Zdrowie i medycyna - czyli dwie sprzeczności; dwie figury retoryczne; paradoks; kolejny dysonans poznawczy (zdrowy od-medycznie, zwłaszcza - od medycyny akademickiej lub tzw. naturalnej - to OKSymoron jak BYK).
Takie hasło przewodnie widnieje na stronie pod nazwą: Natura i Zdrowie - KLIK!
A obecnie stosowana jest taka socjotechnika na ten naiwny naród... (Homo patiens i Homo natrural-patiens) - KLIK!
Przestawiając swój organizm na picie wody o wysokim odczynie pH, w początkowej fazie można zauważyć objawy podobne do grypy. Dzieje się tak dlatego, że w procesie jonizacji tworzą się skupiska cząsteczek, które są o połowę mniejsze niż zwykłe cząsteczki. Dzięki temu, taka woda ma większe właściwości nawadniające - łatwiej przepływa przez nasze tkanki, wypłukując tym samym toksyny z organizmu. To właśnie ten efekt detoksykacyjny czasami sprawia, że doskwierają nam bóle głowy oraz biegunka. [ Moje pogrubienia czcionki]
No, jasne, bo organizm człowieka to taka pralka wirnikowa Frania czy SHL-ka (nie obrażając tego, mówiąc całkiem obiektywnie, dobrego reliktu PRL-u); i dzięki wodzie alkalicznej - wszystkie toksyny zostaną odwirowane i wyparują z organizmu...?!
Gdyby tak było, to nic tylko pić wody alkaliczne i grzeszyć z organizmem na potęgę...
Żadna woda, nawet ze złota, nie jest w stanie wypłukać toksyn, a jedynie rozcieńczy płyny ustrojowe, co skutkuje ich mniejszym stężeniem, a to z kolei przyczynia się do mniejszego stężenia krążących w tych płynach toksyn. A zatem woda ma działanie terapeutyczne, działa jak lek, jedynie objawowo, a nie przyczynowo.
Jeśli nie kierujemy się naturalnym pragnieniem, pijąc normalną wodę, tylko stosujemy się do tych różnych kuglarskich instruktaży dotyczących nawadniania organizmu i do tego wodami jakimiś nad-naturalnymi, i w ilościach nadmiernych dla organizmu, to nie dziwmy się, że nie możemy dojść do zdrowia. Ale pacjentom naturalnym wystarczy, że tylko lepiej się poczują, jak już się odoją tych nad-naturalnych wód, wg wściekle mądrych zaleceń nad-naturalnych terapeutów - wówczas uważają się za wyleczonych.
Jest tak, że jeśli organizm przewodnimy, to on tej wody nie wypompuje (jak z pralki) w postaci niezmienionej, gdyż w połączeniu z odpowiednią temperaturą układu wydalniczego stanowiłaby optymalne środowisko do patologicznej mikroflory (np. pleśni). Organizm, żeby do tego nie dopuścić - musi tę wydalaną wodę odpowiednio zakwasić. Ale z uwagi na to, że w spożywanej wodzie nie ma odpowiedniej ilości elektrolitów, organizm jest zmuszony do pobierania ich z zapasów tkankowych. I tak oto - zamiast wypłukiwać brudy/toksyny - to wypłukujemy niezbędne do utrzymania homeostazy elektrolity (głownie: sód, potas, magnez).
Takie wypłukiwania kończą się przeważnie: arytmią serca, tikami nerwowymi i skurczami (zaburzenia gospodarki wodno-elektrolitowej, głównie niedobór sodu), zespołem przewlekłego zmęczenia, etc. Ale w takich sytuacjach medycyna suplementacyjna zaraz idzie w sukurs. I dalej buduje atrapę zdrowia. Toksyny nadal mają się dobrze w organizmie, a my je maskujemy doraźnie, faszerując się suplami, żeby tylko usunąć nieprzyjemne samopoczucie. Dystrybutorzy supli, jonizatorów, etc. wówczas uspokajają, że to tylko efekt tzw. ozdrowieńczy wynikający z detoksykacji. A to jest oczywista nieprawda, bo to raczej intoksykacja i jej skutki (tzw. niedobory z nadmiaru/balastu).
I tak oto medycyna naturalna hoduje sobie swoich pacjentów naturalnych, a oni śpią spokojnie w błogiej nieświadomości, że skoro samopoczucie się poprawiło, to znaczy, że są wyleczeni.
I znów, gdzie to w naturze jakieś zwierzę pije wodę na siłę wtedy, kiedy nie posiada naturalnego pragnienia...?! A człowiek? I owszem, nie tylko pije, ale i doi hektolitrami, bo tak mówi (łoj!) instruktaż np. prEfesora Tombaka lub innego tzw. naturopaty. I skąd taki człowiek może mieć pragnienie, jak konowalstwo i tnaturoterapeuci straszą chorobami, nakazując unikania soli kuchennej oraz soli zawartej w potrawach...
Natura i Zdrowie?! Ale chyba tylko w tytule, bo w treści tego zdrowia znowuż jak na lekarstwo...
Takie jest rozumowanie tzw. pacjenta. Zafundowanie sobie atrapy zdrowia = zdrowie.A to tylko zamaskowanie faktycznego stanu zdrowia i popadnięcie w kolejne choroby, tym razem z alkalizacji...
Przecież co kilka lat pojawiają się takie cudowne urządzenia i podobnie cudowne suplementy, a zdrowia jak nie było, tak i nie ma - jest nawet wręcz przeciwnie.
Ładnie bym się urządził, gdybym np. chorował na infekcję układu moczowego, i organizm domagałby się jedzenia zakwaszającego mocz (np. żurawina, mięso, inne), a ja bym na siłę się alkalizował jakimś cudownym płynem pt. Woda z jonizatora i innymi wynalazkami.
To tylko jeden z przykładów - jakich problemów można nabawić się - jeśli bezkrytycznie łyka się takie informacje tzw. medycyny suplementacyjnej czy komplementarnej.
OBALANIE MITU/STRASZAKA DOTYCZĄCEGO "ZAKWASZANIA" ORGANIZMU - KLIK!
OBALANIE MITU O SZKODLIWOŚCI MIKROFALÓWEK ORAZ KILKA SŁÓW O JERZYM ZIĘBIE - KLIK!
De facto, jak wspomniałem wyżej, woda kranowa ciągnięta dla konsumentów za pomocą wodociągów jest bardzo zdatna do spożycia i nie posiada w sobie bakterii chorobotwórczych oraz innych zanieczyszczeń, jak to było kiedyś.
Również jako straszaka dystrybutorzy tych firm używają zafałszowanej informacji jakoby woda kranowa była szkodliwa dla zdrowia z uwagi na zawartość leków. Oczywiście naukowcy badający to zjawisko na sprzęcie najwyższej jakości, jednoznacznie twierdzą, że faktycznie, w wodzie mogą znajdować się śladowe ilości leków, ale substancje te nie wpływają na funkcjonowanie organizmu w żaden sposób, nawet gdyby wypić hektolitry tej wody.
Odnośnie szkodliwości chloru w wodzie kranowej. Mit kolejny! I znów - śladowe ilości powstałego w wodzie chloroformu - nie mają istotnego wpływu na funkcje fizjologiczne organizmu.
Woda z plastikowych butelek, z uwagi na brak płukania poprodukcyjnego tych butelek, które trafiają bezpośrednio na rozlewnię - zawiera toksyczny bisfenol i inne popłuczyny plastikowe.
Wody butelkowane (prócz tych gazowanych naturalnym CO2) muszą mieć dodatek jakiegoś konserwantu. Tak więc u chorych, których trapią dolegliwości ze strony układu pokarmowego - niekoniecznie wpłyną korzystnie na ich stan zdrowia.
Odnośnie manipulowania pacjentami przez kuglarzy z tzw. medycyny naturalnej.
A propos korzystania z mocy wodnej, to niektórzy zwolennicy medycyny natus*alnej (żeby nie używać tego słowa nieparlamentarnego, to powiem eufemistycznie: medycyny analnej) masochistycznie osiągali doznania erotyczne poprzez poddawanie się zabiegom hydrokolonoterapii (to taka turbo-max-lewatywa), czyli picie odbytnicą.
Skoro jest lewatywa, to czy jest prawatywa...?
