Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą GNM. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą GNM. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 maja 2017

KIEDYŚ SIĘ DOCZEKAM PRAWDZIWEGO DOKTORA ALTERNATYWNEGO...



Jak słucham tego Pana (Ryszarda Grzebyka)  KLIK!, to odnoszę wrażenie, że choroby wszystkie, w tym i rak - mają przyczyn full. I właśnie on je zna... Z tego wynika, że około 17., bo, jak mówi, zna około 17. metod leczenia przyczynowego.

I znów nie ma nic o zdrowiu, czy o prawdziwej profilaktyce, tylko o metodach terapeutycznych różnych medycyn; czyli też leczeniu objawów, ale metodami (łoj!) "naturalnymi". 

Wg Pana Grzebyka - jest to leczenie przyczynowe. A wg mnie - nie jest! Pan Grzebyk uważa, jak każda medycyna, w tym i akademicka, że jest wiele przyczyn powstawania chorób. Uważają, że jak leczą "naturalnie" daną jednostkę chorobową, to leczą przyczynowo, bo pacjent odczuł poprawę zdrowia. De facto jest tak, że tylko usunął objaw, lecząc przyczynę (zaledwie pośrednią) choroby. 
Dla przypomnienia: Przyczyną chorób jest toksemia organizmu.

A, i ważna rzecz: zarówno tzw. naturopaci, jak i Homo naturalpatiens - leczenie chorób traktują sobie wybiórczo (np. dzisiaj się wezmę za usuwania sposobami "naturalnymi" łupieżu, bo randka się zbliża, a jutro za leczenie kataru żołądka, następnie za arytmię serca, itd.). Nic bardziej błędnego. Jeśli w takiej kolejności i w ogóle wybiórczo będziemy podchodzić do leczenia przyczynowego wg Pana Grzebyka, a nie, żeby organizm sam się regenerował z automatu (wg jego logiki i chronologii), to możemy tę naszą priorytetową walkę z łupieżem przypłacić życiem, bo organizm, gdybyśmy nim nie sterowali ręcznie, naprawę organizmu zacząłby od prostowania poważniejszych niedomagań, a łupież zostawiłby na "deser". Łupież, jako grzybica skóry - ustąpiłby samoistnie po detoksykacji organizmu i tym samym pozbawieniu pożywki dla Candidy (nie ma pożywki - nie ma amatora na nią).
A tak nie mamy łupieżu i wyglądamy estetycznie - ale nie na randce - tylko w trumnie!

Mnie, jako profilaktyka zdrowia nurtu prozdrowotnego wg Hipokratesa, nie interesuje usunięcie przyczyny pośredniej, tylko bezpośredniej, czyli jedynej, naczelnej - jaką jest toksemia. A ponad wszystko opanowanie wiedzy, z której wynika, że sztuką jest niechorowanie, zaś Panu Grzebykowi i jemu podobnym - potrzebna jest choroba, żebym później mogli ją leczyć; żeby mogli się wykazać jako dobrodzieje.

W przypadku leczenia naturoterapeutycznego czy akademickiego nadciśnienia: istnieje nadciśnienie tętnicze - to drugie, czyli rozkurczowe, więc Pan Grzebyk lub jemu podobni szukają przyczyny tej choroby, i ustalają, iż jest to choroba nerki, np. zwężenie naczyń, więc zalecają (np. zioła, działające podobnie jak wazodylatotory). I jeśli po tej terapii się osiągnie ciśnienie, które będzie w normie - to to już wg nich nastąpiło wyleczenie przyczynowe. A de facto to jest zaledwie usunięcie przyczyny pośredniej, i to tylko - doraźne. A co jeśli przestanie się łykać zioła, czyli przestanie maskować faktyczny stan zdrowia? No dobra, w najlepszym wypadku funkcje chorej, "zwiędniętej" nerki przejmie druga. A co się stanie, gdy "zwiędnie" i druga? A zatem - jakie to jest leczenie przyczynowe?

Albo inne leczenie (usuwanie przyczyn pośrednich czy skutków przyczyny naczelnej, bezpośredniej - toksemii) jego, jak mówił, sztandarowe leczenie "przyczynowe" chrząstki stawowej. Jeśli nie usunie przyczyny pośredniej i bezpośredniej - akurat w tym przypadku jako toksyn-złogów (przyczyna pośrednia=przyczynie bezpośredniej), a będzie się kładło nacisk li tylko na wtłaczanie mazi, której organizm nie produkuje (jeśli widzi w przestrzeni stawowej złogi-"plomby"), to to nie ma nic wspólnego z leczeniem przyczynowym, czyli z działaniami prozdrowotnymi; autoregeneracją organizmu. A gdzie tutaj miejsce na na odpowiedni model odżywiania (np. Zasady zdrowego odżywiania lub/i odpowiednia dieta pod to schorzenie). Przecież to tylko działania na zaleczenie choroby, tyle że sposobami "naturalnymi". 

Chciałbym znać prawdę - kiedy ten Pan zacznie znów leczyć się "przyczynowo" - aby nie musiało dojść do operacji wstawiania sztucznych stawów biodrowych... 
Jakie suple zażywa np. na podłożu L-glukozaminy i jakie witaminy sztuczne łyka, aby organizm mógł przyswoić to sztuczne błoto kolagenowe, jeśli w większości są to paraleki z apteki, a nie substancje naturalne z jedzenia?

A ta Pani przeprowadzająca wywiad, to już w ogóle kompletna ignorantka wiedzy o zdrowiu (nie słyszała o leczeniu przyczynowym, no bo skąd miała słyszeć, skoro wszyscy tzw. naturopaci, tylko leczą co najwyżej przyczyny pośrednie, śpiąc w błogiej, aczkolwiek fałszywej, złudnej świadomości, że leczą przyczynowo). Ale i tak nie poznała jej dogłębnie od Pana Grzebyka, bo ów Pan - tylko w tytule zaznaczał wielokrotnie o tzw. łańcuchach przyczynowo-skutkowych, łudząc się, że zna przyczyny niektórych chorób. Jemu i jemu podobnym nic nie wiadomo na temat tego, iż organizm powinien się sam regenerować z automatu, a nie, że oni go ręcznie wysterują za pomocą "naturalnych" medykamentów.

Naturopata Grzebyk to Zięba bis, a Zięba to Tombak bis, a Tombak to Klarkowa bis, a Klarkowa to Siemonowa bis, a Siemionowa to Małachow bis, etc.
Ww. leczyli i leczą ze złudną świadomością, że właśnie leczą przyczynowo. I tak - leczą i leczą... ale tylko z objawów, niestety! Albo, będąc nieco uszczypliwym (to cecha ludzi inteligentnych podobno...), leczą naiwniaków z kasy i, w  ostatecznym rachunku, ze złudzeń w odzyskanie zdrowia!

Powtarzam: sztuką jest nie chorować lub po właściwym wyleczeniu przyczynowym, czyli usunięciu przyczyny naczelnej chorób i jej skutków - nie doprowadzić do nawrotu chorób wyleczonych czy do  nabycia nowych!                                                                                        
                                                      
                                                                                                   

  Zibi
                                                                                                                                                             


                                                                                                  


środa, 27 maja 2015

PAL SPOKOJNIE - PALENIE WYSZCZUPLA

         

Na paczce papierosów widnieje zazwyczaj tego rodzaju (lub podobne) ostrzeżenie: "Palenie tytoniu jest przyczyną wielu groźnych chorób, w tym raka". Ja bym dopisał: "Ale niekoniecznie; czasami - tak, a czasami - wręcz przeciwnie".



         
Niektórzy chorzy po nagłym rzuceniu palenia zaczynają jeszcze bardziej chorować. A jeśli są tzw. pacjentami medycyny, przyspieszają sobie dzięki różnym terapiom w tzw. procesie medykalizacji zapadalność na: otyłość,  choroby serca, choroby wątroby, stawów, cukrzycę, nowotwory, etc.
           
Mój ojciec - jako przykład odstawienia palenia - zmarł na raka płuc - po około 8. latach - od chwili nagłego rzucenia palenia. Moja wiedza o zdrowiu w owym czasie była jeszcze w lesie, i ratunku dla niego upatrywałem w terapiach medycznych. I w zasadzie, gdyby nie ruszali guza, a następnie nie karmili ojca aspiryną (jak oni to określają: na rozrzedzenie krwi, jako antyzawałową), to ojciec nie zmarłby nagle. Zgon ojca nastąpił na skutek udławienia się krwotokiem wywołanym działaniem aspiryny. A tyle razy zaznaczałem doktórce, że od tych leków może dojść do krwotoku...
         
Paradoksalnie: ojciec nie umarł na chorobę nowotworową, lecz przez nieprawidłowe działania prewencyjne lekarzy, rzekomo zapobiegające zawałowi serca. Po jego śmierci, pani lekarz chorób wewnętrznych, na oddziale dla przewlekle chorych, jako prowadząca ojca, pocieszyła mnie, mówiąc, że dobrze, że nastąpiła taka lekka śmierć, bo w razie postępu choroby mógłby, umrzeć w męczarniach, i zejście byłoby poprzez dramatyczne (spektakularne) uduszenie. Z perspektywy czasu mogę przypuszczać, że lekarka wkalkulowała właśnie taką śmierć dla ojca, jako korzystną dla wszystkich, bez fundowania ojcu i innym dodatkowej gehenny...
         
I jak tego nie nazwać (tych działań medycznych) - jeśli nie jatrogenią - a następnie kontrolowaną eutanazją - w procesie tzw. medykalizacji? Obecnie wiedziałbym: jak ojciec ma stopniowo rzucać palenie; jak ma się odżywiać; jak ma pozbyć się raka lub, jeśli byłoby na to zbyt późno, jak z nim spokojnie żyć dalej...

Istnieją też jednak przykłady, gdzie palenie tytoniu może chronić przed ww. chorobami (np. rakiem jelita grubego) oraz mieć korzystny wpływ na wiele innych aspektów życia palącego. Dla przykładu: u palących schizofreników doraźnie poprawia się ich kondycja psychiczna i, prawie w ogóle, nie umierają na raka płuc albo na raka jelita grubego. Ale z kolei nikt im nie zagwarantuje, że porażając układ parasympatyczny, przy wypaleniu ponad 40 papierosów na dzień, nie umrą np. na raka trzustki lub inną chorobę... Jedyną chyba 'korzyścią' dla nich jest to, że taka ilość wypalanych fajek pozwala zmniejszyć ilość zażywanych neuroleptyków.
           
W zależności od dawki, nikotyna pobudza lub poraża układ sympatyczny (czytaj: współczulny). Przy wypalaniu 15. papierosów dziennie, nikotyna pobudza układ sympatyczny, co np. powoduje zmniejszenie apetytu i preferencje produktów spożywczych roślinnych lub innych mniej kalorycznych w kierunku diet pastwiskowych (wg dr. Kwaśniewskiego) oraz przyspiesza postęp chorób (np. Buergera, Bechterewa, Raynauda, SM, gościec przewlekły, nadczynność tarczycy, etc). 40 papierosów na dobę - powoduje porażenie układu sympatycznego, a tym samym daje przewagę układowi parasympatycznemu, co dalej skutkuje preferencją produktów korytkowych (słodko i tłusto). W tej dawce papierosy szkodzą we wszystkich chorobach korytkowych, głównie w miażdżycy. Przewaga tego układu powoduje zwiększenie przetwarzania glukozy w tzw. szlaku pentozowym. Dalej może to poskutkować również chorobami z hiperinsulinemii, czyli np. cukrzycą. U dorosłych palaczy można zaobserwować zmniejszoną zapadalność na wrzodziejące jelito, na raka jelita grubego; kiedyś notowano nawet mniejsze uczestnictwo w wypadkach drogowych...

Ale nie chodzi mi o jakieś doraźne w terapii wątpliwe korzyści z palenia fajek, ale o pełną i rzetelną informację w przedmiotowym temacie. Napis na opakowaniu papierosów zawierający ostrzeżenie, że palenie tytoniu jest przyczyną wielu groźnych chorób, jest co najmniej nieprecyzyjny lub zafałszowany. Gdyby widniała tam rzetelna i dobrze sprecyzowana informacja, wówczas dawałaby ona ludziom możliwość odpowiedniego wyboru! I to nie tak, żeby dawać mafii farmaceutyczno-medycznej argument, że to oni są panami życia i śmierci, zaś ludzi postraszyć hasełkiem-starszakiem o niezwykle mONdrej i naŁukowej treści, jakoby to od nich zależało dalsze zdrowie i życie palacza, skoro nie reagował na ich sygnały ostrzegawcze. Ludzie winni sami dochodzić przyczyn/przyczyny chorób, jeśli lekarze *specjaliści mają to w głębokiej pogardzie - niektórzy wręcz celowo i z rozmysłem  kamuflują całą tę nagą prawdę o przyczynach rzeczy istotnych i najistotniejszych dla człowieka.
Mądry człowiek powinien wiedzieć, że zdrowie jest jego najcenniejszą wartością, i powinien uczyć się, jak sam może leczyć swoje choroby (~ Hipokrates)
Byłoby to bowiem zasadą ospałego rozumu, wszystkie przyczyny, których przedmiotowa realność, przynajmniej co do możliwości, można poznać tylko przez coraz dalsze doświadczenie, tak sobie po prostu pomijać, by odpocząć w gołej idei, bardzo dla rozumu dogodnej (~ E. Kant)
Parafrazując słowa filozofa Pitigrilli: Specjalistami nazywają się lekarze, którzy swoje nieuctwo ograniczają do ciasnej dziedziny wiedzy...  
Skoro wiemy, że np. palenie tytoniu, prądy selektywne (wg dr. Kwaśniewskiego), leki homeopatyczne - mają wpływ na preferencje dietetyczne (czytaj: na model odżywiania, bo dieta odnosi się li tylko do żywienia w chorobie, zaś w zdrowiu - jest zdrowe odżywianie), to mają też wpływ na szybkość naszego metabolizmu (manipulacja podukładami: współczulnym i przywspółczulnym - w autonomicznym układzie wegetatywnym). A zatem, jeśli znamy mechanizm działania nikotyny, który ma wpływ na preferencje żywieniowe, a dalej na typ przemiany materii i jego pośredni wpływ na zachorowalność, to możemy odwrócić ten proces. Wówczas  stosując odpowiednią dietę pod objawy chorobowe i ograniczając palenie fajek lub je odstawiając (ale pod warunkiem - krótkiego stażu palenia), prowadząc odpowiednią detoksykację, a po pewnym czasie, organizm nas wynagrodzi unormowaną przemianą materii, odpowiednim dożywieniem mózgu (bez koniecznych prób kompensacji używkami i łakociami), zniknięciem przymus nałogowego czy patologicznego palenia.
         
Jeśli będziemy leczyć się tylko w ten sposób, że zastosujemy działania objawowe: psychoterapeutyczne i farmakologiczne - ale bez działań kompleksowych - w korelacji z dążeniem do usuwania przyczyny bezpośredniej, czyli bez odpowiedniego procesu detoksykacyjnego i regeneracyjnego - to tylko zaleczymy problem. I tak to właśnie robi medycyna. Całe sztaby ludzi, tzw. specjalistów (czytaj: specjalistów od chorób), wciąż tylko leczą (uszczuplają pojemność portfela: klik! ). Z czego by żyły te tabuny specjalistów od chorób (funkcjonariusze przemysłu chorobowego i ich poplecznicy np. z przemysłu spożywczego, przetwórczego, innych), gdyby większość była specjalistami od własnego zdrowia?
         
W tym miejscu przypomina mi się skecz S. Tyma i Z. Merle, w którym Tym (jako lekarz) odradza Merle (jako pacjentce) korzystanie z używek, ale natychmiast po słowach krytyki korzystania z tych używek, częstuję ją w gabinecie fajkami, a oprócz tego, że zaczynają palić, otwierają również butelkę alkoholu, na koniec przechodząc na per Ty poprzez wypicie brudzia. A jak zaczęło się całowanie, to u doktora pojawił się apetyt na seks - zaproponował więc pacjentce udanie się w ustronne miejsce, żeby nie robić tego na oczach publiki. Nie muszę przypominać, że lekarze są hipokrytami i największymi ignorantami wiedzy o zdrowiu, a zatem nie szanują ani własnego zdrowia, ani - tym bardziej - cudzego. Ponadto - zgodnie z mottem Paracelsusa - dawka używki stanowi o jej toksyczności lub nawet prozdrowotności... Tak! Prozdrowotności!



        
Nie popieram palenia tytoniu w sposób patologiczny, ale i nie popieram nagłego odstawienia nałogu tytoniowego. Lekarze zaś, jeśli chcą doradzać takiemu pacjentowi w kwestii palenia/niepalenia, powinni wiedzieć, że czasami takie rzucenie palenia, może bardziej zaszkodzić pacjentowi, niż kontynuacja palenia (jak wyżej).
Mechanizm uzależnienia jest zawsze taki sam – systematyczna podaż używki wpływa na systematyczną produkcję jej antidotum, które bez owej używki staje się toksyczne. Z tego powodu palacze po kilkudziesięciu latach palenia papierosów zaczynają chorować, gdy nagle przestają dostarczać organizmowi nikotyny – zatruwa ich jej antidotum. (~ Józef Słonecki) 
Innymi słowy - neutralizowanie egzotoksyn (np. z dymu papierosowego) poprzez antytoksyny, czyli antidotum organizmu w zespołach odstawiennych - może spowodować, iż owa antytoksyna może stać się większą, groźniejszą dla zdrowia hipertoksyną, niż dostarczane w sposób stały pewne ilości egzotoksyn, z którymi organizm doskonale sobie radzi, neutralizując je.

Należy też zaznaczyć, że cukier rafinowany, który jest w swoim działaniu destrukcyjny na organizm, jest faktycznie wyrafinowany, bo został wyprodukowany poprzez przemysł przetwórczy, który jest jednym z popleczników resortu chorobotwórczego - wyrafinowanego w robieniu interesów na krzywdzie ludzkiej (brak świadomości). Przemysł przetwórczy dodaje do łakoci spore ilości różnych substancji uzależniających, bo przecież nie wystarczy fakt, że cukier rafinowany to chemia, która bardziej uzależnia niż opium. A nasze organizmy nie dość, że się muszą mozolić się z nadmiarem cukrów we współczesnym pożywieniu, to na dokładkę muszą uporać się z cukrami rafinowanymi plus inną chemią ciężkawą lub ciężką. Nawet do używek uzależniających, takich jak alkohol czy papierosy, również dodaje się owych substancji uzależniających. Rozmawiając ze starymi wiarusami, biernymi alkoholikami i palaczami - oni sami twierdzą, że kiedyś szybciej mogli rzucić alkohol i papierosy, a tłuściochy - słodycze. O ile dobrze pamiętam, to w procesie produkcji papierosów, bibułka jest moczona w roztworze sacharozy!
Na koniec wiadomość optymistyczna dla palaczy tzw. towarzyskich ('niepatologicznych'):
Jeśli w procesie detoksykacyjnym i regeneracyjnym doprowadzimy do homeostazy komórkowej, czyli będziemy "czyści wewnętrznie", tj. jeśli czynnik intoksykacyjny będzie mniejszy lub równy czynnikowi detoksykacyjnemu i regeneracyjnemu, to możemy palić tytoń w sposób rozsądny, i dożyć co najmniej setki lub więcej... Pamiętamy o dozowaniu substancji leczniczych/toksycznych, ale pod warunkiem uzyskania ww. równowagi (homeostazy) komórkowej. Wówczas - i twierdzenie starego zbereźnika śp. Freuda: - korzystanie z tego, co nam przynosi przyjemność... jest zdrowe  - jest w pełni uzasadnione!

                         
                                                                       Zbigniew Zibi Osiewała



Ps. W dniu 04.09.2021 o godzinie 18:00 dokonałem aktualizacji tekstu.


Nadmieniam, że po zgłębieniu wiedzy usystematyzowanej wg GNM, palenie tytoniu nie ma związku z bezpośrednią przyczyną powstania raka, jaką jest KONFLIKT BIOLOGICZNY! Rak nie powstaje z toksemii!
Pisząc ten artykuł ponad 6 lat temu, już wtedy intuicyjnie wyczuwałem, że nie do końca tak jest z tym rakiem płuc, jak nas kugluje medycyna i jej poplecznicy...
Nie dokonuję poprawek merytorycznych w starym tekście pisanym w dnu 27.05.2015, żeby mieć rzetelny obraz - jak ewoluowała moja wiedza...

Czy palenie powoduje raka?

(...) Pytanie retoryczne, jaki wpływ na nasze zdrowie ma palenie papierosów. Nie pytam w kontekście czy ma w ogóle, bo wiadomo że tak. Są tam specyficzne trucizny, które w jakimś stopniu wpływają na samopoczucie, osłabienie, długość życia pewnie też.

Ale wiadomo jaka jest reakcja ludzi na pytanie, czy palenie szkodzi zdrowiu. Od razu wszyscy kojarzą to z rakiem, przecież powoduje to nowotwór, a jest on jednym z najbardziej śmiertelnych zabójców. Dlaczego jest to w ten sposób postrzegane czy odbierane przez społeczeństwo? Mamy zakorzenione to w głowie od dziesięcioleci, palacze naprawdę umierają, więc nikt tego nie weryfikuje. A jak to zrobić? Bardzo łatwo – na przykład za pomocą germańskiej, która w naukowy sposób wyjaśnia wszystkie „choroby” , więc ten przypadek również.

Palenie papierosów nie powoduje raka płuc. Jest to dawno udowodnione przez medycynę germańską – dlaczego? gdyż mechanika guza, nie ma nic wspólnego z paleniem papierosów. W ogóle to pewnie temat na konkretny wpis: w jaki sposób guz może zabić człowieka? Zastanawiał się ktoś, a może ktoś wie w jaki sposób np. guz prostaty wielkości pestki od wiśni, albo jajnika jeszcze mniejszy, może trzustki, albo wątroby zabija? Płynie kraulem z krwioobiegiem do serca i tam zębami gryzie ściany komór?. Albo to terrorysta z ładunkiem wybuchowym, gdzie dokonuje samo destrukcji włącznie z nami.  Czujecie blusa, że coś tu nie halo? Tylko nikt tego nie analizuje, bo po co – palisz to umrzesz na raka.

Nowotwór płuc- by to brzmiało groźnie, byśmy się bali i żyli w strachu, jest najprostszą zmianą gruczołową tkanki płucnej. Wykształciła się ona z najstarszego listka zarodkowego – endodermy, która steruje podstawowymi procesami nie zbędnymi do przeżycia, oddychaniem, przemianą materii, wydalaniem, rozmnażaniem. Gdy doświadczymy konflikt, który odnosi się do prawdziwej potrzeby koniecznej do przeżycia, wówczas powstaje fizjologiczna, naturalna zmiana powodująca namnażanie komórek, w omawianym przypadku w płucach. Celem tej zmiany jest biologiczne rozwiązanie konfliktu, konfliktu strachu o życie. W fazie aktywnej następuje przyrost komórek po to, abyśmy mogli złapać kęs powietrza, byśmy mogli go więcej przyswoić. (...)

(...)Po rozwiązaniu konfliktu, jeżeli poziom strachu opadnie, następuje rozkład guza przy pomocy grzybów i mykobakterii, np. prądków gruźlicy, które pomagają pozbyć się procesów regeneracji organizmu. Wtedy odczuwamy objawy, takie jak osłabienie, gorączka, kaszel z krwią, a zamykają nas w szpitalu gruźliczym. A to tylko powrót organizmu do normalności, wcześniej- był problem emocjonalny – więc

  • nastąpił przyrost komórek,
  • rozwiązaliśmy konflikt – następuje regeneracja i powrót do normalności.

Jak ktoś nie zna mechanizmów, to ten strach go zabije, gdyż notoryczny konflikt powoduje ciągły przyrost komórek, regeneracja potem jest ciężka, a dochodzą jeszcze inne konflikty, które się kumulują.

Bardzo często mówi się, że jak ktoś ma jakiegoś guza, to potem dostaje przerzutów tu i tam i często w szpitalu pojawia się zapalenie płuc – dlaczego? właśnie dlatego, że jak kogoś wystraszą jakąś diagnozą, to nieszczęśnik ze strachu przed śmiercią, przed tym co będzie z rodziną, kredytami, dostaje kolejnych przerzutów tożsamych z zabarwieniem emocjonalnym konfliktu. To znaczy że dany typ konfliktu tylko i wyłącznie dotyka pewnych narządów, sterowanych poprzez odpowiadającą mu centralę w mózgu.

Odwracając to sformułowanie, wiemy że zmiana w danej części mózgu X, powie nam:

  • jaki konflikt przeżyliśmy
  • jaki narząd został zmianą dotknięty
  • czy zmiana powoduje przyrost czy zanik tkanki
  • w jakim stadium zmian się znajdujesz. Wystarczy do tego jedno zdjęcie TK

Więc palenie zanieczyszcza płuca i nie jest specjalnie potrzebne do życia, ale nie powoduje rozwoju guza czy komórek. Symptomy postępujących zmian w płucach, są następstwem przebytych konfliktów biologicznych. (...)

Oraz: Palenie papierosów w ujęciu 5 Praw Natury



wtorek, 5 maja 2015

TERLIKOWSKI - NIE DO KOŃCA ZNOWU TAKI LEWAK




Pewnie przez to, co teraz napiszę, mocno narażę się niektórym moim znajomym i nie tylko, ale od lat zajmuję się odkamuflowywaniem nagiej prawdy o zdrowiu, więc i w tej sprawie pozwolę sobie wyprowadzić niektórych (zwłaszcza prawaków) z pozostawania w błędzie i przyklaskiwaniu idiotyczno-farmaceutyczno-medycznej propagandzie.

Otóż p. redaktor Tomasz Terlikowski, choć wg mnie propiSSowski lewak, to jednak czasami patrzący w odpowiednią prawą stronę (minimalna wiedza o zdrowiu, nie mylić z wiedzą o chorobach). W tym przypadku (KLIK!) - ma rację!

Przecież Angelina Jolie padła ofiarą, a jednocześnie stała się osobą chorą i zindoktrynowaną reklamą propagandy lobby farmaceutyczno-medycznego (kwestia chorej interpretacji profilaktyki medycznej i dziedziczenia chorób). Nie powiedziałbym, że to wyłącznie jej sprawa, co robi ze swoim ciałem... To znaczy wg prawa - tak, ale wg obyczajowości, pewnych norm moralnych, które mogą w przyszłości wyznaczać normy prawne - niekoniecznie! Niekoniecznie, ponieważ daje przykład szerzącej się głupocie, zwanej dalej baranim pędem tzw. pacjentów, którzy stwarzają odpowiednie warunki do nakręcania koniunktury biznesowej Big Pharmie i jej poplecznikom opartej na krzywdzie i nieświadomości ludzkiej.

Innym przykładem rozpowszechniania głupoty ludzkiej niebezpiecznej dla innych prowadzących zdroworozsądkowy tryb życia - są przymusowe szczepienia. Są one narzędziem zniewolenia, zarabiania na chorobach i depopulacji ludzi, zaplanowane z rozmysłem i zimną krwią.
Brak odpowiednich działań przeciwstawnych do wdrożenia w życie ustawy o przymusie szczepień ze strony posłów, prócz jednego (p. Marka Sawickiego z PSL)  daje tego tragiczne efekty już dziś. Są to bardzo negatywne dla zdrowia odczyny poszczepienne u dzieci oraz kary pieniężne dla rodziców, którzy opierają się temu barbarzyńskiemu, reżymowemu procederowi.

A będzie jeszcze gorzej, bo jeśli kary nie wymuszą zgody na rodzicach, to tzw. V Kolumna Big Pharmy, czyli GIStaPO (Główny Inspektorat Sanitarny, instytucja będąca na pasku reżymu) oraz instytucja taka, jak np. lekarz pierwszego kontaktu, w asyście policji (może się zdarzyć, że np. niemieckiej, ale mającej przyzwolenie naszych władz) - zaszczepią dziecko przy użyciu siły fizycznej lub innych środków przymusu bezpośredniego mającego zastosowanie jak w pokonywaniu czynnego i biernego oporu wobec przestępców. Oczywiście kajdanek, gazu, pałki, itd. nie użyją wobec bezbronnego noworodka (chyba?), choć kto to wie... W rządach ochlokratów biurokratycznego faszyzmu nie zdziwi mnie już nic! Ale wobec nieposłusznym reżymowi rodzicom użyją już na pewno! Te same czynności zostaną wdrożone wobec ludzi dorosłych; zaszczepi się ich siłą, podobnie jak dzieci, podczas kolejnej wyimaginowanej
jakiejśtam grypy (rzekoma epidemia), jak bezpańskiego psa złowionego na oczko przez hycla z podejrzeniem wścieklizny.
Niezwykle potrzebna jest zatem świadomość społeczna (podstawowa wiedza o zdrowiu plus znajomość prawnej linii obrony przed zaszczepieniem).

Zanim pozwolisz zaszczepić dziecko - KLIK!

Ale można też doszukać się światełka w tunelu. Świadomość ludzka w aspekcie szczepień, u niektórych zaczyna ewoluować (chciałbym, aby tak było u wszystkich Rasowych Prawaków): oto wiele spraw przeciwko nakazom płacenia kar narzuconych przez GIS wobec niezaszczepienia dziecka wygrywanych jest w sądach.

Tyle że włodarze świata i lobby farmaceutyczne też nie śpią! W związku z tym, że niezbyt udane są akcje siłowe w aspekcie przymusowego szczepienia, gdzie największy opór stawiają ruchy antyszczepionkowe oraz w aspekcie indoktrynowania propagandą dietetyczną, to rzeczone lobby wymyśla coraz to nowsze szczepionki dla dzieci, o takich właściwościach, które pomogą w hodowli tzw. pacjenta-leminga odpowiednio podatnego na manipulacje już od kołyski (to nie jest żadna teoria spiskowa!). Natomiast dorośli (pacjenci-lemingi) wystarczająco skutecznie będą wpływać np. poprzez ostracyzm społeczny na mądrzejszą mniejszość (samoświadomych) czy poprzez rozwinięte formy donosicielstwa na tzw. od-szczepieńców (nomen omen) mogących roznosić zarazę, którzy ostatecznie poddadzą barbarzyńskiemu przymusowi szczepień.
Przykład: Odizolowanie instytucjonalne niezaszczepionych dzieci od dzieci wyszczepionych. Rodzice tych drugich to zazwyczaj pacjenci-lemingi-lewacy. Taka izolacja będzie mięć wpływ negatywny na ich życie i ich rodziców (np. dezorganizacja, dysfunkcja, dyskryminacja, etc.). Nie rozumiem tylko, dlaczego rodzice-lewaki-lemingi boją się o swoje zaszczepione dzieci, że mogą się one zarazić od tych niezaszczepionych, przecież teoretycznie szczepionka winna spowodować u nich ochronę przed chorobą zakaźną?
W praktyce jest znów na odwrót. Natura jest mądra, wielka i prawilna! Dzieci nieszczepione nabierają naturalnej odporności (po przechorowaniu np. kilkudziesięciu chorób infekcyjnych, w czasie, od urodzenia do ok. 15. lat); dzieci hodowane od kołyski dla biznesu Big Pharmy i polityków, jako tzw. pacjenci-lemingi - chorują na choroby, na które zostały zaszczepione oraz chorują na tragiczne skutki poszczepienne.

Kolejny przykład niebezpiecznego społecznie naśladownictwa - to weganizm (ale nie jako forma dietetycznej terapii, lecz jako filozofia życia). Zezwolenie na szerzenie się tej wymyślonej na potrzeby kartelu farmaceutyczno-medycznego religii (głównie wśród młodzieży) - staje się nadzwyczaj niebezpieczne dla normalnego funkcjonowania społeczeństwa i niebezpiecznie wynaturza normalne funkcje życiowe w Narodzie. 
Odnośnie wegetarianizmu napiszę osobny artykuł, a tutaj ogólnie tylko zaznaczę, że ta propaganda rzeczonego lobby bardzo szkodzi nastolatkom, u których za pomocą różnych socjotechnicznych chwytów/straszaków wytwarza się niechęć do jedzenia mięsa oraz wpędza w poczucie winy za zabijanie zwierząt (np. tłumaczenie, że nie wolno zabijać tego, co ma oczy, etc.).
Pozyskując w ten sposób młodych żywców (produkcja tzw. Homo Naturalpatiens) do karmienia ich tzw. suplementami diety oraz żywienia roślinkami, zwłaszcza zbożem - prowadzi się hodowlę specjalnego tzw. *Homo patiens (KLIK!), jako **Ludzkiego bydła roboczego (KLIK!) podatnego na wszelaką manipulację i choroby tzw. cywilizacyjne. I tak interes się kręci na pacjentach klasycznych, aż do ich usr*nej śmierci... 
Funkcjonariusze przedmiotowego lobby, wykwalifikowani manipulanci od sprzężenia zwrotnego psychosomatycznego, za pomocą swoich wyszkolonych emisariuszy od różnych diet, w tym i wegańskiej - piorą mózgi podatnym na manipulacje ludziom, a zwłaszcza fanatycznym zwolennikom różnych sekt czy religii. I tak oto powstaje dietetyka religijna!
W buddyzmie i hinduizmie, przy pewnych różnicach wiary, znamiennym jest, że jedzenie mięsa i tłuszczy zwierzęcych jest objęte zakazem. Kontrolowanie takiego zakazu byłoby trudne, gdyby nie wmówiono ludziom, że dusza człowieka po śmierci wciela się w jakiegoś zwierzaka, w związku z tym zjadając świnię, barana, czy salami z osła, możemy zjadać (np. byłego ministra tfu! zdrowia, czyli zwanego inaczej ministra fuj! chorób).
Nasza religia (katolicka) też wprowadza posty. W Tłusty Czwartek mamy zezwolenie, aby objadać się tłuszczem i słodkościami, a po tym dniu mamy pełną izbę przyjęć w służbie chorób. Analogicznie, na zachodzie Europy mamy Tłusty Wtorek. Następnie, po tych głupawkach, przychodzi okres Wielkiego Postu, który jest symbolem smutku, ale smutku, który następuje z powodu braku mięsa (chyba?). Po takich skrajnych ograniczeniach jedzenia białka pełnowartościowego, mamy znów kolejki przed izbą przyjęć w szpitalu lub do tzw. białej śmierci (Lekarz Pierwszego Kontaktu) w przychodni POZ! I tak się robi interes na frajerstwie!
"W pewnych warunkach ludzie reagują na fikcję równie silnie jak na rzeczywistość, a w wielu przypadkach przyczyniają się do stworzenia tej właśnie fikcji, na którą reagują".
*Wegetarianin - ze staroindiańskiego narzecza Waichoo - zbyt głupi by polować, Słownik PWN, 2005, str. 658.

Podobnie rzecz ma się w przypadku zaniechania działań w kierunku anty-lobbowania GMO (np. kukurydza, soja - jako samosiewy - naturalne krzyżowanie się prawdziwej kukurydzy z modyfikowaną soją; w tej chwili już nigdzie na ziemi nie ma normalnej dziko rosnącej kukurydzy czy soi). Ta bomba biologiczna już od dawna zbiera żniwo chorobowe na całym świecie. I to też jest indywidualna sprawa?! Byłaby, gdyby nie fakt, że normalne pole uprawne kukurydzy (kolby są krótkie, normalne) graniczy przez miedzę z polem uprawnym kukurydzy GMO (kolby długie, wielkie mutanty, wynaturzone). Nie kupuję tłumaczenia JKM, że - i to białko, i to białko... że wrzucone do jednego wora, czyli do żołądka, zostanie rozłożone na aminokwasy i strawione, że to bez różnicy dla organizmu... Otóż pokarm musi być nie tylko strawiony, ale i wchłonięty i przyswojony! Nie jest istotne, co się znajduje na talerzu i, co usiłuje się dostać do wnętrza komórki, lecz, co się do niej de facto dostanie i, co ją opuści...
Jak ta biedna ziemia/gleba ma się nie wyeksploatować z życiodajnych substancji biochemicznych, skoro się ją ciągle kugluje (np.wsypuje do gleby 4 sztuczne pierwiastki chemiczne, a wyciąga z niej ok. 40. naturalnych). Konia z rzędem temu, kto chce w Holandii lub innym tzw. cywilizowanym kraju zachodnim ukopać w parku pod darniną jakiegoś robaka, jako przynętę na ryby, skoro to już nie prawdziwa ziemia (próchnica), lecz wyjałowiony ziemio-podobny popiół...!
Ale premier Francji może kumać czaczę (fonet.) w temacie zdrowia... on nie zezwala np. piekarzowi piec bagietek ze zboża GMO z terenu Europy, lecz sprowadza zboże z ekologicznych upraw np. z okolic północnej Afryki. Można nie iść na wojnę z Naturą? Można!

A zatem, czy wg Angeliny Joli - słuszne jest twierdzenie, że przyczyną raka jest niedobór badań mammograficznych oraz nadmiar narządów rodnych i piersi u kobiet...?! Czy przyczyną angin u dzieci jest nadmiar np. migdałów, żeby je z lubością mogli usuwać laryngolodzy...?! Ach ten Stwórca... Jest wręcz przeciwnie - nadmiar ingerencji w prawa Natury oraz wynaturzanie zdroworozsądkowego trybu życia - musi prowadzić ostatecznie do patologii!

Jeśli tego obawia się Tomasz Terlikowski, to znaczy, że jego obawy są ze wszech miar uzasadnione!
A zatem, proszę nie krytykować za to p. Terlikowskiego, gość wykazał się po prostu minimalną wiedzą o zdrowiu i zdrową intuicją, że profilaktyka w interpretacji medycznej jest dla naiwnych i bezwolnych usługobiorców meNdycznych, do których w 100% można zaliczyć p. Jolie.
Ja na jego miejscu ubolewałbym, że taka celebrytka, jedna z drugą - nie zachorowała na raka mózgu... Być może dałaby dobry przykład, jak dzięki selekcji naturalnej idioci mogliby sami wyeliminować się ze świata mądrych i nie przekazywać patologii (głupoty) z pokolenia na pokolenie... W tym miejscu przeklną mnie Katole: - Nie życz nikomu tego, co tobie niemiłe... Przypominam tylko, że zdrowie/choroby - to nie kwestia życzeniowa, kwestia wróżki, zezowatego szczęścia, etc.. (prócz wypadku/zdarzenia losowego, choć i w tym przypadku mamy na to pewien pośredni wpływ). Na choroby pracujemy sobie sami. Nie ma też chorób dziedzicznych (nie mylić z genetycznymi - około kilka procent - wykłady genetyka dra Bruce Liptona). Z dbaniem o zdrowie jest jak ze wszystkim innym: - Jak dbasz, tak masz...

Ale żeby nie tylko prześmiewać i ganić głupotę pacjenta-leminga, podaję drogowskaz na niedopuszczenie do zachorowania na raka; czyli prawdziwą profilaktykę i prewencję. Podobnie - jak z niedopuszczeniem do kaca - należy nie pić w przeddzień! Analogicznie, w niedopuszczeniu do zachorowania na wszelakie choroby, a także na raka oraz utrzymaniu dobrostanu zdrowia - należy nabyć wiedzy, jak nie szkodzić organizmowi, czyli wiedzy, czego unikać, aby nie występować przeciwko Naturze, a nie, co robić, aby alopatycznie stopować atawistyczne prozdrowotne działanie organizmu.

Podstawa podstaw wiedzy o zdrowiu: - Portal wiedzy o zdrowiu - KLIK!
A jeśli już zachoruje się na raka, to leczyć należy się przyczynowo (np. wg medycyny alternatywnej - przy założeniu, że przyczyną chorób jest toksemia):
 Rak, czyli nowotwór złośliwy - KLIK!
 NIA - metoda dra Ashkara - KLIK!
A tutaj mój sztandarowy przypadek, jeden z kilkunastu, podczas mojej niezbyt długiej, bo kilkuletniej prywatnej praktyki jako profilaktyka zdrowia (czytaj: nauczyciel zdrowia lub nauczyciel wiedzy o zdrowiu), prowadząc Gabinet nr 1 Zdrowie na własne życzenie (pod patronatem ruchu Biosłone - Hipokratejskiego nurtu profilaktyki zdrowia) - nauczyłem Jerzego, mojego podopiecznego, chorego na raka - jak ma się z niego wyleczyć samemu:
Moja historia z Biosłone - KLIK!
A tak wg GNM (Biologicznych Praw Natury):
GNM - o terapii dr. Hamera - KLIK!
Nie bój się raka - zrozum Nową Medycynę - KLIK!


Uwaga!
Wspólnym mianownikiem czy pewnymi punktami stycznymi w leczeniu raka, zarówno metodą alternatywną, jak i wg GNM - jest druga faza choroby (regeneracyjna). Ważne jest, aby ją odchorować np. w postaci tzw. grypy czy innej tzw. choroby przeziębieniowej, najlepiej bez leków alopatycznych (za wyjątkiem użycia ich w stanie zagrożenia życia ze strony tzw. obrzęków naprawczych w mózgu czy na narządzie), gdzie warunkiem sine qua non - jest dobre wypocenie się...!
Zatem jasno z tego wynika, że zamiast np. szczepić się przeciwko grypie i tzw. zarazkom czy prowadzić antybiotykoterapię - należy się modlić, żeby na nią zachorować. Taki paradoks biologiczny... (w rozumieniu medycyny akademickiej)
Tzw. zarazki nie są spontanicznie patogenne; to są symptomy choroby, które są uczestnikami zdrowienia (symbionty), które nie są przyczyną ani chorób, ani zgonów.
Z perspektywy czasu, kiedy zgłębiłem wiedzę GNM, mogę śmiało wysnuć wniosek, że ww. Jerzy nie wyleczył się z raka dzięki metodzie NIA dra Ashkara i innych metod - tylko - dziarskiemu odchorowaniu chorób infekcyjnych. Wszystkie inne (poboczne metody) to środek placebo, który w ostatecznym rozrachunku dał pozytywny efekt leczenia przyczynowego, czyli efekt placebo!!
JerzyP - droga do zdrowia - KLIK!
 




W dniu 28.08.2021 o godzinie 20:00 dokonano aktualizacji treści artykułu.


                                                                                                                                                           Zibi