Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

środa, 22 czerwca 2016

Szkodliwe poprawianie Natury

Postanowiłem napisać kilka słów w tym temacie, gdyż wiele osób zadaje mi pytania o różne sposoby na schudnięcie, uważając przy tym, że to jest klucz do zdrowia i długich lat życia. Głównie pytają Panie: "Co zrobić, aby zrzucić trochę ciała na wakacje?". 

Zacznę od przysłowia ludowego: "Zanim gruby schudnie, chudy umrze". Patrząc na mądrość ludowego przysłowia, można wysnuć wniosek, co potwierdzają liczne badania, że średnia długości życia jest większa po stronie tych z lekką nadwagą, niż po stronie szczupłych (w tzw. sile wieku). Jest to chyba dosyć logiczne i zdroworozsądkowe myślenie, gdyż chudość niektórych ludzi może mieć związek z niedożywieniem, czyli deficytem niektórych składników odżywczych. Jak to w życiu bywa - lepsza klęska urodzaju niż nieurodzaju; lepiej mieć nieco za dużo, niż dużo za mało...

Za klasykiem powiem, że nie ma powodów, aby się bać tzw. nadwagi książkowej czy wagi należnej. Różnica między nadwagą a otyłością jest taka, jak pomiędzy np. bokserem wagi ciężkiej czy kulturystą a przeciętnym zapaśnikiem sumo. Bez znajomości wskaźników BMI itp. przeliczników, różnych sposobów obliczania: tzw. wagi należnej, nadwagi, otyłości prostej, złożonej - już na nieuzbrojone oko widać ową różnicę. Oba te przypadki, to jednak 'chyba' oznaka antyzdrowia.


Mimo stosowania diety, nie chudniemy, to nie szukajmy sposobów na siłę, aby „zrzucać” nadmiar ciała. Wniosek z tego taki, że albo stosujemy niewłaściwą dietę, zalecaną przez lekarza, czy dietetyka, albo organizm WIE LEPIEJ, CO ROBI i utrzymuje swoją tzw. wagę należną, choć nam wydaje się, że jest to irracjonalne. Ja bym zaufał jednak jego logice! 

No bo kto to jest naukowiec czy (np. ekspert z medycyny akademickiej, lub ekspert z dietetyki klasycznej), któremu wydaje się, że wie lepiej? Parafrazując słowa Sokratesa, jest to człowiek, który jeszcze o tym "nie wie, że nie wie"; człowiek, który przestał myśleć i mu się tylko wydaje, że on „wie” (przecież jego uczono tak "wiedzieć", ale nie nauczono samodzielnego logicznego myślenia). To jest jakaś zarozumiałość, bufonada, żeby myśleć, że się "wie" - jak wyliczyć tzw. wagę należną danemu pacjentowi i że jest to aksjomatem, jak w fizyce czy w matematyce. W biologii nie ma tego typu aksjomatów. 

Wg dogmatów tzw. naukowców - kulturyści mają olbrzymią nadwagę. Trudno nakazać kulturyście, aby spowodował utratę wagi ciała, jeśli nie znajdziesz u niego ani grama tłuszczu. Inną sprawą jest, że jeśli nie był tak ułożony genetycznie a „przypakował”, tj. dokonał gwałtu na naturze (czytaj: ćwiczył ponad siły ciężarami i zażywał sterydy anaboliczne, odżywki sztuczne), i jeśli teraz przestanie ćwiczyć, to również obleje się w tłuszcz, jak ów sumita. 

Najwięcej szkód wyrządzają właśnie ci, którzy zajmują się polityką i medycyną sportową czy w ogóle medycyną, bowiem oni „nie wiedzą, że nie wiedzą”. A skąd niby dietetyk czy lekarz ma wiedzieć - ile ma wynosić tzw. waga należna Ixińskiego w tym momencie... czy jest on Bogiem... a zatem, czy nie jest to zwykła zarozumiałość i głupota?

Przeciętny normalny mężczyzna, uważa, że kobieta chuda w średnim wieku (i powyżej) - ma niezbyt apetyczny wygląd. Tylko, kim z kolei jest taki normalny mężczyzna? J. Rousseau: "Definicje byłyby dobre, gdybyśmy do ich sformułowania nie używali słów". Drugi filozof twierdzi tak: "Patrząc z zewnątrz jesteśmy bandą szaleńców, których właściwie należałoby izolować. Ale, kto, kogo ma izolować, skoro wszyscy są szaleni, a każdy uważa swoje szaleństwo za normę?”. (E. Fromm) 
Kobieta wychudzona, bez biustu - będzie się podobać takim mężczyznom i innym wyjątkom, jak na przykład: projektanci mody, czy jacyś ekscentryczni gwiazdorzy, celebryci, inni oraz ewentualnie tym kobietom i mężczyznom, którzy z założenia nie lubią kobiet. 
Mogę zdradzić swój gust i zaliczyć się częściowo do grupy: "inne wyjątki"; lubię filigranowe kobiety, ale nie anorektyczki.

Drogie Panie, czy warto zatem starać się zrzucać niewielką nadwyżkę swojego ciała, żeby tylko latem móc pokazać się na plaży i żeby dalej sobie szkodzić, przypalając swoje ciało? Przypomnę, a propos, że "opalanie" (czytaj: naświetlanie słoneczne promieniami UVB) jest najzdrowsze w sezonie letnim w godzinach od 11:00-13:00, ewentualnie max do godziny 15:00, po tym czasie lub przed godziną 11:00 należy nakładać filtry na skórę, o ile się chce przebywać na słońcu. Bez sensu jest smarować się filtrami i przebywać na słońcu w godzinach "zdrowych".

Według mnie, śmieszni i zarazem trochę żałośni są też starsi ludzie, którzy się forsują np. na maratonach biegowych i twierdzą, że czują się zdrowo, tym bardziej jeśli są to amatorzy, a nie zawodowcy. Gdyby się tak mniej forsowali a do tego nie stosowali pewnych katorżniczych ograniczeń dietetycznych (np. wegetarianie), to faktycznie mogliby być zdrowsi i żyliby dłużej. Czy to jest zdroworozsądkowe podejście do tematu ludzi organizujących maratony biegowe dla  ludzi w podeszłym wieku i do tego amatorów? 
Dla ludzi w podeszłym wieku jest dramatem nie to, że czują się staro, ale to, że - czują się młodo; często gęsto nie mierzą sił na zamiary... W obecnym zatrutym, "cywilizowanym" środowisku człowiek żyje krócej niż człowiek z Doliny Hunzów (np. ok. 120 lat i umiera ze starości, naturalnie, godnie, jakby zasypiał na zawsze...) Człowiek "cywilizowany" umiera w wieku około 60-70 lat. On nie chce umierać, chce jeszcze żyć, bowiem boi się pustki po śmierci. Jego CUN (Centralny układ nerwowy) nie czuje jeszcze, że doszedł do mety życia, nie czuje się do cna wyeksploatowany życiem. Oto efekt nierównomiernego zużycia poszczególnych narządów w organizmie.  
(Szerzej tematem: "Sport to zdrowie" zajmę się w innym czasie)

W tym miejscu przychodzi mi na myśl twierdzenie pewnego homeopaty, który uważa, że średnia wieku homeopatów wynosi około 90 lat, bowiem zażywają oni granulki na każdą okazję; w kuchni używają tych „kulek”, jak przypraw ziołowych, a dzieci spożywają je jak cukiereczki… Inni znów zażywają tzw. suplementy, aby się pozbyć nadwagi, aby zlikwidować cellulit; jeszcze inni piją przewlekle duże ilości soków owocowych i warzywnych, aby dostarczyć duże ilości beta–karotenu, bo chcą uzyskać oliwkową/śniadą cerę. Mają pewnie ku temu okazję, mając "dziurawe" jelita... 

Czy nadużywanie leków homeopatycznych, ziół, leków, paraleków i forsowanie swojej kondycji fizycznej – nie prowadzi do ingerencji, manipulowania naturalnymi funkcjami organizmu, a przez to do przyspieszania metabolizmu i skracania sobie długości życia…Wyjątkiem może być zaingerowanie w przyspieszenie schudnięcia, ale tylko w ściśle uzasadnionych przypadkach, gdzie znaczna nadwaga/otyłość może spowodować niewspółmierne szkody dla zdrowia. 

Uważam, że najlepszą kondycję somatopsychiczną (proszę zwrócić uwagę na kolejność wymienionych członów w wyrazie: "somatopsychiczna", która, wg mnie, jest prawidłowa, a nie jak się posługują funkcjonariusze przemysłu chorobowego, w odwrotnej kolejności: "psychosomatyczna") oraz długowieczność można uzyskać: stosując umiarkowane spożycie pokarmów o najlepszym dobranym składzie jakościowym, czyli wg zasad zdrowego odżywiania; pijąc sprawdzone mikstury i koktajle błonnikowe; stosując umiarkowaną formę aktywności fizycznej na łonie natury, która powinna wynikać z ogólnej kondycji fizyczno-psychicznej; czyli wypływać z wewnętrznej potrzeby, a nie jakiegoś snobistycznego, durnowatego przymusu, wynikającego z "wściekle zdrowego" instruktażu jakiegoś trenera osobistego. 

Przypomnę tylko na potwierdzenie powyższego, według mnie, o 4. kluczowych przesłankach do zdrowia i pożegnania się z tym światem w sposób godny (odejście nie na jakąś chorobę, lecz na normalną starość; na pohybel tzw. służbie zdrowia):
1. odpowiedni zdroworozsądkowy model odżywiania [(np. Zasady zdrowego odżywiania wg ruchu Biosłone, w którch postępuje się zgodnie (np. z "formulą 4 razy s" wg Witolda Jarmołowicza: smak, samopoczucie, swoja waga, samoedukacja, najlepszym doradzcą), ewentualnie dla chorych - poprzedzone połączeniem wspólnym mianownikiem: Diety prozdrowotnej wg ruchu Biosłone z Dietą GAPS wg Dr Cambell, czy z Dietą niskowęglowodanową dr. Lutza); "Z potraw, które zjadamy, biorą się wszystkie choroby ludzkie" (Herodot)];
2. systematyczna detoksykacja (usuwanie naczelnej przyczyny wszystkich chorób);
3. ćwiczenia zdrowego oddychania (np. wg dr. Buteyki), chodzi 0 dostateczne dotlenienie komórkowe;
4. naprawa ewentualnego niedoboru metylacji, wynikającego z mutacji genetycznej. 
Wg mnie, te 4 przesłanki muszą występować łącznie.
Ps.  Cizie-wieloryby, zamiast na basen - wylazły na siłownię... - Klik!  
                                                                                                                              Zbigniew Zibi Osiewała
                                                                                                                                  

                                                                                                                         
                                                                                                                                                       


poniedziałek, 20 czerwca 2016

Co to jest dieta

Medycyna klasyczna każdy model odżywiania nazywa dietą, nawet dla ludzi wolnych od chorób. Ale nie ma się czemu dziwić, bowiem wielopokoleniowa indoktrynacja propagandy medycznej w dążeniu do kreowania pacjentów, na każdym polu stara się przekazać swoje przesłanie, że nie ma ludzi zdrowych - są tylko źle zdiagnozowani, których należy leczyć. I tak chorym zaleca się diety „specjalistyczne”, wzorowane na specjalizacjach medycznych, i od nich noszące nazwy. Tak więc: dla pacjenta chorego na wątrobę zaleca dietę wątrobową, dla chorego na cukrzycę - dietę cukrzycową, dla nietolerancji glutenowej - dietę bezglutenową, dla mających wysoki cholesterol - dietę bezcholesterolową, zaś dla kobiet w ciąży – dieta ciążowa. Szczytowym osiągnięciem w walce z objawami chorobowymi są diety anty. Dotychczas najdziwniejsza jest dieta antygrzybicza, wzorowana widać na diecie antynowotworowej, ale na tym nie koniec, bo w tej dziedzinie wciąż jest sporo nieodkrytych możliwości. Już nie mogę się doczekać, kiedy powstanie dieta ANTYKONCEPCYJNA.
    
Światowa organizacja zdrowia (WHO) wypracowuje dla zdrowych specjalne anty-zdrowotne diety, których nazwy pochodzą od brył geometrycznych, na przykład piramid, albo położenia geograficznego, na przykład dieta śródziemnomorska. Tylko patrzeć, jak powstanie dieta eliptyczna lub spiralna, albo zwrotnikowa, polarna, ewentualnie subkontynentalna. A zresztą, może już są, któż to może wiedzieć? Wszak mody na diety zmieniają się tak szybko, że ewolucja nijak nadążyć za nimi nie potrafi, więc jako niedostosowani - chorujemy. No i o to w gruncie rzeczy chodzi z tymi dietami – by chorować, no i się leczyć. 
   
Pomijając fakt, że zalecenia dietetyczne służby chorób, zwanej dalej przemysłem chorobotwórczym, de facto są zaleceniami niesłużącymi w dochodzeniu do zdrowia, to dodatkowo w niektórych przypadkach działają akurat w przeciwną stronę, czyli że dieta antycukrzycowa jest faktycznie dietą procukrzycową, dieta w dnie moczanowej, albo przy RZS jeszcze bardziej "zakwasza" organizm, a dieta antygrzybicza jest skierowana jedynie przeciw choremu. Chodzi bowiem o to, żeby w owym przemyśle nakręcać sobie koniunkturę, a więc produkować chorych i choroby, i zarabiać pieniądze na krzywdzie ludzkiej. Wiadomo, że instytucja nastawiona na zysk nie będzie podcinać sobie gałęzi, na której siedzi i działać przeciwko swoim mocodawcom z resortu, przeciwko sobie oraz swoim funkcjonariuszom w terenie.
    
Ponadto, lekarz nie ma czasu, ani takiej wiedzy, aby tłumaczyć pacjentowi o zdroworozsądkowych zasadach stylu życia. Lekarz nie wie nic o chorobach, jeszcze mniej o tym, jak je leczyć, a już najmniej o zdrowiu i prewencji przeciwko chorobom. Zastanawiam się tylko nad stopniem świadomości lekarzy, którzy zostali uwikłani w to permanentne szkodzenie ludziom: im dłuższy tytuł przed nazwiskiem, tym bardziej szkodzi pacjentowi; może oprócz lekarzy od tzw. szybkiego reagowania czy interweniowania, czyli urazowców, neurochirurgów, itp., ale nie o nich chcę mówić. 
    
Pacjent, który trafia do szpitala po wypadku losowymbędąc już „nareperowany” po interwencji pogotowia ratunkowego - powinien z tego szpitala jak najszybciej się oddalić, aby nie wegetować, albo wręcz nie podtruwać się na wikcie szpitalnym. Szpital i pogotowie powinny służyć pacjentowi tylko w przypadkach zagrożenia życia lub ciężkiej utraty zdrowia, a nie do ustawiania programów leczniczych, chyba że ktoś upatruje swój sens życia w leczeniu się i pomieszkiwaniu na oddziałach szpitalnych. 
    
Dieta – jak sama nazwa wskazuje, jest to sposób odżywiania się, ograniczony jakościowo i ilościowo, stanowiący część kuracji albo pełnej terapii. Dietę stosujemy w chorobie, zaś w zdrowiu kierujemy się zasadami zdrowego odżywiania. Dietetyka klasyczna i medycyna akademicka układają tysiące diet dziennie, a ludzi chorych wszak nie ubywa, a przybywa.
    
Organizm z pożywienia powinien otrzymać białka, tłuszcze, węglowodany, cały pakiet witamin i minerałów oraz wodę. Ludzie dbający o zdrowie, albo tacy, którzy chcą dojść do zdrowia, powinni posiąść wiedzę o żywności służącej zdrowiu, czyli dostarczającej organizmowi wszystkich niezbędnych substancji odżywczych., w miarę niezatrutej.
    
Jeśli w chorobie stosujemy dietę, to nie znaczy, że jesteśmy skazani na dożywotnie jej stosowanie, ale tylko na czas choroby, która powinna się skończyć wraz z wyeliminowaniem przyczyny, bowiem zastosowanie samej diety bez usunięcia przyczyny jest maskowaniem choroby i naklejeniem kolejnej łatki na i tak już połatanym garniturze zdrowia. Jest to mumifikacja organizmu za życia; maskowanie faktycznego stanu zdrowia.
    
Za Hipokratesem powtórzę: „To samo mięso podane chorej osobie z gorączką oraz zdrowej osobie – umocni zdrową osobę, a pogorszy stan tej chorej”. Z tego jasno wynika, że ten sam pokarm nie może służyć wielu osobom o różnym stanie zdrowia. Posługując się przykładem chorych na dnę moczanową - nie można im nakazać dożywotnio unikać pokarmów urynogennych oraz zażywanie miluritu, itp. farmaceutyków, bowiem choroba ta nie wynika z niedoboru leków farmaceutycznych, czy nadmiaru puryn w organizmie, bo w niektórych wypadkach jest akurat wręcz odwrotnie. 
    
Przyczyna wszystkich chorób jest jedna – toksemia organizmu. Stosowanie diety jako sposobu na życie, czy filozofii życia jest totalnym nieporozumieniem. Jest maskowaniem faktycznych objawów chorobowych, nawrotem innych chorób i zapadaniem na nowe.
    
Czasami słyszę, jak niektóre panie chwalą się poprawą zdrowia (subiektywną – wg mnie) poprzez stosowanie jakiejś najmodniejszej diety. Diety te działają krótki czas, gdyż zastosowanie nawet najgłupszej diety, która będzie jakąś formą diety rotacyjnej, czy w ogóle dietą nową dla organizmu, organizm jakby zacznie lepiej funkcjonować, ale to będzie wynikało z samej zmiany urozmaicającej dotychczasowe monotonne odżywianie i taka odmiana, plus autosugestia - mogą spowodować, albo spowodują „odbagnienie” szlaków metabolicznych i tym samym lepsze samopoczucie. Ale taka sielanka będzie trwać do momentu, aż powrócą stare objawy chorobowe i przybędą nowe. Wówczas pacjent, zawiedziony „cudowną” dietą, uda się do autora tej diety po poradę, a ten mu objaśni (czytaj: zwali winę na niego), na czym polegały jego błędy żywieniowe.

Uwaga!

Diety bezglutenowej nie można wrzucić do jednego worka z innymi dietami rozumianymi jako jakościowe i ilościowe ograniczenie substancji odżywczych, bowiem gluten taką substancją nie jest, więc jego niedobór nie wpłynie negatywnie na funkcjonowanie organizmu. Gluten jest jedynie klejem służącym do sklejania ciasta - niczym więcej. Inaczej mówiąc: dieta bezglutenowa jest raczej prawidłowym odżywianiem się, a nie dietą.
    
Należy zaznaczyć, że wg interpretacji tych, którzy mają wiedzę o zdrowiu - dietę bezglutenową można uznać za pomocną w dochodzeniu do zdrowia, ale posiłki w tej diecie należy przygotowywać samemu, a nie nabywać produkty bezglutenowe ze sklepów z tzw. zdrową żywnością.
    
Podczas stosowania diety, organizm efektywniej będzie dokonywał regeneracji chorych komórek, bowiem poprzez czasowo rozszczelnione jelito nie będzie napływu świeżych toksyn, a ponadto organizm okresowo zmieni też szlaki neutralizacji i ewakuacji tych toksyn, tj. nie przez skórę, a przez wątrobę i ostatecznie z kałem.
    
Jeśli wyeliminujemy dowóz lektyn pokarmowych, np. glutenu, podczas procesu regeneracyjnego, to jednocześnie odciążymy organizm w walce z toksycznymi lektynami, czyli alergenami (antygenami), likwidując przyczynę reakcji alergicznych i w konsekwencji choroby z autoagresji.
    
Dieta bezglutenowa, w interpretacji medycyny i dietetyki klasycznej, a głównie produkty zalecane z przemysłu bezglutenowego, współpracującego z przemysłem chorób, mimo że  nie zawierają glutenu, który jest po prostu klejem, służącym do wyrobu ciast, a dla organizmu groźną lektyną pokarmową i zbędnym balastem - są toksyczne z innej strony, może nawet bardziej niż normalne, naturalne produkty zawierające gluten.

Po pierwsze - skrobia pszenna bezglutenowa to substancja z grupy GMO, rakotwórcza. 

Po wtóre - substancje sklejające, np. guar gumy, syntetyki oraz wiele innych, sztucznych ulepszaczy, słodzików, które są też silnie toksyczne i rakogenne.
Po kolejne - to barbarzyństwo, jak można uczynić coś bezglutenowego z czegoś, co genetycznie nosi w sobie gluten (pszenica/skrobia pszeniczna), uzyskując produkt o nazwie: "skrobia pszenna" i (uwaga! o, zgrozo!) "bezglutenowa"?! 
Jakim to niby zdrowym, naturalnym sposobem można dokonać oddzielenia białka/lektyny pokarmowej: glutenu - od reszty ziarna?
Czy da radę to wykonać sposobem mechanicznym(?) - e, tam da... Ale już za pomocą różnych odczynników chemicznych (toksycznych), lub odpowiedniego napromieniowania (równie szkodliwego) - pewnie już z powodzeniem...

                                  


                                                                             
Zbigniew Zibi Osiewała

sobota, 18 czerwca 2016

Moja wyboista droga do zdrowia, czyli sztuka wyleczenia - bez leczenia (Część II)

Cd. Krótka rozprawka nad BPP oraz innymi metodami stymulowania organizmu do autonaprawy... (Część II)





"W pewnych warunkach ludzie reagują na fikcję równie silnie jak na rzeczywistość, a w  wielu przypadkach przyczyniają się do stworzenia tej właśnie fikcji, na którą reagują" (W. Lippmann)

"Większa część naszego tzw. logicznego myślenia polega na wynajdywaniu argumentów, żebyśmy uwierzyli w to, co już robimy". (J. H. Robinson)

„Pierwszym i najgorszym ze wszystkich oszustw jest oszukiwanie samego siebie Potem łatwo już grzeszyć na wszystkie sposoby”. (J. Bailey)

„Jedną z największych tragedii życia jest morderstwo dokonane na pięknej teorii przez brutalną bandę faktów”. (La Rochefoucauld)





Na starym forum Biosłone (około 2007r.), gdzie były dwa pod-fora: jedno, jako terapeutyczne, nadzorowane przez dr. Janusa (leczenie "naturalnymi" metodami); drugie, jako profilaktyczne, nadzorowane przez Mistrza, czyli Józefa Słoneckiego, gospodarza całego forum Biosłone (stosowanie profilaktyki) - MO (Mikstura oczyszczająca), w starej interpretacji, była raczej dla ludzi zdrowych, lub "lekko" chorych, aby dzięki MO i zasadom zdroworozsądkowego stylu życia mogli utrzymać zdrowie, czy je trochę poprawić.
Dopóki nie odszedł z forum Biosłone dr Janus (jak każdy lekarz, pomimo iż był otwarty na wiedzę alternatywną dla medycyny, w tym i profilaktykę prozdrowotną wg Hipokratesa, był zwolennikiem leczenia "naturalnego", i nie było w tym nic dziwnego, bowiem lekarz to lekarz, nastawiony na leczenie jednowariantowe, tj. są objawy - to trzeba je zwalczać...), były ciągle dylematy: czy chory ma się leczyć/terapeutyzować „naturalnie” (aparat Mora, zioła, detox plus, suplementy, ect.) na pod-forum terapeutycznym, czy stosować profilaktykę na pod-forum profilaktyki prozdrowotnej, czy też stosować i profilaktykę, i terapię. Taka panowała ogólna schizofrenia. W przypadku forowiczów zdrowych nie było problemu, bo aby utrzymać zdrowie korzystali oni z pod-forum profilaktyki wg nurtu Hipokratejskiego.

Dzisiaj oraz już po zamknięciu gabinetu nr 1-Biosłone-Zdrowie na własne życzenie (12.2012), patrząc przez pryzmat czasu, mogę powiedzieć, że MO i reszta BPP (Biosłonejskiej profilaktyki prozdrowotnej) dla niektórych chorych, to było zbyt mało, żeby dojść do zdrowia. Leczenie "naturalne", tj. częściowo przyczynowe i częściowo alopatyczne wg dr. Janusa - też nie dałoby pozytywnych efektów zdrowotnych dla ww. grupy chorych. (Niżej wyjaśnię - dlaczego...)

Po upływie pewnego czasu, po odejściu z forum dr. Janusa, po likwidacji pod-forum terapeutycznego, powstało całkowicie niemedyczne lub, nawet początkowo, antymedyczne forum zdrowia. I wg mojego subiektywnego odczucia (i bez bufonady), ewolucja wiedzy Mistrza (czytaj: Józefa Słoneckiego) i niektórych forumowiczów, pod kątem wybrania właściwego forum (profilaktyki prozdrowotnej) była właśnie zapoczątkowana przeze mnie i przez forumowiczkę o nicku Biedrona. Namacalnymi przykładami na to, było napisanie przez nas kilku wątków o Biosłonejskiej profilaktyce prozdrowotnej (BPP), a konkretnie o wypieraniu chorób - zdrowiem (wypieraniu chorób - metodami profilaktyki prozdrowotnej). Nasze zapoczątkowanie, ale dzięki inicjatywie Józefa Słoneckiego, uprzednim jego sugestiom/inspiracjom. Czyli zapoczątkowaliśmy przyjęcie założenia, że BPP a konkretnie MO, działa na zasadzie wykresu sinusoidy okresu drgań wahadła matematycznego.
Eskalacja objawów uczucia pogorszenia stanu zdrowia (ujemne skutki tzw. efektu ozdrowieńczego, czyli objawy podobne do reakcji Herxheimera), podczas detoksykacji – miała być zwiastunem fazy zdrowienia/regeneracji.

 Biedrona tłumaczyła to mniej więcej tak: poprzez dodawanie do zbioru liczb ujemnych (choroby) liczb dodatnich (metody prozdrowotne), miało skutkować po pewnym czasie – sumą zbioru liczb dodatnich tj. zdrowieniem (stopniowe wypieranie chorób - zdrowiem).
Ja to tłumaczyłem na takiej zasadzie: jeśli do szklanki z czystą wodą wpuścimy kroplę np. atramentu, to po jakimś czasie woda zabarwi się w pewnym stopniu na kolor tego atramentu.
Porównując do medycyny i jej terapii, poprzez usuwanie objawów, bez leczenia przyczynowego, polegałoby na tym, że tę zakolorowaną wodę na kolor atramentu należy oczyszczać przy pomocy bibułki, pasków lakmusowych itp. środków, przy okazji rozlewając wodę i zanieczyszczając środowisko wokół. Czyli z jednej strony leczymy się z jednej choroby (tylko usuwamy objawy), ale wkręcamy się w inną chorobę.
Natomiast porównując to do leczenia przyczynowego (profilaktyka prozdrowotna), przy pomocy BPP, w tym MO, wystarczyło szklankę brudnej wody podstawić pod kran z czystą wodą i małym strumieniem ją napełniać, aż do czasu, kiedy w szklance będzie już tylko czysta woda , czyli znów wyparcie chorób - zdrowiem.
Oczywiście, przy mocno zdemolowanym organizmie przez toksemię, na pewnych etapach profilaktyki lub nawet do końca życia należy umiejętnie wprowadzić odpowiednie metody medyczne, czyli terapeutyczne. Ale to wiem dopiero obecnie, po dojściu do wiedzy o zdrowiu na odpowiednim poziomie, gdzie wiedza ta jest potwierdzona empirycznie.

Tak więc MO, w owym czasie, nie była tylko dla ludzi zdrowych, ale i dla chorych. Wdrożenie metod terapeutycznych, czyli wg drugiego nurtu medycznego, nieprofilaktycznego, wymagało dużej analizy stanu faktycznego zdrowia chorego przez ekspertów forum i samego zainteresowanego, na jego odpowiedzialność, jak zresztą każde działania forumowicza, bowiem ww. forum miało i ma do tej pory charakter tylko typowo dydaktyczno-edukacyjno-informacyjny. Odpowiedzialność za swoje zdrowie bierze każdy zainteresowany. Ale praktycznie zawsze, po uprzednio wdrożonej profilaktyce prozdrowotnej (z piciem MO lub bez jej picia; z piciem KB, czyli Koktajli błonnikowych wg Mistrza lub bez ich picia; z wdrożeniem DP, czyli Diety prozdrowotnej lub bez niej), miało się zakończyć docelowym płynnym wejściem w ZZO (czytaj: Zasady zdrowego odżywiania).

Z treści różnych publikacji Józefa Słoneckiego, wynikało, że MO ma działanie (solidne podstawy teoretyczne): detoksykacyjne, profilaktyczne, prozdrowotne, holistyczne, adekwatne, atawistyczne. Pasywność jej działania rzekomo nie miała wpływu alopatycznego na funkcjonowanie organizmu; czyli mu nie ściemniała, nie przekłamywała faktycznego obrazu stanu zdrowia, nie manipulowała "ręcznie", jak to robi medycyna z układem immunologicznym. Miał to być doskonały środek stymulujący organizm do zdrowienia lub/i utrzymania zdrowia, sterujący samoistnie funkcje organizmu z "automatu", a nie sterujący "ręcznie", jak to robi każda terapia medyczna, przekłamując stan faktyczny zdrowia, lecząc li tylko objawowo, a nakręcając organizm w inne choroby.

Obecnie nie mogę powiedzieć o MO, że korzystnie działała na wszystkich ją stosujących w profilaktyce prozdrowotnej. Już wtedy, między innymi i ja, doświadczyłem objawów uczulenia (uczulenie na jakiś komponent w MO, np. sok z aloesu, owoce cytrusowe), pomimo iż były podawane w sporych rozcieńczeniach.
To samo mogę powiedzieć np. o niektórych innych środkach/stymulatorach do oczyszczania się organizmu z toksyn: Błonnik witalny, czy Super mikstura, czy ostropest witalny - wg Kinga; czy jeszcze innych środkach, choćby były to złote i cudowne detoksykatory o odpowiednio pasywnym, optymalnym jak MO, działaniu na zdrowe wysterowanie się organizmu z "automatu".
Kiedyś, nie mając tej wiedzy, co obecnie, dokonywałem pewnego uproszczenia, pisząc, że MO nie jest dla wszystkich, prócz zdrowych lub lekko chorych. Chodziło głównie o to, że nie dla chorych, którzy mieli bardzo niewydolne układy wydalnicze, najogólniej rzecz biorąc. U takich chorych MO powodowała wytrącanie toksyn z tkanek do krwiobiegu i na powrót obciążała wątrobę i inne organy, właśnie z uwagi na - nieprawidłowe funkcje wydalnicze. Ale przecież po udrożnieniu i uzyskaniu prawidłowej funkcji wydalniczej układu wydalania, np. pijąc Koktajle błonnikowe - nadal nie wszyscy dochodzili do zdrowia. A zatem, gdzie tkwił cały szkopuł...?! Co powodowało liczne nieporozumienia, spory, awantury wokół krytyki MO, wynalazku Słoneckiego?! Czyżby wszyscy, zarówno krytykujący jak i chwalący MO, nie mieli racji w zakresie swoich osądów? I tak, i nie!

Obecnie wiem, że chodziło o nieprawidłowości związane z objawami naruszenia metylacji, wynikającej z mutacji genetycznej, a ściślej z mutacji genu MTHFR. To jest, wg mnie, ta 'druga' naczelna przyczyna chorób!

Detoksykacja organizmu nie ogranicza się tylko do prawidłowej funkcji wydalniczej przez jelita, i dalej w kierunku "południowym" (defekacja)... A jak się przedstawia sprawa z metabolitami na poziomie wewnątrzkomórkowym i ciężką toksychemią poza układem trawiennym? To właśnie prawidłowa funkcja metylacji - zajmuje się prawidłową funkcją detoksykacyjną tych toksyn. 

Wg moich ustaleń, między innymi, z wiedzy zawartej w publikacjach z Mapy Zdrowia oraz z podstawowej wiedzy o zdrowiu uzyskanej w ruchu Bioslone (Hipokratejski nurt profilaktyki prozdrowotnej) wynika, iż istnieją 4 klucze do bram na drodze do zdrowia:
1. odpowiedni zdroworozsądkowy model odżywiania - jako podstawowy i najważniejszy klucz do zdrowia;
2. systematyczna detoksykacja (usuwanie naczelnej przyczyny wszystkich chorób); 
3. ćwiczenia zdrowego oddychania (ćwiczenia wg dr. Buteyki), bo bez tego nie ma należytego przyswajania     substancji odżywczych nawet z teoretycznie najzdrowszego odżywiania; 
4. tzw. cud metylacji, czyli naprawa ewentualnych polimorfizmów genetycznych (mutacje kopii genu
    MTHFR, które w 5-10% ogólnie w statystyce występują jako choroby genetyczne).

Z mojej autopsji wynika, iż wszystkie 4 klucze muszą w użyciu występować łącznie, np.: picie mikstur i koktajli w ramach przewlekłej detoksykacji, ale jeśli jest stosunkowo niski poziom metylacji (m.in. niewydolne układy wydalnicze) - może doprowadzić do wyżej wspomnianej neointoksykacjogenezy, czyli na powrót do zatoksycznienia organizmu, pomimo iż uprzednio toksyny zostały wytrącone z tkanek do krwiobiegu, skąd powinny być dalej wydalone z moczem i kałem, a de facto - nie są wydalone w całości, a czasem nawet nie w części.
W efekcie - nie wiemy, czy to są tzw. Herxy, czyli skutek uboczny efektu ozdrowieńczego, wynikający bezpośrednio z  (oczyszczania), czy też dalej się zatoksyczniamy, co skutkuje różnymi objawami chorób (np. alergii, reakcji anafilaktycznych i quasianafilaktycznych, chorób układu trawienia, aż po choroby neurotyczne i psychotyczne). (Temat wyjaśnię szczegółowo w dalszej części artykułu)


Wracając do starych czasów na Biosłone... Kiedy zrodziła się idea BPP i gabinetów-Zdrowie na własne życzenie oraz wcześniej, Mistrz opowiadał (jak to się mówi: robił PR dla MO, i nic w tym złego nie widzę), twierdząc, że na początku swojej praktyki z chorymi, po wynalezieniu przez niego MO, zgłosiła się do niego pewna kobieta, bardzo schorowana, która prawie przywlokła się do jego gabinetu, wyglądająca jak zgrzybiała, zgarbiona, z grymasem bólu na twarzy staruszka, choć była stosunkowa młoda wiekiem.
Po jego zaleceniach picia MO,  po 3. miesiącach, już przed wejściem do jego gabinetu, zauważył jakby nowo narodzoną kobietę, wcale nie przypominającą tamtą, schorowaną. Tryskała ona zdrowiem, była wyprostowana, energiczna, żywotna, uśmiechnięta.

I teraz tak: jak można z moim doświadczeniem, po 5,5 roku picia MO odnieść się do tego opisu Józefa Słoneckiego? Przecież wiemy, że idea działania MO na tym nie polega. Owa kobieta powinna przyjść do gabinetu Józefa Słoneckiego – jeszcze bardziej skrzywiona i obolała (objawy detoksu), chyba że po 3. latach... (miarodajne skutki pozytywnego działania MO)
Wniosek: Być może kobieta ta była pod działaniem autosugestii (po pierwszej wizycie). Józef Słonecki, prawdopodobnie  roztoczył nad chorą odpowiednią "aurę placebową", w gruncie rzeczy pozytywną, wynikającą z  przedstawienia jej, jaką funkcję spełnia MO (podobnie jak my wszyscy, będąc pod wpływem treści opowiadań Mistrza i jego publikacji; któryś z rozdziałów książki o MO był w całości poświęcony tzw. efektowi placebo).
U mnie taka aura mogła trwać do czasu wystąpienia na prelekcji w Opolu (2010) i jeszcze trochę później. Więc, jak to fororowicz/ekspert Heniek nazywał, występowałem z „kabaretem skeczów męczących”, podając przykłady na to, z ilu chorób się wyleczyłem dzięki zastosowaniu BPP.
Jeszcze raz powtarzam, że były to moje subiektywne odczucia plus utwierdzające mnie w przekonaniu odnośnie tych odczuć, niektóre nierzetelnie przeprowadzone badania i ich wyniki (np. co do braku ujawnienia kamieni nerkowych) i – od razu entuzjazm z tego powodu, że MO pomogła lub wręcz rozpuściła kamienie nerkowe oraz pomogła zlikwidować dziesiątki objawów chorobowych (chorób statystycznie spisanych w medycynie jako skutki uboczne infekcji odkamicowych).

Obecnie jestem przekonany, że MO, w moim przypadku, raczej nic nie rozpuściła. KB cytrynowe, w moim przypadku, posiadania kamieni szczawianowych – mogły doprodukować szczawianów wapnia oraz nadżerek na żołądku i w przełyku; zaś podziałały pozytywnie, rozpuszczając kamienie moczanowe, bo takie tez miałem w swojej kolekcji, po przygodzie z DO dra Kwaśniewskiego. Czyli m.in. stąd brał się mój wniosek co do ostrożnego zalecania każdemu KB. Tak samo atroficznie na śluzówkę przełyku mógł podziałać wodny macerat z korzenia prawoślazu (uwaga dla chorych na refluks i jego skutki uboczne!).
Dowodem na uczulające działanie MO (na same alocity, po eliminacji soku z cytryny) jest mój post: - KLIK!. Tutaj też optymistycznie podchodziłem do faktu pogarszania sobie zdrowia: - KLIK!
Po konsultacji z Józefem Słoneckim (miejsce kontaktu: Oaza Biosłone koło Burzenina, na zlocie ruchu Biosłone, chyba czerwiec 2011) doszedłem do cichego wniosku, że to uczulenie na alocit w MO (podobnie mówiła okulistka, że to są zmiany uczuleniowe). Wówczas nie byłem do końca przekonany o tym, gdyż mimo chyba miesięcznego odstawienia MO - dalej miałem te zmiany. Po przeleczeniu była chwilowa poprawa. W moim przypuszczeniu o uczuleniu na MO utwierdził mnie Józef Słonecki, który był zdziwiony, że po kilku latach picia MO mam objawy detoksu, polegające na wydalaniu ropy przez oczodoły, gdzie towarzyszą objawy opuchlizny powiek i zabarwienie ich jak podczas detoksu wątroby i nerek, na początku picia MO (tzw. r. Herxheimera). Józef Słonecki twierdził, że tak miał, ale na początku picia MO, zresztą jak u każdego początkującego w detoksykacji.
U mnie, dopiero po okresie kompletnego odstawienia MO, po kilku miesiącach, byłem przekonany na 100%, że wówczas był ten moment, gdzie doszedłem do ściany, będąc uczulonym na ww. komponenty MO. Ale przecież kwestia uczulenia jest bardziej złożona niż się zwykle podaje w publikacjach. Uczulające składniki MO weszły w reakcje krzyżowe z wieloma innymi antygenami, choćby z poznanymi z publikacji dr Cambell (gliadomorfinami i kazomorfinami) oraz odchodami np. pasożytów.
Nawet stosując dietę rotacyjną, redukcyjną produktów żywnościowych, to po tygodniu jedzenia mieszanki takich alergenów - nie jesteśmy w stanie konkretnie ustalić, co nas uczula. W pewnym czasie, gdzie w 100% [b][u]obwiniam[/u][/b] o ten stan rzeczy (nawet po napiciu się wody przegotowanej dusiłem się) - zażywane środki tzw. IPP (inhibitory pompy protonowej, czyli np. nolpazole, controloki itp.) doprowadziły mnie do dramatycznego stanu zdrowia.

Mieszanki ziołowe na drogi moczowe oraz drogi oddechowe, nie wiem, na ile na same składniki, a na ile zioła zapleśniałe obciążały mój organizm, mimo ich przesuszenia i zapakowania do słoika szklanego. Podobnie działał demolująco na I odcinek przewodu pokarmowego na bazie alkoholu Nefrosept. U niektórych mógł podziałać na nawrót choroby alkoholowej, gdyż dla chorych na ZZA był tzw. samowyzwalaczem. W związku z tym, u siebie i u innych, stosowałem zamienniki w postaci suplementów: furoxin, wywar z pietruszki, z selera (kiedy mnie jeszcze nie uczulała pietruszka i seler)), inne - na bazie ziół moczopędnych i antybakteryjnych.
Zamiast ostropestu, który mnie uczulał sam w sobie oraz dlatego, że zawierał śladowe ilości glutenu oraz inne podobnie działające pektyny –  stosowałem paraleki: Silimarol; Essentials forte; Hepa Marz300 (ten ostatni nawet beznadziejnych alkoholików z marską wątrobą stawiał na nogi; Łukasz z FBE, który nie był chory na ZZA, bardzo podleczył się w związku z podejrzeniem WZW typu „C”, dokładnie nie pamiętam, zaś BPP i zabiegi bioenergoterapii Mistrza – nie pomogły mu się nawet na podleczenie); paralek Furoxin, na bazie pokrzywy i żurawiny dawał dobre efekty prozdrowotne.
Dla mend/podpier*/konfidentów była to woda na młyn: "(...) Miscu, Miscu, zibi – suplementuje podopiecznych, być może podpierając się BPP - kręci lody na dystrybucji supli (...)". I gdzie tu było odejście od linii BPP; od regulaminu pracy w gabinetach-Zdrowie na własne życzenie?! To nawet sam Józef Słonecki czasami bardziej odchodził od niej niż ja. Ale, co wolno wojewodzie...
A propos: można mnie podejrzewać o wszystko, ale nie o sprzedanie się firmom dystrybucyjnym supli czy farmaceutycznym (tfu!), które zwalczałem w owym czasie, odnośnie leczenia przyczynowego za pomocą tych paraleków. Było wręcz przeciwnie - byłem i jestem niepoprawnym idealistą; nie handlowałem zdrowiem, jak się handluje pietruszką na bazarze, studiowałem prawie dwa lata homeopatię kliniczną na akademii w Łodzi (w przypadku lekarzy - w systemie dokształcania podyplomowego), czyli jedną z gałęzi medycyny akademickiej, aby ją rozpracować od środka, poznać język wroga, żeby go pokonać w stosownym czasie, to była inwestycja kilku tysięcy złotych , i tylko dla samej idei, a nie z myślą zarabiania na leczeniu homeopatią. (Nie jestem godzien porównywać się do JKM, ale analogia jakaś jest - On również nie poszedł do Eurokołchozu w celach zarobkowych...)

Zaznaczam po raz kolejny, że ja nie przypisuje winy za ten stan rzeczy Józefowi Słoneckiemu, ani nikomu innemu z Biosłone, lecz sobie, że stosowałem zasadę: - Ufaj, ale sprawdzaj… I niekoniecznie na sobie, a powinienem stosować: - Ufaj, ale sprawdzaj… I koniecznie, sprawdzając na sobie.
Częściowo też do mojej demolki organizmu przyczyniła się wcześniej DO lekarza Kwaśniewskiego, gdzie zjadałem zbyt dużo tłuszczów, a za mało białka i węgli.
Później stosowanie tzw. alkalizatorów wg dr. Auera. Ten wątek opisałem dokładnie odnośnie szkodliwych mitów o tzw. zakwaszaniu organizmu od jedzenia - jako kolejny chwyt marketingowy m.in.dystrybutorów supli, nad którymi ogólny nadzór sprawuje tzw. wielka farma. Sam wierzyłem kiedyś w te bajery medycyny "nadnaturalnej", ale nie do końca. Obecnie moja wiedza pozwala mi na śmiałe postawienie tezy (przynajmniej w moim przypadku, ale i nie tylko): -  żeby dojść do zdrowia - trzeba się "zakwaszać", jeśli się interpretuje to pod kątem np. zwiększenia podaży dobrej jakości protein. Natomiast jeśli pod kątem toksemii, to paradoksalnie właśnie jest wręcz przeciwnie - do toksemii przyczyniają się akurat niektóre zjadane "alkalizatory" (np. rośliny zawierające szczawiany, fityniany, gluten); tj. słaba ich przyswajalność bez obecności białka zwierzęcego, które tak rzekomo "zakwasza" organizm. Tutaj sekta wege, jako odnoga macek sekty famaceutyczno-medycznej daje znać o sobie, zresztą nieustająco... Tylko "zakwaszenie" jest groźne, kiedy występuje patologiczna kwasica, a nie tylko jakieś przesunięcia płynów ustrojowych chwilowo w kierunku kwaśnym. Są na to dowody w kilku podręcznikach biochemii i fizjologii oraz innych. Opieranie się na wierze i poglądach kuglarzy-pisarzy-"naukowców" rodem z medycyny nadnaturalnej, to znów dreptanie w miejscu lub siedzenie w oparach klimatu kafeterii i marzeniu o dojściu do zdrowia.
Na potwierdzenie mojej tezy o mitach "zakwaszania" organizmu:
Obalanie-mitu/straszaka dotyczącego "zakwaszania" organizmu... (Część I) - klik! 
Obalanie-mitu/straszaka dotyczącego "zakwaszania" organizmu... (Część II) - klik!
Obalanie-mitu/straszaka dotyczącego "zakwaszania" organizmu... (Część III) - klik!
Obalanie-mitu/straszaka dotyczącego "zakwaszania" organizmu... (Część IV) - klik!
Obalanie-mitu/straszaka dotyczącego "zakwaszania" organizmu... (Część V) - klik!
Obalanie-mitu/straszaka dotyczącego "zakwaszania" organizmu... (Część VI) - klik!
Obalanie-mitu/straszaka dotyczącego "zakwaszania" organizmu... (Część VII) - klik!
Obalanie-mitu/straszaka dotyczącego "zakwaszania" organizmu... (Część VIII) - klik!
Obalanie-mitu/straszaka dotyczącego "zakwaszania" organizmu... (Część IX) - klik!
Suplement do obalania mitu/straszaka dotyczącego "zakwaszenia" organizmu... (Część X) - klik!

Reasumuąc: Uważam, że MO w formie klasycznej - jest nie dla każdego; bezpieczniejsza jest forma MOOc (forma octowa, czyli Mikstura oczyszczająca octowa, czyli na  na bazie octu domowej roboty) wg Józefa Słoneckiego.
KB (Koktajle błonnikowe wg Józefa Słoneckiego oraz inne produkty błonnikowe wg innych autorów) - dla stosujących DW GAPS (Dieta wprowadzająca w dietę w Zespole pschologiczno-jelitowym), w pierwszej fazie - raczej też odpadają. Potwierdzenie mojej tezy znajduje się w książce dr Cambell pt. "Dieta GAPS". Chodzi bowiem o to, że na tym etapie DW GAPS, który jest etapem antygrzybiczym - nie należy spożywać ani błonnika wysokowłóknistego, ani wysokoskrobiowego (warzywa, koktajle błonnikowe), które mogą podrażniać śluzówkę żołądka oraz mogą być ciężkostrawnymi i stanowiącymi pożywkę dla patogenów. Przy czym wyjątek mogą stanowić KB (o ile łupiny celulozowe będą dokładnie zmielone na mąkę, w przeciwnym wypadku - "ostre", niedostatecznie zmielone - pogorszą kurację). Można, wg mnie, jednak nie ryzykować i się obyć bez nich na okres ok. 7-14 dni, na tym etapie.
Podobnie, dla stosujących DP z Biosłone, na I etapie antygrzybiczym (probiostazowym dla jelit) - należałoby wprowadzić korektę w diecie i wykluczyć na tym etapie (np. ziemniaki, czyli warzywa wysokoskrobiowe oraz warzywa zawierające błonnik celulozowy wysokowłóknisty. Wówczas DP i DW GAPS - przynajmniej na tym etapie - będą mieć wspólny mianownik i będą działać tak samo skutecznie.
A zatem DP, po takiej korekcie, pozwoli skutecznie i płynnie wejść choremu w ZZO; analogicznie choremu stosującemu DW GAPS - wejść bez niepotrzebnych perturbacji w pełną GAPS.
[(Zaznaczam, że podobne moje do tego wyżej wpisy (2013) były kontrowersyjne dla niektórych forumowiczów z Biosłone i traktowane jako kolejna "kość" niezgody)]
Ponadto przypomnę, że DP i ZZO z ruchu Biosłone, po ww. korekcie w DP - jest modelem odżywiania zdroworozsądkowym i - nie powodującym patologicznego "zakwaszenia" organizmu. (Linki do artykułów - jak wyżej)


                                                                                                                Zbigniew Zibi Osiewała



                                                                                                                                                                                                                                                                                                                 


Moja wyboista droga do zdrowia, czyli sztuka wyleczenia - bez leczenia (Część III)

Cd. Rozprawka nad BPP oraz innymi metodami stymulowania organizmu do auto-naprawy... (Część III i ostatnia)





Gwoli wyjaśnienia tytułu... 

Sztuka leczenia bez leczenia - to to samo, co leczenie objawowe medycyny chemicznej - również ze skutkiem alopatycznym, tyle że uzyskanym środkami "naturalnymi". (Możliwe jest zaleczenie, a nie wyleczenie choroby, zaleczenie może z mniejszymi skutkami ubocznymi, niż po użyciu leków tradycyjnych, choć niekoniecznie)

Natomiast sztuka wyleczenia bez leczenia - to już leczenie przyczynowe i to ze skutkiem prozdrowotnym, uzyskanym również środkami i sposobami "naturalnymi". (Jest to klasyczny profilaktyczny nurt prozdrowotny klasycznej medycyny Hipokratesowej, prowadzący do wyleczenia choroby) 

W pierwszym przypadku stosujemy działania, które siłą rzeczy wywierają odpowiedni wpływ na funkcjonowanie organizmu, i które w efekcie maskują/falsyfikują faktyczny obraz stanu zdrowia - jest to leczenie objawowe, alopatyczne za pomocą tzw. sterowania ręcznego organizmu przez nas odgórnie.

W drugim przypadku stosujemy pewne pasywne działania na organizm (np. środkami stymulującymi do detoksykacji, wywierającymi prawie zerowy lub zerowy wpływ na funkcję organizmu - nie ma wymuszenia na organizmie określonej zaplanowanej i pożądanej przez nas funkcji), które w efekcie ostatecznym stymulują organizm do samo-naprawy z tzw. automatu (regeneracja organizmu/wyleczenie choroby).

Cała sztuka (wyleczenia) polega na odpowiednim doborze odpowiednich środków i metod, które będą jak najmniej wpływać na funkcję organizmu, a jak najwięcej pasywnie i jednocześnie będą kompatybilnie współgrać z atawizmem systemu immunologicznego; które w ostatecznym podsumowaniu skutków alopatycznych i prozdrowotnych - zadziałają wyłącznie prozdrowotnie.




Dlaczego niektórzy chorzy nie mogą wyzdrowieć mimo prowadzenia detoksykacji jako jednej z kluczowych metod profilaktyki prozdrowotnej, która ma usuwać naczelną przyczynę wszystkich chorób (czyli toksemię i z niej wynikającą dysfunkcję systemu immunologicznego) za pomocą różnych środków detoksykacyjnych (m.in.: błonnik witalny wg Łukasza D. Kinga; Mikstura oczyszczająca wg Józefa Słoneckiego (MO); kwas alfa-liponowy, lub zestaw odpowiednich leków homeopatycznych - jako detoks/odtrutka z metali ciężkich np. po szczepieniach i innych zatruciach; chlorella; ocet domowej roboty; koktajle błonnikowe; różne inne tzw. suplementy diety; inne) - bodaj byłyby ze złota?


W wyniku badań laboratoryjnych analizy polimorfizmów genu ludzkiego MTHFR, tj. mutacji na poziomie C6771 i A1289C  ww. genu - ustalono, iż skutkiem owych mutacji u niektórych chorych jest niedobór/naruszenie metylacji*, która skutkuje złym stanem zdrowia.
Wykonując proste badanie genetyczne ww. genu na obecność mutacji jednej lub dwóch - opracowujemy plan odpowiednich środków zaradczych celem naprawy złego stanu zdrowia.

METYLACJA...  (Moja interpretacja wg głównego zródła: Biuletyn Zdrowia Nr 17 pod redakcją Łukasza D. Kinga Mapa Zdrowia)

Najprościej rzecz ujmując, z punktu widzenia biochemii, metylacja – polega na przyłączeniu grup metylowych (-CH3) pomiędzy wieloma związkami biochemicznymi.
Jest to proces, który zachodzi w każdej komórce – celem podtrzymywania zycia. Bierze udział w prawie każdej reakcji biochemicznej organizmu.
Objawy naruszenia metylacji – to wszystkie dolegliwości somatycznopsychiczne.
[(Jest wg mnie 4. kluczem do sprawnego funkcjonowania organizmu, do odzyskania zdrowia. Przypomnę 3 pozostałe: 1. odpowiedni zdroworozsądkowy model odżywiania – jako podstawowy i najważniejszy klucz do zdrowia; 2. systematyczna detoksykacja; 3. ćwiczenia zdrowego oddychania (np. wg dr. Buteyki)]

Metylacja w procesie detoksykacyjnym...

Wiemy, że proces detoksykacyjny (usuwanie toksemii) odbywa się drogą jelitową, czyli przez przewód pokarmowy.
METABOLITY WEWNĄTRZKOMÓRKOWE W POSTACI PRODUKTÓW UBOCZNYCH METABOLIZMU ORAZ ODŁOŻONE W TKANKACH METALE CIĘŻKIE, KTÓRE WYSTĘPUJĄ POZA UKŁADEM TRAWIENIA SĄ USUWANE W PROCESIE METYLACJI JAKO PODSTAWOWY SPOSÓB USUWANIA TOKSYN W DRUGIEJ FAZIE DETOKSYKACJI PRZEZ WĄTROBĘ.
OWA DRUGA FAZA DETOKSU POLEGA NA PRZEKSZTAŁCENIU WSZYSTKICH RODZAJU TOKSYN (NIEROZPUSZCZALNYCH, ŚREDNIO ROZPUSZCZALNYCH, ROZPUSZCZALNYCH) W TŁUSZCZACH - DO POSTACI ROZPUSZCZALNYCH W WODZIE.
A zatem zjawisko to mocno odciąża wątrobę i tym samym ułatwia życie całemu organizmowi.

Jest to niezwykle cenna uwaga dla:
  • tych, którzy całe życie walczą z oczyszczaniem wątroby np. wg dr. Moritza;
  • tych, którzy za pomocą ostatnio modnego usuwania ciężkiej chemii po-szczepionkowej kwasem alfa-liponowym, po którym mogą występować objawy nie do zniesienia w postaci reakcji Herxeimera lub quasi Herxeimera, powodując więcej szkód niż pożytku;
  • tych, co cierpią na kamienie nerkowe, żółciowe;
    (W tym układzie wyjaśnienie procesu tworzenia się kamieni w drogach moczowych, żółciowych zdaje się być raczej oczywiste, czyli z tego jakby widać, że początek procesu tworzenia się złogów zaczyna się w wątrobie, a nie li tylko w nerkach, o czym od dawna mówiłem m.in. swoim urologom oraz na rożnych forach, nie znając do końca mechanizmu ich tworzenia się.)

Samo biochemiczne przekształcenie się toksyn do ww. postaci odbywa się w jednym z etapów cyklu metylacji, który polega na przekazaniu grupy metylowej przez związek biochemiczny o nazwie S-Adenozylometionina  ("SAM"), która dalej przyłącza się do cząsteczek związków toksycznych. I oto ciężka toksychemia staje się rozpuszczalna w wodzie - następuje ulga dla organizmu. Większe konglomeraty złogów usuwane są z żółcią, a mniejsze poprzez krwiobieg dostają się do nerek, a potem wydalane są z moczem.
(Nie muszę chyba już więcej podpowiadać i przypominać, ile są warte wszystkie detoksykatory, mikstury, koktajle, etc., jeśli w jakimś stopniu upośledzona jest funkcja metylacji.)

Inną funkcją cyklu metylacji jest przekształcanie/aktywowanie substancji odżywczych z pokarmu celem przyswojenia ich przez komórki organizmu, czyli celem ich żywotnego wykorzystania.
Dzięki metylacji możliwe jest aktywowanie składników pokarmowych lub przekształcenie ich do postaci enzymatycznej.
Przykłady:
Co nam za korzyść przyniesie lizanie loda przez szybę...? Musimy usunąć przeszkodę, czyli szybę, żeby chociaż poczuć smak.
Jaką korzyść uzyskamy dla zdrowia, jeśli będziemy tylko wdychać zapach zupy zamkniętej w menażce? Raczej żadną, albo nawet gorzej, bo nabawimy się wrzodów na żołądku.
Aby zupę wykorzystać do zaspokojenia głodu i pragnienia - musimy menażkę otworzyć (taką funkcję spełnia w organizmie metylacja).
Jeśli menażka nie otwiera się w łatwy sposób lub tylko otwiera za pierwszym razem, to taka rzecz jest nam nieprzydatna albo wręcz stanowi zbędny bagaż (niedobór metylacji!).

Bez metylacji zjedzenie pokarmu zawierającego np. kwas foliowy staje się organizmowi nieprzydatne, albo go nawet obciąży dodatkowym balastem endotoksyn. Dzięki metylacji ów kwas foliowy przekształcany jest w przydatną dla organizmu postać aktywną/czynną, czyli kwas tetrahydrofoliowy.

Albo inny przykład: aminokwas o nazwie glutaminian, który w procesie metylacji jest przekształcany w związek biochemiczny o nazwie GABA: oba związki są ważnymi neuroprzekaźnikami w systemie nerwowym do zachowania w nim homeostazy. Kiedy przebieg cyklu metylacji jest naruszony, to np.: glutaminian, mający zadanie pobudzające w korze mózgowej - ma poziom wzrastający, a GABA, mający działanie hamujące, uspokajające - ma poziom malejący. Wówczas związki te nie są w stanie odpowiedniej równowagi; homeostaza jest rozsynchronizowana. Następuje przewaga sprzężenia zwrotnego np. dodatniego; następują nieprawidłowości w reakcjach biochemicznych w organizmie. Objawy chorobowe z tego tytułu to: rozdrażnienie, podenerwowanie, niestabilność emocjonalna i uczuciowa, bezsenność, inne, a nawet objawy epilepsji, czyli gwałtownych wyładowań bioelektrycznych komórek nerwowych.

Jeśli cykl metylacji będzie prawidłowy, to uzyskamy odpowiednio wysoki poziom GABA, który przyczyni się skutecznie do usunięcia tych wyładowań.
Innym przykładem przy prawidłowej metylacji jest przemiana homocysteiny (związek istotny w powstawaniu miażdżycy) w serotoninę. Jeśli występują mutacje w genie MTHFR metylacja zostaje naruszona, a więc poziom homocytseiny wzrasta, a poziom serotoniny - obniża się. To jest m.in. główny powód do powstawania miażdżycy arterii.

Kolejnymi funkcjami w cyklu metylacji są: ochrona chromosomów i telomerów DNA oraz regulacja hormonalna, która odpowiada za wszystkie procesy biochemiczne w całym organizmie (choć w sposób pośredni, gdyż wspiera procesy zachodzące w głównym laboratorium organizmu - wątrobie).
Naruszony cykl metylacji utrudnia organizmowi w funkcjonowaniu prawidłowej gospodarki hormonalnej.

Prawidłowy cykl metylacji pomaga w wytwarzaniu energii przez mitochondria komórkowe. 
Dysfunkcja procesu metylacji w tym przypadk często może objawiać się zmęczeniem i apatią.

Metylacja pomaga organizmowi w produkcji koenzymu Q10, czyli związkowi wszechobecnemu w organizmie człowieka. A jeśli jest wszędobylski - to znaczy, że ważny dla dobrego funkcjonowania organizmu.Naruszona metylacja powoduje, że organizm nie potrafi sam go sobie wytworzyć.

Reasumując: 
Cykl metylacji bierze udział w około 200. - 300. reakcjach biochemicznych, we wszystkich prawie tkankach organizmu.
Naruszona metylacja może być bezpośrednią przyczyną danej choroby lub pośrednio może się do niej przyczyniać.

Poliformizmy, czyli mutacje w genie MTHFR - to główna przyczyna naruszonej metylacji.

Gen MTHFR odpowiada za pracę enzymu MTHFR, a ów enzym odpowiada za prawidłowy przebieg cyklu metylacyjnego. Jeśli aktywność ww. enzymu jest obniżona przez mutację/mutacje w ww. genie, to naruszona jest metylacja.
Jak wiemy - geny odpowiadają za działanie komórek (procesy biochemiczne, w tym i metylacja), a to działanie przekłada się ogólnie na stan zdrowia.
Gen MTHFR wydaje instrukcje enzymowi MTHFR (reduktaza metylenotetrahydrofolianowa) odnośnie jego działania. Ów enzym uczestniczy w przekształcaniu jednej postaci kwasu foliowego (witamina B9) do drugiej postaci; czyli z postaci nieaktywnej/nieprzydatnej do postaci przydatnej (z 5,10-metylenotetrahydrofolian do 5-metylenotetrahydrofolian).
Jeśli postać kwasu foliowego jest przydatna, wówczas wszystkie etapy cyklu metylacji przebiegają prawidłowo. Jeśli postać kwasu foliowego jest nieprzydatna (mutacja w genie MTHFR), to mamy naruszenie metylacji. A w takich przypadkach - w procesie metylacji - organizm nie jest zdolny skutecznie przeprowadzać kilkuset reakcji biochemicznych (np. nie może przekształcić homocysteiny do metioniny, metioniny do S-Adenozylometioniny, a tej do glutatationu). W związku z tym poziom homocysteiny wzrasta do rozmiarów toksycznych. Może uszkodzić śródbłonek naczyń krwionośnych, co może dalej skutkować ryzykiem powstania blaszek miażdżycowych i zakrzepicy żylnej i tętniczej.
Analogicznie do przemiany witaminy B9, organizm przekształca również witaminę B12 (kobalaminę) z postaci nieprzydatnej w przydatną. Jeśli istnieją mutacje w genie MTHFR, to również zaburzony jest cykl metylacji na dalszych jego etapach.

Reasumując: 
Chorzy z mutacją/mutacjami w genie MTHFR mają obniżona zdolność do posiadania dwóch aktywnych witamin (B9 i B12). Postacie nieaktywne, czyli nieprzydatne, to postacie bez grupy metylacyjnej (niezmetylowane). Postacie aktywne = zmetylowane. Postać niezmetylowana dla witaminy B9 to folian, a zmetylowana to metafolina. Postać niezmetylowana B12 to kobalamina, a zmetylowana to metylokobalamina.

Objawy naruszonej metylacji...

1. Stany zapalne w tkankach i nieprawidłowości w działaniu żołądka, wątroby, trzustki, jelit, nadnerczy, tarczycy i hormonów. Stany zapalne przewlekłe to ryzyko nowotworów, chorób serca, choroby Alzheimera, cukrzycy, artretyzmu, chorób z autoagresji, chorób układu nerwowego, chorób płuc.
2. Odpowiedzi alergiczne - może powstać podwyższony poziom histaminy (przewlekły nadmiar prowadzi do jej nietolerancji i powoduje objawy alergiczne: łzawienie, pokrzywka, swędzenie skóry i oczu, opuchlizna, spadek ciśnienia krwi, zmęczenie chroniczne, bóle głowy, przyspieszony puls, kłopoty gastryczne, refluks żołądkowo-przełykowy, palpitacje serca, inne).

Podwyższony poziom homocysteiny, jak już wcześniej omawiałem - to jeden z najgroźniejszych skutków ubocznych naruszonej metylacji. Powstaje ryzyko chorób układu krążenia (nadciśnienie, niedociśnienie, udar mózgu, zakrzep tętniczy). Otępienie umysłowe, "mgła" mózgowa, etc.
Jeśli naruszenie metylacji doprowadza do podwyższonego poziomu homocysteiny, to ta będzie gromadzić się wewnątrz w komórkach, co z czasem będzie dla nich toksyczne. Dlatego komórki chcą się jej pozbyć do krwiobiegu.

Nadmiar homocysteiny jest neuroendotoksyną, która potrafi pokonać barierę krew/mózg, czyli skutkuje to ryzykiem powstania chorób na podłożu neurotycznym i neurodegeneracyjnym, np:
  • niepokój, 
  • depresja,
  • ADHD, 
  • zaburzenia pamięci, 
  • zaburzenia poznawcze, 
  • zaburzenia językowe, 
  • Alzheimer, 
  • zespół Downa, 
  • autyzm, 
  • bezsenność, 
  • schizofrenia, 
  • zaburzenia afektywne dwubiegunowe, 
  • stwardnienie zanikowe boczne, 
  • stwardnienie rozsiane, 
  • wady cewki nerwowej
Zaburzenia dermatologiczne...
Naruszona metylacja - to zła funkcja detoksykacji, co skutkuje nagromadzeniem się  toksyn w różnych tkankach w postaci metali ciężkich i szlamu metabolicznego. Powstać mogą: wysypka, bielactwo, łuszczyca, stany niegojenia się ran, łamliwość włosów i paznokci, przedwczesne siwienie, wypadanie włosów, etc.

Zmiany mięśniowo-stawowe...

Artretyzm, bóle mięśniowe, fibromialgia, większość chorób reumatycznych.

Dysfunkcja układu immunologicznego...
Przewlekłe infekcje odgrzybicze, bakteryjne, wirusowe (np. zapalenie zatok).

Zmiany metaboliczne...
Narażenie na choroby mitochondrialne i cukrzyca.

Inne zaburzenia...
Choroby płuc, niewydolność nerek, drgawki, toczeń rumieniowaty, zaburzenia czynności tarczycy, zaburzenia czynności jelit (Zespół jelita nadwrażliwego, Zespół nieszczelnego jelita, wzdęcia), szumy uszne, choroby oczu, zaburzenia hormonalne, bezpłodność, poronienia.

Fakt, że u kogoś ujawni się mutacje w genie MTHFR nie oznacza od razu, że będzie chorował na jakąś wyżej opisaną chorobę. Po prostu będzie objęty czynnikiem ryzyka lub będzie miał związek z wymienionymi wyżej objawami chorób, będzie bardziej podatny na choroby.
Choruje się nie tylko z powodu jednej przyczyny pośredniej, lecz z powodu nałożenia się różnych czynników współistniejących, natomiast ab ovo jest zawsze toksemia (naczelna przyczyna wszystkich chorób) i z niej wynikający nieprawidłowo funkcjonujący system odpornościowy.
Wg mnie, po naczelnej przyczynie wszystkich chorób, przyczyny naczelne pośrednie lub czynniki współistniejące to: niedotlenienie komórkowe i właśnie polimorfizmy genetyczne.
Ujawnione mutacje kopii genu nie oznaczają, że musimy zachorować na ww. choroby, ale że występuje duże prawdopodobieństwo zachorowania na nie. Przykładowo: dla człowieka, u którego ujawniono ww. nieprawidłowości życie niezdroworozsądkowe - bardziej zwiększa ryzyko zachorowalności, niż u człowieka bez tych nieprawidłowości.
Tak więc, obecność mutacji zwiększa podatność na zachorowania, ale nie jest pewnikiem, że choroba obligatoryjnie wystąpi!

Jak nam wiadomo, geny dziedziczymy po rodzicach, których większość ma po dwie kopie. Jedna kopia pochodzi od ojca, druga od matki. I tak jest w przypadku opisywanego genu MTHFR.

  • Jeśli w wyniku badań genetycznych jest napisane, że ujawniono polimorfizm C677T w układzie homozygotycznym, to znaczy, że odziedziczyliśmy mutację po obu rodzicach. Czyli mamy dwie kopie genu MTHFR i w obu kopiach jest ujawniony polimorfizm C677T.
  • Jeśli ujawniono polimorfizm w układzie heterozygotycznym, to znaczy, że odziedziczyliśmy mutację po jednym z rodziców. Czyli mamy tak samo dwie kopie genu MTHFR i w jednej kopii - mamy polimorfizm C677T. Analogicznie jest dla polimorfizmu A1298C.
  • Polimorfizm C677T w układzie heterozygotycznym - oznacza utratę funkcji enzymu MTHFR o 40%. 
  • Polimorfizm w układzie homozygotycznym - oznacza utratę funkcji enzymu MTHFR o 70%.
  • Polimorfizm A1298C w układzie heterozygotycznym - oznacza utratę  funkcji enzymu MTHFR o 20%.
  • Polimorfizm A1298C w układzie homozygotycznym - oznacza utratę funkcji enzymu MTHFR o 50-70%.
  • Najczęściej występuje jeden polimorfizm (A1298C lub C667T) w układzie heterozygotycznym lub homozygotycznym. Taki wynik pozytywny testu jest najmniejszym obciążeniem dla zdrowia
  • Największe obciążenie to: dwa polimorfizmy A1298C oraz C677T w układzie homozygotycznym - oznacza utratę funkcji enzymu MTHFR o 80-100%. (rzadkość przypadków, bo ok. 50 w skali świata).


Jakie środki zaradcze podjąć, jeśli u kogoś ujawni się ww. nieprawidłowości? 
Należy wdrożyć odpowiednią suplementację: głównie np. witaminę B9 i B12, ale z odpowiednią GRUPĄ METYLOWĄ.

I tutaj jest wyjątek, gdzie sztuczne witaminy mają zbawienną funkcje dla organizmu, bowiem naturalne, z jedzenia - mogą stanowić balast dla organizmu z uwagi na ww. nieprawidłowości z cyklem metylacyjnym; niedoborem metylacji, które opisałem wyżej.

Dla zobrazowania cyklu metylacji...
Gdyby go porównać do ruchliwej drogi, to dopóki nie wydarzy się wypadek lub kolizja drogowa - ruch na niej jest płynny i miarowy. Jeśli na  jakimś etapie/odcinku tej drogi (cyklu metylacji) dojdzie do wypadku (mutacja w genie MTHFR), to ruch jest sparaliżowany, zakorkowany.  A jeśli dojdzie do dwóch wypadków i to blisko siebie, to tym bardziej ruch jest sparaliżowany, spowolniony, zatamowany. Ale dzięki ww. witaminom - ruch ten można uporządkować i przywrócić do płynnego i sprawnego. Osiągniemy to poprzez zastosowanie objazdu na drodze metylacji (bypassu) za pomocą owych witamin z grupy B, ale z grupą metylową - już gotową farmakologicznie. W zależności od wielkości niepełnosprawności cyklu metylacji - stosujemy cały kompleks witamin z grupy B lub tylko te dwie, jak wyżej (z aktywną grupą metylową) lub też B9 i B12 plus B kompleks (ale bez B9 i B12).



Reasumując całość...

Polimorfizm w genie MTHFR skutkuje niedoborem i niestabilizacją enzymu MTHFR, którego wytwarzanie uzależnione  jest od genu MTHFR. A zatem niestabilna i mała ilość owego enzymu - nie potrafi przekształcić nieaktywnych witamin: B9 i B12 do postaci aktywnych. Tak więc z uwagi na ww. blokadę/"korek", na tym etapie cyklu metylacji - musimy stworzyć ww. bypass (obejście "korka") - za pomocą suplementacji odpowiedniej (gotowa aktywna grupa metylowa), czyli: metafolina i metylokobalamina.

W moim przypadku - w wyniku badania genetycznego - ujawniłem polimorfizm MTHFR677 C/T w układzie heterozygotycznym, co oznacza, iż występuje zmiana w jednej kopii genu MTHFR. W zaleceniu napisane jest: "Zaleca się oznaczenie poziomu homocysteiny".
W wyniku zażywania odpowiedniej suplementacji oraz zdrowego modelu odżywiania, połączonego wspólnym mianownikiem z odpowiednią dietą (m.in. GAPS) pod objawy chorobowe, po około miesiącu poziom homocysteiny, jak nigdy dotąd, osiągnął poziom wg norm książkowych (co prawda mieścił się on wcześniej w granicach raczej górnej normy, to jednak do normy idealnej sporo jeszcze brakowało). Ustąpiło wiele objawów somatycznych, wynikłych z przewlekłych stanów zapalnych oraz somato-neurotycznych, co pozwoliło mi ugruntować się w wiedzy, że zarówno podłoże nerwowe jak i psychiczne - są ściśle sprzężone z podłożem somatycznym.
Wg wiedzy medycznej (akademickiej), niby bierze się to pod uwagę, ale i tak nie wyciąga się konkretnych wniosków i nie leczy się przyczynowo zaburzonej somatyki, lecz, na zasadzie krótkiej kołdry, manipuluje się systemem nerwowym, lecząc objawowo środkami chemicznymi, tłumiąc jedynie objawy choroby oraz nakręcając w choroby psychiczne, aby zaś móc faszerować pacjenta produktami przemysłu psychiatrycznego i zakodowywać chorego do leczenia psychiatrycznego dożywotnio.
Zaznaczę kolejny raz, że zbyt wysoki poziom homocysteiny we krwi, to ryzyko chorób układu krążenia i chorób układu nerwowego, etc.
Przypuszczam z wielkim prawdopodobieństwem, że po ojcu odziedziczyłem ów polimorfizm genetyczny (w układzie heterozygotycznym), który spowodował nieprawidłowości w funkcji organizmu w przedmiocie zaburzeń w układzie pokarmowym i innych - jako skutku tych nieprawidłowości (potwierdzona w większości wiedza dr Cambell w książce pt."GAPS - Zespól psychologiczno-jelitowy").
Wracając do mojego ojca: jakiś czas przed śmiercią przebył dwa zawały serca, pomimo stosunkowo niskiego poziomu cholesterolu ogólnego (158) oraz niezłych proporcji w poziomach między frakcjami cholesterolowymi. Jak wiemy, to potwierdza fakt, że miażdżyca i skutki nie mają większego związku z cholesterolem lub prawie w ogóle (w blaszce miażdżycowej jest ok. 1-3% cholesterolu), a na pewno nie ma tam cholesterolu zjedzonego w pokarmach go obficie zawierających.

Do mniej optymistycznych informacji należy ta, iż dozgonnie jesteśmy narażeni na łykanie zbawiennych witaminek z grupą metylową, oczywiście w ustalonych przez siebie indywidualnie dozach i okresach brania.
To wszystko potwierdzałoby też w większości teorie genetyczne wg dr. B. Liptona: okazuje się, że te kilka procent wszystkich chorób może występować na podłożu genetycznym, ale przecież owe mutacje musiały powstać u któregoś wcześniejszego przodka z powodu toksemii - jako naczelnej przyczyny wszystkich chorób.
Ponadto zaznaczam, że jeśli niedobór metylacji trwał długo oraz niedobór aktywnych postaci witamin B9 i B12 - spowodował nagromadzenie dużych depozytów toksyn w rożnych tkankach organizmu. Po wdrożeniu suplementacji organizm uruchomi całą kaskadę reakcji biochemicznych, które będą działać regeneracyjne na organizm, po uprzednim usunięciu ww. toksemii, zwłaszcza z tkanki tłuszczowej, z której przed suplementacją, nie potrafił tego zbytnio robić.

Inne czynniki pogłębiające naruszenie tego niezwykle ważnego dla zdrowia procesu metylacji:

  • zażywanie sztucznego kwasu foliowego i sztucznej cyjankobalaminy w suplementach, w produktów spożywczych z dodatkiem tych sztucznych witamin (np. płatki śniadaniowe, soki dla dzieci, żelki, itp. gówna); 
  • spożywanie alkoholu (ma niekorzystny wpływ na poziom homocysteiny, a w związku z tym i na cały cykl metylacji); 
  • niepanowanie nad stresem (rożne techniki relaksacyjne); 
  • ignorowanie nauki zdrowego oddychania (np. wg dr. Buteyki); 
  • małe ilości spożywania naturalnych antyoksydantów w warzywach i owocach; 
  • brak regularnego spożywania niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowych w odpowiednich proporcjach (niedobór NNKT również przyczynia się do naruszenia metylacji); faszerowanie się lekami  (np. inhibitory pompy protonowej i zobojętniające kwasy żołądkowe), bowiem z niestrawności powstaje cała kaskada nieszczęść: od chorób przewodu pokarmowego po choroby na tle nerwowym i psychicznym, podwyższane pH żołądka - to kłopoty dyspeptyczne oraz gorsze wchłanianie składników odżywczych, a w połączeniu jeszcze z niedoborem metylacji - to istna masakra dla organizmu (żołądka pH należy dokwaszać np. octem jabłkowym własnej roboty domowej, aby pomagać sobie przyczynowo w wyleczeniu się np. z choroby refluksowej); 
  • zaniedbywanie odpowiednio dobrej kondycji flory bakteryjnej; 
  • brak odpowiedniej, umiarkowanej formy aktywności fizycznej; 
  • ignorancja wiedzy o uziemieniu ciała; 
  • niewdrażanie zasad zdrowego odżywiania.
Dla przypomnienia o 4. kluczach do zdrowia: 

1. odpowiedni zdroworozsądkowy model odżywiania - jako podstawowy i najważniejszy klucz do zdrowia, a jeśli jakieś schorzenie nie pozwala na pełne wdrożenie zasad zdrowego odżywiania, to odpowiednia dieta przystosowana pod objawy chorobowe;
2. systematyczna detoksykacja (usuwanie naczelnej przyczyny wszystkich chorób); 
3. ćwiczenia zdrowego oddychania (ćwiczenia wg dr. Buteyki), bo bez tego nie ma należytego przyswajania substancji odżywczych, nawet z teoretycznie 'najzdrowszego' odżywiania; 
4. tzw. cud metylacji, czyli zaleczenie lub całkowita naprawa ewentualnych polimorfizmów genetycznych (mutacje kopii genu  MTHFR).


Z mojego doświadczenia wynika, iż wszystkie te 4 klucze muszą w użyciu występować łącznie. Samo picie mikstur i koktajli w ramach systematycznej detoksykacji, jeśli jest stosunkowo niski poziom metylacji i niewydolne układy wydalnicze, to to może doprowadzić do neointoksykacjogenezy; czyli na powrót do zatoksycznienia organizmu, pomimo iż uprzednio toksyny zostały wytrącone z tkanek do krwiobiegu, skąd powinny być dalej wydalone z moczem i kałem, a de facto nie są wydalone w całości, a czasem nawet nie w części.
I w efekcie nie wiemy, czy to są tzw. Herxy, czyli skutek uboczny efektu ozdrowieńczego, wynikający bezpośrednio z  (oczyszczania), czy też dalej się zatoksyczniamy, co skutkuje różnymi objawami chorób (np. alergii, reakcji anafilaktycznych i quasianafilaktycznych, chorob z autoagresji, chorób układu trawienia, aż po choroby neurotyczne i psychotyczne). KLIK! - (to nie było efektem oczyszczania, ale raczej dalszego zatoksyczniania organizmu).

Z relacji innych suplmentujących się ww. witaminami z grupy B (zmetylowanymi) wynika, iż: poprawia się ogólne samopoczucie; lepiej się myśli; sinusoidalne wahania nastroju są praktycznie blisko "osi zero", jesteśmy pogodniejsi (odpowiednio duża ilość dopaminy, hormonu szczęścia się wydziela); usprawnia się gospodarka hormonalna, człowiek nerwus zmienia się w opanowanego. A zatem zachodzą same dobre zmiany.
Celowo nie podaję nazw firm, żeby nie reklamować oraz nie postępować 'niepedagogicznie' (materiał dydaktyczny zostanie umieszczony na zaprzyjaźnionych forach dotyczących wiedzy o zdrowiu - jako alternatywy dla wiedzy o chorobach, która to nie jest nam przydatna w przyczynowym dochodzeniu do zdrowia albo nawet wręcz szkodliwa. Podawanie gotowej na tacy wiedzy o zdrowiu, dla niektórych, może okazać się zgubne, gdyż mogą pójść na łatwiznę, wybrać drogę na skróty.

Sam dla siebie szukałem rozwiązania zagadki złego stanu zdrowia przez ok. 17 lat. Zadowalałem się równaniem do dołu, czyli wielkim minimum - przedłużałem sobie tylko życie, a właściwie wegetację. Obecnie pojawiła się szansa nie tylko na zaleczenie niektórych chorób (np. wynikających z polimorfizmu ww. genu), ale na zupełną regeneracje organizmu i kompletne wyleczenie.
Obecnie testuję środek 'naturalny', który wraz z pomocą kompleksowych działań profilaktyki prozdrowotnej - może zreperować ów polimorfizm genetyczny (wg medycyny klasycznej jest to niemożliwe) i tym samym nie będę musiał się suplementować dożywotnio ww. witaminami z grupy B (z aktywną grupą metylową, aczkolwiek syntetyczną i pochodzącą z fabryki paraleków).
O wynikach kuracji doświadczalnej powiadomię w stosownym czasie...



Ps.
W nawiązaniu do niegdysiejszych waśni w ruchu Biosłone (Hipokratejski nurt profilaktyki zdrowia), z którego się wywodzę:
Ogólnie rzecz biorąc, wzięły się one z niewiedzy na temat poliformizmów genetycznych i nie tylko, która poróżniła forowiczów w kwestii picia Mikstury Oczyszczającej autorstwa Józefa Słoneckiego oraz spożywania innych środków stymulujących detoks organizmu.
Pisząc na temat MO na forum Biosłone oraz na innych forach, zawsze pisałem szczerze (co udowadniam - jak wyżej). Zarówno krytykujący MO, jak i obrońcy - i mieli częściowo rację, i nie mieli. Później doszły emocje, podrażnione ega, brak merytorycznych argumentów, pewne manipulacje, i wyszła ogólna wojna polsko-polska.
Proponuję zgodę, zjednoczenie sił z wszystkimi ruchami prozdrowotnymi w celu pokonania albo co najmniej niedania się w unicestwianiu przez wspólnego wroga jakim jest tzw. wielka farma.


Na dowód tego, iż wtenczas (2012 r.) nie byłem nieszczery, podczas opisu swoich objawów pogorszenia zdrowia, gdzie po części obwiniałem o to MO i inne czynniki współistniejące (ipp, czyli inhibitory pompy protonowej, nieodpowiednia dieta, inne): Dieta GAPS ujawniła, że stosując rankę NIA mój organizm był dodatkowo obciążony toksemią: uczulenie na ciecierzycę plus uczulenie na czysty sok z aloesu plus uczulenie na metalowe klamerki, co pozwala przypuszczać, iż MO na bazie ALOcitu (aloesu), też uczulała; trochę mniej na bazie aloCITu (czyli na citrosepcie), ale jednak, gdyż ogólnie na cytrusy mogłem być uczulony). A zatem objawy uczulenia pokarmowego były utożsamiane/mylone z objawami ozdrowieńczymi po oczyszczaniu MO.
[W świetle powyższego problemu z niedoborem metylacji, sprzeczanie się - czy użyty sok z aloesu był wolny od substancji alergizującej (aloiny), czy też nie - było właściwie bez większego znaczenia, bo mogły uczulać inne substancje białkowe soku (antygeny), teoretycznie niealergizujące lub/i po wejściu w reakcje z innymi substancjami białkowymi (antygenami), znajdującymi się poza sokiem: Mikstura oczyszczająca Słoneckiego - klik!

  Cytat od: earth
Cytat od: hajdi
...Uważam, że aloes można stosować dowolnie długo. Jeżeli działa, to działa zawsze a jeżeli nie działa, to nigdy,
Aloes nie powinien znajdować się w przestrzeni zewnątrzkomórkowej. Ponieważ nie jest i nie może być pożywieniem człowieka. Sam fakt znalezienia się tak mocno stymulującej substancji w przestrzeni zewnątrzkomórkowej prowadzi nieuchronnie do zaburzeń w pracy komórki. Dopóki komórka(ki) nie podlegają stymulującemu działaniu aloesu dopóty działają prawidłowo. W momencie długotrwałego działania aloesu zakłóca on działanie komórki i pełni w tym momencie rolę toksyny. Rola jaką odgrywa toksyna to zakłócenie pracy komórki, tkanki, organu, całego układu i wreszcie organizmu. Aloes jest silnym stymulantem i jako taki może być używany tylko optymalnie czyli krótko. Decyduje o tym sam organizm jak długo może być stosowany aloes. O ile w ogóle może być stosowany. Teoretyzowanie odnośnie czasu przyjmowania aloesu i tak i tak zweryfikuje reakcja organizmu. To jest największy sekret leczenia. Ponadto proszę uwzględnić naistotniejszy fakt: stan faktyczny organizmu, który zawiera toksyny jest krytyczny. Stymulowanie go jeszcze aloesem jest bardzo ryzykowne.
Natomiast natychmiastowa ewakuacja toksyn (NIA) bez obciążenia i prowokowania organizmu jest bardzo dobrym rozwiązaniem w przypadku dużej toksemii.
Wobec tego faktu forsowanie za pomocą forum i zespołu profilaktyków mikstury bez żadnej procedury i protokołu wskazującego wyjątki, przeciwskazania, wykluczenia jest błędem.


Cytat od: hajdi
Cytat od: kurczak
Prawda jest taka, że sok z aloesu nie zawiera tych związków
Nie powinien zawierać, ale jak jest naprawdę, to wiedzą chyba tylko jego hodowcy.
W internecie są sprzeczne informacje na temat uzyskiwania soku z aloesu. Jedni podają, że do wyrobu soku używa się tylko miąższu aloesowego (co wyklucza aloinę, ponieważ jest ona w skórce) inni, że również skórki, po uprzednim upuszczeniu aloiny.

[Podobnie rzecz się miała z desperackim oczyszczaniem wątroby. Skutek był doraźny. Po nim dochodziło do ponownego zatoksyczniania wątroby. I każdy się zastanawiał - dlaczego...? Byli tacy, którzy obwiniali o to pożywienie z dużą zawartością cholesterolu lub/i pożywienie "zakwaszające" organizm (ujawniali pośród złogów w wyniku płukania wątroby m.in. kamienie cholesterolowe)].  
Mikstura oczyszczająca Słoneckiego - klik!
 Cytat od: hajdi
Mam tę satysfakcję, że chyba jako pierwszy na forum Biosłone poruszyłem temat oczyszczania/odblokowania wątroby. Jak wiadomo na tych pierwszych spadają najcięższe razy. I chociaż wtedy było mi strasznie przykro z tego powodu, to teraz widzę to inaczej. Odważę się na szaleństwo i napiszę, że dziękuję Słoneckiemu za takie podłe potraktowanie, ponieważ to pozwoliło mi spojrzeć na niego szeroko otwartymi oczami i na nowo przyjrzeć się tej "pięknej i pociągającej" teorii.
Przez 10 lat do MO dobudowano taki system żywieniowo-filozoficzny, że nie potrzebuje on już MO. Jeżeli są na Biosłone przypadki uzdrowień ( w co nie wątpię), to nie dzieje się to dzięki MO, lecz pomimo jej. Identycznie jest z leczeniem raka metodami konwencjonalnymi; pacjenci "zdrowieją" nie dzięki a pomimo.
Z całym szacunkiem, hajdi, przyjacielu, ale to była syzyfowa robota, przy czym podobał mi się wówczas Twój tok myślenia...



Ps1.
Niektórzy z krytyków MO na BS i na forum NIA o nickach: Pułkownik, Brusiłow, AndrzejTak -  na podstawie m.in. ówczesnych moich sugestii/hipotez napisali:
"(...) Chory organizm, jest dlatego chory że jakieś organy są niewydolne i nie potrafią wydalić toksyn z organizmu, w takim schemacie picie mikstury (i wmawianie że aloes, citrosept, czy ocet jabłkowy, nie działa jak suplement), nasila toksemię organizmu i rzeczywiście pojawiają się jego reakcje tyle tylko że nie są to reakcje oczyszczające, ale organizm broni się przed działaniem tych składników mikstury które nasilają jego oczyszczanie, i nie ma to nic wspólnego z jakimś uszczelnianiem jelit, czy odsłanianiem kamieni kałowych.
Jeśli ktoś nie wierzy, niech zamiast mikstury pije jakieś zioła oczyszczające i będzie miał po pewnym czasie identyczne reakcje organizmu absolutnie nie związane z jakimkolwiek uszczelnieniem jelit.
Jeżeli ktoś myśli o oczyszczaniu organizmu z toksyn to wpierw trzeba zwrócić uwagę czy organizm ma sprawne układy wydalnicze, inaczej to wlewanie czystej wody do brudnej beczki z brudną wodą i czekanie na cud aż będzie ona czysta (...)"  (Pułkownik)  [Moje zaznaczenia i wpis w nawiasie zwykłym]

(Brusiłow) napisał :
"(...) Czym innym jest usuwanie toksyn z organizmu a czym innym uwalnianie toksyn do krwioobiegu. Usuwanie toksyn szybkie czy wolne zależy od sprawności poszczególnych organów. Bez ich prawidłowej pracy nie można usunąć toksyn ani wolno ani szybko. Natomiast uwalnianie toksyn do krwiobiegu wynika z zastosowania substancji, które wymuszają takie działanie na organizmie. Uwalnianie toksyn do krwioobiegu bez ich usuwania z organizmu jest szkodliwe dla organizmu. Szybkie uwalnianie szkodzi szybko ale również można się z niego szybko wycofać co powoduje, że szkody są odwracalne. Natomiast wolne uwalnianie toksyn bez ich usuwania z organizmu nie daje objawów szkodliwości powodując niszczenie organizmu, które w długim okresie może stać się nieodwracalne. Wydalanie toksyn z organizmu odbywa się przy użyciu kilku procesów. Jeżeli te procesy działają nieprawidłowo to proces oczyszczania jest procesem destrukcyjnym dla organizmu. (...)". [Moje zaznaczenia i wpis w nawiasie zwykłym] 
"(...)  Każdą rekcję i każde wyleczenie przy zastosowaniu mikstury wynika z działania aloesu. 
Sam fakt, że u wielu osób na początku stosowania mikstury pojawia się biegunka to nie wynik uszczelniania, tylko działanie aloesu. Mikstura jeszcze nic nie uszczelniła a już jest biegunka.
Jeżeli aloes pobudza organizm do oczyszczania, a drogi pozbywania się toksyn nie są sprawne to efekt zawsze może być tylko jeden – powolne uszkodzenie organizmu. [Moje zaznaczenia] Jeżeli aloes miałby tylko uszczelniać to na początku nie powinno być żadnych reakcji, a one u wielu występują.(...)".
"(...) Jeżeli będziemy pobudzać organizm do oczyszczania miksturą a nie będzie działało wydalanie toksyn przez żółć, to albo zniszczymy sobie stawy, albo popadniemy w jakąś chorobę psychiczną (...), albo wywołać chorobę autoimmunologiczną. (...)". [Moje zaznaczenia]
"(...) Co do samych reakcji to duża ich część wynika z tego, że organizm nie radzi sobie z oczyszczaniem a nie z tego, że się dobrze oczyszcza. Jeżeli organizm się sprawnie pozbywa toksyn nie daje reakcji. [Moje zaznaczenia] Reakcje pojawiają się wtedy gdy dochodzi do naprawy uszkodzeń. Pod wpływem mikstury pitego bez logiki aloesu wiele reakcji to reakcje obronne przed wymuszonym oczyszczaniem. Organizm broni się aby nie doszło do uszkodzenia narządów i wywołuje niestandardowe reakcji skórne, niszczy śluzówkę a człowiek się cieszy i myśli że zdrowieje. (...)".
 "(...) Sprawny organizm wydala rozłożone toksyny przez żółć i nerki a niesprawny organizm ratuje się przed uszkodzeniem wydalaniem toksyn przez skórę. Problem nie jest z toksynami rozpuszczanymi w wodzie bo one na bieżąco się wydalają. Problemem są toksyny rozpuszczane w tłuszczach, których usunięcie wymaga sprawnie działającej wątroby. [Moje zaznaczenia] U większości ludzi ten element działa niesprawnie powodując, że pobudzanie organizmu do oczyszczania powoduje uszkodzenia w tkankach. Jeżeli wątroba jest nie sprawna i nie ma reakcji skórnych to zanieczyszczenia są usuwane przez rany w śluzówce co powoduje ciągłe biegunki, reakcje alergiczne. [Moje zaznaczenia] Zamiast śluzówkę uszczelniać bardziej ją niszczymy stosując miksturę. Czyli to co miało leczyć niszczy organizm. (...)".
"(...)  U większości wątroba radzi sobie z bieżącymi procesami związanymi z wydzielaniem enzymów, wydalaniem toksyn z przemiany materii itd. Problem pojawia się gdy nie są wydalana toksyny wytrącane z tkanek podczas oczyszczania. Wtedy ilość wydalanej żółci u większości ludzi jest za mała (albo przewody żółciowe są zapchane) do tego aby usuwać toksyny i ropę z organizmu.[Moje zaznaczenia] To powoduje, że zamiast się oczyszczać tylko sobie szkodzimy. (...)".
 "(...) Przepuszczalność jelit w medycynie nazywana jest Zespołem nieszczelnego jelita. Są trzy drogi, przez które cząsteczki przedostają się przez błonę śluzową jelita: 1. Dyfundowanie (przenikanie) przez komórki jelitowe - chlorek potasu, magnezu, sodu i wolnych kwasów tłuszczowych .
2. Mechanizm aktywnego transportu (przenikanie przez błony komórkowe z udziałem mechanizmów transportujących) - aminokwasy, kwasy tłuszczowe, glukoza, minerały i witaminy
3. Nienaturalna droga to przestrzenie między komórkami, które tworzą ciasne wiązania przez które w normalnych warunkach nie może przeniknąć żadne ciało obce.
W przypadku 3 drogi rozluźnienie wiązań (pojawienie się ubytku) może pojawić się pod wpływem stanu zapalnego lub uszkodzenia śluzówki przez bakterie, grzyby candida, reakcje alergiczne, lekarstwa itp.
Istnieje test ( w Polsce się z nim nie spotkałem) na weryfikacje przepuszczalności jelit. Do tego celu pije się roztwór zawierający mannitol (związek organiczny łatwo wchłaniany)i laktuloze (organiczny związek zawierające większe cząsteczki co powoduje, że jest wchłaniany w niewielkim stopniu). Następnie mocz jest zbierany przez 6 godzin a następnie bada się zawartość w moczu mannitolu i laktulozy. Zdrowy organizm pokazuje wysoki poziom mannitolu i niski laktulozy. Wysoki poziom laktulozy oznacza nieszczelne jelita. Natomiast jeżeli jest niski poziom mannitolu i laktulozy to oznacza złe wchłanianie wszystkich składników odżywczych.
To pokazuje sytuacje, że zamiast pseudo nadżerek może być problem z samych wchłanianiem. Więc nie ma czego goić a trzeba oczyścić jelita z złogów, które blokują wchłanianie.
Sama zespół nieszczelnego jelita (czyli przenikające ciała obce jest odpowiedzialny za wiele chorób): Astma,Zespół przewlekłego zmęczenia, Choroby autoimmunologiczne,Celiakia,Wyprysk ,Łuszczyca,Alergie pokarmowe i wrażliwości ,Zaburzenia czynności wątroby, Reumatoidalne zapalenie stawów ,Zespół jelita drażliwego,Choroba Leśniowskiego-Crohna, Trądzik ,Alergie ,Stany zapalne stawów / zapalenie stawów ,Niewydolność trzustki ,Wrzodziejące zapalenie jelita grubego Itd.
Do leczenia Zespołu nieszczelnych jelit w USA używają następujących metod:
- leczenie sokiem z aloesu (nie jakąś wymyśloną miksturą tylko samym sokiem z aloesu)
- leczenie enzymami trawiennymi
- leczenie cynkiem
http://www.ehow.com Jak znasz trochę angielski to znajdziesz tego pełno.

Za reakcje odpowiada wiele czynników, a jednym z nich jest pity aloes. Natomiast za żadną reakcje nie odpowiadają szczelne jelita jak twierdzi autor mikstury. Odwołuje się do aloesu bo jest on odpowiedzialny za największą ilość reakcji. Autor mikstury przedstawia wam wiedze , że reakcje są wynikiem samo naprawy organizmu pojawiającej się po uszczelnieniu jelit. Nie ma uszczelniania jelit a organizm się oczyszcza.
Rzeczywistość jest taka, że reakcje skórne są wynikiem nieprawidłowej pracy wątroby lub nerek. Często zamiast reakcji skórnych pojawiają się takie same reakcje w jelitach, które nie są widoczne przez człowieka i dla tego o nich nie wie. Takie reakcje uszkadzają śluzówkę zwiększając dolegliwości zespołu nieszczelnego jelita. Te wszystkie reakcje, które opisujesz to objawy Zespołu nieszczelnego jelita, których przed kuracją nie było. Pod wpływem kuracji pojawił się Zespół nieszczelnego jelita a to powoduje, że pojawiają się te wszystkie dolegliwości. Czyli wy myślicie że organizm się leczy a tak naprawdę w dużej części objawów to wynik uszkodzenia śluzówki spowodowany kuracją. (...)".
"(...) Efekt tego jest taki, że wielu ludzi którzy, mogliby pozbyć się swoich dolegliwości i wyzdrowieć męczy się przez wiele lat bo autor mikstury twierdzi, że tak jest prawidłowo.
To zaczyna przypominać coś w stylu - sugestia wielu ludzi twierdzących, że zdrowieją powoduje, że ja też zdrowieje. [Moje zaznaczenia] [Moje przykłady z endorficznym ćpunowaniem grupowym na sucho, czyli z pozytywnym nakręcaniem się odnośnie uczucia zdrowienia - Podziękowanie za MO - klik! (Autosugestia)]

Jeżeli teoria jest błędna i zakłada, że aloes nie stymuluje do oczyszczania tylko uszczelnia to efektem tego jest błędne podejście do infekcji. Jeżeli podaje się organizmowi substancje, która powoduje że wyrzucane są toksyny z tkanek do krwioobiegu bez substancji, które te toksyny rozłożą (może to być specyficzne odżywania lub coś podobnego) to powoduje się, że te toksyny nie są wydalane na zewnątrz tylko stają się pociskiem niszczącym tkankę organizmu. Organizm wywołuje chorobę aby się ratować przed uszkodzeniami, które spowodowałaby ten pocisk. Trzeba rozróżnić chorobę wymuszoną oczyszczaniem a chorobę wynikająca z naprawy uszkodzenia pod wpływem wzmocnienia organizmu. Wszystkie one przebiegają inaczej i w każdej z nich organizm pełni inną rolę. W przypadku wymuszenia choroby oczyszczaniem organizm pełni rolę obronną tkanek nie ma to nic wspólnego z naprawą bo powstaje w czasie takiej choroby wiele uszkodzeń. W przypadku wzmacniania organizm pełni role atakującego i kontrolującego naprawę tkanki.
Jeżeli organizm się ratuje to jedyną droga obrony jest usunięcie toksyn przez skórę lub odłożenie ich w przestrzeniach tkankowych powodując przewlekłe procesy chorobowe.Jeżeli się oczyszczamy to pobudzamy organizmu do wyrzucania toksyn z tkanek do krwioobiegu. Nie dostarczając mu odpowiedniego pożywania, które pozwoli mu rozłożyć te toksyny powodujemy, że te toksyny stają się dla niego pociskiem, który niszczy tkankę. (...)".[Moje pogrubienie i moje zaznaczenie]
Pragnę zaznaczyć, jak na wstępie, że owe wnioski krytyczne pod kątem działania MO brały się z nieznajomości procesu metylacji. A zatem pisząc ten artykuł, nie jest, aby dążyć do konfrontacji z autorami środków detoksykacyjnych i deprecjonowanie ich wiedzy, lecz doprowadzenie do merytorycznych analiz, które mogłyby potwierdzić empirycznie opisywane przeze mnie zjawiska związane z niedoborem metylacji.
(Portal Biosłone, Szanowny Kolega dr Tomasz Dangel, proszę o ewentualne przeprowadzenie badań naukowych - pod kątem mutacji ww. genu w grupie dzieci uprzednio badanych przez Ciebie (pod kątem prozdrowotnej funkcji MO)!
U tych dzieci, gdzie MO zadziałała prozdrowotnie, badanie mutacji kopii genu MTHFR - winno ewentualnie dać wynik negatywny. 
U dzieci z grupy badanych, gdzie MO nie spowodowała zdrowienia (np. w tzw. Zespole przeciekającego jelita), badanie poliformizmu genetycznego - winno ewentualnie dać wynik pozytywny).


                                                                                                                          Zbigniew Zibi Osiewała


Ps. Jest światełko w tunelu jednak. Wyleczenie przyczynowe z ww. poliformizmu genetycznego jest MOŻLIWE (np. po kilku latach kuracji odpowiednią suplementacją witaminami z grupami metylowymi oraz przy odpowiedniej diecie bogatej w niektóre warzywa, np. buraki, brokuły, inne - które są dostarczycielami donorów grup metylowych). 
"(...) Ponad 50 % światowej populacji doświadczyła łagodnych lub poważnych błędów w transkrypcji, obniżającej biosyntezę w komórkach ciała. Pochopnie nazywane „wadami genetycznymi”, w rzeczywistości błędy transkrypcji lub polimorfizm są nieprawidłową ekspresją genu. Polega to na błędnym skopiowaniu DNA a nie błędzie samego DNA. Więcej na ten temat w artykułach Mutacja genu MTHFR, Wady genetyczne oraz Badania genetyczne (...)". (dr Lawrence Wilson)

Aktualizacja artykułu w dniu 18.09.2016 o godzinie 9:00.                      
                                                                                                                                                           Zibi