Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lewactwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lewactwo. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 maja 2016

RADZIWIŁŁ - MOHEROWO-MOROWY MINISTER "CHORÓB"



"
Opiekuńcza" rola ministra Radziwiłła; przepisy antytytoniowe - KLIK!

Radziwiłł od zawsze krytykował homeopatię - KLIK!

Co się dzieje z homeopatią (i innymi naturalnymi metodami leczenia) w naszym kraju? - KLIK!


 Ten typ ze swoją mONdrościOMopiekuńczościOM i pobożnościOM neobolszewickOM  przyprawia mnie o mdłości. Dyletant wiedzy medycznej, a z wiedzy o zdrowiu i tzw. medycyny niekonwencjonalnej czy też komplementarnej, dosyć dobrze rozwiniętej na Zachodzie - to stuprocentowy ignorant. Odnośnie homeopatii to Ciemnolemingrodzianin. On nie ma żadnej wiedzy, a tylko wierzy... że to dzieło szatana...

Gwoli wyjaśnienia:

W Polsce Kościół katolicki (KrK) uważa homeopatię również za dzieło szatana. A na Zachodzie, w większości krajów, jest wręcz przeciwnie. Bardziej szanuje się homeopatów-nielekarzy niż homeopatów-lekarzy. Czyli ogólnie, medycyna komplementarna jest bardzo ceniona w klinikach specjalistycznych, włącznie z pomocną (integralną) funkcją leczenia kompleksowego w onkologii. Jest to medycyna alternatywna dająca czasem dobre efekty leczenia objawowego (a w niektórych przypadkach i przyczynowego) w cięższych chorobach, i nie dająca tylu powikłań, jak w przypadku medycyny rockefellerowskiej/chemicznej, która praktycznie nigdy nie leczy przyczynowo, i zawsze szkodzi, za wyjątkiem medycyny ratunkowej czy interwencyjnej.
W Polsce odnotowano wiele skutecznych przypadków odtruwania chorych (w tym i dzieci) z powikłań poszczepiennych za pomocą leków homeopatycznych.
Dla porównania, eks "papież" (w cudzysłowie, bo to antypapież, wg mnie, jako *sedewakantysty) Benedykt XVI przez całe życie w Niemczech leczył się za pomocą homeopatii zanim zasiadł na tronie Stolicy Piotrowej, a także w trakcie służby, oraz po przejściu na emeryturę korzystał ze swoich nadwornych, osobistych specjalistów-homeopatów (zdaje się, że również w większości narodowości niemieckiej).
Więcej szczegółowych informacji na temat homeopatii sporządzę w stosownym czasie, zwłaszcza dla tych niedoinformowanych, którzy tę wiedzę medyczną traktują jako tzw. czary-mary i twierdzą, że nie ma doświadczeń empirycznych potwierdzających wpływ "homeopatyków" na funkcjonowanie organizmu: ani korzystnych, ani niekorzystnych.

Konstanty Radziwiłł, przez cały czas w swojej karierze zawodowej, to prawie urzędnik lekarski w instytucjach typowo komunistycznych, zbędnych tworów (a właściwie nowotworów) w tzw. służbie (tfu!) zdrowia vel służbie chorób, zwanych izbami lekarskimi żerującymi na krwawicy roboli/wyrobników-lekarzy na "dole"...
Już samo Ministerstwo (tfu!) zdrowia jest zbędne w zdrowym, normalnym, nie-lewackim kraju, a okręgowe izby lekarskie, a wśród nich NIL (Naczelna izba lekarska), dublująca sformalizowanymi strukturami niektóre urzędy w Ministerstwie (tfu!) zdrowia, to już raczysko powstałe na zdefektowanej, zatoksycznionej tkance nieuleczalnie chorej tzw. służby (tfu!) zdrowia.

To jest jeden z ostatnich bastionów komunistycznych instytucji w służbie chorób służących pośrednio do przechwytywania środków pieniężnych od tzw. klientów przemysłu chorobotwórczego, czyli pacjentów oraz bezpośrednio od prawdziwych i uczciwych lekarzy-wyrobników w "terenie".

Izby lekarskie działają pod płaszczykiem służb do "ochrony" lekarzy, analogicznie do IOF lub WSW w MSW lub ŻW w wojsku (czytaj: Inspektorat ochrony funkcjonariuszy lub Wydział spraw wewnętrznych lub Żandarmeria wojskowa). Kluczowe/znamienne jest tutaj słowo: "ochrony".

Ta cała NIL jest tak samo "potrzebna" zwykłemu pacjentowi, jak i "potrzebny" jest scentralizowany system kas chorych i pracujących tam urzędasów (obecnie NFZ).

Mówiąc za klasykiem: - Jeśli człowiek ulegnie wypadkowi, to nie woła: - "(...) ratunku, dajcie mi urzędnika z NIL, NFZ, ministra "zdrowia" (...)!", tylko: - "(...) lekarza, lekarstwa, opatrunku, gipsu, zabiegu chirurgicznego (...)!".

Nie cierpię konowalstwa leczącego objawowo, czyli maskującego faktyczny stan zdrowia, a wkręcającego chorego w kolejne choroby. A tym bardziej urzędasów, dyletantów medycznych - udających doktorów, a wywodzących się ze środowisk lewacko-ochlokratycznych - z gębami pełnymi religijności. Ani z tego prawdziwy doktor (czytaj: nauczyciel o zdrowiu), ani rasowy Katol.

Ten socjalista w moherowym berecie szykuje nam kolejną niedźwiedzią przysługę; tym razem będzie na siłę uszczęśliwiał ludzi i domagał się od palaczy rzucenia palenia. Ciekawe, cóż to będzie za sposób perswazji, aby zdyscyplinować pacjenta-niewonika, który będzie musiał wykazywać subordynację wobec swojego mentora "prozdrowotnego" z tytułem "Ministra zdrowia"?

Ja wiem, że wielkie blagierstwo kartelu farmaceutyczno-medycznego polega zawsze, po pierwsze, na edukacji leminga-pacjenta informacjami, które mają wywołać u niego lęk, strach, jego całe życie musi być podszyte strachem. Lęk musi powodować u niego chęć korzystania z usług kapłana życia i śmierci w białym kitlu. To jest jego dobrodziej/wybawca od leczenia somy, natomiast od leczenia ducha jest kapłan w czarnym kitlu (ten drugi również jest wyedukowany na gruncie nauki społecznej, socjalistycznej o Kościele katolickim, który ma niewiele wspólnego z prawdziwą nauką o KrK).
Pacjent-leming już od kołyski ma wpajane, że bez obu dobrodziejów nie może normalnie egzystować, lecz musi jakby z urzędu żyć z nimi w symbiozie. A de facto jest łatwą, chorą, zdefektowaną pożywką dla pasożytów.

Z powyższego widać, jak na dłoni - jakie (dwie grupy społeczne) są wykorzystywane przez włodarzy świata (syjonistyczno-masońscy kreatorzy NWO) w celu pozyskania potencjalnego leminga-niewolnika - jako przedmiotu służącemu (nomen omen!) do zabezpieczenia ich własnych i najbardziej lukratywnych i żywotnych interesów.

Niech lepiej szef i jego resort chorobotwórczy przestanie produkować pacjentów już od kolebki, poprzez wyszczepianie bezbronnych dzieci (obecnie już po 24. h od urodzenia), a nie chce wprowadzać jakieś chore akcje dla lemingów-pacjentów, aby tylko zaznaczyć swoją pożyteczność z nic nierobienia w ministerstwie. Z fizysu i nie tylko ten pan przypomina mi Sycyliano Cappo di tutti cappi...

Hipokryzja moherowo-socjalistyczna jest porażająca i objawia się oto taką pokrętną, łajdacką logiką:
Zakaz aborcji nawet dla 48. godzinnego płodu czy nawet zakaz użycia środka antykoncepcyjnego w postaci prezerwatywy, bo od strony ichniejszej "etyki", interpretowane jest to jako - zabójstwo potencjalnego zarodka-płodu - poprzez uduszenie lub poprzez uderzenie o gumową ścianę. Ale bezbronnego noworodka po 48. godzinie życia (obecnie po 24. h) – już nie jest niemoralnie zalewać ciężką chemią podczas niby obowiązkowego szczepienia, i to nie jest grzech, i to nie jest przestępstwo unicestwiania na raty i z premedytacją już narodzonego człowieka (nie-zarodka).

*Sedewakantyzm - KLIK!  [(Od łac. sede vacante – „przy nieobsadzonej stolicy” lub „przy pustym tronie”) – hipoteza teologiczna, według której wszystkie osoby, które zasiadają na tronie papieskim od czasu śmierci Piusa XII w 1958 roku, są antypapieżami.)]

Ps. Tematy podobne:

PAL SPOKOJNIE - PALENIE WYSZCZUPLA


CZARNA ŚMIERĆ I BIAŁA ŚMIERĆ

LEMINGOWSTWO, CZYLI WSPÓŁCZESNE NIEWOLNICTWO MENTALNE (LEMING-PACJENT-LEWAK)

ORGANIZM STEROWANY ODGÓRNIE

KONTYNUACJA TEMATU SZCZEPIEŃ W KONTEKŚCIE OSTATNICH WYPOWIEDZI PRZEDSTAWICIELI PARTII KORWIN

MEDYCYNA AKADEMICKA - WIELKA BLAGA

Pps. A tutaj przykład na porażającą inteligencję potencjalnego leminga-mohera:

Nie dziwi mnie fakt, iż spora część wyborców ww. grupy społecznej, po przeczytaniu mojej ulotki, w treści której było napisane m.in.: "(...) profilaktyk zdrowia, homeopata i homotoksykolog kliniczny (...)"  zinterpretowała mój ostatni zawód wyuczony jako homoseksuologa klinicznego (sic!) oraz ogólnie jako jakiegoś skorwiniałego, ekscentrycznego, choć z zabarwieniem prawicowym - dżenderowego łajdaka...
Przez tego typu "logikę", a raczej jej brak, jak mi doniosło moje operacyjne osobowe źródło informacji: OZ ps. "MJ" - straciłem znakomitą większość głosów w ostatnich wyborach samorządowych od reprezentantów rzeczonej grupy społecznej.
Hallo(!) XXI w.!


















poniedziałek, 19 października 2015

DLACZEGO MUNDUROWYM I EMERYTOM MUNDUROWYM OPŁACA SIĘ GŁOSOWAĆ NA KORWINę?

Pracownicy/funkcjonariusze resortów mundurowych powinni glosować na KORWINę z kilku prostych powodów...

Dążąc do zmiany ustroju z faszyzmu biurokratycznego (rządów ochlokracji socjalistycznej czy socjal-demokratycznej, czyli komuny-bis) na prawdziwy prawacki kapitalizm (gospodarka wolnorynkowa) zniesiemy podatek dochodowy, a pozostawimy VAT na poziomie ok. 15-17%. W wyniku takiego działania zostanie napędzony rozwój gospodarki. Natychmiast, jak grzyby po deszczu, powstaną nowe zakłady pracy.

Właściciele owych zakładów zaczną zatrudniać pracowników nie tylko na jedną zmianę, ale i na dwie, trzy, bo koszta nowych miejsc pracy (i ogólnie) - będą niewielkie. Jeśli tak, to bezrobocie zmaleje praktycznie do zera, a w postępie geometrycznym wzrośnie zatrudnienie pracowników, z których to wynagrodzeń będą odprowadzone podatki VAT na poziomie jak wyżej, czyli odwrócona zostanie piramida podatków i płac.

Obecnie przeciętny Kowalski odprowadza wszystkich podatków i składek na poziomie ok. 83%. Zostaje mu w kieszeni ok. 17%. W ustroju niewolniczym odprowadzał dla swojego pana podatek rzędu 90%, pozostawało mu w kieszeni 10%, ale jest jedno ale: jego pan gwarantował mu wikt, opierunek, dach nad głową i czasami też rentę inwalidzką dożywotnią za wypadek przy pracy.

Z tego wynika, że obecny ustrój (tfu!) demokratyczny jest gorszy od niewolniczego, porównując je oba - jako mega niewolnicze. Dzisiejszy "pan"  nie gwarantuje nam praktycznie nic: ani wiktu, ani opierunku, ani dachu nad głową, ani głowy nad dachem, ani nic... (czytaj: ~ klasyk z Białegostoku)


źródło: Internet



Powód pierwszy - główny:

Skoro odwrócimy ww. piramidę i będzie zostawać nam w kieszeni ok. 80%, a ok. 20% pójdzie na podatek dla państwa, to z tych podatków będzie utrzymywana tzw. budżetówka, w tym służby mundurowe. I na tym będzie się ograniczać li tylko tzw. opiekuńcza rola państwa (zabezpieczenie wewnętrzne i zewnętrzne państwa). Cała reszta uszczęśliwiania nas na siłę przez całe tabuny/armie urzędasów - zniknie.

Doskonale sobie poradzimy bez ich niedźwiedzich przysług w życiu prywatnym i zawodowym, mając te 80% zarobków w kieszeni. Natomiast 20% odprowadzonego podatku chętnie przekażemy na służby mundurowe i resztę budżetówki odchudzonej przynajmniej o ok. 500 tys. pasożytów-urzędasów. To będzie godziwa zapłata za służbę, a nie ochłap/jałmużna z ok. 2% budżetu przeznaczonego dla mundurowych.

Skoro priorytet podatkowy i podstawa podatkowa pójdzie na wojsko, policję, straż pożarną, SW, inne - to znaczy, że będzie to o wiele więcej pieniędzy, niż obecne przeznaczanie w sposób zmarginalizowany. Jeśli kilkakrotnie więcej pieniędzy na działalność resortów, to kilka razy więcej też środków pieniężnych na wypłaty, co istotnie wpłynie na sytuacje korupcjogenne na styku obywatel i funkcjonariusz, tj. w pewnym stopniu je ograniczy.

Zdaje się, że w policji do tej pory istnieją jakieś śmieszne limity paliwa, brak sprzętu, warunków do pracy, etc. Za moich czasów policjant, tzw. śledczy, musiał sobie czasem kombinować... własnym przemysłem: a to maszynę do pisania (bo jedna była na wydział i zawsze zajęta, o elektrycznej mógł sobie pomarzyć...); a to papier maszynowy czy podaniowy, który ukradł np. w urzędzie miasta lub gminy albo dostał od bogatszej firmy, przeciwko której prowadził dochodzenie, w zamian za przymkniecie oka na pewne aspekty sprawy o lekkim ciężarze gatunkowym (wszechobecny i korupcjogenny sponsoring np. na szczeblu gminnym);  a to popielniczkę do swojego pokoju służbowego na komendzie; a to długopis, który niby nieświadomie, odruchowo schował do kieszeni, jak tylko mu pożyczono do podpisania protokołów; a to spinacze biurowe, a to zszywacz - w kolejnej jakiejś instytucji JGU (czytaj: Jednostka Gospodarki Uspołecznionej); etc.
Będąc służbowo np. KW PZPR, dostał od swoich kolesi dziurkacz albo im podiwanił, jak widział, że czerwone pająki wraz ze swoimi podopiecznymi z bezpieki z nudów grali w pokera, biesiadowali, dziurkowali se wycinanki z papieru, prostowali spinacze biurowe, a jego postawili na czatach, jako oddelegowanego na czas obrad plenum, czyli jako tajnego agenta mundurowego z "BORu". Podczas burzliwych posiedzeń plenarnych PZPR, w przerwach robili samoloty z papieru maszynowego i puszczali z najwyższego piętra budynku komitetu. Ich wzorem na przeżycie dnia pracy, funkcjonariusze SB takie same samoloty puszczali z najwyższego piętra budynku KWMO. Jeden puszczał samolot, a drugi po niego schodził lub zjeżdżał windą i przynosił, i potem była zmiana... I tak było do obiadu.

Po przerwie obiadowej odbywała się sjesta poobiednia; dłubanie w zębach, prostowanie spinaczy, pisanie fikcyjnych notatek urzędowych czy służbowych. Te ostatnie czynności, to było tzw. czyszczenie sufitu, gdzie głównym źródłem tajnej informacji była gazeta, np. Głos Robotniczy, której treść dopasowano i ubogacano treścią jakiegoś artykułu z prasy, a wykazano, że informację przekazał tzw. korek, czyli tajny informator na odbytym spotkaniu operacyjnym. Za taką informację ubecznik często pobierał zapłatę z funduszu operacyjnego (Fundusz Zero), po uprzednim wykazaniu, że np. był w terenie na działaniach operacyjnych i odbył spotkanie z TW (czytaj: Tajny współpracownik). Takim wynagrodzeniem dzielił się z jakimś (czynnym korkiem), wykazując w notatce i na pokwitowaniu odbioru pieniędzy, że całą kwotą wynagrodził agenta za przekazaną informację na wcześniej odbytym spotkaniu. Często gęsto taki informator, w trakcie spotkania i przekazania części kasy, robił karpia ze zdziwienia, że to on był poufnym źródłem osobowym tej informacji, ale długo się nie zastanawiał nad fasadą rzekomo odbytego wcześniej spotkania oraz nad legalnością obecnego (pomocnictwo do wyłudzenia pieniędzy państwowych), kiedy za darmo otrzymał kasę za jakieś wcześniejsze rzekome działania operacyjne - nie wyściubiając nosa poza swój dom...
Jeśli tego samego dnia nie było kontroli przełożonego, to tego typu fikcyjne notatki (z czyszczenia sufitu) darto i następnego dnia produkowano od nowa, wykazując się pracą biurową. Dodam tylko, że po sjeście poobiedniej, jak nie darli notatek, to wypełniali czas umawianiem się z kolegami po fachu na imprezkę z okazji imienin lub urodzin, albo (bez żadnej okazji) organizowali składki na chlańsko.  No i tak dopracowywali w pocie czoła do 15.30.  I całą ławą biegli do wind, aby jak najszybciej opuścić katorżnicze miejsce pracy. W domu zaś opowiadali żonie i dzieciom wymyślone bajki, jak to bohatersko działali w akcjach (np. przy likwidacji niebezpiecznej siatki szpiegowskiej czy grupy przestępczej "podziemia" produkującej ulotki o treści antysocjalistycznej i antypaństwowej). Treść bajki tworzyli albo z treści snu podczas sjesty, albo z obejrzanych filmów sensacyjnych, albo z faktycznych swoich akcji z przeszłości. I
 w ten sposób - na pierwszego - znowu była wypłata... 

Powód drugi:

Możemy przywrócić bezpiecznikom-emerytom odebrane im przez sitwę PO-PiSSu emerytury, bowiem nie mają co liczyć na Sztrasburg, że im przywróci. Ale to przywrócenie części zabranych emerytur nie oznacza naszej miłości do bezpieczników, choćby z powodów opisanych powyżej, ale dlatego, żeby pokazać, jak komuna bis (tzw. Banda czworga i ich odchody, czyli sitwa pookrągłostołowa) łamała prawo, działając wstecz (Lex retro non agit)Naruszono: Pacta sunt servanda (umów należy dotrzymywać) czyli podpisanie umowy między państwem a obywatelem jest rzeczą świętą, nienaruszalną (pacta conserwanta)A PO-PiSSowy motłoch na zasadzie jakiejś dziwnej odpowiedzialności zbiorowej odebrał częściowo świadczenia emerytalne ww. obywatelom...

JKM oświadczył, że nawet gdyby funkcjonariusz (kat) pracujący na ówczesnych usługach tzw. komuny prim ściął głowę jego ojcu, a obecnie znalazłby się w tej grupie, której odebrano większą cześć emerytury, to i jemu by ją przywrócił!
Bandytów z PRLu prim należy osądzić indywidualnie, powiesić lub rozstrzelać albo pozbawić wolności, ale z portfelem napełnionym kasą pochodzącą z prawnie przyznanymi przez państwo świadczeniami emerytalnymi. Rząd lub nie-rząd RP nie może bawić się w złodziei, którzy w majestacie swojego prawa okradają eks bandziorów...
Przecież należy trochę pomyśleć... Jak przyjdzie kolejna zmiana z tzw. Bandy czworga do rządzenia, to będą sobie odbijać za ten kazus tzw. odpowiedzialności zbiorowej... 
W tej waszej d*pokracji ustanowią sobie podobnie absurdalne przepisy prawa; np. prawo do odbierania emerytur wszystkim zwolennikom PiSS oraz pozbawią prawa do 500+ wszystkich rodziców, których dzieci urodziły się w dni nieparzyste, a także wszystkich właścicieli kotów, których imiona i nazwiska zaczynają się na litery "JK", etc.
Dwa gangi tego samego klanu zwalczają się od ok. 30. lat. Jest to walka fasadowa, a stojący po środku naród - najbardziej na tym cierpi. Widzicie przedstawienie (grę), a nie widzicie istoty rzeczy... parafrazując słowa klasyka.
 
Pragnę na chwilkę jeszcze powrócić do tematu bezpieczników i ESBECJI... Otóż dla polewu i dla odwrócenia od siebie uwagi, jako od faktycznych mafijnych włodarzy RP, funkcjonariusze byłej Informacji, czyli spec służb (WSI), ustami Frantza Maurera w filmie Pasikowskiego pt. Psy - przemycili podprogowo plebsowi czy ludowi ściemę jakoby SB to najpoważniejsza, najgroźniejsza mafia świata, najlepiej przeszkolona formacja spec służb, zorganizowana grupa przestępcza o charakterze zbrojnym, która potrafi wytropić i zniszczyć każdego jej przeciwnika... Koń by się uśmiał, równie mocno, jak chłopaki WSIowe... De facto większość ubeczników to nieudacznicy i gamonie, gorsi od zomowców, czyli formacji nazwanej Bijącym sercem partii lub Pięścią uderzeniową systemu. To bezpieczniacy inwigilowali harujących na cały resort MSW policjantów, strażaków, wopistów, nadwiślańczyków.
To oni dokładnie w punkt 15.30 służbę zostawiali za bramą, podczas gdy ich murzyni z MO (np. funkcjonariusze operacyjno-dochodzeniowi ) zostawali po godzinach w robocie. Bardzo często  owe po godzinach trwało kilka dób oraz dodatkowych kilkanaście godzin na odreagowanie stresu w kasynie, co niektórych doprowadziło w prostej linii do uzależnienia od gołdy.

Co byli warci bezpieczniacy, można było stwierdzić po wspólnych działaniach policjantów z nimi, jako policjantami politycznymi, np. podczas stanu "PZ" w trakcie trwania ciszy wyborczej i zabezpieczania wyborów referendalnych czy parlamentarnych w Warszawie...
Przyszli do roboty na 12 h lub na 24 h, np. do jakiejś komendy lub komisariatu MO z takim wyposażeniem, jakby wybierali się na jakąś wyprawę, co najmniej na Szpicbergen... Z rodziną żegnali się, jakby szli na wojnę. Będąc na służbie ciągle telefonowali do rodziny, zdając relację z frontu, np. jakie te solidaruchy są niebezpieczne... Milicjant spał na siedząco lub na stojąco, a bezpiecznik na kanapie komendanta albo na fotelu, albo w najgorszym wypadku na podłodze, ale w śpiworze, i koniecznie przebrany w pidżamkę i szlafmycę w postaci czapki kominiarki, z bronią w kaburze operacyjnej.
Kiedy ubecznik poszedł w obchód w rejon zabezpieczenia obiektu wyborczego, prosił o asystę dwóch milicjantów lub jednego z psem służbowym. I przez całą służbę nie mógł wyjść z podziwu dla profesjonalizmu przewodnika psa obronnego, jego uzbrojenia w środki przymusu i dla samego psa służbowego, ponieważ prawdziwego przestępcę ściganego przez podobnie uzbrojonego policjanta widział tylko w telewizorze (jeśli pracował tylko jako pracownik biurowy). W takiej sytuacji potrafił indagować milicjanta  o temat specjalnych psów służbowych przez całą służbę, i jakie było jego zdziwienie, kiedy zaglądając psu pod ogon stwierdził, że to normalny pies płci męskiej. A kiedy co rusz zdawał relację żonie ze swoich działań operacyjno-prewencyjnych, otrzymał od niej informację, z której wynikało, że krąży plotka po mieście, iż miasto patrolują milicjanci uzbrojeni po zęby ze specjalnymi psami służbowymi z dwoma ch*jami...

Jeszcze raz pragnę podkreślić, że my, jako ideowcy prawdziwi, na czele z JKM, chcemy przywrócić prawdziwą ideę przestrzegania prawdziwego porządku prawnego, a nie żeby inna frakcja tej samej Bandy czworga, która dopcha się do koryta - łamała ten porządek prawny i szukała na swoich kolesi z przeszłości jakiejś kary w postaci odpowiedzialności zbiorowej...

Uwaga!!! Pragnę z góry przeprosić i odszufladkować niektórych pracowników SB, którzy pracowali rzetelnie, profesjonalnie i godnie w odpowiednich pionach SB (śledczych, np. związanych ze zwalczaniem afer gospodarczych - po linii przestępstw gospodarczych; czy w kontrwywiadzie) lub tych, co przeszli do służby w policji do pionu operacyjno-dochodzeniowo-śledczego.

Powód trzeci - hipotetyczny

To jest mniej prawdopodobne, ale teoretycznie możliwe, aby też dla przykładu przywrócić emerytom ww. służb procedurę przyznawania rewaloryzacji rent i emerytur z budżetu ww. resortów, a nie z podległości pod ZUS. To komuch (Leszek Miller), za panowania jego rządów, wyłączył policjantów-emerytów spod podległości pod budżet MSW w sprawie rewaloryzacji, sprzedając ich pod ZUS, aby złapać punkty u sitwy PO-PiSSowej. Wówczas w żadnym kraju, nawet tzw. trzeciego świata, nie było takiej sytuacji, żeby emeryta-policjanta i innych emerytów ze służb ww. resortów mundurowych w sprawach rewaloryzacji rent i emerytur (tzw. procentowa lub krocząca) - usuwać z podległości pod budżet resortu - a przenosić - pod ZUS! Komuch Miller, będąc też szefem resortu MSW, był tym, po którym najmniej się spodziewano, że sprzeda ZUSowi funkcjonariuszy - jak Judasz!

Oto przykłady na to, jak mogłoby funkcjonować państwo prawa, np. republika lub monarchia za panowania JKM, zamiast ochlokratycznej d*pokracji, w której dwie żulie spod budki z piwem, większością głosów mogą przegłosować profesora zwyczajnego prawa...

                                                                   

Aktualizowałem dnia 12.09.2021 o godzinie 11:00


poniedziałek, 28 września 2015

TROCHĘ O PSYCHIATRII - JAKO MIĘKKIM LUDOBÓJSTWIE




 "Ewa Woydyłło: Jesteśmy narodem ćpunów" [KLIK!]

Od dawna o tym powtarzałem: tzw. procesy medykalizacji, farmakolizacji, jatrogenizacji, amerykanizacji społeczeństwa (ogłupiania i wynaturzania Natury i normalności) - to procesy unicestwiania/redukcji populacji ludzkiej z braku ich świadomości i za ich zgodą (lewacka polityka wielopokoleniowej indoktrynacji propagandy farmaceutyczno-medycznej opartej na celowo postawionych na głowie, fałszywych paradygmatach medycznych).

Współczesna psychiatra to jakby miękkie ludobójstwo. Poprzez manipulacje nieświadomością ludzką np. za pomocą dodanych do wody pitnej: litu, chloru, fluoru, prozaku, uskuteczniła metody, które pozostały w spadku po doktorze Mengele... Leczenie psychotropami, które pod płaszczykiem działania antydepresyjnego - de facto -  działają pro-depresyjnie - doprowadzając chorego z początkowymi lekkimi zaburzeniami neurotycznymi - do zaprogramowania mu zaburzeń psychotycznych, a w ostateczności do samobójstwa. Lek o nazwie prozak, który jako psychotrop został w pewnym momencie wycofany z produkcji, bo miał on chronić przed samobójstwem, a de facto doprowadzał do niego. Przemysł przetwórczy, jako poplecznik ludobójczego lobby farmaceutyczno-medycznego, za pomocą rożnych substancji konserwujących, alkoholu, cukrów rafinowanych i innych substancji chemicznych, wpływa na spotęgowanie uzależnień u niektórych konsumentów (np. w przemyśle tytoniowym bibułkę namacza się celowo w różnych mieszankach roztworu sacharozowego, aby potencjalny palacz jeszcze bardziej się uzależniał, nie tylko od nikotyny, ale i od cukru prostego, jak od opium).

Ponadto lekkie zaburzenia neurologiczne powstałe w związku z pewnymi zaburzeniami somatycznymi: endoneurotoksemią (np. z niezdrowego modelu odżywiania, model korytkowy, pastwiskowy, wysokowęglowodanowy z dominacją cukrów rafinowanych i toksyn chemicznych); chorobami z hiperinsulinemii (np. chorobami tarczycy); boreliozą; czy prozaiczną grzybicą - natychmiast, bez prawidłowego rozpoznania, leczone są psychotropami - zamiast za pomocą leczenia przyczynowego (m.in. naturalnego odtruwania organizmu) plus zastosowania psychoterapii bez-lekowej.

Dobrze by było, żeby Pani doktor jeszcze znała faktyczne przyczyny depresji i autyzmu, ale DOBRE i TO - jeśli idzie o nawrócenie się (przebudzenie) jednego z nieświadomych popleczników blagierskiego lobby farmaceutyczno-medycznego, które jest nadzorowane przez syjono-masońskich włodarzy świata (NWO).


Pani doktor, proszę czytać: WPROWADZENIE - KLIK!oraz KLIK! to zrozumie Pani, że gdyby nie lewackie stawianie Natury i Normalności do góry nogami w celach nakręcania sobie koniunktury biznesowej opartej na niewiedzy i krzywdzie ludzkiej, to człowiek od chwili poczęcia do momentu nieodwracalnego zejścia śmiertelnego, nie chorowałby na żadne choroby tzw. cywilizacyjne, a umierał ze starości. Przy czym należy zaznaczyć, że tzw. choroby przeziębieniowe, na które czasami by chorował - byłyby (są) chorobami o charakterze prozdrowotnym, oczyszczającym, pod warunkiem, że odchorowałby je bez leków, nawet tych naturalniejszych od Natury, lecz wypociłby się przy pomocy drugiej czy trzeciej kołdry plus ewentualnej tabletki na doktor-sen.

Żeby uprościć Pani edukację wiedzy o zdrowiu (chociaż to będzie z mojej strony niepedagogiczne), to podpowiem, że pośrednią przyczyną depresji może być kandydoza, a autyzm to skutek uboczny szczepień. Przyczyną naczelną jest konflikt biologiczny.



Ps. Dodatkowo, polecam uwadze:
REDAKTOR GOZDYRA w "TAK CZY NIE" WRAZ Z PROF. GUTEM ZROBILI SOBIE KABARET NA TEMAT POWIKŁAŃ POSZCZEPIENNYCH - KLIK!

Boimy się Putina i innych agresorów z zewnątrz (chociaż Pan Prezydent Putin wg mnie nie jest większym agresorem niż Obama i inni), a nie widzimy tego, że sami, na własne życzenie, za własne pieniądze, w biały dzień, w białych rękawiczkach, w majestacie prawa - dajemy się unicestwiać przez kartel farmaceutyczno-medyczny...

(...) Lekarze to żołnierze w białych kitlach, często tak samo nieświadomi jak ludzie, do których mierzą ze swoich strzykawek i pozostałym arsenałem dostępnym na półkach aptek. To prawdziwy majstersztyk, jaki jest kontynuacją wcześniejszych prób rozwiązywania problemów tego świata za pomocą agresji zbrojnej. Po cóż więc rozpętywać kolejną, skoro w celu eliminacji można wykorzystać świadomość społeczną, jakże pieczołowicie kształtowaną w umysłach homo patiens przez lata. Po cóż celować do kogoś z okopu, budować kolejne obozy koncentracyjne? Cel, jakim jest dzisiejszy człowiek sam pojawi się w umówionym miejscu i ochoczo nadstawi ramienia do przyjęcia strzału. Różnica polega tylko na tym, że metalowe kule zamieniono na płyn o opóźnionym działaniu. Tak, żeby nikt nie skojarzył zgubnych efektów tego zabiegu, jako zwykłego ludobójstwa. Kolejnym plusem takiego rozwiązania jest fakt, że trup ściele się co prawda gęsto, lecz nie trzeba pozbywać się tysięcy ciał z miejsca kaźni oraz dodatkowo tłumaczyć przed cynicznie zatroskaną opinią społeczną. Tutaj liczne zgony można zgrabnie przypisać chorobom cywilizacyjnym, na które i tak przecież w końcu "jesteśmy skazani", a szczepionki pełne trucizn mają dać organizatorom więcej pewności, że na nie zapadniemy i przed ostatecznym pożegnaniem z tym światem damy jeszcze porządnie zarobić. (...).

Pps. Zabijanie i okaleczanie psychotropami - KLIK!



                                                                                                                           

Zbigniew Zibi Osiewała




W dniu 12.09.2021 o godz. 17: 00 dokonałem aktualizacji.


                                                                                                                                                                                                         
                                                                                                                                                                               
                                                                                                                                                      
                                                                                                                                                                                                                                                                                                                               

wtorek, 5 maja 2015

TERLIKOWSKI - NIE DO KOŃCA ZNOWU TAKI LEWAK




Pewnie przez to, co teraz napiszę, mocno narażę się niektórym moim znajomym i nie tylko, ale od lat zajmuję się odkamuflowywaniem nagiej prawdy o zdrowiu, więc i w tej sprawie pozwolę sobie wyprowadzić niektórych (zwłaszcza prawaków) z pozostawania w błędzie i przyklaskiwaniu idiotyczno-farmaceutyczno-medycznej propagandzie.

Otóż p. redaktor Tomasz Terlikowski, choć wg mnie propiSSowski lewak, to jednak czasami patrzący w odpowiednią prawą stronę (minimalna wiedza o zdrowiu, nie mylić z wiedzą o chorobach). W tym przypadku (KLIK!) - ma rację!

Przecież Angelina Jolie padła ofiarą, a jednocześnie stała się osobą chorą i zindoktrynowaną reklamą propagandy lobby farmaceutyczno-medycznego (kwestia chorej interpretacji profilaktyki medycznej i dziedziczenia chorób). Nie powiedziałbym, że to wyłącznie jej sprawa, co robi ze swoim ciałem... To znaczy wg prawa - tak, ale wg obyczajowości, pewnych norm moralnych, które mogą w przyszłości wyznaczać normy prawne - niekoniecznie! Niekoniecznie, ponieważ daje przykład szerzącej się głupocie, zwanej dalej baranim pędem tzw. pacjentów, którzy stwarzają odpowiednie warunki do nakręcania koniunktury biznesowej Big Pharmie i jej poplecznikom opartej na krzywdzie i nieświadomości ludzkiej.

Innym przykładem rozpowszechniania głupoty ludzkiej niebezpiecznej dla innych prowadzących zdroworozsądkowy tryb życia - są przymusowe szczepienia. Są one narzędziem zniewolenia, zarabiania na chorobach i depopulacji ludzi, zaplanowane z rozmysłem i zimną krwią.
Brak odpowiednich działań przeciwstawnych do wdrożenia w życie ustawy o przymusie szczepień ze strony posłów, prócz jednego (p. Marka Sawickiego z PSL)  daje tego tragiczne efekty już dziś. Są to bardzo negatywne dla zdrowia odczyny poszczepienne u dzieci oraz kary pieniężne dla rodziców, którzy opierają się temu barbarzyńskiemu, reżymowemu procederowi.

A będzie jeszcze gorzej, bo jeśli kary nie wymuszą zgody na rodzicach, to tzw. V Kolumna Big Pharmy, czyli GIStaPO (Główny Inspektorat Sanitarny, instytucja będąca na pasku reżymu) oraz instytucja taka, jak np. lekarz pierwszego kontaktu, w asyście policji (może się zdarzyć, że np. niemieckiej, ale mającej przyzwolenie naszych władz) - zaszczepią dziecko przy użyciu siły fizycznej lub innych środków przymusu bezpośredniego mającego zastosowanie jak w pokonywaniu czynnego i biernego oporu wobec przestępców. Oczywiście kajdanek, gazu, pałki, itd. nie użyją wobec bezbronnego noworodka (chyba?), choć kto to wie... W rządach ochlokratów biurokratycznego faszyzmu nie zdziwi mnie już nic! Ale wobec nieposłusznym reżymowi rodzicom użyją już na pewno! Te same czynności zostaną wdrożone wobec ludzi dorosłych; zaszczepi się ich siłą, podobnie jak dzieci, podczas kolejnej wyimaginowanej
jakiejśtam grypy (rzekoma epidemia), jak bezpańskiego psa złowionego na oczko przez hycla z podejrzeniem wścieklizny.
Niezwykle potrzebna jest zatem świadomość społeczna (podstawowa wiedza o zdrowiu plus znajomość prawnej linii obrony przed zaszczepieniem).

Zanim pozwolisz zaszczepić dziecko - KLIK!

Ale można też doszukać się światełka w tunelu. Świadomość ludzka w aspekcie szczepień, u niektórych zaczyna ewoluować (chciałbym, aby tak było u wszystkich Rasowych Prawaków): oto wiele spraw przeciwko nakazom płacenia kar narzuconych przez GIS wobec niezaszczepienia dziecka wygrywanych jest w sądach.

Tyle że włodarze świata i lobby farmaceutyczne też nie śpią! W związku z tym, że niezbyt udane są akcje siłowe w aspekcie przymusowego szczepienia, gdzie największy opór stawiają ruchy antyszczepionkowe oraz w aspekcie indoktrynowania propagandą dietetyczną, to rzeczone lobby wymyśla coraz to nowsze szczepionki dla dzieci, o takich właściwościach, które pomogą w hodowli tzw. pacjenta-leminga odpowiednio podatnego na manipulacje już od kołyski (to nie jest żadna teoria spiskowa!). Natomiast dorośli (pacjenci-lemingi) wystarczająco skutecznie będą wpływać np. poprzez ostracyzm społeczny na mądrzejszą mniejszość (samoświadomych) czy poprzez rozwinięte formy donosicielstwa na tzw. od-szczepieńców (nomen omen) mogących roznosić zarazę, którzy ostatecznie poddadzą barbarzyńskiemu przymusowi szczepień.
Przykład: Odizolowanie instytucjonalne niezaszczepionych dzieci od dzieci wyszczepionych. Rodzice tych drugich to zazwyczaj pacjenci-lemingi-lewacy. Taka izolacja będzie mięć wpływ negatywny na ich życie i ich rodziców (np. dezorganizacja, dysfunkcja, dyskryminacja, etc.). Nie rozumiem tylko, dlaczego rodzice-lewaki-lemingi boją się o swoje zaszczepione dzieci, że mogą się one zarazić od tych niezaszczepionych, przecież teoretycznie szczepionka winna spowodować u nich ochronę przed chorobą zakaźną?
W praktyce jest znów na odwrót. Natura jest mądra, wielka i prawilna! Dzieci nieszczepione nabierają naturalnej odporności (po przechorowaniu np. kilkudziesięciu chorób infekcyjnych, w czasie, od urodzenia do ok. 15. lat); dzieci hodowane od kołyski dla biznesu Big Pharmy i polityków, jako tzw. pacjenci-lemingi - chorują na choroby, na które zostały zaszczepione oraz chorują na tragiczne skutki poszczepienne.

Kolejny przykład niebezpiecznego społecznie naśladownictwa - to weganizm (ale nie jako forma dietetycznej terapii, lecz jako filozofia życia). Zezwolenie na szerzenie się tej wymyślonej na potrzeby kartelu farmaceutyczno-medycznego religii (głównie wśród młodzieży) - staje się nadzwyczaj niebezpieczne dla normalnego funkcjonowania społeczeństwa i niebezpiecznie wynaturza normalne funkcje życiowe w Narodzie. 
Odnośnie wegetarianizmu napiszę osobny artykuł, a tutaj ogólnie tylko zaznaczę, że ta propaganda rzeczonego lobby bardzo szkodzi nastolatkom, u których za pomocą różnych socjotechnicznych chwytów/straszaków wytwarza się niechęć do jedzenia mięsa oraz wpędza w poczucie winy za zabijanie zwierząt (np. tłumaczenie, że nie wolno zabijać tego, co ma oczy, etc.).
Pozyskując w ten sposób młodych żywców (produkcja tzw. Homo Naturalpatiens) do karmienia ich tzw. suplementami diety oraz żywienia roślinkami, zwłaszcza zbożem - prowadzi się hodowlę specjalnego tzw. *Homo patiens (KLIK!), jako **Ludzkiego bydła roboczego (KLIK!) podatnego na wszelaką manipulację i choroby tzw. cywilizacyjne. I tak interes się kręci na pacjentach klasycznych, aż do ich usr*nej śmierci... 
Funkcjonariusze przedmiotowego lobby, wykwalifikowani manipulanci od sprzężenia zwrotnego psychosomatycznego, za pomocą swoich wyszkolonych emisariuszy od różnych diet, w tym i wegańskiej - piorą mózgi podatnym na manipulacje ludziom, a zwłaszcza fanatycznym zwolennikom różnych sekt czy religii. I tak oto powstaje dietetyka religijna!
W buddyzmie i hinduizmie, przy pewnych różnicach wiary, znamiennym jest, że jedzenie mięsa i tłuszczy zwierzęcych jest objęte zakazem. Kontrolowanie takiego zakazu byłoby trudne, gdyby nie wmówiono ludziom, że dusza człowieka po śmierci wciela się w jakiegoś zwierzaka, w związku z tym zjadając świnię, barana, czy salami z osła, możemy zjadać (np. byłego ministra tfu! zdrowia, czyli zwanego inaczej ministra fuj! chorób).
Nasza religia (katolicka) też wprowadza posty. W Tłusty Czwartek mamy zezwolenie, aby objadać się tłuszczem i słodkościami, a po tym dniu mamy pełną izbę przyjęć w służbie chorób. Analogicznie, na zachodzie Europy mamy Tłusty Wtorek. Następnie, po tych głupawkach, przychodzi okres Wielkiego Postu, który jest symbolem smutku, ale smutku, który następuje z powodu braku mięsa (chyba?). Po takich skrajnych ograniczeniach jedzenia białka pełnowartościowego, mamy znów kolejki przed izbą przyjęć w szpitalu lub do tzw. białej śmierci (Lekarz Pierwszego Kontaktu) w przychodni POZ! I tak się robi interes na frajerstwie!
"W pewnych warunkach ludzie reagują na fikcję równie silnie jak na rzeczywistość, a w wielu przypadkach przyczyniają się do stworzenia tej właśnie fikcji, na którą reagują".
*Wegetarianin - ze staroindiańskiego narzecza Waichoo - zbyt głupi by polować, Słownik PWN, 2005, str. 658.

Podobnie rzecz ma się w przypadku zaniechania działań w kierunku anty-lobbowania GMO (np. kukurydza, soja - jako samosiewy - naturalne krzyżowanie się prawdziwej kukurydzy z modyfikowaną soją; w tej chwili już nigdzie na ziemi nie ma normalnej dziko rosnącej kukurydzy czy soi). Ta bomba biologiczna już od dawna zbiera żniwo chorobowe na całym świecie. I to też jest indywidualna sprawa?! Byłaby, gdyby nie fakt, że normalne pole uprawne kukurydzy (kolby są krótkie, normalne) graniczy przez miedzę z polem uprawnym kukurydzy GMO (kolby długie, wielkie mutanty, wynaturzone). Nie kupuję tłumaczenia JKM, że - i to białko, i to białko... że wrzucone do jednego wora, czyli do żołądka, zostanie rozłożone na aminokwasy i strawione, że to bez różnicy dla organizmu... Otóż pokarm musi być nie tylko strawiony, ale i wchłonięty i przyswojony! Nie jest istotne, co się znajduje na talerzu i, co usiłuje się dostać do wnętrza komórki, lecz, co się do niej de facto dostanie i, co ją opuści...
Jak ta biedna ziemia/gleba ma się nie wyeksploatować z życiodajnych substancji biochemicznych, skoro się ją ciągle kugluje (np.wsypuje do gleby 4 sztuczne pierwiastki chemiczne, a wyciąga z niej ok. 40. naturalnych). Konia z rzędem temu, kto chce w Holandii lub innym tzw. cywilizowanym kraju zachodnim ukopać w parku pod darniną jakiegoś robaka, jako przynętę na ryby, skoro to już nie prawdziwa ziemia (próchnica), lecz wyjałowiony ziemio-podobny popiół...!
Ale premier Francji może kumać czaczę (fonet.) w temacie zdrowia... on nie zezwala np. piekarzowi piec bagietek ze zboża GMO z terenu Europy, lecz sprowadza zboże z ekologicznych upraw np. z okolic północnej Afryki. Można nie iść na wojnę z Naturą? Można!

A zatem, czy wg Angeliny Joli - słuszne jest twierdzenie, że przyczyną raka jest niedobór badań mammograficznych oraz nadmiar narządów rodnych i piersi u kobiet...?! Czy przyczyną angin u dzieci jest nadmiar np. migdałów, żeby je z lubością mogli usuwać laryngolodzy...?! Ach ten Stwórca... Jest wręcz przeciwnie - nadmiar ingerencji w prawa Natury oraz wynaturzanie zdroworozsądkowego trybu życia - musi prowadzić ostatecznie do patologii!

Jeśli tego obawia się Tomasz Terlikowski, to znaczy, że jego obawy są ze wszech miar uzasadnione!
A zatem, proszę nie krytykować za to p. Terlikowskiego, gość wykazał się po prostu minimalną wiedzą o zdrowiu i zdrową intuicją, że profilaktyka w interpretacji medycznej jest dla naiwnych i bezwolnych usługobiorców meNdycznych, do których w 100% można zaliczyć p. Jolie.
Ja na jego miejscu ubolewałbym, że taka celebrytka, jedna z drugą - nie zachorowała na raka mózgu... Być może dałaby dobry przykład, jak dzięki selekcji naturalnej idioci mogliby sami wyeliminować się ze świata mądrych i nie przekazywać patologii (głupoty) z pokolenia na pokolenie... W tym miejscu przeklną mnie Katole: - Nie życz nikomu tego, co tobie niemiłe... Przypominam tylko, że zdrowie/choroby - to nie kwestia życzeniowa, kwestia wróżki, zezowatego szczęścia, etc.. (prócz wypadku/zdarzenia losowego, choć i w tym przypadku mamy na to pewien pośredni wpływ). Na choroby pracujemy sobie sami. Nie ma też chorób dziedzicznych (nie mylić z genetycznymi - około kilka procent - wykłady genetyka dra Bruce Liptona). Z dbaniem o zdrowie jest jak ze wszystkim innym: - Jak dbasz, tak masz...

Ale żeby nie tylko prześmiewać i ganić głupotę pacjenta-leminga, podaję drogowskaz na niedopuszczenie do zachorowania na raka; czyli prawdziwą profilaktykę i prewencję. Podobnie - jak z niedopuszczeniem do kaca - należy nie pić w przeddzień! Analogicznie, w niedopuszczeniu do zachorowania na wszelakie choroby, a także na raka oraz utrzymaniu dobrostanu zdrowia - należy nabyć wiedzy, jak nie szkodzić organizmowi, czyli wiedzy, czego unikać, aby nie występować przeciwko Naturze, a nie, co robić, aby alopatycznie stopować atawistyczne prozdrowotne działanie organizmu.

Podstawa podstaw wiedzy o zdrowiu: - Portal wiedzy o zdrowiu - KLIK!
A jeśli już zachoruje się na raka, to leczyć należy się przyczynowo (np. wg medycyny alternatywnej - przy założeniu, że przyczyną chorób jest toksemia):
 Rak, czyli nowotwór złośliwy - KLIK!
 NIA - metoda dra Ashkara - KLIK!
A tutaj mój sztandarowy przypadek, jeden z kilkunastu, podczas mojej niezbyt długiej, bo kilkuletniej prywatnej praktyki jako profilaktyka zdrowia (czytaj: nauczyciel zdrowia lub nauczyciel wiedzy o zdrowiu), prowadząc Gabinet nr 1 Zdrowie na własne życzenie (pod patronatem ruchu Biosłone - Hipokratejskiego nurtu profilaktyki zdrowia) - nauczyłem Jerzego, mojego podopiecznego, chorego na raka - jak ma się z niego wyleczyć samemu:
Moja historia z Biosłone - KLIK!
A tak wg GNM (Biologicznych Praw Natury):
GNM - o terapii dr. Hamera - KLIK!
Nie bój się raka - zrozum Nową Medycynę - KLIK!


Uwaga!
Wspólnym mianownikiem czy pewnymi punktami stycznymi w leczeniu raka, zarówno metodą alternatywną, jak i wg GNM - jest druga faza choroby (regeneracyjna). Ważne jest, aby ją odchorować np. w postaci tzw. grypy czy innej tzw. choroby przeziębieniowej, najlepiej bez leków alopatycznych (za wyjątkiem użycia ich w stanie zagrożenia życia ze strony tzw. obrzęków naprawczych w mózgu czy na narządzie), gdzie warunkiem sine qua non - jest dobre wypocenie się...!
Zatem jasno z tego wynika, że zamiast np. szczepić się przeciwko grypie i tzw. zarazkom czy prowadzić antybiotykoterapię - należy się modlić, żeby na nią zachorować. Taki paradoks biologiczny... (w rozumieniu medycyny akademickiej)
Tzw. zarazki nie są spontanicznie patogenne; to są symptomy choroby, które są uczestnikami zdrowienia (symbionty), które nie są przyczyną ani chorób, ani zgonów.
Z perspektywy czasu, kiedy zgłębiłem wiedzę GNM, mogę śmiało wysnuć wniosek, że ww. Jerzy nie wyleczył się z raka dzięki metodzie NIA dra Ashkara i innych metod - tylko - dziarskiemu odchorowaniu chorób infekcyjnych. Wszystkie inne (poboczne metody) to środek placebo, który w ostatecznym rozrachunku dał pozytywny efekt leczenia przyczynowego, czyli efekt placebo!!
JerzyP - droga do zdrowia - KLIK!
 




W dniu 28.08.2021 o godzinie 20:00 dokonano aktualizacji treści artykułu.


                                                                                                                                                           Zibi
                                                                                                                    


piątek, 3 kwietnia 2015

WYNATURZENIOM MÓWIMY "NIE"!

         

Kiedyś świadomość własnej płci niosła za sobą - tak dla kobiet, jak i dla mężczyzn - świadomość odpowiednich przymiotów, dzięki którym kobieta była Kobietą, a mężczyzna Mężczyzną. Istniał dystans i wzajemny szacunek do płci przeciwnej. Teraz mamy wszelkiej maści seksualnych degeneratów (żeby było bardziej kolorowo), feministki (którym niestety nie zatyka się otworów gębowych armatkami wodnymi) i media, które trąbią, że nienormalne zachowania zasługują na tolerancję i szacunek. Ja się boję, co jeszcze pojawi się na tym świecie...
          
Kiedyś dzieci miały mamę - MAMĘ i tatę - TATĘ. Dziś miewają dwie "mamo-taty" i chłoną spaczone realia spaczonego świata, które funduje im wszechobecny, rozreklamowany, stawiany na piedestale (tfu!) postęp.
         
W dzisiejszym świecie, w imię tego cholernego postępu, usiłuje się wyprzeć naturalny podział ludzkości ze względu na płeć. W imię chorej ideologii równości, za wszelką cenę usiłuje się wmawiać dzieciom od najmłodszych lat, że chłopiec = dziewczynka. To nie jest "postęp"! To jest skutek uboczny rozwoju i totalne odmóżdżenie, które zaprowadzi ludzkość do zguby. Niech chłopcy noszą spódniczki, niech im się wpaja, że są tacy sami jak dziewczynki, a dziewczynkom, że są takie jak chłopcy; niech wszelkie zboczenia się szerzą; niech prawa zwierząt będą zrównane z prawami ludzi; niech ludzie zawierają małżeństwa z psami, końmi, czymkolwiek (może nauka pozwoli im się krzyżować albo ustawy prawne pozwolą na adopcję); niech kobiety w ogóle przestaną rodzić, a dzieci niech będą hodowane sztucznie, etc. To nie jest demonizowanie - to jest to, co czeka ludzkość i nie będzie to "postęp", tylko jego słona cena. Cena, jaka będziemy musieli zapłacić na własne życzenie.
         
Gdzieniegdzie już walczy się z używaniem słów "mama", "tata" i zastępuje je jednym krótkim "rodzic"/"opiekun", żeby nie podkreślać płci i nie dyskryminować tym samym osób o odmiennej orientacji - bo przecież garstka homoseksualistów jest ważniejsza od całych tłumów ludzi normalnych.
         
Nie traktuję tego jako spisku przeciw wartościom tradycyjnym czy czemukolwiek innemu, nie. Bo to nie jest "spisek" - to jest wręcz oręż w ręku tych postEMpowych, lewackich pijawek, wysysających z człowieka to, co czyni go ludzkim. To tak, jakby świrowi dać karabin maszynowy i zapowiedzieć, że może go używać tylko dla samoobrony.
         
Świat to nie tylko Polska - trzeba być ślepym i głuchym na przemiany w społeczeństwach, które uznały tę "ideologię" za coś normalnego, ba! nawet potrzebnego. W imię jakichś wydumanych teorii o równości płciowej ja, jako matka, mam być nazywana przez swoje dziecko "rodzicem" czy "opiekunem" (byle nie "mamą"!) tylko dlatego, żeby ktoś... (no, dobra) odmienny, nie czuł się dyskryminowany?! Sorry, nie zgadzam się. I nie jestem zawziętym katolem. Jestem po prostu w pełni świadoma tego, że to zrównanie, a raczej przewalcowanie tradycyjnego modelu rodziny, jest pierwszym krokiem ku zaszczepieniu w ludziach chorego rozumowania, w którym wśród normalnych, zwyczajnych i powszechnie przyjętych norm, wyznaczonych przez naturę, znalazłaby się pełna akceptacja i poparcie dla małżeństw homoseksualnych, wychowujących dzieci. NIE (!) zgadzam się na to. Matka Natura pewnie też.
         
Wierzę, że nie wszystko jeszcze odkryto - może się łudzę, ale mam nadzieję, że znajdzie się sposób na przywrócenie ludziom minimum normalności w mózgach, być może nawet kluczową rolę odegrają tu psychologia czy psychiatria...kto wie? ;)
        
Chodzi mi o nadużywanie - tylko i wyłącznie o to. Tu nie można być ślepym, głuchym i biernym, trzeba chcieć to widzieć: gdyby chodziło tylko o "przenikanie" się ról kobiety i mężczyzny w codziennym życiu, zawodowym czy rodzinnym, nie byłoby tematu. A temat jest, w dodatku rozdmuchiwany przez tych, którzy mają w tym interes.
         
Wiadomo, jaki ma być człowiek w wizji lewackiego świata: wyprany ze świadomości, z tożsamości, z człowieczeństwa, z wiary, poglądów, wszystkiego, co czyni go osobną, samodzielnie myślącą, odpowiedzialną za siebie i świadomą konsekwencji własnych czynów, jednostką.
         
Tolerancja prowadzi do przyzwolenia, a przyzwolenie jest prostą drogą do akceptacji wszelkich wynaturzeń. Zmiany w obyczajach i w ludzkiej mentalności zachodzą latami, ale za chwilę możemy obudzić się z ręką w nocniku i nie dość, że będzie za późno, żeby te zmiany cofnąć czy choćby zatrzymać, będzie za późno również na to, by móc wyrazić na ten temat swoje zdanie:
Minister Grabarczyk w sformułowanej 20 lutego 2015 r. odpowiedzi na wystąpienie Pełnomocniczki rządu ds. równego traktowania opowiedział się za prowadzeniem „prac legislacyjnych celem zmiany przepisów Kodeksu karnego w zakresie sprowadzenia penalizacji czynów o podłożu dyskryminacyjnym z uwagi na przesłanki: niepełnosprawności, orientacji seksualnej i tożsamości płciowej”.
Jeżeli zmiany te zostaną wprowadzone, istnieje groźba, że każda wyrazista krytyka środowisk budujących swą tożsamość wokół praktykowania zachowań homoseksualnych zostanie uznana za „przestępstwo z nienawiści ze względu na orientację seksualną”.
„Nawoływanie do nienawiści” ze względu na orientację seksualną lub tożsamość płciową ma być zagrożone karą nawet do dwóch lat więzienia. Znieważenie kogoś ze względu na praktyki homoseksualne, którym się oddaje lub obnoszenie się z dolegliwościami wynikającymi z zaburzeń tożsamości płciowej, będą zagrożone karą pozbawienia wolności do lat 3, a groźba sformułowana ze względu na „tożsamość płciową” lub „orientację seksualną” poszkodowanego – nawet karą 5 lat więzienia.
Proponowane zmiany zawarte są w projektach nowelizacji Kodeksu karnego zgłoszonych przez posłów SLD (druk sejmowy nr 2357) oraz Twojego Ruchu (druk sejmowy nr 340). Przewidują one wprowadzenie nowych przesłanek penalizacji do art. 119 § 1, art. 256 § 1 i art. 257 Kodeksu Karnego.
Autorzy projektu, jako przykład czynu, który na gruncie nowych przepisów podlegałby karze, podają wypowiedź posła, który w interpelacji nazwał homoseksualizm „dewiacją” i zestawił go z zoofilią i pedofilią. Po zmianie prawa może się okazać, że do odpowiedzialności karnej będzie się usiłowało pociągnąć księży przypominających o grzeszności praktyk homoseksualnych.
Jeśli przepisy wejdą w życie, organy ścigania będą zobowiązane, by wszcząć postępowanie nawet bez wniosku osoby poszkodowanej. Projekt ten stanowi w istocie próbę uprzywilejowania w debacie publicznej lobby forsującego polityczne cele subkultur LGBT. Znowelizowane przepisy będą znakomitym narzędziem szykanowania księży oraz polityków i innych obywateli wyrażających dezaprobatę dla praktyk homoseksualnych i ich promocji w sferze publicznej.
Charakterystyczne jest to, że lobby LGBT, które niedawno jeszcze dążyło w Europie do depenalizacji praktyk homoseksualnych, obecnie forsuje rozwiązania mające pod sankcja karną zakazać krytyki ich zachowań. Proponowane zmiany stanowią zbędną eskalację represji karnej, a ich wprowadzenie doprowadzi do drastycznego ograniczenia konstytucyjnej wolności wyrażania swoich poglądów (art. 54 ust. 1 Konstytucji).
W rzeczywistości, środowiska te, czyniąc ze swych praktyk intymnych zagadnienie polityczne, pod pretekstem ochrony życia prywatnego dążą do uzyskania przywilejów politycznych, ograniczając sankcjami karnymi swobodę wypowiedzi krytyków ich zachowań. Ze względu na nadużywanie przez te środowiska kwalifikacji czynów jako rzekomo „nawołujących do nienawiści” (art. 256 § 1 K.k.) czy też „znieważających” (art. 257 K.k.) istnieje groźba, iż każda ostrzejsza krytyka politycznych postulatów zgłaszanych przez środowiska, które swą tożsamość czerpią z wątpliwej obyczajowości ufundowanej na praktykach homoseksualnych, zagrożona będzie sankcją karną.
W internecie powstała petycja, za pomocą której można zaapelować do Ministra Cezarego Grabarczyka i zażądać zmiany jego stanowiska w tej sprawie, aby zapobiec nadawaniu politycznych przywilejów aktywistom subkultur ruchu LGBT.


Gardzę demokracją, ale póki żyjemy w jej nędznej, ochlokratycznej alternatywie - odważmy się na głos rozsądku. I w związku z tym, że za chwilę może okazać się, że pójdę siedzieć za "mowę nienawiści" w tym poście, mówię stanowcze:


      i nie tylko cenzurze zresztą...


MW
  

sobota, 14 marca 2015

ZĘBY MNIE SWĘDZĄ, POD PAZNOKCIAMI MNIE BOLI, JAK WIDZĘ TE "NIENAŁUCZONE" LEWACKIE PISMAKI


         Film dotyczący wywiadu T. Lisa z pewnym politykiem, w którym Lis popisuje się "znajomością" prawa - usunięty!
         
Jeśli bierzesz (Tomasz Lis), lewacki typie, nieŁuku, arogancie, ignorancie, tak dużą (naszą!) kasę, udając wielkiego dziennikarza, to naucz się podstaw prawa karnego - nie myl trybu ścigania karnego  (z tzw. oskarżenia prywatnego) - z powództwem cywilnym!
      
Ponadto wyrażaj się, typie (dotyczy też innych, udających dziennikarzy śledczych czy w ogóle dziennikarzy),  językiem czysto prawniczym i precyzyjnie, a nie pismakowym bełkotem.

A oto przykłady:

Nie myl pojęcia - przestępstwa zgwałcenia - z - gwałtem! Uwaga! W tym języku ulicy - lepiej i precyzyjniej wyrażają się tzw. złodzieje w ZK!
  
Nie myl pojęcia odcisków linii papilarnych palców - z - odciskami palców, bo to nie to samo! Uwaga! Chyba około 99,99 % społeczeństwa wyraża się w ten sposób, czyli nieprawidłowo!

Nie myl pojęcia - okazania, jako czynności procesowej lub operacyjno-dochodzeniowej w postępowaniu przygotowawczym/w procesie karnym - z - konfrontacjąrównież jako czynnością procesową w pp, aczkolwiek dotyczącą czego innego w procesie karnym, która ma na celu wyjaśnienie rozbieżności w zeznaniach świadków, w wyjaśnieniach podejrzanych, w zeznaniach świadków  z wyjaśnieniami podejrzanych!

Nie myl pojęcia - przeszukania - z - rewizją! Rewizja to odwołanie się np. od wyroku; pojęciem rewizji - posługiwało się gestapo, kiedy faktycznie przeszukiwano/plądrowano pomieszczenia/osoby!

Nie myl pojęcia - zastosowania środka zapobiegawczego w postaci aresztu tymczasowego - z - sankcją! Sankcja może być np. karna!

Nie myl każdej postaci - przestępstwa/zbrodni zabójstwa - z - morderstwem! Uwaga! Dopiero od niedawna morderstwo weszło do prawidłowej nomenklatury karnistycznej w Polsce, bo do tej pory, jak jeden mąż, posługiwano się filmowym morderstwem - zamiast - zabójstwem! A propos - przestępstwo, które kwalifikuje się na zbrodnię - nie musi być li tylko zabójstwem, morderstwem - może być podpaleniem zbrodniczym, rozbojem, terroryzmem, etc.!

Nie myl pojęcia - obrony koniecznej - z - obroną własną! Redaktor Gozdyra tak się też kiedyś wyraziła, ale zaraz naprawiła swój błąd; pracuje w mainstreamie, ale językowo stara się być dosyć estetyczna czy perfekcyjna w miarę w tej całej manipulacji i zakłamaniu reżymowym...

Nie myl pojęcia - biegłego z dziedziny badań grafometrycznych - z - grafologiem! Ten drugi może Ci wytoczyć proces o zniesławienie, bo poczuje się np. jako ktoś niegramotny, analfabeta, etc.!

Przestań paplać, mówiąc o znajomości prawa, że się znasz/nie znasz na - paragrafach! To niechlujna nadinterpretacja/uproszczenie! Zawsze w kodeksach, ustawach, przed paragrafami czyli jakby podpunktami widnieją artykuły, a po nich dopiero paragrafy, więc mów o zbiorze przepisów prawnych, zapisanych w artykułach, bo inaczej - faktycznie można pomyśleć, że nie znasz się na niczym, a tylko masz poglądy i wiarę, z których mogą wyniknąć jedynie same problemy, np. życiowe czy prawne...! (~ parafrazując Staszica)
         
Macie więc tutaj, lewackie, reżymowe typy, gratis od wujka Zbigniewa - ściągę z pojęć: z prawa karnego, z kodeksu postępowania karnego, z instrukcji dochodzeniowo-śledczej!


                                                                                                                Zbigniew Zibi Osiewała

poniedziałek, 16 lutego 2015

CIZIE-WIELORYBY - ZAMIAST NA BASEN - WYLAZŁY... NA SIŁOWNIĘ




Oto, jak działa proces amerykanizacji i medykalizacji na leminga/pacjenta (KLIK!)
- czyli jakie są efekty ogłupiania przez wielopokoleniową indoktrynację propagandy farmaceutyczno-medycznej najgłupszego i najbardziej chorego społeczeństwa na świecie, jakim są Amerykanie. Najdurniejsze, bo najbardziej chore somatycznie społeczeństwo na świecie, a wśród nich - amerykańscy naŁukowcy (celowo błędnie z sarkazmem).

 Za chwilę te cizie-wieloryby będą szukać specjalistów-ortopedów (najlepiej prEfesorów), bo ich stawy wołają: Daj namspokój! Później specjalistów-gastrologów, bo ci wcześniej zrobią im demolkę z układu pokarmowego od tzw. niesterydowych środków przeciwzapalnych. Następnie onkologów, etc.
A zaczęło się niewinnie: od łykania bez popitki propagandy medycznej zawartej w reklamach, z których wynika, że możesz jeść/żreć wszystko, bo w razie draki pomogą ci instruktorzy fitness i całe sztaby wykształconych od chorób specjalistów (wow!).
         
Dobrze to odzwierciedla przypowieść o babie i lekarzu, który w tym przypadku postąpił  wyjątkowo mądrze (wyjątki stanowią o regule): Baba chciała schudnąć (bo miała 40 kg nadwagi) i zapytała lekarza, co ma zrobić. On ją zapytał, co proponuje? Baba oznajmiła, że zapisała się na sekcję pływacką. On jej tylko odpowiedział: -"A widziała pani wieloryba...".

Gdyby ktoś nie zrozumiał puenty dowcipu, to już spieszę z pomocą - otóż ów ssak tyle pływa i jakoś schudnąć nie może...
Jaki z tego wniosek? Ano taki, że nadwagi/otyłości nie zrzucamy, zaczynając od forsujących ćwiczeń fizycznych (wynaturzonych) w połączeniu z wynaturzonymi wskazówkami dietetycznymi, rodem z siłowni (z wyłączeniem mądrych profesjonalistów w tej dziedzinie). 
Najpierw zmieniamy tzw. model żywienia i chororozsądkowy styl życia - na odpowiednią dietę i na zdroworozsądkowy tryb życia! I nie jest istotne tylko to, co mamy jeść, ale najistotniejsza jest wiedza, czego nie jeść/czego unikać/co jest dla nas szkodliwe. Primum non nocere, czyli po pierwsze nie szkodzić - a nie kontrreagować na reakcję organizmu prawidłową, obronną - szkodząc mu dalej jeszcze bardziej...

Parafrazując słowa pewnego prezydenta: - minusy dodatnie... jako efekt uboczny (chudnięcie!) w prawidłowej kuracji prozdrowotnej.  Nastawiamy się więc na kurację prozdrowotną, a nie na jakąś durnowatą terapię odchudzającą, z której może być jeszcze więcej szkód niż pożytku (np. osiągnięcie ładnego wyglądu, ale w piórniku, czyli w trumnie lub na wózku inwalidzkim). Wytyczajmy priorytety - czy ładny wygląd, ale w trumnie - czy też (chwilo) gorszy wygląd i gorsze samopoczucie w procesie oczyszczania i regeneracji organizmu - ale w efekcie finalnym: dobrostan zdrowia i zdrowy, ładny wygląd?! 

Innymi słowy... Nie możemy wybiórczo leczyć chorób. Moim ulubionym przykładem leczenia wybiórczego jest potraktowanie organizmu jakimś alopatykiem, żeby wyleczyć jakąś prozaiczną dolegliwość (np. łupież). W konsekwencji takiego leczenia, wyglądamy czysto, higienicznie, schludnie, bez najmniejszych śladów łupieżu we włosach oraz na ubraniu i na lakierkach - ale to jest nasz wygląd, niestety, ale często już w trumnie.
Lecząc się objawowo, czyli wg sterowania ręcznego organizmu sterowanie ręczne, wydaje się nam, że jest to leczenie racjonalne. A wg mądrości atawistycznej organizmu - irracjonalne! W taki oto sposób właśnie przeszkadzamy organizmowi w procesie autoregeneracji prowadzonej wg jego racjonalnego i logicznego planu (z automatu). Możemy ewentualnie lekko go wspomagać jakimś środkiem naturalnym (prozdrowotnym) o jak najbardziej pasywnym wpływaniu na funkcje... organizmu. Wówczas organizm taką przypadłość, jak łupież - pozostawia sobie na deser (czytaj: na zaś) lub w ogóle ją pomija - realizując swój program naprawczy, wg swojej chronologii odkręcania się z kaskady chorób (tj. wg ważności funkcjonowania organów i układów). To ma sens przy założeniu, że przyczyną naczelną chorób jest konflikt biologiczny, a przyczyną pośrednią jest toksemia. Procedurę leczenia przyczynowego zaczynamy od namierzenia, ustalenia i konfliktu biologicznego, i równolegle możemy wdrażać nie-alopatyczne wspomagacze (za wyjątkiem przypadków stanu zagrożenia życia od tzw. obrzęków naprawczych).


          Taki sucharek odnośnie powyższego...
Na kilka minut przed wykonaniem kary śmierci, naczelnik ZK pyta skazanego, jakie ma ostatnie życzenie. Ten odpowiada, że napiłby się piwa. Spełniono jego ostatnią wolę i podano mu kufel piwa z pianką. Skazany zdmuchnął z powierzchni ową piankę i wypił piwo. Zaskoczony tym widokiem naczelnik - zapytał skazanego, czemu zdmuchnął piankę, wszak to sam rarytas... Skazany odpowiedział: - "Bo pianka szkodzi mi na wątrobę...".



Jest tu analogia do przestrzegania z uporem maniaka np. pewnych absurdalnych procedur sanitarnych opartych na błędnych i fałszywych przesłankach medycznych. I tak rodzi się kolejna anegdota z życia wzięta...W USA, w stanach, gdzie obowiązuje Kara Śmierci - przed wykonaniem wyroku w komorze straceń - medyk wykonuje zastrzyk z trucizny śmiercionośnej skazanemu - ale po uprzednim - zdezynfekowaniu(!) miejsca wkłucia na ciele skazańca...

W dniu 24.08.2021 o godzinie 19:50 dokonano aktualizacji treści artykułu.

CO TO JEST DIETA - KLIK!
PIŁKARZ - JAKO JEDNA Z OFIAR PRZEMYSŁU MEDYCYNY SPORTOWEJ i JEJ OKOŁO-SPORTOWYCH POPLECZNIKÓW - KLIK!
JESTEŚMY RACZEJ TYM, CO ŻREMY, A NIE TYM, CO JEMY... KLIK!
ORGANIZM STEROWANY ODGÓRNIE... KLIK!
SZKODLIWE POPRAWIANIE NATURY - KLIK!
W OBRONIE RODZIMYCH PŁODÓW ROLNYCH - KLIK!
BŁONNIK WITALNY - KLIK!
OBALANIE MITU/STRASZAKA DOTYCZĄCEGO "ZAKWASZANIA" ORGANIZMU - KLIK!
NIE DAJ SIĘ MANIPULOWAĆ MEDYCYNIE "SUPLEMENTACYJNEJ" - KLIK!
    
NABIJANI W BUTELKĘ PRZEZ WODOLEJCÓW I INNYCH KUGLARZY Z MEDYCYNY "ANALNEJ" - KLIK!
 OBALANIE MITU O SZKODLIWOŚCI "MIKROFALÓWEK" ORAZ SŁÓW KILKA O JERZYM ZIĘBIE - KLIK!              
KIEDYŚ SIĘ DOCZEKAM PRAWDZIWEGO DOKTORA ALTERNATYWNEGO... KLIK!   
MEDYCYNA AKADEMICKA - WIELKA BLAGA - KLIK! 
MOJE TEORETYCZNE ROZWAŻANIA O CHOROBACH Z HIPERINSULINEMII - KLIK!
RODZICE - IDEALNA GRUPA DOCELOWA...KLIK! 
PAL SPOKOJNIE, PALENIE WYSZCZUPLA... KLIK!