Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Medycyna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Medycyna. Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 października 2017

CZARNA ŚMIERĆ I BIAŁA ŚMIERĆ




W sadze Pieśń Lodu i Ognia Georga R. R. Martina, doskonale znanej telewidzom jako serialowy hit pt. Gra o tron, słowa które utożsamiano z wiarą w Boga o Wielu Twarzach w Valyrii, to valar morghulis - co po starovalyriańsku oznaczało wszyscy muszą umrzeć. Odpowiedzią na to były słowa: valar dohaeris”, czyli wszyscy muszą służyć.

Ludzie Bez Twarzy, elitarna grupa skrytobójców, którzy śmierć uważali za naturalny porządek rzeczy i miłosierny koniec cierpień, za opłatą byli w stanie zabić każdego człowieka na świecie, a zawarty kontrakt uważali za boży sakrament. Cena zawsze była wysoka i zależała od tego, jak wpływowy był cel oraz jak dobrze strzeżony. Skrytobójcy gromadzili się w Domu Czerni i Bieli, świątyni Tego o Wielu Twarzach, by przy okrągłym stole omówić potencjalne zadania i kontrakty na zabójstwa. Używali wielu różnych metod, by zabić swój cel, np. trucizny zwanej dusicielem.
Książkowy bóg o wielu twarzach zdaje się być swoistą metaforą wszystkiego, czemu służą ludzie - marności, po której czeka ich, jako pewnik, tylko śmierć...


Śledząc historię skrytobójców wątek białej śmierci (lekarzy, koncernów farmaceutycznych, etc.) i czarnej śmierci (księży, instytucji kościelnych, etc.) nasuwa się sam. Analogia jest bowiem rażąca.
Rozpoczynając rozważania, należałoby wyjść od zrozumienia najważniejszych pojęć.
Czy rzeczywiście wszyscy musimy służyć i czym jest owa służba? Czy służba zdrowia i służba Bogu - to altruistyczne poświęcenie i powołanie - czy praca na rzecz wyznaczonego celu? Do kiedy jest się służebnikiem, a od którego momentu zaczyna się występowanie w roli funkcjonariusza? Czy będąc poza gildią funkcjonariuszy przełożonego na nasze realia Domu Czerni i Bieli możemy być jedynie niewolnikami, służącymi i umierającymi jakby na komendę uzależnioną od rzutu monetą przez skrytobójcę i o jaki tron toczy się ta gra?

Są trzy rodzaje białej śmierci: biały cukier, biała koka i... LPK (Lekarz Pierwszego Kontaktu). I najskuteczniejszy jest - rzecz jasna - ten ostatni. Niektórzy twierdzą, że też biała sól, ale w tej kwestii - nie ma co przesadzać, każdy kij ma dwa końce, a nawet można się pokusić o stwierdzenie, że populacja nasza w większości ma spore *deficyty soli w organizmie na rzecz wapnia.
I musimy wiedzieć, że poza białą śmiercią, jest jeszcze - czarna, i nie mam tu na myśli dżumy, bynajmniej...

Odejdę na chwile od tematu, ale to jest ważna wiedza!Tezę odnośnie *deficytów soli w organizmie u większości ludzi potwierdza biocybernetyk-terapeuta Zygmunt Wilkowski:
Gdy nie masz dużego nadciśnienia, to każdego dnia dosalaj zjadane potrawy. Sól zapewnia  przewodnictwo nerwów i sterowanie produkcją hormonów, niezbędną do prawidłowego działania hormonalnego. W naszym organizmie nie ma drutów, które są przewodnikami elektronów, więc ich rolę pełni sól, jako nośnik sterowań systemu nerwowego. Gdy nerwy są wypełnione w 90% solą, to po nich z szybkością 150 m/sek. przepływają elektrony. Kiedy tych jonów jest mniej, to nie ma nośnika dla elektronów i wtedy sygnał przekazują z szybkością 10 cm/sek. wędrujące jony soli, tylko wtedy, gdy dotrą do organu sterowanego, a gdy zmienia kierunek ruchu, to impuls sterujący zginie.Im mniej soli na nerwach, tym więcej jest traconych impulsów sterujących dla mięśni i gruczołów wydzielania dokrewnego produkujących hormony, enzymy i białka, tym gorsza jest praca organizmu i systemu nerwowego, który nabiera cech nerwowości, podatności na stresy, brak skupienia uwagi i opanowania. Sól ponadto konserwuje strukturę błon nerwowych zbudowanych z lipidów, które są dipolami elektrycznymi, mającymi na swych końcach ładunki elektryczne. Z jednej strony "+", z drugiej "-". Struktura błon jest poprawna, gdy wszelkie dipole są skierowane "+" do środka osi nerwu, wtedy na błonie jest potencjał 150 mV, który ściąga sól. Brak jonów soli przy dipolach błony, daje brak zrównoważenia ładunków, co odwraca jeden z sąsiednich dipoli o 180 stopni. Gdy takie zaburzenie jest na całym obwodzie błony, to w nim jest brak potencjału, co zatrzyma elektrony i jony soli, więc nerw przestanie przewodzić, a to pozbawi sterowania podległe komórki, powodując ich wagarowanie. Podczas zabiegu następuje przebudowa strukturalna dipoli błon nerwowych "+" do środka nerwu. Dodanie połowy łyżeczki do gorącej wody, bulionu lub barszczu, po wypiciu zakonserwuje naprawioną strukturę błon nerwowych i przywróci pełne przewodnictwo dla nerwów.
Podczas stresu przed egzaminem lub oczekiwanym czasem zdenerwowania, wypij szklankę gorącej wody lub bulionu z połową łyżeczki soli. W stresie nerki nie zwracają soli do organizmu i wydalana jest ona z mocznikiem. Osocze krwi pozbawione soli zabiera ją z nerwów, co daje utratę sygnałów sterujących i chaos na nerwach, czego objawem jest płacz, niezdolność do myślenia, brak opanowania i koordynacji ruchowej.
Sól służy do wytwarzania kwasu solnego HCL, którym żołądek odkaża zjedzony pokarm (...).
Niedobór soli powoduje też: niedobór wapnia i osteoporozę oraz ściąganie osłon mielinowych (koszulek izolacyjnych) z nerwów i rozchodzenie impulsów na boki (organizm to środowisko wodne), powodując różne zaburzenia i drgania mięśni nazywane stwardnieniem rozsianym SM. 
Po przywróceniu pełnego przewodnictwa nerwowego, możesz odczuwać rozkojarzenie i senność, gdyż mózg gubi się od natłoku informacji.
Autonomiczny układ nerwowy ma węzły nerwowe, do których wchodzi jeden nerw, a wychodzi dużo nerwów, sterujących pracą podległych komórek (np. włókien mięśniowych). Zadaniem węzła jest dostosowanie impulsu sterującego, do potrzeb komórek sterowanych przez ten węzeł (by włókna mięśniowe różnie się kurczyły lub rozkurczały, jedne szybciej, a inne wolniej, część dłużej, a pozostałe krócej). W węźle jest struktura różnicująca impulsy, przypominająca drzewo, a jej gałązki bez dalszych rozgałęzień, powinny być podwiązane pod wychodzące z węzła nerwy. Gałązki bez podwiązania, nie przekażą sterowań do nerwów i podległych komórek (wtedy te z konieczności wagarują), a swe ładunki zwrócą do receptora bólowego w węźle, który je zbiera i wysyła do mózgu, inicjując w nim ból proporcjonalny do sumarycznego ładunku (podobny do drażnienia prądem lub kłucia rozżarzonym drutem, co skutecznie stłumi ruchy inicjowane w zaburzonym węźle). Tę zasadę działania, stosuje się do naprawy. Po odszukaniu zaburzonego węzła (posiada powiększone rozmiary), naciskamy go opuszkiem palca, zatrzymując impuls wchodzący do węzła. Następnie kołysanie palca wpuszcza impuls, który generowaną falą prądową szturchnie całe drzewo dendrytowe, powodując wicie niepodwiązanych gałązek, co da ich częściowe podwiązanie do wychodzących nerwów. Gałązki, które się nie podwiązały skierują swe ładunki do receptora bólowego, wywołując ból kłujący podobny do drażnienia prądem. Po każdym ruchu kołyszącym palca, napływa kolejny ładunek, od aktualnych nie powiązanych gałązek, który zsumuje się z poprzednim ładunkiem, co spowoduje spotęgowanie bólu. Gdy zostaną podwiązane wszystkie gałązki, to do receptora bólowego nie wpłynie kolejny ładunek, a jego zawartość odpłynie do mózgu, co da zgaszenie bólu. Będzie to świadczyło, że ten węzeł został naprawiony, a wykonywanie dalszego masażu jest zbędne. Wypływa stąd wniosek, że ucisk nie jest źródłem bólu. Po masażu mózg musi się nauczyć obsługi nowych połączeń nerwowych, stąd odczuwa się rozkojarzenie, zagubienie, a zniekształcone przez ucisk receptory bólowe, powracają do poprzedniej struktury i przez około 3 dni generują impulsy bólowe. Kołyszący ucisk przy masażu może spowodować pękanie naczyń włosowatych i wylew podskórny, który po kilku godzinach może utworzyć siniak na okres 3-tygodni.

Wracając do tematu... Medycy i kler - dwie społeczne kasty, w pełni świadome lub bezmyślne narzędzia w rękach kreatorów (kreatur) Nowego porządku świata (NWO). Kapłani w białych i w czarnych *kitlach (*kitel: z hebrajskiego to śmiertelna koszula). Stawiani w roli mentorów lub autorytetów stają się bezpośrednim przyczynkiem do samo-unicestwiania się polegających na nich naiwniaków, którzy chętnie za to jeszcze płacą i całują w rękę. Do tych grup społecznych ludzie mają największe zaufanie, więc rozumiemy - dlaczego kreatury od NWO właśnie nimi operują (jako narzędziem ludobójstwa) najbardziej..

                                                                                                         
Znalezione obrazy dla zapytania memy o komuniÅ›cie papieżu franciszku    Znalezione obrazy dla zapytania memy o komuniÅ›cie papieżu franciszku



Po co rozpętywać na świecie kolejny konflikt zbrojny, niszczący bezpowrotnie wszystko, co spotka na swojej drodze; po co uruchamiać obozy koncentracyjne lub strzelać w tył głowy, skoro cel, jakim jest człowiek naszych czasów, odpowiednio zmanipulowany sam stawi się punktualnie w wyznaczonym miejscu, nadstawiając ciało do przyjęcia od funkcjonariusza/żołnierza w białym kitlu, strzału z wymierzonej weń strzykawki?
Niegdysiejsze arsenały broni i amunicji na przestrzeni czasu ustąpiły miejsca arsenałom dostępnym na aptecznych półkach. Pieczołowicie kształtowana świadomość społeczeństwa sprawia, że na naszych oczach dzieje się majstersztyk w kwestii redukcji populacji - niewielu bowiem nazwie zgubne efekty zabiegów (zwłaszcza szczepień!) oczywistym ludobójstwem, a ten, który się na to odważy, zostanie natychmiast wrzucony do wora ze zwolennikami teorii spiskowych albo chorymi psychicznie.
Trup ściele się, co prawda, gęsto, lecz nikt nie musi tłumaczyć się przed cynicznie zatroskaną opinią publiczną, jako że zmarły za życia sam wyraził na to wszystko zgodę, ba, jeszcze sam za to zapłacił, miejsca kaźni oczyszczać nie trzeba, a zgon zawsze można przypisać chorobom cywilizacyjnym czy osławionemu i upersonifikowanemu już przypadkowi. Zaraz, zaraz... ale o co chodzi? Gdy nie wiadomo, o co chodzi - to chodzi o kasę.
Nie dziwota, że lobby farmaceutyczno-medyczne - wyprzedza w biznesie opartym na krzywdzie i niewiedzy ludzkiej lobby wojenne
...





O tej nienażartej medyczno-farmaceutycznej bandyterce było już napisane TUTAJ i wiemy doskonale, że nie oszczędza ona nawet dzieci, natomiast wykorzystując środki masowego przekazu z rozmysłem oddziałuje na emocje rodziców, by tłoczyli lub pozwolili w nie wtłoczyć odpowiednie substancje już chwilę po narodzinach.

Może takie argumenty dotrą do naszych kato-hipokrytów (np. zwolenników PiSS, pobożnego lewactwa) i innego (np. PO, lewactwa bezbożnego), któremu wydaje się, że są prawdziwymi Chrześcijanami...
Wcześniej było już nie raz udowadniane, że prawdziwy katolik powinien być antysocjalistą; nie powinien występować p-ko przykazaniom, co najmniej: I, VII, X.
Niestety, społeczna (czytaj: socjalistyczna) nauka o KrK szkoli swoje owieczki na socjal-katoli, czyli socjalistów z krzyżem w zębach, którzy nie widzą nic złego w notorycznym łamaniu Prawa Bożego.I w ten sposób owieczki/barany są prowadzone przez swoich kapłanów w białych i czarnych kitlach na rzeź...

Onegdaj, w pewnym mieście, na miejsce zdarzenia drogowego (wypadek), gdzie z uczestników pozostał tylko sam leżący "bez ducha" poszkodowany, wezwano grupę operacyjno-dochodzeniową policji oraz Lekarza pierwszego kontaktu, który pełnił dyżur w pobliskim POZ.
Przybyły jako pierwszy na miejsce zdarzenia lekarz, nie podjął reanimacji poszkodowanego, gdyż rutynowo uznał, iż nastąpił zgon. Wypisał zatem kartę zgonu i udał się do domu, ponieważ stwierdził, że i tak jest już grubo po godzinach urzędowania, a za pogotowie ratunkowe robił nie będzie.
Traf chciał, że równolegle została wezwana również ekipa ratowników z pogotowia, którzy po przybyciu niezwłocznie rozpoczęli reanimację i przywrócili poszkodowanemu funkcje życiowe...
Ożywienie zwłok nastąpiło nie na długo, gdyż w drodze do szpitala, owa ekipa ratunkowa uległa sama kolizji drogowej, w wyniku której ożywione zwłoki poszkodowanego z wcześniejszego wypadku drogowego - faktycznie tym razem zeszły nieodwracalnie, na skutek urazu mechanicznego głowy (brak odpowiedniego zabezpieczenia poszkodowanego na noszach w karetce).

Ogólnie mówi się: Lekarz przybywa na miejsce wypadku, by stwierdzić, że trup jest nieżywy...

Kiedy widzi się, do czego doprowadziła współczesna medycyna, pytamy siebie mimo woli: ile pięter ma śmierć? (~Jean-Paul Sartre)                                                 


Ps.  
LEMINGOSTWO, CZYLI WSPÓÓŁCZESNE NIEWOLNICTWO MENTALNE... (LEMING-PACJENT-LEWAK) - KLIK!

                                                                                                                   
                                                                                                                                           

Autorzy:


Magdalena Wandachowicz
                                                                                                                                                            Zbigniew Zibi Osiewała






W dniu 05.06.2021 o godzinie 19:17 zaktualizowałem treść artykułu...

Medycyna akademicka uważa, że ciągłe ręczne sterowanie organizmu człowieka jest konieczne, bo organizm, mówiąc sarkastycznie, to biologiczny bubel/brak, który nie udał się Stwórcy w dziele stworzenia, po czym do jego dysfunkcji dołożyli swoją rękę kosmici, majstrując złośliwie przy tzw. systemie odpornościowym.
Poza Germańczykami (czytaj: zwolennicy Germańskiej Nowej Medycyny) i innymi nielicznymi, ludzie nie wiedzą, że trzeba pasywnie i cierpliwie podchodzić do wspomagania organizmu w jego atawistycznym, prozdrowotnym, prorozwojowym, adaptacyjnym, regeneracyjnym, adekwatnym, holistycznym samosterowaniu z automatu... Doskonale to, jak bardzo się myli medycyna konwencjonalna, zobrazowała Pani Monika Stawicka (terapeutka 5. Praw Natury/GNM):
💗💗💗 ODDAĆ CIAŁU KONTROLĘ 💗💗💗
Faza zdrowienia jest dla ciała.
Jest już po rozwiązaniu biologicznego konfliktu
W końcu można odetchnąć z ulgą i poczuć „wielkie UFFFF”
W fazie postresowej (zdrowienia) – ciało chce się zregenerować, potrzebuje WYRÓWNAĆ to, co zostało „muśnięte” stresem.
Jak ciało ma się regenerować?
CIAŁO WIE i nie musisz się wtrącać, ani kontrolować każdego etapu regeneracji.
Przecież… otwarta rana nie wymaga wydawania jej dyspozycji jak ma się zasklepiać, prawda?
Do regeneracji CIAŁO potrzebuje spokoju – autentycznych sprzyjających regeneracji warunków – ograniczenie aktywności, dużo odpoczynku, snu, zaopiekowania.
Do regeneracji potrzebuje również budulca odpowiadającego za odbudowę komórkową – zatem odpowiednia dieta będzie wspierać tę fazę.
💗 I … NAJWAŻNIEJSZE – do regeneracji potrzebuje spokojnej i wolnej od stresu psychiki. Fazę stresową mamy już za sobą, a więc podczas regeneracji NIE MA MIEJSCA na stres.
Paradoksalnie zamiast wycofać stres (jesteśmy przecież po rozwiązaniu biologicznego konfliktu), znów go uaktywniamy i pakujemy w „niepokojące” objawy, których doświadcza ciało – gorączka, ból, wysięki, obrzęki.
Nie potrafimy tych objawów PRZYJĄĆ, gdyż nikt nie nauczył nas, że są one częścią powrotu do równowagi. Tak jak dzień uzupełnia noc, jak odpoczynek uzupełnia wcześniejszą aktywność, jak pojednanie uzupełnia wcześniejszą separację. Pozorny dualizm i tak okazuje się JEDNYM.
Ta część choroby ma być regeneracją, a dla niektórych staje się koszmarem aktywującym najbardziej pierwotne lęki – „strach przed śmiercią” oraz wprogramowane projekcje: „kto wykona za mnie pracę”, „nie mogę leżeć, bo rodzina umrze z głodu”, „co za nuda (pustka) tak leżeć”, „kiedy odpoczywam czuję się nic nie warta / nie wart”, „leżenie i nic nie robienie sprawia, że moje życie jest bez sensu”.
Zobacz … zwierzęta potrafią w relaksie i odpoczynku spędzać całe godziny. Czy kot ma wyrzuty sumienia, że wyleguje się w słońcu? Albo czy pies czuje się nic nie wart, kiedy odpoczywa w cieniu pod brzozą, pomiędzy obszczekiwaniem przechodniów? Czy tylko wtedy jest coś wart, kiedy wykonuje swoją robotę?
💗 Odpoczynek jest wprogramowany w porządek Natury. Jest czas aktywności i czas odpoczynku. Jest czas zdobywania pożywienia i wbudowywania składników odżywczych, jest czas na stresowe pobudzenie i odpowiedź całego ciała na ten stres …. I jest czas PO STRESIE – dochodzenie ciała do równowagi.
Przeczytaj o Dwufazowości KAŻDEGO ZACHOROWANIA: http://5prawnatury.pl/2-prawo-natury/


A oto fragment wpisu w NECIE (18.10.2018) wspaniałej i doświadczonej psycholog i psychoterapeutki klinicznej oraz zwolenniczki GNM na temat pewnej kasty:

(...) Lekarze to kapłani. Levitujący Levici. Nadludzie. Nietykalni. Najgorsze i wołające o pomstę do nieba złamanie etyki lekarskiej przez lekarza, to nie popierać innego lekarza. Tak tam stoi. Wystąpić przeciwko innemu lekarzowi - to zbrodnia. Samodzielne myślenie - też zbrodnia. Próba uniezależnienia się od procedur narzucanych przez Wielkiego Big Farmazona - wymaga Kary Głównej. Megalomania - zawodowa choroba tych nadludzkich fachowców w śmiertelnych koszulach (po hebrajsku - kitel --> śmiertelna koszula).
Brak skrupułów - powszechna cecha. Poczucie całkowitej bezkarności i nieprawdopodobna (z tym związana) demoralizacja.
Gdy w Izraelu i USA doszło do generalnego strajku lekarzy - śmiertelność nagle spadła (odpowiednio) - o 70% i blisko 40%. Ale - co zrobić, kiedy jeden z drugim - to ewidentny nadludź i ma do tego ,,powołanie"...Tylko - dlaczego ja muszę za wszystko przymusowo płacić prywatnie, skoro system utrzymuje tych wybitnych fachowców na etatach z moich podatków? Jeśli są tacy dobrzy, to dlaczego SAMI SIĘ NIE POTRAFIĄ UTRZYMAĆ? (...). (~ Śp. BK-T)
Uwaga!Ten artykuł i inne o podobnej tematyce (w aspekcie szczepienia dzieci) pisałem około 4 lata temu i wspominałem o obowiązku tzw. szczepień ochronnych dzieci, i tylko kwestią niedalekiej perspektywy jest, jak mówiłem, będzie wprowadzony przymus szczepień dla dorosłych... Co prawda oficjalnego przymusu nie ma (jak się okazuje), ale pośredni, nieoficjalny przymus (szantaż) i bezprawna segregacja sanitarna (lub raczej dyskryminacja) - trwają w najlepsze! Przy czym dzieci wówczas szczepiono szczepionką (sensu stricte), które również okaleczały mocno dzieci psycho-fizycznie, a obecnie, zarówno dzieci, jak i dorosłych - depopuluje się za pomocą tzw. śmiercionki (czytaj: preparatu chemicznego w fazie testowania, jako eksperyment medyczno-naukowy).

W dniu 07.11.2021 o godzinie 09:45 dokonałem aktualizacji treści artykułu...



                   


To pudełko ryje Wam berety od lat...

Co mi dają dobrego reklamy w TV? Nic. Marnują moje zdrowie psychosomatyczne. Te przerywniki programowe pełne są obrazów migających z częstotliwością 1-5 Hz, najsilniej pobudzając nasz układ nerwowy. A ostre dźwięki - mają za zadanie wprowadzić nas w stan zwiększonej koncentracji uwagi przed zwiększoną dozą reklam, które zaraz będą polecane.

Reklamy, a w trakcie ich trwania - głos jest zawsze mocniejszy niż normalnie. W tym układzie moje nerwy sięgają zenitu i odruchowo łapię za pilota, żeby wyłączyć głos albo przełączyć na inny kanał. Jeśli na innym kanale jest też reklama, to można się wściec.
Można sobie policzyć - ile w toku jednej reklamy zmieniany jest obraz… Około 35 razy, w czasie 30. sekund reklamy. Czyli oznacza to, że się zmienia średnio co 1. sekundę.

To jest dokładnie tyle ile potrzeba, byśmy zdążyli zarejestrować sobie w naszym mózgu jakiś obraz, ale nie zdążyli go, broń Boże, przemyśleć czy przeanalizować, zwłaszcza, gdy dotyczy reklamy leków, supli itp. gówien - tylko natychmiast start do apteki lub do jakiegoś punktu dystrybucyjnego leków/paraleków, żeby mi nie wykupili...

Człowiek ma być niewolnikiem, ma mieć wodę z mózgu i ma dać się, jak baran, strzyc przy samej skórze, obdzierać ze skóry żywcem, a na koniec zabić.   

        


      

 

                                                                                                                                                  

                                                                                                                         
                                                                                                                                                            
Zibi
 
                                                                                                                                                                                                                                                                                

niedziela, 26 marca 2017

OBALANIE MITU O SZKODLIWOŚCI "MIKROFALÓWEK" ORAZ SŁÓW KILKA O JERZYM ZIĘBIE




Jakże łatwo ludzie poddają się procesowi manipulacji, zwłaszcza przez propagandę medycyny akademickiej oraz, w takim samym stopniu lub nawet większym, przez propagandę tzw. medycyny naturalnej. Zazwyczaj stoją za tym firmy dystrybucyjne supli lub innych paraleków oraz firmy produkujące różne urządzenia, działające niby prozdrowotnie. Nad wszystkim ma i tak kontrolę wszechpotężne lobby farmaceutyczne. A ludzie myślą, że jak zaczną omijać instytucje związane z tzw. służbą zdrowia szerokim łukiem, a będą korzystać ze zdobyczy wiedzy tzw. medycyny naturalnej, to będą mogli żyć długo i szczęśliwie.

Jeszcze raz przypomnę uprzejmie, że medycyna naturalna czy alternatywna może być tylko mniejszym złem, niż medycyna akademicka w leczeniu chorób przewlekłych. Co mi za różnica zmanipulować organizm np. antybiotykiem syntetycznym lub chemioterapeutykiem z apteki - czy też antybiotykiem naturalnym pochodzącym z maliny lub z czosnku.

Zaznaczam, że prawdziwą alternatywą dla wszelkiej maści medycyn jest profilaktyka prawdziwa wg nurtu profilaktyki prozdrowotnej Hipokratesa oraz wiedza usystematyzowana wg GNM.
Medycyna naturalna czy alternatywna - to tylko opcja alternatywna, ale fasadowa, będąca tylko na niby w opozycji do medycyny akademickiej. Podobnie, jak fasadowa jest opozycja w stosunku do partii rządzących w Polsce po roku 1989, tj. za tzw. neokomuny lub komuny bis. Zarówno w lewackiej służbie (tfu!) zdrowia oraz jej fasadowej alternatywie (różne rodzaje medycyn), jak i lewackich partiach naprzemiennie rządzących oraz ich fikcyjnych opozycjach - to wszystko służy żywotnym interesom syjonistyczno-masońskim kreatorom NWO.

Nie omieszkam zaznaczyć, że Jerzy Zięba reprezentuje właśnie odmianę medycyny naturalnej, czyli tzw. nową medycynę komplementarną (uzupełniającą medycynę akademicką). Do obalenia bandyckiej medycyny pod panowaniem WHO i lobby farmaceutycznego - jak na te czasy - i jak na samoświadomość wynaturzonego, zlewaczonego świata - może być doraźnie częściowo skuteczna. Ale dla dobra ogólnie pojętego dobrostanu zdrowia ludzi - to ona przyczynowo niczego nie leczy...
Gdyby medycyna naturalna czy alternatywna była taka skuteczna, to chorych i chorób by nie przybywało w tempie geometrycznym, lecz ubywałoby. Tym czasem Polska kilka lat temu zajmowała drugie miejsce w świecie pod względem wykupu supli czy innych paraleków, a chorych np. na nowotwory i inne choroby było statystycznie też bardzo dużo.
Zarówno Jerzy Zięba, jak i inni szperacze, naturoterapeuci, prócz profilaktyków zdrowia (edukatorzy wiedzy o zdrowiu wg Hipokratesowego nurtu prozdrowotnego z ruchu Biosłone) - nie znają podstaw wiedzy o zdrowiu. Nie wiedzą, że infekcje (np. tzw. przeziębieniowe) są naturalnym procesem regeneracji organizmu. Dla nich taka infekcja o charakterze prozdrowotnym - stanowi również patologię, którą z całej mocy zwalczają, jak nie alopatycznie farmaceutykiem, to homeopatykiem, ziołolekiem lub innym patykiem. Nie wiedzą, że organizm jest zdolny do auto-uzdrawiania, ale nie poprzez wyręczanie go w pokonywaniu jego czasowo złej kondycji, tylko we wspomaganiu go w jego naturalnym procesie samozdrowienia. Nie wiedzą o tym, że organizm się uzdrawia wielowariantowo, a nie, jak im się wydaje, dwuwariantowo czy zero-jedynkowo. Czyli jest reakcja organizmu, więc trzeba działać kontrreakcją; np. jest gorączka, to trzeba ją zwalczyć wściekle naturalnym specyfikiem, bo gorączka, katar, kaszel, to wg nich patologia. Wreszcie tez nie wiedzą, że aby dojść do dobrostanu zdrowia, to nie należy organizmu sterować ręcznie (np. aplikując modną obecnie witaminę D3, K2, wściekle lewoskrętną witaminę C, itd.); tylko żeby organizm sam się wysterował automatycznie (z automatu). Czyli istotniejsza jest wiedza - jak i czym go odciążać, ujmować mu balastu i odpowiednio optymalnie go odżywiać - a nie - jak hamować jego zdrową reakcję (aczkolwiek wydająca się z pozoru niekorzystną dla zdrowia) - i - podawać mu środki alopatyczne (naturalne mocno, bardziej niż natura). Jeśli poprzez detoks organizm jest poganiany do samouzdrawiania, to należy mu ujmować środków stymulujących do tego detoksu,  a nie hamować go alopatycznie, ogłupiając go i dostarczając kojonego materiału na balast (egzo i endo toksyn, w tym neurotoksyn) oraz maskując faktyczny stan zdrowia czy budując atrapę zdrowia.

Z całym szacunkiem dla Jerzego Zięby (przez niektórych nazywany doktorem, pisany błędnie w mianowniku jako przez "dr." z kropką)  za jego walkę z systemem depopulacyjnym ludzkość. Ale gdyby Pan Zięba edukował w prawdziwej wiedzy o zdrowiu, to mógłby się nazywać doktorem (czytaj: nauczycielem od wiedzy o zdrowiu), ale jeśli naucza o chorobach, zaleca terapie medyczne np. polegające na suplementowaniu --  to czym on się rożni od dystrybutora leków czy paraleków, czyli klasycznego lekarza?

„Pamiętam, że Pan Zięba na samym początku dosyć mocno naciskał, że suplementy to tylko dodatek i można ich używać bardzo krótko przy jakimś niedoborze lub stwierdzonej chorobie. Sam zwracał uwagę, na wzajemne powiązanie witamin i niedobór kilku innych, przy suplementowaniu się tylko określoną grupą. Do tego mocno punktował, że najważniejsze jest zdrowe odżywianie, dieta nieskowęglowodanowa, jajka, mięsa, warzywa i to z nich powinno się dostarczać wszystkiego czego potrzeba. Mocno krytykował mit cholesterolu i parę innych takich, które znamy. Mimo kilku dziurawych teorii, tą całością zaskarbił sobie rzesze wielbicieli. Tym którzy z nim zostali, widocznie łatwo było przyjąć po dwóch latach, że suplementy jednak muszą być i bez nich skazani jesteśmy na choroby oraz śmierć w męczarniach. Widocznie zapomniał już, czemu stali się jego wielbicielami na początku”. (~ Shadow)
"Gdyby jakaś Zięba czy inna ptica odkryła, że oto najbardziej schorowani ludzie świata, jakimi są Hamerykanie, nagle zaczęli zdrowieć, bo nałykali się jakichś supli, czy innego badziewia, to bym zrozumiał zachwyt nad tym badziewiem. Ale gdzież tam! Przylatuje taka ptica i donosi, że odkryła ukryte terapie, więc muszą być dobre, bo ukryte, czyli dotychczas nikomu nie pomogły, prócz producentów, oczywiście hamerykańskich. A durny Polak, jak wiadomo, wszystko kupi.” (~ Mistrz)


Teorie Paulinga i dr. Ratha, dr Aleksandry Niedzwiecki, innych naturoterapeutów okazały się, wg mnie, wysoce szkodliwe. W tym przypadku, odnośnie faszerowania się dużymi dawkami witaminy C, również nie popieram wiedzy Jerzego Zięby, czy Łukasza D. Kinga. 
A propos teorii Ratha, że zwierzęta nie umierają na zawał... to chwyt socjotechniczny. Niektóre zwierzęta umierają na zawał (np. sarna złapana we wnyki, etc.).
Pauling, jako twórca teorii (o rzekomej prozdrowotności mega dawek witaminy C), istnieje duże prawdopodobieństwo, że - wyhodował sobie raka prostaty i zmarł - właśnie dzięki dowozowi dużych dawek witaminy C syntetycznej (np. około 18 g dziennie)
.  Obecnie ustaliłem, iż Pauling, to faktycznie mógł umrzeć, ale nie na raka prostaty, lecz na raka żołądka. Dowodem lub mocną poszlaką jest to, że witamina C w dużych dawkach działa jak chemioterapia. Zresztą potwierdza to sam Pan Zięba, ale wg niego, ten patyk nie ma dwóch końców - ten jest w ostatecznym rozrachunku (wg niego) cacy, i leczy raka. Otóż - przy podaży dużych dawek witaminy C, w organizmie wytwarza się duża ilość nadtlenku wodoru, co w efekcie prowadzi do wygenerowania dużej ilości wolnych rodników, a tym samym do powstania tzw. stresu oksydacyjnego. Część komórek nowotworowych zabija. Teoretycznie zdrowe komórki powinny być ochraniane przez enzym katalazy, ale czy faktycznie tak jest?
Pauling przyjmował drogą przewodu pokarmowego mega dawki witaminy C, a zatem proces gwałtownego utleniania następował w przewodzie pokarmowym, doprowadzając do raka żołądka. W chemioterapii dzieje się podobnie. Pod wpływem stresu oksydacyjnego dochodzi do procesu utleniania związków ważnych dla przetrwania komórek. W związku z tym część komórek raka czy nowotworu niezłośliwego ginie, ale na skutek gwałtownego utleniania - powstają nowe komórki nowotworowe. 
Gdyby podano prawdę do publicznej wiadomości, że Pauling zmarł na raka żołądka, to pewnie sprzedaż witaminy C by mocno spadła. No bo jak to... witamina C, taki cudowny lek na wszystko, dowieziona do organizmu ustnie, już na pniu, czyli na pierwszym odcinku przewodu pokarmowego powoduje karcynogeny...
Uwaga! To jest interpretacja wg medycyny konwencjonalnej, podobnie jak i wg naturalnej. Wg wiedzy GNM lub Biologicznych Praw Natury, czyli faktycznej wiedzy - medyczna interpretacja powstania choroby, w tym i raka, jest błędna. Wyjaśnienie - w dalszej części artykułu.

Tutaj dowód na to, że duże dawki witaminy C są szkodliwe (Jerzy Zięba nie przewidział tzw. recyklingu?!)
Rola witaminy C w organizmie ludzkim
Spośród 4.000 gatunków ssaków tylko organizmy ludzi, większości naczelnych, świnek morskich oraz niektórych gatunków nietoperzy nie syntetyzują witaminy C. Okazuje się jednak, że w toku ewolucji nasze gatunki wypracowały niezwykle wydajny mechanizm znakomicie kompensujący tę rzekomą ułomność. Otóż w zamian za zdolność syntezy kwasu askorbinowego występuje u nas bardzo wydajny mechanizm wychwytywania utlenionej formy witaminy C, czyli kwasu dehydroaskorbinowego (DHA) – związku powstającego z witaminy C w wyniku reakcji z wolnymi rodnikami tlenowymi. W większości świata ożywionego używającego witaminę C jako narzędzie obrony przed niszczycielskim wpływem wolnych rodników tlenowych kwas DHA jest traktowany jak związek zużyty, a więc niepotrzebny. W organizmie człowieka zostaje on jednak pochłonięty przez czerwone krwinki (erytrocyty), a następnie powtórnie przetworzony do aktywnej formy witaminy C, używanej do zgoła innych celów niż wyłapywanie wolnych rodników tlenowych.
Mamy zatem koronny dowód, że organizm ludzki nie wykorzystuje łatwo utleniającej się witaminy C jako typowego utleniacza w obronie przed niszczycielskim wpływem wolnych rodników tlenowych, jak to ma miejsce wśród organizmów syntetyzujących tę witaminę, gdyż jest ona wykorzystywana do zgoła innych celów, a mianowicie:
  • jest podstawowym składnikiem kwasu hialuronowego niezbędnego do syntezy kolagenu oraz w procesach kostnienia,
  • jest nieodzowna w przyswajaniu żelaza i syntezie hemoglobiny,
  • uczestniczy w procesach odpornościowych utrudniając wirusom przenikanie przez ściany komórkowe zdrowych komórek,
  • pełni ważną rolę regulacyjną we wzroście i rozwoju wszystkich komórek organizmu.
Organizmy zdolne do syntezy witaminy C są niezdolne do wychwytywania z krwi DHA, więc są zmuszone produkować ogromne ilości kwasu askorbinowego zużywając na to mnóstwo energii. O ile człowiekowi wystarcza pobranie z pożywienia 1 mg witaminy C na kilogram masy ciała, to na przykład kozły są zmuszone wytwarzać we własnym ciele 200 razy większą ilość tego związku.

Jest analogia do działania witaminy C: Resweratrol
"Relacja dawka – efekt Jak widać, zwiększanie dawki niewiele daje, bo resweratrol źle się wchłania. Ważne ostrzeżenie: małe dawki resweratrolu działają inaczej niż duże. Przy niskich dawkach (5-10 μM) resweratrol jest antyoksydantem, w większych funkcjonuje jak prooksydant. W dużych dawkach daje sygnał do apoptozy w komórkach nowotworowych, środowisko redox staje się niestabilne. Nie tylko hamuje to wzrost raka, ale hamuje syntezę RNA, DNA i białek, spowalnia gojenie się ran, wzrost komórek śródbłonka. W małych dawkach jest pożyteczny podtrzymując homeostazę, ale w dużych może zabić komórki rakowe wywołując też apoptozę w zdrowych".
Reasumując: 
Resweratrol w małych dawkach, znajdujący się w naturalnych produktach roślinnych (np. w winogronach, truskawkach, malinach, orzechach, czekoladzie) działa ochronnie, antyoksydacyjnie na organizm. Poddany zaś w mega dawkach (jako suplement diety) -  zabija częściowo komórki nowotworowe, ale też uszkadza zdrowe (nie ma inteligentnego działania wybiórczego, jak się zdaje niektórym mitomanom medycznym).
Identycznie działa witamina C w dużych dawkach! 
Oba związki, jako PRODUKTY ŻYWNOŚCIOWE, w mniejszych dawkach działają antyoksydacyjnie, prozdrowotnie. W dużych dawkach zaś (jako syntetyki) - działają prooksydacyjnie, są chemioterapeutykami, wywołują biegunkę skutkującą nadmiarem (toksycznym balastem) tego środka, jak w przypadku procesu kalibracji witaminy C w organizmie!

O nadrabianiu niedoborów - KLIK! 

A tutaj na to dowód, że duże dawki witaminy D3 mogą szkodzić człowiekowi...
Dla przypomnienia: jeśli wystąpią duże niedobory witaminy D3 we krwi, pomimo iż ludzie jedzą w miarę tłusto i wysokocholesterolowo, czyli normalnie, w sposób zdroworozsądkowy, to może to być analogicznie, jak w przypadku z nieprawidłowościami z recyklingiem witaminy C - niedobór metylacji! Ale to nie powód zaraz, aby się faszerować Witaminą D3 i witaminą C (np. "wściekle lewoskrętną") 
"(...)Tymczasem naukowcy z Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa w Baltimore, którzy także przyjrzeli się skutkom zwiększonego spożycia witaminy D, doszli do dwojakich wniosków. Po pierwsze, stwierdzili oni, że podniesiony poziom witaminy D we krwi może skutkować obniżeniem stężenia białek c-reaktywnych (c-reactive protein, w skrócie CRP), czyli popularnego wskaźnika zapaleń układu krążenia. Z drugiej strony jednak, poziom witaminy D wyższy niż 21 ng/ml wiązać się może ze wzrostem stężenia wspomnianych protein, co prowadzi do twardnienia naczyń krwionośnych i zwiększonego ryzyka chorób układu krążenia. (...)". [Moje pogrubienie]
 Kto i po co ustalił normy witaminy D - KLIK!

No ale już widzę - komu te moje objaśnienia będzie się chciało czytać...  Dla potencjalnego leminga-pacjenta, Zięba i jemu podobni - są the best, a ja się czepiam czegoś nie wiadomo czego. Dopiero jak dojdą do ściany z chorobami, to stwierdzą, że ten dziwak (czyli ja) miał rację. Nie można brać stanu ulgi w cierpieniu za oznakę wyleczenia się; może to być maskowanie faktycznego stanu zdrowia za pomocą tzw. naturalnych środków, czyli tzw. mumifikacji ciała za życia, a właściwie wegetacji budującej atrapę zdrowia.

Jakiś czas temu obalałem mity, dotyczące "zakwaszania" organizmu rzekomo od jedzenia protein (np. z mięsa i z innych produktów zwierzęcych). Za jedzeniem wściekle "alkalizującym" stały również (np. różne firmy dystrybucyjne supli oraz produkujące jonizatory do wody, inne).
Jakiemu lobby zależy na tym, aby straszyć ludzi chorobami i śmiercią w wyniku korzystania z kuchenek mikrofalowych...?! Może lobby sprzyjające producentom kuchni gazowych itp.?


Należy przyznać, że stare mikrofale, z minionej epoki - to urządzenia kiepskiej jakości, ale nie obecnie produkowane wg surowych wymogów. Aktualnie produkowane kuchenki mikrofalowe są bezpieczne.
Korzystanie z takiej mikrofalówki, to obecnie wiele korzyści: oszczędność czasu, bo jedzenie jest podgrzane błyskawicznie; oszczędność energii, bo ogrzewane jest tylko jedzenie, a nie otoczenie (mieszkanie, czy ulica); mniejsza strata substancji odżywczych niż podczas pieczenia, gotowania, smażenia).
Jedzenie z mikrofali nie jest napromieniowane! Mikrofale są zamieniane li tylko na ciepło! Nie ma żadnej innej energii, prócz termicznej.
Ciężko ludziom odróżnić promieniowanie niejonizujące z mikrofali - od jonizującego, które jest szkodliwe. Promieniowania mikrofalowego w jedzeniu wyjętym z takiej kuchenki - już nie ma; jest tylko pozostawiona po tym promieniowaniu niejonizującym - energia zamieniona na ciepło!


Uwaga! Dowodem na to, że energia aktywacji promieniowania mikrofalowego jest na tyle niska, że  w żaden sposób nie ma wpływu na uszkodzenie wiązań chemicznych czy na DNA produktów żywnościowych - jest fakt, iż w szpitalach ogrzewa się czasami płyny dożylne oraz krew ludzką w urządzeniach mikrofalowych.
A zatem z powyższego wynika, iż skoro promieniowanie mikrofalowe nie uszkadza tak bardzo delikatnych składników krwi - to bankowo - nie może uszkodzić struktur chemicznych związków organicznych żywności (mniej wrażliwe niż składniki krwi). Promieniowanie mikrofalowe z tego urządzenia może uszkodzić krew, ale  jedynie na skutek zbyt wysokiej temperatury podgrzewania.


"Ciepło to jedyny efekt, jaki energia mikrofalowa wywiera na żywność". [Źródło: D. S. Strayer, E. Rubin, Rubin`s Pathology. Clinicopathologick Foundacions of Medicine, wyd. 7 China 2015, s. 357]

"Kuchenki mikrofalowe są bezpieczne". [ źródło: J.M. Last, Housing and Health Wallace/Maxcy-Rosenau-Last Public Health Et Preventive Medicine, red. R.B. Wallace, wyd. 15, USA 2008, s. 920]
                                                                                                                                                                                     
                                                                                                                                                   
Ps. Suplement do  artykułu...


Panie Jerzy Zięba! Dedykuję niżej wymieniony materiał z wiarą, że przyswoi sobie Pan tę wiedzę - dla dobra swojego i dla dobra schorowanych ludzi...

Łatanie dziur w zdrowiu
Przykład z witaminą C w maskowaniu objawów chorobowych, bez usunięcia ich przyczyny, można odnieść do wszystkich modnych obecnie tzw. naturalnych suplementów diety. [Moje podkreślenia] Ich działanie nie ma nic wspólnego ani z profilaktyką zdrowotną, ani ze zdrowiem w ogóle. Jest to działanie stricte medyczne, a więc nastawione na robienie biznesu na ludzkiej niewiedzy przy pomocy fałszywych informacji. Przede wszystkim fałszywe jest nazywanie leków, czyli substancji wywierających aktywny wpływ na funkcjonowanie organizmu... suplementami, czyli dodatkami diety. To doprawdy szczyt bezczelności, gdy do „suplementu diety” dołączona jest ulotka z długą listą chorób, które ten specyfik... leczy, ale lekiem on nie jest, tylko... takim sobie dodatkiem; przyprawą do posiłku.

By wcisnąć, dosłownie: wcisnąć swoje produkty, dystrybutorzy wmawiają nabywcom, że przyczyną chorób jest niedobór jakichś substancji. No, to już jest oczywista bzdura! Owszem, wśród substancji odżywczych niezbędnych dla prawidłowego funkcjonowania organizmu są takie, których niedobór wywołuje objawy niedoboru. Ale są to właśnie objawy niedoboru, a to nie to samo, co choroba będąca następstwem nieodwracalnego uszkodzenia tkanek jako efekt niszczycielskiego oddziaływania toksyn, których organizm nie zdołał się pozbyć, gdyż wszystkie próby ich wydalenia są blokowane. A jeśli likwidujemy wszelkie objawy świadczące o samooczyszczaniu się organizmu z groźnych toksyn, to co się z nimi dzieje? Otóż kumulują się w organizmie i uszkadzają tkanki ważnych organów, czyli że wiodą do jednego finału – choroby.

Wiele badań wskazuje, że osoby systematycznie zażywające jakieś substytuty; erzace zwane suplementami diety, a w rzeczywistości będące lekami bez recepty służącymi do maskowania objawów chorobowych (swoistych wentyli bezpieczeństwa), o wiele częściej od pozostałych zapadają na choroby cywilizacyjne – cukrzycę wieku dorosłego, nadciśnienie, choroby z autoagresji czyli agresji systemu odpornościowego skierowanej przeciwko komórkom własnego organizmu, wreszcie raka będącego totalną katastrofą organizmu jako całości. I nie może być inaczej!" (~Józef Słonecki)

"W gruncie rzeczy chodzi o to, że witamina C, jak zresztą wszystkie witaminy, w sytuacji niedoboru wywołuje specyficzne objawy niedoboru. Jeśli owe objawy nie występują, to stosowanie dużych dawek witaminy C w celu zamaskowania innych (niż niedobór witaminy C) objawów chorobowych jest typowym w medycynie działaniem alopatycznym, tj. nastawionym na zwalczanie prawidłowych reakcji systemu odpornościowego.” (~ Józef Słonecki)
„Zapewne nie chodzi tu o zapotrzebowanie komórek na witaminę C, tylko o tę nadwyżkę płynącą w żyłach do neutralizacji wolnych rodników. Jednak do tego celu natura wyposażyła nas w LDL, który doskonale sobie z tym radzi i nie powiększa przy tym portfeli firm farmaceutycznych.
Tylko zaraz potem gdzieś przeczytasz, że duży LDL to zło i należy spożywać następny specyfik na jego obniżenie." (~Tomurbanowicz)


Jeszcze raz powtórzę, o co chodzi z tą alopatią, na przykładzie działania homeopatyku, antybiotyku, witaminy C (duże dawki), innego alo(patyku)...

Przykładowo: leki homeopatyczne, zwalczają choroby infekcyjne, które są uważane przez medycynę jako patologia. Leki homeopatyczne o potencji równej D24 lub większej od D24 - gdzie prawdopodobieństwo znalezienia choćby jednej cząsteczki substancji wyjściowej leku, czyli tzw. pranalewki - jest równe zeru - nie mają działania zarazkobójczego.

No ale co z tego... skoro w ostatecznym rozrachunku efekt jest również alopatyczny, czyli zablokowanie objawów chorobowych jako wentyla bezpieczeństwa zdrowia. Inny jest tylko mechanizm działania, bowiem leki o wysokim rozcieńczeniu stymulują system odpornościowy, przekazując mu fałszywą informację, jakoby zarazki w chorobie infekcyjnej przebrnęły już okres inkubacji i rozmnożyły się na skalę, która uzasadnia ich zniszczenie. A co się stanie z toksynami, które wg zamysłu organizmu, miały być usunięte z organizmu (szczególnie te zmutowane, które stanowiły realną groźbę nowotworzenia oraz te niepełnosprawne, zdefektowane, etc.)? Czy to nie jest alopatia? Czy to nie jest manipulacja systemem odpornościowym na poziomie komórkowym, a następnie organizmami pacjentów - w celu nakręcenia koniunktury biznesowej wiadomego lobby?

A czego można się spodziewać po kartelu farmaceutycznym, który nadzoruje również przemysł homeopatyczny? Kuglarstwo/blagierstwo farmaceutyczno-medyczne polega właśnie na karmieniu pacjentów ściemą, że leki homeopatyczne nie mają działań ubocznych, że nie są toksyczne, że nie uzależniają, że można je używać jak cukiereczki czy przyprawy do zup, że w końcu - są zalecane przez tzw. naturopatów, jako niby alternatywnych dla medyków klasycznych dobrodziei (czytaj: albo tzw. nawróconych lekarzy-homeopatów, albo nielekarzy-homeopatów - czyli poprawiaczy natury). Homeopatia, która wchodzi w skład medycyny komplementarnej - to medycyna akademicka bis - dająca fałszywą nadzieję, jeszcze kołaczącym się po świecie zmumifikowanym quasi-zwłokom ludzkim.

Alo(patyki) - to jest termin (sarkazm) wzięty (np. z Hipokratejskiej profilaktyki prozdrowotnej), dla podkreślenia statusu tych leków, jako stojących w jednym rzędzie z antybiotykami i innymi hemioterapeutykami, czy niesterydowymi lekami przeciwzapalnymi, czy lekami przeciwbólowymi. Dodanie sylaby "tyki" ma właśnie oznaczać zagrożenie w ich niefrasobliwym stosowaniu (szafowaniu - jak antybiotykami). Dla rasowych homeopatów, takie nazywanie leków jest profanacją. Dlatego celowo je tak nazwałem, aby zwrócić uwagę, gdzie jest faktyczna profanacja Natury przez medycynę.

Z zakresu toksykologiczno-klinicznego takiego leku homeopatycznego*, jak np. Ignatia wynika, iż ma ona powinowactwo do tkanki nerwowej. Wg mnie, w tej sytuacji wyjątkowej, zalecałem czasami podopiecznemu ten lek, jako najmniejsze zło - aby pacjent chory na depresję w konsekwencji rozchwiania równowagi między układem sympatycznym a parasympatycznym - nie doprowadził na przykład do zrealizowania swoich myśli samobójczych. Jest to chwilowa manipulacja, ale wymuszona swoistym stanem wyższej konieczności (oddalenia widma śmierci). Przynajmniej, żeby zapobiec dostania się podopiecznego w macki medyczne, którego psychiatria bardzo szybko lubi zaprogramować w pacjenta, w tzw. królika doświadczalnego faszerowanego psychotropami dożywotnio, tułającego się po psychiatrykach (mniej więcej co roku dopasowuje się mu nową chorobę psychiczną – pod wyprodukowane leki psychotropowe, którymi się karmi pacjenta, zmieniając mu co rusz na inny rodzaj leków z danej grupy – niby dla lepszego samopoczucia pacjenta; czyli klasyczne dopasowywanie konia do chomąta).

Istnieje manipulacja np. centralnym systemem nerwowym poprzez zapodanie tego leku. Można to porównać do naciągania krótkiej kołdry, zamiast poczekania na uszycie nowej, dłuższej. Skoro organizm zezwolił, albo zostało wymuszone na organizmie chwilowe rozchwianie równowagi pomiędzy układem współczulnym a przywspółczulnym w centralnym systemie nerwowym oraz podobne rozchwiania w systemie nerwowym obwodowym (autonomicznym) na rzecz, któregoś z tych podukładów - to w myśl Hipokratejskiej profilaktyki zdrowia należy odczekać aż organizm samoistnie dokona owej równowagi w systemie nerwowym.
Przykładowo: W ruchu Optymalnych takie manipulacje stosuje się podając Prądy selektywne. Jeśli to jest np. neurastenia, to podaje się na CUN prądy typu "PS", czyli na kontrolowane "porażenie" podukładu parasympatycznego, czyli przywspółczulnego, gdyż podukład sympatyczny, czyli współczulny jest już chorobowo "porażony". Czyli dąży się, aby na siłę wyrównać te podukłady, a nie czeka się, aby organizm doszedł sam do homeostazy komórkowej, a w tym do równowagi w tych podukładach systemu nerwowego. Jeśli np. jest choroba wrzodowa żołądka, to podaje się prądy selektywne typu "S", czyli na układ sympatyczny. Podaje się miejscowo na układ nerwowy obwodowy autonomiczny, znów nie czekając na autonaprawę organizmu – poprzez wdrożenie metod Hipokratejskiej profilaktyki zdrowia.
*Zakresem toksykologiczno-klinicznym leku nazywamy same zmiany i objawy chorobowe, wywołane przez konkretną substancję toksyczną, z której powstaje lek homeopatyczny.


Inny przykład szkodliwej manipulacji organizmu poprzez podanie dużych dawek witaminy C czy leku homeopatycznego (np. oscillococcinum) w chorobie przeziębieniowej, celem zwalczenia infekcji, ale zarazem - zablokowania naturalnego procesu oczyszczania (np. ze zdefektowanych i komórek nowotworowych).
Takie paraleki stymulują organizm, przekazując mu fałszywą informację, jakoby zarazki w chorobie infekcyjnej ("ekipy sprzątające", zaproszone przez organizm) przebrnęły już okres inkubacji i rozmnożyły się na skalę, która uzasadnia ich zniszczenie, czyli że robole od czarnej roboty zrobiły swoje, robole mogą odejść. De facto - zarazki zostają zniszczone, pozostawiając cały bałagan w fazie albo rozpoczętego trwania już procesu sprzątania, albo tuż przed jego rozpoczęciem.

"(...) Organizm, chcąc się pozbyć komórek osłabionych, do jakich należą komórki nowotworowe, celowo dopuszcza do ich zainfekowania wirusem, by ów, w procesie replikacji, zniszczył te komórki. Odkrycie wirusów w komórkach nowotworowych i oskarżenie ich o spowodowanie zmian nowotworowych, to jak odkrycie, że tam, gdzie jest bałagan zawsze zjawiają się sprzątaczki, a więc wniosek jest oczywisty - sprzątaczki powodują bałagan, bo tam, gdzie ich niema... nie ma bałaganu. Wniosek: zwalczyć sprzątaczki! Nie jest prawdą, że po każdej infekcji wirusowej w organizmie pozostają wirusy. Organizm pozostawia je wówczas, gdy uzna, że proces oczyszczania nie został jeszcze przeprowadzony do końca. Dowodem może być wirus opryszczki, którego w miarę usuwania toksyn organizm zaczyna sukcesywnie się pozbywać, aż wreszcie pozbędzie się do końca. (...) 

(...) Pozostawienie toksyn w organizmie nieuchronnie prowadzi do uszkodzenia ważnych organów i układów czyli chorób, takich jak osteoporoza, niewydolność krążenia, zaburzenia hormonalne, cukrzyca, nowotwór, a także wszelkich chorób z autoagresji - Hashimoto, reumatyzm, SM, i tak dalej, i dalej. Aby przerwać ten proces chorobowy i wyzdrowieć, należy po prostu zachorować na chorobę infekcyjną i ją odchorować. Sama infekcja nie oznacza zachorowania na chorobę infekcyjną, bowiem jeśli organizm nie da czasu zarazkom na rozmnożenie się, zwane inkubacją, to bez najmniejszego trudu zniszczy je, gdy jeszcze są nieliczne i słabe. (...)" (~Józef Słonecki)


CHOROBY SĄ PROCESEM POZBYWANIA SIĘ TOKSYN Z ORGANIZMU. SYMPTOMY SĄ NATURALNĄ OCHRONĄ ORGANIZMU. NAZYWAMY JE CHOROBAMI, LECZ W RZECZYWISTOŚCI LECZĄ CHOROBY. WSZYSTKIE CHOROBY MAJĄ JEDNĄ PRZYCZYNĘ, CHOĆ OBJAWIAJĄ SIĘ W RÓŻNY SPOSÓB, W ZALEŻNOŚCI OD MIEJSCA, W KTÓRYM WYSTĘPUJĄ (~ Hipokrates)

KIEDYŚ SIĘ DOCZEKAM PRAWDZIWEGO DOKTORA ALTERNATYWNEGO... KLIK!






Zibi





Pps.                                                                               
W dniu 22.09.2021 o godzinie 13:20 aktualizowałem treść  artykułu.

Z mojej zgłębionej wiedzy w temacie GNM wynika, że przyczyną chorób są: 4 przesłanki naczelne. Konflikt biologiczny jest wspólnym mianownikiem (lub posiada punkty styczne) z pozostałymi przesłankami.

KONFLIKT BIOLOGICZNY -- informacja zewnętrzna (szok-stres) -- odebrana przez mózg -- aktywacja specjalnego programu naprawczego.

TOKSEMIA -- wynikająca z ciężkiego zatrucia organizmu. Ale Rak nie powstaje z toksemii!

EPIGENETYCZNA (ncDNA) -- dziedziczne pozagenowe zmiany w ekspresji genów bez zmian w sekwencji DNA -- odpowiedzialne za sposób radzenia/nieradzenia z traumami oraz za cechy behawioralne, osobowościowe i emocjonalne.
Najczęściej spotykanym procesem mechanizmu epigenetycznego jest proces metylacji DNA. Polega on na blokowaniu połączenia protein do DNA i hamujący jego ekspresję. Metylacja może mieć pozytywny lub negatywny wpływ na zdrowie w zależności od tego, czy wyłączy pomocne czy niepomocne geny.
Trauma może wywoływać nieregularności w metylacji DNA, które mogą zostać przekazane kolejnym pokoleniom wraz ze skłonnością do kłopotów ze zdrowiem fizycznym i emocjonalnym

SKRAJNE NIEDOŻYWIENIE -- ze skrajnego wygłodzenia. 
                                                                                                                                                           

      Zibi










poniedziałek, 4 maja 2015

REDAKTOR GOZDYRA w "TAK CZY NIE" WRAZ Z PROF. GUTEM ZROBILI SOBIE KABARET NA TEMAT POWIKŁAŃ POSZCZEPIENNYCH





         "Aż przykro patrzeć i słuchać, jak obrzydliwie stronnicza była p.Gozdyra..." (JKM)

         
Tak jest! Ale może się do-edukuje i ogarnie wraz z tym obrzydliwie i żenująco dowcipnym prEfesorem Gutem, po przeczytaniu niniejszej treści artykułu!? 

          Panowie: JKM i Wipler!
          W sprawach polityki wolnościowej (np. wolnego rynku) - 100% racji, ale w kwestii wiedzy o zdrowiu mającej istotny związek z ww. kwestią - proszę do oślej ławki... Odróbcie wreszcie tę pracę domową rzetelnie. To będzie dla dobra Was i Waszych bliskich oraz dla dobra Polski! Zanim pozwolisz zaszczepić swoje dziecko - (Klik!)
          Jako lekturę dodatkową polecam: Szczepienia z nagonką - (KLIK!), czy: Szczepienia z nagonką - (KLIK!) 

Lekarze to żołnierze w białych kitlach, często tak samo nieświadomi jak ludzie, do których mierzą ze swoich strzykawek i pozostałym arsenałem dostępnym na półkach aptek. To prawdziwy majstersztyk, jaki jest kontynuacją wcześniejszych prób rozwiązywania problemów tego świata za pomocą agresji zbrojnej. Po cóż więc rozpętywać kolejną, skoro w celu eliminacji można wykorzystać świadomość społeczną, jakże pieczołowicie kształtowaną w umysłach homo patiens przez lata. Po cóż celować do kogoś z okopu, budować kolejne obozy koncentracyjne? Cel, jakim jest dzisiejszy człowiek sam pojawi się w umówionym miejscu i ochoczo nadstawi ramienia do przyjęcia strzału. Różnica polega tylko na tym, że metalowe kule zamieniono na płyn o opóźnionym działaniu. Tak, żeby nikt nie skojarzył zgubnych efektów tego zabiegu, jako zwykłego ludobójstwa. Kolejnym plusem takiego rozwiązania jest fakt, że trup ściele się co prawda gęsto, lecz nie trzeba pozbywać się tysięcy ciał z miejsca kaźni oraz dodatkowo tłumaczyć przed cynicznie zatroskaną opinią społeczną. Tutaj liczne zgony można zgrabnie przypisać chorobom cywilizacyjnym, na które i tak przecież w końcu "jesteśmy skazani", a szczepionki pełne trucizn mają dać organizatorom więcej pewności, że na nie zapadniemy i przed ostatecznym pożegnaniem z tym światem damy jeszcze porządnie zarobić. (...).  

          Boimy się Putina i innych agresorów z zewnątrz, a nie widzimy, że sami za własne pieniądze, za własną zgodą, w biały dzień, w białych rękawiczkach, w majestacie prawa - dajemy się unicestwiać przez kartel farmaceutyczno-medyczny...

       

          Dalsza lektura podstawowa:  Istota chorób infekcyjnych (klik!)

          

          Zarówno akcja szczepień, jak i akcja Owsiaka byłyby szczytne, gdyby nie były od początku do końca załgane. Trzeba umieć odróżnić naturalne nabranie odporności od sztucznego (często objawy uboczne - tragiczne). Nie można tylko argumentować sprzeciwu wobec depopulacji ludzkiej prowadzonej przez lobby farmaceutyczno-medyczne na zlecenie włodarzy świata (kreatur syjonistyczno-masońskich od kreowania planu NWO) - jedynie ideami wolnościowymi człowieka - ale należy też wykazać się tutaj wiedzą (w stopniu choćby podstawowym) o zdrowiu.
Nawet dla pani profesor Majewskiej, wielkiej przeciwniczki szczepień (chyba nie wszystkich), niezbyt znana jest idea odchorowania chorób infekcyjnych (np. grypa, angina). Są to choroby, a właściwie objawy chorobowe (wg Hipokratesa), które głównie dokonują detoksykacji zdefektowanych komórek, w tym i komórek nowotworowych i quasi-nowotworowych. To naturalny proces oczyszczania organizmu! Jak wiemy organizm to nie jest jakaś jednorazówka, żeby nie wymieniać w nim jakichś zużytych, zdefektowanych, niepełnosprawnych części - poprzez generalny remont. Pani profesor oraz niektórzy inni powiązani z medycyną (z całym szacunkiem), ale poprzez pranie mózgów na studiach medycznych czy biochemicznych - siłą rzeczy będziecie wszystko leczyć, wszystko co się rusza...?! Nawet to, co jest nie do alopatycznego leczenia, czyli tzw. infekcje przeziębieniowe mające charakter prozdrowotny i trzeba je przechorować/odchorować, żeby wyszły nam na zdrowie... 


          Pan Wipler wypowiadał się, że ma zaufanie do instytucji takich jak np. ochrona zdrowia czy akcje szczepień, etc. To, że na razie jego zaszczepione dzieci nie mają żadnych negatywnych skutków, to jeszcze o niczym nie świadczy, oby tak zostało do końca... W swojej praktyce profilaktyka zdrowia miałem udowodnione przypadki (np. w wieku dorosłym zachorowania na chorobę Parkinsona, Alzheimera, raka i inne), gdzie można było je powiązać ze szczepieniami z dzieciństwa czy ze szczepieniami np. na WZW  przed zabiegami chirurgicznymi w okresie bycia dorosłym.


          Nie dziwię się, że typowemu zjadaczowi chleba i pacjentowi, czyli bezwolnemu i naiwnemu biorcy leków i usług medycznych, trudno jest zrozumieć, że przyczyną chorób nie jest brak leków, ziół, paraleków, diagnoz medycznych - ale wręcz przeciwnie - z nadmiaru, czyli z balastu, z toksemii - powstają w efekcie niedobory substancji odżywczych i choroby! Gdyby było inaczej, jak twierdzi medycyna, to człowiek powinien się rodzić z belladonną lub innym zielem na głowie, zamiast włosów. Gdyby był potencjalny niedobór wody w organizmie człowieka, jak twierdzi medycyna, aby pić hektolitry wody dziennie, to człowiek powinien rodzić się z kamelowym garbem na plecach, w którym składowane byłyby depozyty tłuszczów nasyconych, z których organizm po spaleniu produkowałby duże ilości wody i C02.

          Ale żeby profilaktycznie (nawet nie prewencyjnie) usuwać sobie niezbędne do funkcjonowania organy takie jak np. jajniki i inne narządy rodne (ostatnio modne wśród celebrytów), by nie zachorować na raka - to gdzie my żyjemy?! Idąc tym tokiem rozumowania, przyczyną raka np. piersi jest: raz - niedobór badań mammograficznych, dwa - nadmiar narządów rodnych i płciowych... Natomiast w przypadku chorego przewlekle dziecka na anginy ropne przyczyną jest nadmiar migdałów, bo nie udały się Stwórcy migdały u dziecka, w tym całym taśmociągu bio-technologicznym stworzenia człowieka/dziecka. To tak jakby wyprodukował On biologiczny bubel, więc medycyna MUSI to teraz poprawiać wiecznie...
          Tak więc oba rozwiązania medyczne, w tych przypadkach - są nieracjonalne i niebezpieczne dla zdrowia i życia!

          Ale można też doszukać się światełka w tunelu. Świadomość ludzka w aspekcie szczepień u niektórych zaczyna ewoluować (chciałbym, aby tak było u wszystkich Rasowych Prawaków, czyli ludzi wolnych i samoświadomych). Wiele spraw przeciwko nakazom płacenia kar przez GIS wobec niezaszczepienia dziecka (ewentualny precedens prawotwórczy) jest w sądach wygrywanych. Argumenty prawne, jak wyżej, wynikają z Konstytucji RP. 

          Podczas krótkiej wymiany mailowej pomiędzy mną a JKM, JKM w temacie bezprawnego przymusu szczepień wniósł projekt poprawek do konstytucji:
"Proponowane poprawki do Konstytucji: do Art 39: ("Nikt nie może być poddany eksperymentom naukowym, w tym medycznym, bez dobrowolnie wyrażonej zgody".) dodać słowa: "Nikomu nie wolno zabronić spożywać dowolnych substancji lub dowolnie postępować ze swoim ciałem – pod warunkiem, że nie narusza to praw innych i nie powoduje zakłócenia porządku publicznego" Jednocześnie do Art 68: ("Każdy ma prawo do ochrony zdrowia".) dodać słowa: "Jednakże władze publiczne nie mają obowiązku świadczenia opieki zdrowotnej ludziom, którzy postępują ze swoim ciałem w sposób odbiegający od powszechnie przyjętych norm" Jest to oczywista deklaracja wolności i niezależności obywatelskiej. Ludzie nie mogą być traktowani jak bydło, któremu właściciel zabrania lub nakazuje jedzenia lub picia czegokolwiek. Dotyczy to osób dorosłych. Za dzieci odpowiadać powinni rodzice."
                                                                                          
          Myślenie leniwego intelektualnie lewaka, nawet czasem mimo jego wysokiego wykształcenia, w kwestiach politycznych (m.in. godzenie się na bycie niewolnikiem) jest analogiczne do zgody w tzw. pacjentyzmie na unicestwianie i redukcję populacji tzw. *Ludzkiego bydła roboczego - przez włodarzy świata - za pomocą kartelu farmaceutycznego i tzw. meNdycyny akademickiej. A oto na potwierdzenie powyższego: link do wyjaśnienia, jak można kręcić lody na krzywdzie i ludzkiej naiwności (często z ich lenistwa intelektualnego) w realizacji planów utworzenia Nowego Porządku Świata (NWO): Jak wyhodowano ludzkie bydło robocze - (klik!)   
(...) Pierwsza „rewolucja” a więc przejście z trybu życia
koczowniczego do życia osiadłego i „wynalezienie” rolnictwa spowodowało
zmianę odżywiania. Zboże, uprawiane początkowo jako karma dla zwierząt
stopniowo stało się głównym pożywieniem ludzi (zwłaszcza z nizin
społecznych). Fryderyk Engels napisał o tym, że kiedy zaczęto ludzi,
zwłaszcza poddanych, karmić zbożem, *WYHODOWANO LUDZKIE BYDŁO ROBOCZE.
Zdaniem wielu genetyków, aby metabolizm człowieka całkowicie przestawił
się z przystosowania do spożywania mięsa i tłuszczu na węglowodany,
upłynąć musi ok. 250 tysięcy lat. W tym okresie przejściowym trapić będą
człowieka przeróżne zaburzenia matabolizmu, zwane chorobami
cywilizacyjnymi. (...).
           Parafrazując słowa klasyka, powiem tak: W żadnej populacji świata zwierząt - nie ma takich bydląt jak wśród ludzi... Oraz: W świecie zwierząt - nie znajdziesz takiego, które by występowało przeciwko temu samemu gatunkowi...
A wśród władzy zawsze znajdziesz wielu łajdaków, którzy unicestwiają nieco głupszych od siebie, bardziej naiwnych, niedoinformowanych - przeważnie pod płaszczykiem (np. szczytnej idei szczepień, etc.), czyli zawsze dla rzekomego dobra człowieka.

                                                                                                     

Zbigniew Zibi Osiewała 

                                                                                                                 

Ps. Aktualizacja w dniu 09.09.2015 o godzinie 17.15

Szkoda, że Duda nie jest prezydentem wszystkich Polaków (zwłaszcza dzieci); szkoda, że nie słucha głosu rozsądku, a polega na takich autorytetach jak nieformowalny alkoholik, poseł Piecha (komisja sejmowa ds. zdrowia) i inni z PiS.

Jak można świadomie/nieświadomie (niedbalstwo, lekkomyślność, ignorancja i arogancja wobec wiedzy o zdrowiu) dokonywać powolnego unicestwiania Narodu Polskiego, zaczynając od niszczenia zdrowia i życia dzieci (nasza przyszłość, przyszłość istnienia Narodu, która się rodzi oraz która się narodzi)...
Oto, dlaczego nienawidzę ignoranctwa PiSSu.

W związku z powyższym - należałoby chyba skierować pozew zbiorowy przeciwko prezydentowi, wszystkim posłom, którzy byli na "tak" w sprawie ustawy o przymusie szczepień...











Pps. Aktualizacja w dniu 06.09.2021 o godzinie 19:00.

W treści artykułu pisanego ponad 6 lat temu, jako układu odniesienia dla wszystkich chorób, użyłem TOKSEMII będącej rzekomo jedyną i naczelną przyczyną... A detoksykacja i odchorowanie chorób infekcyjnych (tzw. przeziębieniowych) to lekarstwo  na powrót do zdrowia.
Obecnie wiem, po zgłębieniu wiedzy z GNM (Biologiczne Prawa Natury), że naczelną przyczyną jest konflikt biologiczny, jako wspólny mianownik dla wszystkich chorób. Punkty styczne i wspólny mianownik dla obu "teorii" to druga faza choroby (regeneracyjna lub "gorącą"), po uprzednim rozwiązaniu konfliktu biologicznego.



  

Zibi