwo” lub jakieś pseudo przywileje, wynikające z nostalgii za czasami, w których  powszechna była „opiekuńcza” rola państwa – kosztem własnej wolności, samodzielności, samoświadomości. Nie mają tej świadomości, z której wynika, iż organizm człowieka to twór doskonały, stworzony na obraz i podobieństwo Pana Boga. Najbezpieczniej, jeśli zawierzą "mądrości" sekty medycznej i jej „autorytetom”.
 
Ludzie, którzy stanowią znakomitą mniejszość (w tym ruchy prawdziwie prawicowe, antyszczepionkowe, prozdrowotne) – są ludźmi posiadającymi właśnie taką samoświadomość. Oni osiągnęli wyższą formę egzystencji; oni już nie mają patologicznej funkcji umysłu, jaką mieli, kiedy byli pacjentami. Znakomita większość ludzi, wśród nich i pacjenci – są podatni na wpływy propagandy nihilizmu i niezdrowego trybu życia. A ponieważ ich biologiczna funkcja umysłu jest nieprawidłowa, to nie potrafią często odróżnić dobra od zła (w sferze moralnej) oraz zdroworozsądkowego trybu życia - od niezdrowego.
       
Propagując ideę nurtu prozdrowotnego wg Hipokratesa, wśród np. tutejszej, sieradzkiej społeczności, wielokrotnie napotykam się na opór z jej strony w poznawaniu wiedzy o zdrowiu, który wynika z braku owej samoświadomości. Na przykład: prezesi, członkowie różnych stowarzyszeń czy kół, grup wsparcia czy samopomocy (ludzie chorzy na tzw. nieuleczalne choroby), nie chcą takiej „nieautorytatywnej” wiedzy. Przykładowo: jeśli powiem chorującemu na cukrzycę II typu, że ma szanse wyleczenia się z tej choroby - widzę blady strach w jego oczach, a potem wątpliwość i niedowierzanie, skwitowane lekkim uśmiechem na jego twarzy (lekka szydera). Wówczas zaczyna on prowadzić wewnętrzną walkę: co będzie z jego grupą inwalidzką, przecież mogą mu ją zabrać; jak on się rozstanie ze swoim dozgonnym dobrodziejem, diabetologiem; jak może odstawić swoje „paski ketonowe”, na które musi nasiusiać, żeby sprawdzić poziom ciał ketonowych w moczu; jak może pozbyć się glukometru, igieł oraz innego sprzętu dla diabetyków, które otrzymał za darmo, od jakiejś fundacji lub firmy farmaceutycznej; jak może odstawić leki na cukrzycę, skoro święcie wierzy w to, że cukrzyca wzięła się z ich niedoborów w organizmie (sarkazm); ponadto może stracić okazje darmowego wyjazdu do Łeby, Ustki, Helu, w okresie wakacji; pozbawić się może uczestnictwa w spotkaniach, zabawach tanecznych, prelekcjach z "mądrymi" profesorami; w końcu pozbawi się możliwości kandydowania na prezesa stowarzyszenia, a potem ewentualnego kandydowania do partii politycznej; etc.
Podobnie rzecz się ma w instytucjach skupiających: chorych na SM, ZZA i innych.
Ponadto, psychologicznym czynnikiem samoobronnym dla tych ludzi jest manifestowanie swojego bohaterstwa czy pewnej formy heroizmu: "Oto ja, jestem tym lepszym człowiekiem, bo mimo trudnych czasów, walczę na co dzień z chorobą nieuleczalną i mam głowę podniesioną do góry; jestem kimś wyjątkowym". Chory na SM czy raka powie: "Jestem kimś lepszym niż alkoholik czy diabetyk, bowiem oni na własne życzenie zachorowali, bo nie dbali o siebie; byli łakomi na słodycze i alkohol, nie znali umiaru. Alkoholik tzw. bierny powie, że to on jest z narodu wybranego, że to on otrzymał przywilej drugiego życia, że jego Stwórca czy Siła wyższa, jak twierdzi, wyróżniła go spośród innych chorych na inne choroby nieuleczalne. Etc.

I jak dorosły może nie przekazać takiej patologii na swoich potomków? Przecież od kołyski nieprawidłowo wychowuje swoje dziecko. Dziecko takie w wieku dorosłym ma nieprawidłowo ukształtowaną osobowość, ponieważ ma zaprogramowane, że rodzice muszą mu zapewnić wychowanie; nauczyciel ma obowiązek go czegoś nauczyć w życiu, jakiegoś zawodu w przyszłości (najlepiej, żeby nauczył się za niego, bo jemu się nie bardzo chce); stróż prawa i porządku ma obowiązek zabezpieczyć jego nietykalność osobistą i jego prawo do porządku prawnego (a on może sobie postępować amoralnie, bezprawnie, wałęsać się po największych „dziurach”, w porach nocnych, itd.); ksiądz ma obowiązek go rozgrzeszyć (a jego dusza może hulać, skoro wie, że będzie mu wybaczone, jak tylko się wyspowiada); jego pracodawca ma obowiązek dać mu pracę, więc może się przespać na łopacie przez 8 godzin; lekarz ma obowiązek zabezpieczyć jego zdrowie, więc nie musi się obawiać i dbać o nie, bo lekarz wie lepiej, bo jego uczono tyle lat (jeśli teraz nie choruję nawet na katar, to przecież mam jeszcze full czasu, zanim zachoruję na raka…); etc.
     
W takich sytuacjach, moje działania zmierzające do propagowania idei prozdrowotnych, wolnościowych, prawicowych - są wysoce podejrzane o jakieś co najmniej inklinacje sekciarskie, czy inklinacje do tworzenia teorii spiskowych, bo przecież są one w konflikcie interesów z powszechną wiedzą naŁukową.

Tylko rasowy pacjent, jak baran, ze swoim atawistycznym, owczym pędem, jest pewny swojego losu. Baran zakłada z góry, że jest hodowany na ciągłe strzyżenie, i że go tylko raz zabiją. A po zabiciu - zedrą z niego skórę. Pacjent wie, że jest już dożywotnio skazany na ciągłe strzyżenie przy samej skórze i/lub obdzieranie żywcem ze skóry przez swoich rzekomych wybawców i dobrodziei medycznych i że kiedyś umrze - ale nie od starości, a na jakąś chorobę. Wie, że wtedy jego wybawcy najpierw zrobią skok na jego świeżą "skórkę", a potem mogą jeszcze zrobić użytek z jego podrobów na rzecz innych pacjentów. O ile wcześniej strzygący mu tych podrobów nie uszkodzą (jatrogenizacja)...

Istnieje też inna grupa pacjentów, moim zdaniem, bliższa mentalności prawaka-niepacjenta, czyli Homo sapiens, którzy korzystają z życia i nie chcą wiedzieć, że umrą nie na starość, lecz na bliżej nieznaną im chorobę. Uznali, że w razie draki, lekarz jest instytucją, która jest od zabezpieczenia jego zdrowia. Ich kredem życia jest żyć krótko, ale 'dobrze'... Parafrazując słowa klasyka: "Z wątpliwym skutkiem mówimy sobie tak: życie jest zbyt krótkie, by żyć byle jak".

Nie zawsze tzw. hulaszczy tryb życia ma wpływ na długość i jakość życia - jeśli się zbytnio nie przegina, a wsłuchuje we własne sygnały, płynące z wnętrza organizmu, jeśli posiada się odpowiednią wiedzę o zdrowiu. Jeśli się nie ma zdrowia, a po jakimś czasie się je odzyska lub zdrowie dopisuje - należy zdrowie traktować jako luksus. Dobrostan zdrowia powinien być wartością użyteczną (trening czyni mistrza), czyli nie powinno się po hipochondrycku podchodzić do dbania o nie, lecz w myśl przypowieści:
"Było dwóch braci bliźniaków. Jeden z nich pił, palił i używał, a drugi zaś przez całe swe życie nie wziął alkoholu do ust, ani nie kochał się z kobietą, a zmarł w trzecim roku życia...".
Ten pierwszy nie chodził do lekarzy, nie słuchał porad dietetyków, nie oszukiwał natury, czyli żył pełną piersią i postępował w myśl zasady: "Natura sanat, medicus curat", czyli: "Natura uzdrawia, lekarz leczy".

Myślenie leniwego intelektualnie lewaka, nawet czasem mimo jego wysokiego wykształcenia, w kwestiach politycznych (m.in. godzenie się na bycie niewolnikiem) jest analogiczne do zgody w tzw. pacjentyzmie na unicestwianie i redukcję populacji **Ludzkiego bydła roboczego - przez włodarzy świata - za pomocą kartelu farmaceutycznego i tzw. meNdycyny akademickiej, czyli "klasycznej"* i jej popleczników. (*Używam cudzysłowu, gdyż klasyczną winna być medycyna właśnie alternatywna/np. chińska/ludowa, która liczy kilka tysięcy lat. Medycyna akademicka zaś trochę powyżej 100. lat, i to ona winna się nazywać alternatywną lub komplementarną, a nie w swojej ignorancji i arogancji wobec Natury - zawłaszcza sobie prawo do bycia klasyczną; mało tego - bezczelnie i z  tupetem uzurpuje sobie prawo do nazywania jej - nauką) A oto, na potwierdzenie powyższego: link do wyjaśnienia, jak można kręcić lody na krzywdzie i ludzkiej naiwności, i na lenistwie intelektualnym) przez kartel farmaceutyczno-medyczny - jako narzędziu do kreowania Nowego Porządku Świata (NWO): - KLIK!
"(...) Pierwsza „rewolucja” a więc przejście z trybu życia
koczowniczego do życia osiadłego i „wynalezienie” rolnictwa spowodowało
zmianę odżywiania. Zboże, uprawiane początkowo jako karma dla zwierząt
stopniowo stało się głównym pożywieniem ludzi (zwłaszcza z nizin
społecznych). Fryderyk Engels napisał o tym, że kiedy zaczęto ludzi,
zwłaszcza poddanych, karmić zbożem, **WYHODOWANO LUDZKIE BYDŁO ROBOCZE.
Zdaniem wielu genetyków, aby metabolizm człowieka całkowicie przestawił
się z przystosowania do spożywania mięsa i tłuszczu na węglowodany,
upłynąć musi ok. 250 tysięcy lat. W tym okresie przejściowym trapić będą
człowieka przeróżne zaburzenia matabolizmu, zwane chorobami
cywilizacyjnymi. (...)".
     





sobota, 14 marca 2015

Zęby mnie swędzą, pod paznokciami mnie boli, jak widzę te nienaŁuczone lewackie pismaki...


          Jeśli bierzesz, lewacki typie, arogancie, ignorancie KLIK!, tak dużą, (naszą!) kasę, udając wielkiego dziennikarza, to naucz się podstaw prawa karnego - nie myl trybu ścigania karnego (z oskarżenia prywatnego) - z powództwem cywilnym!
          Ponadto wyrażaj się, typie (dotyczy też innych, udających dziennikarzy śledczych czy w ogóle dziennikarzy) językiem czysto prawniczym i precyzyjnie, a nie pismakowym bełkotem.
A oto przykłady:
Nie myl przestępstwa zgwałcenia - z "gwałtem" (język ulicy; lepiej i precyzyjniej wyrażają się         "złodzieje" w ZK).
 Nie myl pojęcia "odcisków linii papilarnych palców" - z "odciskami palców", bo to nie to                   samo (o, zgrozo(!) - chyba z 99,99 % społeczeństwa wyraża się nieprawidłowo!).
Nie myl pojęcia "okazania" (czynność procesowa, lub operacyjno-dochodzeniowa w postępowaniu przygotowawczym/w procesie karnym) - z "konfrontacją" (również czynność procesowa w pp, aczkolwiek dotycząca czego innego w procesie karnym).
Nie myl pojęcia "przeszukania" - z "rewizją" (rewizja to odwołanie np. od wyroku; takim pojęciem posługiwało się gestapo).
Nie myl pojęcia "zastosowania środka zapobiegawczego w postaci aresztu tymczasowego" - z "sankcją" (może być np. karna).
Nie myl każdej postaci przestępstwa/zbrodni zabójstwa - z "morderstwem" (dopiero od niedawna "morderstwo" weszło do prawidłowej nomenklatury karnistycznejw Polsce, bo do tej pory, jak jeden mąż, posługiwano się filmowym "morderstwem" - zamiast: "zabójstwem"; a propos - przestępstwo, które kwalifikuje się na zbrodnię - nie musi być li tylko zabójstwem, morderstwem - może być podpaleniem zbrodniczym, rozbojem, terroryzmem, etc.).
Nie myl pojęcia "obrony koniecznej" - z "obroną własną" (p. Gozdyra tak się wyraziła, ale zaraz naprawiła swój błąd - pracuje w mainstreamie, ale językowo stara się być estetyczna oraz w miarę obiektywna w całej manipulacji reżymowej).
Nie myl pojęcia "biegłego z dziedziny badań grafometrycznych" - z "grafologiem" (może Ci wytoczyć proces o zniesławienie, bo poczuje się jako ktoś niegramotny, analfabeta np.).
Przestań paplać, mówiąc o znajomości prawa, że się znasz/nie znasz na "paragrafach", bo to niechlujna nadinterpretacja (zawsze w kodeksach, ustawach, przed paragrafami czyli jakby podpunktami widnieją  artykuły, a po nich dopiero paragrafy), więc mów o zbiorze przepisów prawnych, zapisanych w artykułach, bo inaczej - faktycznie można pomyśleć, że nie znasz się na niczym, a tylko masz poglądy i wiarę, z których mogą wyniknąć jedynie problemy życiowe (parafrazując Ks. Staszica).

          Macie więc tutaj gratis, od wujka Zbigniewa, ściągę z pojęć: z prawa karnego, z kodeksu postępowania karnego, z instrukcji dochodzeniowo-śledczej, lewackie, reżymowe typy!


                                                                                                                Zbigniew Zibi Osiewała

czwartek, 12 marca 2015

Organizm sterowany odgórnie...


                                             
                 - Tekst dedykowany jest przede wszystkim osobom o poglądach wolnościowych -


Dla wolnorynkowców znane jest powiedzenie: „Przede wszystkim nie szkodzić”. Wyraża ono troskę, by państwo nie wtrącało się do gospodarki. Jest to odpowiednik zasady Hipokratesa , „ojca medycyny” -  Primum non nocere (z łac.- po pierwsze nie szkodzić). Ale czy zasadę tę stosujemy w stosunku do własnego zdrowia?
         
Od dziecka wpaja się nam nawyk, że kiedy przychodzą choroby, należy zażyć jakieś lekarstwo. Czy komuś przyjdzie do głowy, aby wtedy nie robić nic? To znaczy - nie przeszkadzać organizmowi.
Choroba to nic innego, jak determinacja organizmu do utrzymania tzw. homeostazy biologicznej (homeostaza to zdolność do utrzymania stanu równowagi dynamicznej w którym zachodzą procesy biologiczne). Objawy chorób, może i są nieprzyjemne oraz uciążliwe, ale zwalczanie ich zawsze kończy się jakimś powikłaniem. Zaś zwalczanie objawów chorobowych jest aktem przeszkadzania organizmowi w przywracaniu porządku (homeostazy). Przekładając to na język zrozumiały dla większości, robienie porządków w organizmie możemy porównać z generalnym remontem mieszkania. Zawsze w tym czasie jest totalny bałagan, zanim uprzątnie się wszystkie brudy, usunie rzeczy niepotrzebne i poukłada się rzeczy wartościowe. Dopiero po burzliwym sprzątaniu  możemy cieszyć się z przeprowadzonego remontu. Tak właśnie jest po prawidłowym odchorowaniu choroby.                                             
         
A jak to wygląda z punktu widzenia organizmu? Natura wymyśliła, że dzieci powinny przejść (odchorować) całą pulę chorób wieku dziecięcego. Któremu rodzicowi przyjdzie do głowy, by w przypadku grypy położyć dziecko do łóżka, pozwolić mu się wypocić i pilnować aby się nie odwodniło? Nie „zbijać” gorączki, ani nie podawać antybiotyków (nawet w postaci czosnku). Po prostu - przede wszystkim - nie przeszkadzać. Organizm wie, co robi. Prawidłowe odchorowanie choroby zawsze wychodzi dziecku na zdrowie. Ale przede wszystkim, jest to inwestycja w jakość życia w wieku dorosłym.
         
Natomiast brak możliwości odchorowania chorób wieku dziecięcego powoduje utrwalenie błędnego nawyku oraz nie daje szansy, by na własnej skórze odczuć, że organizm jest w stanie zachorować i bez wspomagania może wyzdrowieć.
Podstawowym błędem jest  skorzystanie z wizyty u lekarza, który w przypadku chorób infekcyjnych przebiegających z gorączką, kaszlem i katarem, zaleci leki, które zablokują te naturalne objawy sygnalizujące trwający właśnie remont. Interwencję lekarza możemy porównać do interwencji państwa w gospodarkę. Jak wiemy - taka interwencja zawsze jest szkodliwa i tylko pozornie przynosi korzyści. Szkody z reguły dają o sobie znać po dłuższym czasie, tylko że wtedy nie jesteśmy w stanie skojarzyć przyczyny tych szkód. Taka ciągła walka z objawami chorób, to jak walka z bezrobociem poprzez ustalenie płacy minimalnej i podnoszenie podatków oraz komplikowanie przepisów.                                                                              
         
Takie ciągłe leczenie (lekami) organizmu, można porównać do rynku przeregulowanego, natomiast dążenie organizmu do utrzymania homeostazy biologicznej (np. przez cykliczne odchorowywanie chorób bez leków) możemy porównać do niewidzialnej ręki rynku.                                                                           
          
Z powyższego wynika, że dzisiejsza medycyna ma działanie ewidentnie szkodliwe. Jej celem jest stworzenie stałych, uzależnionych odbiorców usług medycznych i nabywców leków. Przy tym dopuszcza się ona do ciągłego straszenia obywateli, jak nie epidemiami, to normami (wciąż zaniżanymi) cholesterolu. Dokładnie tak, jak politycy straszą biedą i nędzą, jeśli nie będzie opiekuńczego państwa.
         
Lekarze są tak kształceni, by w kontaktach z pacjentami proponowali im blokowanie naturalnych objawów chorobowych, które z punktu widzenia pacjenta są uciążliwe i z tego powodu dobrze byłoby się ich pozbyć. A że to właśnie te objawy świadczą o prawidłowym procesie regeneracji organizmu, lekarze swoich pacjentów-klientów nie informują. Zalecenia lekarskie bardzo często wymierzone są przeciwko pożądanym reakcjom organizmu. Pozycja lekarza przypomina pozycję urzędnika państwowego, który wie lepiej, czego potrzebuje obywatel, niż on sam.
         
Praktycznie wszystkie choroby „cywilizacyjne” są konsekwencją przewlekłego odgórnego sterowania organizmu. Są jednak jaskółki, zwiastujące zmianę. Wiedza o prawdziwym zdrowiu zaczyna się odradzać. Ale póki co, wielu ze zdrowiem będzie kojarzyć protezę zdrowia będącą konsekwencją zablokowania objawów chorobowych lekami . Tak jak w życiu gospodarczym, politycznym i społecznym, mamy wrażenie, że mamy coś na kształt wolnego rynku oraz jakbyśmy byli wolnymi ludźmi w wolnym kraju. Niestety - to tylko wrażenie.


                                                                                                                        Leszek Boczkowski

niedziela, 8 marca 2015

Jak feministki zniewieściają mężczyzn i jakie są tego skutki...



                                - Z dedykacją dla feministek, w Dniu Kobiet -


Ruch emancypacji i feminizacji, w związku ze zwiększeniem się wagi równouprawnienia i praw kobiet, przyczynił się również do poszerzenia zakresu praw i obowiązków, które przypisywane są płci męskiej.
   
Mężczyźni, całkiem do niedawna, nie byli dopuszczani do "sfer kobiecych", z drugiej strony sami też niespecjalnie się do nich dobijali. Dziś stereotyp uległ zmianie: mamy mężczyzn gotujących obiady, sprzątających mieszkania, trzepiących dywany, wynoszących śmieci, robiących pranie, tudzież softman'ów spacerujących z dziećmi w parku - czyli facetów nie nadających się ani do pracy w kopalni, ani tym bardziej do kamieniołomów. Mamy młodych mężczyzn, którym feminizacja dobrała się nawet do wyglądu zewnętrznego: ciało zamieniło się w przedmiot obsesji i obiekt seksualny, przez co skazali swoją męskość na nieunikniony kryzys.
    
Automatycznie spadła też panom ilość obowiązków "służbowych" - tych w małżeństwie/konkubinacie i tych wobec Ojczyzny. Służba wojskowa, wychodzenie na piwo lub mecze piłkarskie, chodzenie na tzw. lewiznę czy też pójście w "szkodę", czyli na podryw, walki w ustawkach kibolskich i inne małe chłopca wojenki, zostają zepchnięte na margines z jednego prostego powodu - z braku czasu.
    
Korzystanie z całej gamy nowych praw, daje panom pełnię relaksu i samorealizacji w życiu zawodowym i rodzinnym, natomiast nie pozwala na zajęcie się tym, co powinno być ich obowiązkiem. Może się okazać, że naszych granic będą niebawem bronić dziarskie inaczej niewiasty i niekoniecznie tak samo dziarscy, lecz całkiem do nich podobni, studenci europeistyki (na przykład)...
    
Do czego doprowadza socjalistyczne sterowanie społeczeństwem poprzez takie wynaturzenia jakim jest feminizm oraz inne? Koedukacja chłopców i dziewczynek, praktycznie od kołyski (żłobki, przedszkola), filozofia gender, utrudnianie ogólnego dostępu do broni palnej oraz wyżej opisany proces zniewieściania mężczyzn, prowadzą do tego, by niewolnik  nie śmiał (ani nie był zdolny) podnieść swej niewolniczej ręki na swojego pana.
    
Ponieważ Polska istnieje tylko teoretycznie, rządzący nie wyrażają chęci co do tego, by jakoś szczególnie spinać się w temacie zabezpieczania kraju przed zagrożeniem zewnętrznym. Natomiast siły zbrojne i porządkowe, złożone z takich popaprańców, jak opisuję wyżej, są zupełnie wystarczające, by nie dokonać ewentualnego puczu. Są też, rzecz jasna, całkowicie wystarczające do obrony świń. Tych przy swoim socjalistycznym korycie.