Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pacjenci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pacjenci. Pokaż wszystkie posty

środa, 27 maja 2015

PAL SPOKOJNIE - PALENIE WYSZCZUPLA

         

Na paczce papierosów widnieje zazwyczaj tego rodzaju (lub podobne) ostrzeżenie: "Palenie tytoniu jest przyczyną wielu groźnych chorób, w tym raka". Ja bym dopisał: "Ale niekoniecznie; czasami - tak, a czasami - wręcz przeciwnie".



         
Niektórzy chorzy po nagłym rzuceniu palenia zaczynają jeszcze bardziej chorować. A jeśli są tzw. pacjentami medycyny, przyspieszają sobie dzięki różnym terapiom w tzw. procesie medykalizacji zapadalność na: otyłość,  choroby serca, choroby wątroby, stawów, cukrzycę, nowotwory, etc.
           
Mój ojciec - jako przykład odstawienia palenia - zmarł na raka płuc - po około 8. latach - od chwili nagłego rzucenia palenia. Moja wiedza o zdrowiu w owym czasie była jeszcze w lesie, i ratunku dla niego upatrywałem w terapiach medycznych. I w zasadzie, gdyby nie ruszali guza, a następnie nie karmili ojca aspiryną (jak oni to określają: na rozrzedzenie krwi, jako antyzawałową), to ojciec nie zmarłby nagle. Zgon ojca nastąpił na skutek udławienia się krwotokiem wywołanym działaniem aspiryny. A tyle razy zaznaczałem doktórce, że od tych leków może dojść do krwotoku...
         
Paradoksalnie: ojciec nie umarł na chorobę nowotworową, lecz przez nieprawidłowe działania prewencyjne lekarzy, rzekomo zapobiegające zawałowi serca. Po jego śmierci, pani lekarz chorób wewnętrznych, na oddziale dla przewlekle chorych, jako prowadząca ojca, pocieszyła mnie, mówiąc, że dobrze, że nastąpiła taka lekka śmierć, bo w razie postępu choroby mógłby, umrzeć w męczarniach, i zejście byłoby poprzez dramatyczne (spektakularne) uduszenie. Z perspektywy czasu mogę przypuszczać, że lekarka wkalkulowała właśnie taką śmierć dla ojca, jako korzystną dla wszystkich, bez fundowania ojcu i innym dodatkowej gehenny...
         
I jak tego nie nazwać (tych działań medycznych) - jeśli nie jatrogenią - a następnie kontrolowaną eutanazją - w procesie tzw. medykalizacji? Obecnie wiedziałbym: jak ojciec ma stopniowo rzucać palenie; jak ma się odżywiać; jak ma pozbyć się raka lub, jeśli byłoby na to zbyt późno, jak z nim spokojnie żyć dalej...

Istnieją też jednak przykłady, gdzie palenie tytoniu może chronić przed ww. chorobami (np. rakiem jelita grubego) oraz mieć korzystny wpływ na wiele innych aspektów życia palącego. Dla przykładu: u palących schizofreników doraźnie poprawia się ich kondycja psychiczna i, prawie w ogóle, nie umierają na raka płuc albo na raka jelita grubego. Ale z kolei nikt im nie zagwarantuje, że porażając układ parasympatyczny, przy wypaleniu ponad 40 papierosów na dzień, nie umrą np. na raka trzustki lub inną chorobę... Jedyną chyba 'korzyścią' dla nich jest to, że taka ilość wypalanych fajek pozwala zmniejszyć ilość zażywanych neuroleptyków.
           
W zależności od dawki, nikotyna pobudza lub poraża układ sympatyczny (czytaj: współczulny). Przy wypalaniu 15. papierosów dziennie, nikotyna pobudza układ sympatyczny, co np. powoduje zmniejszenie apetytu i preferencje produktów spożywczych roślinnych lub innych mniej kalorycznych w kierunku diet pastwiskowych (wg dr. Kwaśniewskiego) oraz przyspiesza postęp chorób (np. Buergera, Bechterewa, Raynauda, SM, gościec przewlekły, nadczynność tarczycy, etc). 40 papierosów na dobę - powoduje porażenie układu sympatycznego, a tym samym daje przewagę układowi parasympatycznemu, co dalej skutkuje preferencją produktów korytkowych (słodko i tłusto). W tej dawce papierosy szkodzą we wszystkich chorobach korytkowych, głównie w miażdżycy. Przewaga tego układu powoduje zwiększenie przetwarzania glukozy w tzw. szlaku pentozowym. Dalej może to poskutkować również chorobami z hiperinsulinemii, czyli np. cukrzycą. U dorosłych palaczy można zaobserwować zmniejszoną zapadalność na wrzodziejące jelito, na raka jelita grubego; kiedyś notowano nawet mniejsze uczestnictwo w wypadkach drogowych...

Ale nie chodzi mi o jakieś doraźne w terapii wątpliwe korzyści z palenia fajek, ale o pełną i rzetelną informację w przedmiotowym temacie. Napis na opakowaniu papierosów zawierający ostrzeżenie, że palenie tytoniu jest przyczyną wielu groźnych chorób, jest co najmniej nieprecyzyjny lub zafałszowany. Gdyby widniała tam rzetelna i dobrze sprecyzowana informacja, wówczas dawałaby ona ludziom możliwość odpowiedniego wyboru! I to nie tak, żeby dawać mafii farmaceutyczno-medycznej argument, że to oni są panami życia i śmierci, zaś ludzi postraszyć hasełkiem-starszakiem o niezwykle mONdrej i naŁukowej treści, jakoby to od nich zależało dalsze zdrowie i życie palacza, skoro nie reagował na ich sygnały ostrzegawcze. Ludzie winni sami dochodzić przyczyn/przyczyny chorób, jeśli lekarze *specjaliści mają to w głębokiej pogardzie - niektórzy wręcz celowo i z rozmysłem  kamuflują całą tę nagą prawdę o przyczynach rzeczy istotnych i najistotniejszych dla człowieka.
Mądry człowiek powinien wiedzieć, że zdrowie jest jego najcenniejszą wartością, i powinien uczyć się, jak sam może leczyć swoje choroby (~ Hipokrates)
Byłoby to bowiem zasadą ospałego rozumu, wszystkie przyczyny, których przedmiotowa realność, przynajmniej co do możliwości, można poznać tylko przez coraz dalsze doświadczenie, tak sobie po prostu pomijać, by odpocząć w gołej idei, bardzo dla rozumu dogodnej (~ E. Kant)
Parafrazując słowa filozofa Pitigrilli: Specjalistami nazywają się lekarze, którzy swoje nieuctwo ograniczają do ciasnej dziedziny wiedzy...  
Skoro wiemy, że np. palenie tytoniu, prądy selektywne (wg dr. Kwaśniewskiego), leki homeopatyczne - mają wpływ na preferencje dietetyczne (czytaj: na model odżywiania, bo dieta odnosi się li tylko do żywienia w chorobie, zaś w zdrowiu - jest zdrowe odżywianie), to mają też wpływ na szybkość naszego metabolizmu (manipulacja podukładami: współczulnym i przywspółczulnym - w autonomicznym układzie wegetatywnym). A zatem, jeśli znamy mechanizm działania nikotyny, który ma wpływ na preferencje żywieniowe, a dalej na typ przemiany materii i jego pośredni wpływ na zachorowalność, to możemy odwrócić ten proces. Wówczas  stosując odpowiednią dietę pod objawy chorobowe i ograniczając palenie fajek lub je odstawiając (ale pod warunkiem - krótkiego stażu palenia), prowadząc odpowiednią detoksykację, a po pewnym czasie, organizm nas wynagrodzi unormowaną przemianą materii, odpowiednim dożywieniem mózgu (bez koniecznych prób kompensacji używkami i łakociami), zniknięciem przymus nałogowego czy patologicznego palenia.
         
Jeśli będziemy leczyć się tylko w ten sposób, że zastosujemy działania objawowe: psychoterapeutyczne i farmakologiczne - ale bez działań kompleksowych - w korelacji z dążeniem do usuwania przyczyny bezpośredniej, czyli bez odpowiedniego procesu detoksykacyjnego i regeneracyjnego - to tylko zaleczymy problem. I tak to właśnie robi medycyna. Całe sztaby ludzi, tzw. specjalistów (czytaj: specjalistów od chorób), wciąż tylko leczą (uszczuplają pojemność portfela: klik! ). Z czego by żyły te tabuny specjalistów od chorób (funkcjonariusze przemysłu chorobowego i ich poplecznicy np. z przemysłu spożywczego, przetwórczego, innych), gdyby większość była specjalistami od własnego zdrowia?
         
W tym miejscu przypomina mi się skecz S. Tyma i Z. Merle, w którym Tym (jako lekarz) odradza Merle (jako pacjentce) korzystanie z używek, ale natychmiast po słowach krytyki korzystania z tych używek, częstuję ją w gabinecie fajkami, a oprócz tego, że zaczynają palić, otwierają również butelkę alkoholu, na koniec przechodząc na per Ty poprzez wypicie brudzia. A jak zaczęło się całowanie, to u doktora pojawił się apetyt na seks - zaproponował więc pacjentce udanie się w ustronne miejsce, żeby nie robić tego na oczach publiki. Nie muszę przypominać, że lekarze są hipokrytami i największymi ignorantami wiedzy o zdrowiu, a zatem nie szanują ani własnego zdrowia, ani - tym bardziej - cudzego. Ponadto - zgodnie z mottem Paracelsusa - dawka używki stanowi o jej toksyczności lub nawet prozdrowotności... Tak! Prozdrowotności!



        
Nie popieram palenia tytoniu w sposób patologiczny, ale i nie popieram nagłego odstawienia nałogu tytoniowego. Lekarze zaś, jeśli chcą doradzać takiemu pacjentowi w kwestii palenia/niepalenia, powinni wiedzieć, że czasami takie rzucenie palenia, może bardziej zaszkodzić pacjentowi, niż kontynuacja palenia (jak wyżej).
Mechanizm uzależnienia jest zawsze taki sam – systematyczna podaż używki wpływa na systematyczną produkcję jej antidotum, które bez owej używki staje się toksyczne. Z tego powodu palacze po kilkudziesięciu latach palenia papierosów zaczynają chorować, gdy nagle przestają dostarczać organizmowi nikotyny – zatruwa ich jej antidotum. (~ Józef Słonecki) 
Innymi słowy - neutralizowanie egzotoksyn (np. z dymu papierosowego) poprzez antytoksyny, czyli antidotum organizmu w zespołach odstawiennych - może spowodować, iż owa antytoksyna może stać się większą, groźniejszą dla zdrowia hipertoksyną, niż dostarczane w sposób stały pewne ilości egzotoksyn, z którymi organizm doskonale sobie radzi, neutralizując je.

Należy też zaznaczyć, że cukier rafinowany, który jest w swoim działaniu destrukcyjny na organizm, jest faktycznie wyrafinowany, bo został wyprodukowany poprzez przemysł przetwórczy, który jest jednym z popleczników resortu chorobotwórczego - wyrafinowanego w robieniu interesów na krzywdzie ludzkiej (brak świadomości). Przemysł przetwórczy dodaje do łakoci spore ilości różnych substancji uzależniających, bo przecież nie wystarczy fakt, że cukier rafinowany to chemia, która bardziej uzależnia niż opium. A nasze organizmy nie dość, że się muszą mozolić się z nadmiarem cukrów we współczesnym pożywieniu, to na dokładkę muszą uporać się z cukrami rafinowanymi plus inną chemią ciężkawą lub ciężką. Nawet do używek uzależniających, takich jak alkohol czy papierosy, również dodaje się owych substancji uzależniających. Rozmawiając ze starymi wiarusami, biernymi alkoholikami i palaczami - oni sami twierdzą, że kiedyś szybciej mogli rzucić alkohol i papierosy, a tłuściochy - słodycze. O ile dobrze pamiętam, to w procesie produkcji papierosów, bibułka jest moczona w roztworze sacharozy!
Na koniec wiadomość optymistyczna dla palaczy tzw. towarzyskich ('niepatologicznych'):
Jeśli w procesie detoksykacyjnym i regeneracyjnym doprowadzimy do homeostazy komórkowej, czyli będziemy "czyści wewnętrznie", tj. jeśli czynnik intoksykacyjny będzie mniejszy lub równy czynnikowi detoksykacyjnemu i regeneracyjnemu, to możemy palić tytoń w sposób rozsądny, i dożyć co najmniej setki lub więcej... Pamiętamy o dozowaniu substancji leczniczych/toksycznych, ale pod warunkiem uzyskania ww. równowagi (homeostazy) komórkowej. Wówczas - i twierdzenie starego zbereźnika śp. Freuda: - korzystanie z tego, co nam przynosi przyjemność... jest zdrowe  - jest w pełni uzasadnione!

                         
                                                                       Zbigniew Zibi Osiewała



Ps. W dniu 04.09.2021 o godzinie 18:00 dokonałem aktualizacji tekstu.


Nadmieniam, że po zgłębieniu wiedzy usystematyzowanej wg GNM, palenie tytoniu nie ma związku z bezpośrednią przyczyną powstania raka, jaką jest KONFLIKT BIOLOGICZNY! Rak nie powstaje z toksemii!
Pisząc ten artykuł ponad 6 lat temu, już wtedy intuicyjnie wyczuwałem, że nie do końca tak jest z tym rakiem płuc, jak nas kugluje medycyna i jej poplecznicy...
Nie dokonuję poprawek merytorycznych w starym tekście pisanym w dnu 27.05.2015, żeby mieć rzetelny obraz - jak ewoluowała moja wiedza...

Czy palenie powoduje raka?

(...) Pytanie retoryczne, jaki wpływ na nasze zdrowie ma palenie papierosów. Nie pytam w kontekście czy ma w ogóle, bo wiadomo że tak. Są tam specyficzne trucizny, które w jakimś stopniu wpływają na samopoczucie, osłabienie, długość życia pewnie też.

Ale wiadomo jaka jest reakcja ludzi na pytanie, czy palenie szkodzi zdrowiu. Od razu wszyscy kojarzą to z rakiem, przecież powoduje to nowotwór, a jest on jednym z najbardziej śmiertelnych zabójców. Dlaczego jest to w ten sposób postrzegane czy odbierane przez społeczeństwo? Mamy zakorzenione to w głowie od dziesięcioleci, palacze naprawdę umierają, więc nikt tego nie weryfikuje. A jak to zrobić? Bardzo łatwo – na przykład za pomocą germańskiej, która w naukowy sposób wyjaśnia wszystkie „choroby” , więc ten przypadek również.

Palenie papierosów nie powoduje raka płuc. Jest to dawno udowodnione przez medycynę germańską – dlaczego? gdyż mechanika guza, nie ma nic wspólnego z paleniem papierosów. W ogóle to pewnie temat na konkretny wpis: w jaki sposób guz może zabić człowieka? Zastanawiał się ktoś, a może ktoś wie w jaki sposób np. guz prostaty wielkości pestki od wiśni, albo jajnika jeszcze mniejszy, może trzustki, albo wątroby zabija? Płynie kraulem z krwioobiegiem do serca i tam zębami gryzie ściany komór?. Albo to terrorysta z ładunkiem wybuchowym, gdzie dokonuje samo destrukcji włącznie z nami.  Czujecie blusa, że coś tu nie halo? Tylko nikt tego nie analizuje, bo po co – palisz to umrzesz na raka.

Nowotwór płuc- by to brzmiało groźnie, byśmy się bali i żyli w strachu, jest najprostszą zmianą gruczołową tkanki płucnej. Wykształciła się ona z najstarszego listka zarodkowego – endodermy, która steruje podstawowymi procesami nie zbędnymi do przeżycia, oddychaniem, przemianą materii, wydalaniem, rozmnażaniem. Gdy doświadczymy konflikt, który odnosi się do prawdziwej potrzeby koniecznej do przeżycia, wówczas powstaje fizjologiczna, naturalna zmiana powodująca namnażanie komórek, w omawianym przypadku w płucach. Celem tej zmiany jest biologiczne rozwiązanie konfliktu, konfliktu strachu o życie. W fazie aktywnej następuje przyrost komórek po to, abyśmy mogli złapać kęs powietrza, byśmy mogli go więcej przyswoić. (...)

(...)Po rozwiązaniu konfliktu, jeżeli poziom strachu opadnie, następuje rozkład guza przy pomocy grzybów i mykobakterii, np. prądków gruźlicy, które pomagają pozbyć się procesów regeneracji organizmu. Wtedy odczuwamy objawy, takie jak osłabienie, gorączka, kaszel z krwią, a zamykają nas w szpitalu gruźliczym. A to tylko powrót organizmu do normalności, wcześniej- był problem emocjonalny – więc

  • nastąpił przyrost komórek,
  • rozwiązaliśmy konflikt – następuje regeneracja i powrót do normalności.

Jak ktoś nie zna mechanizmów, to ten strach go zabije, gdyż notoryczny konflikt powoduje ciągły przyrost komórek, regeneracja potem jest ciężka, a dochodzą jeszcze inne konflikty, które się kumulują.

Bardzo często mówi się, że jak ktoś ma jakiegoś guza, to potem dostaje przerzutów tu i tam i często w szpitalu pojawia się zapalenie płuc – dlaczego? właśnie dlatego, że jak kogoś wystraszą jakąś diagnozą, to nieszczęśnik ze strachu przed śmiercią, przed tym co będzie z rodziną, kredytami, dostaje kolejnych przerzutów tożsamych z zabarwieniem emocjonalnym konfliktu. To znaczy że dany typ konfliktu tylko i wyłącznie dotyka pewnych narządów, sterowanych poprzez odpowiadającą mu centralę w mózgu.

Odwracając to sformułowanie, wiemy że zmiana w danej części mózgu X, powie nam:

  • jaki konflikt przeżyliśmy
  • jaki narząd został zmianą dotknięty
  • czy zmiana powoduje przyrost czy zanik tkanki
  • w jakim stadium zmian się znajdujesz. Wystarczy do tego jedno zdjęcie TK

Więc palenie zanieczyszcza płuca i nie jest specjalnie potrzebne do życia, ale nie powoduje rozwoju guza czy komórek. Symptomy postępujących zmian w płucach, są następstwem przebytych konfliktów biologicznych. (...)

Oraz: Palenie papierosów w ujęciu 5 Praw Natury



poniedziałek, 4 maja 2015

REDAKTOR GOZDYRA w "TAK CZY NIE" WRAZ Z PROF. GUTEM ZROBILI SOBIE KABARET NA TEMAT POWIKŁAŃ POSZCZEPIENNYCH





         "Aż przykro patrzeć i słuchać, jak obrzydliwie stronnicza była p.Gozdyra..." (JKM)

         
Tak jest! Ale może się do-edukuje i ogarnie wraz z tym obrzydliwie i żenująco dowcipnym prEfesorem Gutem, po przeczytaniu niniejszej treści artykułu!? 

          Panowie: JKM i Wipler!
          W sprawach polityki wolnościowej (np. wolnego rynku) - 100% racji, ale w kwestii wiedzy o zdrowiu mającej istotny związek z ww. kwestią - proszę do oślej ławki... Odróbcie wreszcie tę pracę domową rzetelnie. To będzie dla dobra Was i Waszych bliskich oraz dla dobra Polski! Zanim pozwolisz zaszczepić swoje dziecko - (Klik!)
          Jako lekturę dodatkową polecam: Szczepienia z nagonką - (KLIK!), czy: Szczepienia z nagonką - (KLIK!) 

Lekarze to żołnierze w białych kitlach, często tak samo nieświadomi jak ludzie, do których mierzą ze swoich strzykawek i pozostałym arsenałem dostępnym na półkach aptek. To prawdziwy majstersztyk, jaki jest kontynuacją wcześniejszych prób rozwiązywania problemów tego świata za pomocą agresji zbrojnej. Po cóż więc rozpętywać kolejną, skoro w celu eliminacji można wykorzystać świadomość społeczną, jakże pieczołowicie kształtowaną w umysłach homo patiens przez lata. Po cóż celować do kogoś z okopu, budować kolejne obozy koncentracyjne? Cel, jakim jest dzisiejszy człowiek sam pojawi się w umówionym miejscu i ochoczo nadstawi ramienia do przyjęcia strzału. Różnica polega tylko na tym, że metalowe kule zamieniono na płyn o opóźnionym działaniu. Tak, żeby nikt nie skojarzył zgubnych efektów tego zabiegu, jako zwykłego ludobójstwa. Kolejnym plusem takiego rozwiązania jest fakt, że trup ściele się co prawda gęsto, lecz nie trzeba pozbywać się tysięcy ciał z miejsca kaźni oraz dodatkowo tłumaczyć przed cynicznie zatroskaną opinią społeczną. Tutaj liczne zgony można zgrabnie przypisać chorobom cywilizacyjnym, na które i tak przecież w końcu "jesteśmy skazani", a szczepionki pełne trucizn mają dać organizatorom więcej pewności, że na nie zapadniemy i przed ostatecznym pożegnaniem z tym światem damy jeszcze porządnie zarobić. (...).  

          Boimy się Putina i innych agresorów z zewnątrz, a nie widzimy, że sami za własne pieniądze, za własną zgodą, w biały dzień, w białych rękawiczkach, w majestacie prawa - dajemy się unicestwiać przez kartel farmaceutyczno-medyczny...

       

          Dalsza lektura podstawowa:  Istota chorób infekcyjnych (klik!)

          

          Zarówno akcja szczepień, jak i akcja Owsiaka byłyby szczytne, gdyby nie były od początku do końca załgane. Trzeba umieć odróżnić naturalne nabranie odporności od sztucznego (często objawy uboczne - tragiczne). Nie można tylko argumentować sprzeciwu wobec depopulacji ludzkiej prowadzonej przez lobby farmaceutyczno-medyczne na zlecenie włodarzy świata (kreatur syjonistyczno-masońskich od kreowania planu NWO) - jedynie ideami wolnościowymi człowieka - ale należy też wykazać się tutaj wiedzą (w stopniu choćby podstawowym) o zdrowiu.
Nawet dla pani profesor Majewskiej, wielkiej przeciwniczki szczepień (chyba nie wszystkich), niezbyt znana jest idea odchorowania chorób infekcyjnych (np. grypa, angina). Są to choroby, a właściwie objawy chorobowe (wg Hipokratesa), które głównie dokonują detoksykacji zdefektowanych komórek, w tym i komórek nowotworowych i quasi-nowotworowych. To naturalny proces oczyszczania organizmu! Jak wiemy organizm to nie jest jakaś jednorazówka, żeby nie wymieniać w nim jakichś zużytych, zdefektowanych, niepełnosprawnych części - poprzez generalny remont. Pani profesor oraz niektórzy inni powiązani z medycyną (z całym szacunkiem), ale poprzez pranie mózgów na studiach medycznych czy biochemicznych - siłą rzeczy będziecie wszystko leczyć, wszystko co się rusza...?! Nawet to, co jest nie do alopatycznego leczenia, czyli tzw. infekcje przeziębieniowe mające charakter prozdrowotny i trzeba je przechorować/odchorować, żeby wyszły nam na zdrowie... 


          Pan Wipler wypowiadał się, że ma zaufanie do instytucji takich jak np. ochrona zdrowia czy akcje szczepień, etc. To, że na razie jego zaszczepione dzieci nie mają żadnych negatywnych skutków, to jeszcze o niczym nie świadczy, oby tak zostało do końca... W swojej praktyce profilaktyka zdrowia miałem udowodnione przypadki (np. w wieku dorosłym zachorowania na chorobę Parkinsona, Alzheimera, raka i inne), gdzie można było je powiązać ze szczepieniami z dzieciństwa czy ze szczepieniami np. na WZW  przed zabiegami chirurgicznymi w okresie bycia dorosłym.


          Nie dziwię się, że typowemu zjadaczowi chleba i pacjentowi, czyli bezwolnemu i naiwnemu biorcy leków i usług medycznych, trudno jest zrozumieć, że przyczyną chorób nie jest brak leków, ziół, paraleków, diagnoz medycznych - ale wręcz przeciwnie - z nadmiaru, czyli z balastu, z toksemii - powstają w efekcie niedobory substancji odżywczych i choroby! Gdyby było inaczej, jak twierdzi medycyna, to człowiek powinien się rodzić z belladonną lub innym zielem na głowie, zamiast włosów. Gdyby był potencjalny niedobór wody w organizmie człowieka, jak twierdzi medycyna, aby pić hektolitry wody dziennie, to człowiek powinien rodzić się z kamelowym garbem na plecach, w którym składowane byłyby depozyty tłuszczów nasyconych, z których organizm po spaleniu produkowałby duże ilości wody i C02.

          Ale żeby profilaktycznie (nawet nie prewencyjnie) usuwać sobie niezbędne do funkcjonowania organy takie jak np. jajniki i inne narządy rodne (ostatnio modne wśród celebrytów), by nie zachorować na raka - to gdzie my żyjemy?! Idąc tym tokiem rozumowania, przyczyną raka np. piersi jest: raz - niedobór badań mammograficznych, dwa - nadmiar narządów rodnych i płciowych... Natomiast w przypadku chorego przewlekle dziecka na anginy ropne przyczyną jest nadmiar migdałów, bo nie udały się Stwórcy migdały u dziecka, w tym całym taśmociągu bio-technologicznym stworzenia człowieka/dziecka. To tak jakby wyprodukował On biologiczny bubel, więc medycyna MUSI to teraz poprawiać wiecznie...
          Tak więc oba rozwiązania medyczne, w tych przypadkach - są nieracjonalne i niebezpieczne dla zdrowia i życia!

          Ale można też doszukać się światełka w tunelu. Świadomość ludzka w aspekcie szczepień u niektórych zaczyna ewoluować (chciałbym, aby tak było u wszystkich Rasowych Prawaków, czyli ludzi wolnych i samoświadomych). Wiele spraw przeciwko nakazom płacenia kar przez GIS wobec niezaszczepienia dziecka (ewentualny precedens prawotwórczy) jest w sądach wygrywanych. Argumenty prawne, jak wyżej, wynikają z Konstytucji RP. 

          Podczas krótkiej wymiany mailowej pomiędzy mną a JKM, JKM w temacie bezprawnego przymusu szczepień wniósł projekt poprawek do konstytucji:
"Proponowane poprawki do Konstytucji: do Art 39: ("Nikt nie może być poddany eksperymentom naukowym, w tym medycznym, bez dobrowolnie wyrażonej zgody".) dodać słowa: "Nikomu nie wolno zabronić spożywać dowolnych substancji lub dowolnie postępować ze swoim ciałem – pod warunkiem, że nie narusza to praw innych i nie powoduje zakłócenia porządku publicznego" Jednocześnie do Art 68: ("Każdy ma prawo do ochrony zdrowia".) dodać słowa: "Jednakże władze publiczne nie mają obowiązku świadczenia opieki zdrowotnej ludziom, którzy postępują ze swoim ciałem w sposób odbiegający od powszechnie przyjętych norm" Jest to oczywista deklaracja wolności i niezależności obywatelskiej. Ludzie nie mogą być traktowani jak bydło, któremu właściciel zabrania lub nakazuje jedzenia lub picia czegokolwiek. Dotyczy to osób dorosłych. Za dzieci odpowiadać powinni rodzice."
                                                                                          
          Myślenie leniwego intelektualnie lewaka, nawet czasem mimo jego wysokiego wykształcenia, w kwestiach politycznych (m.in. godzenie się na bycie niewolnikiem) jest analogiczne do zgody w tzw. pacjentyzmie na unicestwianie i redukcję populacji tzw. *Ludzkiego bydła roboczego - przez włodarzy świata - za pomocą kartelu farmaceutycznego i tzw. meNdycyny akademickiej. A oto na potwierdzenie powyższego: link do wyjaśnienia, jak można kręcić lody na krzywdzie i ludzkiej naiwności (często z ich lenistwa intelektualnego) w realizacji planów utworzenia Nowego Porządku Świata (NWO): Jak wyhodowano ludzkie bydło robocze - (klik!)   
(...) Pierwsza „rewolucja” a więc przejście z trybu życia
koczowniczego do życia osiadłego i „wynalezienie” rolnictwa spowodowało
zmianę odżywiania. Zboże, uprawiane początkowo jako karma dla zwierząt
stopniowo stało się głównym pożywieniem ludzi (zwłaszcza z nizin
społecznych). Fryderyk Engels napisał o tym, że kiedy zaczęto ludzi,
zwłaszcza poddanych, karmić zbożem, *WYHODOWANO LUDZKIE BYDŁO ROBOCZE.
Zdaniem wielu genetyków, aby metabolizm człowieka całkowicie przestawił
się z przystosowania do spożywania mięsa i tłuszczu na węglowodany,
upłynąć musi ok. 250 tysięcy lat. W tym okresie przejściowym trapić będą
człowieka przeróżne zaburzenia matabolizmu, zwane chorobami
cywilizacyjnymi. (...).
           Parafrazując słowa klasyka, powiem tak: W żadnej populacji świata zwierząt - nie ma takich bydląt jak wśród ludzi... Oraz: W świecie zwierząt - nie znajdziesz takiego, które by występowało przeciwko temu samemu gatunkowi...
A wśród władzy zawsze znajdziesz wielu łajdaków, którzy unicestwiają nieco głupszych od siebie, bardziej naiwnych, niedoinformowanych - przeważnie pod płaszczykiem (np. szczytnej idei szczepień, etc.), czyli zawsze dla rzekomego dobra człowieka.

                                                                                                     

Zbigniew Zibi Osiewała 

                                                                                                                 

Ps. Aktualizacja w dniu 09.09.2015 o godzinie 17.15

Szkoda, że Duda nie jest prezydentem wszystkich Polaków (zwłaszcza dzieci); szkoda, że nie słucha głosu rozsądku, a polega na takich autorytetach jak nieformowalny alkoholik, poseł Piecha (komisja sejmowa ds. zdrowia) i inni z PiS.

Jak można świadomie/nieświadomie (niedbalstwo, lekkomyślność, ignorancja i arogancja wobec wiedzy o zdrowiu) dokonywać powolnego unicestwiania Narodu Polskiego, zaczynając od niszczenia zdrowia i życia dzieci (nasza przyszłość, przyszłość istnienia Narodu, która się rodzi oraz która się narodzi)...
Oto, dlaczego nienawidzę ignoranctwa PiSSu.

W związku z powyższym - należałoby chyba skierować pozew zbiorowy przeciwko prezydentowi, wszystkim posłom, którzy byli na "tak" w sprawie ustawy o przymusie szczepień...











Pps. Aktualizacja w dniu 06.09.2021 o godzinie 19:00.

W treści artykułu pisanego ponad 6 lat temu, jako układu odniesienia dla wszystkich chorób, użyłem TOKSEMII będącej rzekomo jedyną i naczelną przyczyną... A detoksykacja i odchorowanie chorób infekcyjnych (tzw. przeziębieniowych) to lekarstwo  na powrót do zdrowia.
Obecnie wiem, po zgłębieniu wiedzy z GNM (Biologiczne Prawa Natury), że naczelną przyczyną jest konflikt biologiczny, jako wspólny mianownik dla wszystkich chorób. Punkty styczne i wspólny mianownik dla obu "teorii" to druga faza choroby (regeneracyjna lub "gorącą"), po uprzednim rozwiązaniu konfliktu biologicznego.



  

Zibi

wtorek, 17 marca 2015

LEMINGOSTWO, CZYLI WSPÓŁCZESNE NIEWOLNICTWO MENTALNE (LEMING-PACJENT-LEWAK)




Kiedy prześledzimy historię Homo sapiens i *Homo patiens, to ustalimy - niestety - smutną prawdę... 
(* Pacjent, z łac. Homo patiens - specjalny gatunek człowieka, który dzięki indoktrynacji propagandy medycznej stał się bezwolnym nabywcą leków i usług medycznych. Pojawił się na początku XXI wieku jako zabezpieczenie przed niedoborem pacjentów grożącym bankructwem farmaceutyczno-medycznego kartelu, więc hodowla tego gatunku stała się priorytetem współczesnej medycyny).

Wiara klasycznych pacjentów w mity sekty farmaceutyczno-medycznej i jej popleczników jest silniejsza niż prawdziwa wiedza o zdrowiu potwierdzona empirycznie przez niezależnych i nieskorumpowanych badaczy i naukowców, pokrywająca się z praktycznymi metodami starej poczciwej medycyny ludowej czy starożytnej medycyny chińskiej (taoiskiej). Czyż taki stan rzeczy nie utwierdza totalna czołobitność przed szamanem z tytułem profesora zwyczajnego/nadzwyczajnego czy doktora? Nawet napisana największa niedorzeczność, ale ubrana w garnitur naukowy, pod którym widnieje podpis: Minister zdrowia lub prof. doc. dr hab. - paraliżuje ludziom umysły i nakazuje bezkrytycznie wierzyć w to, pod czym podpisał się ów autorytet medyczny. Ostatnio stał się modny autorytet (doktor z kropką: "dr."), czyli taki celebryta medyczny, który na przykład kształcony był (wow!) na Zachodzie...

Mądry, pokorny i rzetelny naukowiec, dążąc do ustalenia prawdy obiektywnej, jako naczelną, uznaje zasadę: Wiem, że nic nie wiem... (Scio me nihil scire...). Inni zaś stanowiący znakomitą większość, nienauczeni czy niedouczeni (lub/i) będący skorumpowanymi przez rzeczone lobby - to są pseudonaukowcy, nierzadko prawdziwi szarlatani z owej sitwy farmaceutyczno-medycznej pokutujący jeszcze do dziś, głównie w tzw. układzie profesorsko-ordynatorskim (profesorowie nominowani). Swoje tytuły naŁukowe (sarkastycznie - z celowym błędem ortograf.) zdobyli w ponurych czasach, za tzw. komuny prim, katorżniczego ustroju, który zaowocował sowieckim systemem organizacji nauki opartym na omnipotencji urzędasów, jako najmądrzejszej oraz jedynie słusznej kasty wszechwładnej. Z tego właśnie wziął się ów system nominacji nieznany w normalnym świecie, ze środowisk tej kasty, wyrosłej i wybujałej jak komórki rakowe wyhodowane na zdefektowanej tkance społecznej zwanej ochlokracją, czyli rządach motłochu.
W skali Wszechświata jesteśmy tylko maluczkimi robaczkami. Tyle że są robaczki głupsze i mądrzejsze. Ale i te mądrzejsze nie wymyślą nic ponad to, co by przekroczyło ich możliwości myślowe jako robaczków oraz ponad to, co zostało już wymyślone przez Naturę.
Wniosek:
Robaczki najmądrzejsze - wiedzą, że nie wiedzą...
Robaczki najgłupsze - przeważnie chcą rządzić światem oraz pouczać innych (wielkim światem rządzi mały mózg/rozum) - one nie wiedzą, że nie wiedzą...
Kto nie wie nic - musi wierzyć we wszystko i wszystkiego się bać...
Zamiast: Wątpię, więc myślę, myślę, więc jestem... Jest: Wierzę, więc z myślenia jestem zwolniony...
Zamiast: Mam silną wiarę w wiedzę... Jest: Mam silną wiarę we wiarę; np. w mity sekty farmaceutyczno-medycznej omamionej przez WHO...
Wkrótce zostanie wydany zakaz samodzielnego myślenia, bo to obraża uczucia idiotów...
Zdrowy rozsądek może zastąpić prawie każdy stopień wykształcenia, ale żadne wykształcenie nie zastąpi zdrowego rozsądku...
Nie ma nic gorszego niż człowiek wykształcony ponad własną inteligencję...
Tam, gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli zbyt wiele...
Boję się! Nie wiem czy świat jest pełen mądrych ludzi, którzy blefują czy kretynów którzy wcale nie udają...
Prawdziwa wiedza to znajomość przyczyn...
Łatwiej jest oszukać człowieka niż przekonać go, że został oszukan
y... Wiedza naukowa niewiele się przydaje do rozświetlenia tajemnicy własnego ciała. Najlepiej o tym świadczy fakt, że najbardziej fantastyczne koncepcje i urojenia hipochondryczne mają właśnie lekarze...

Właśnie pacjentyzmem przesiąknięci są w większości ludzie o mentalności post-socjalistycznej czy post-niewolniczej, czy też wprost niewolniczej. Są oni patologicznie uzależnieni od instytucjonalizmu powszechnego. Cenią sobie bezpieczeństwo lub jakieś pseudo przywileje wynikające z nostalgii za czasami, w których  powszechna była tzw. opiekuńcza rola państwa - kosztem własnej wolności, samodzielności, samoświadomości. Nie mają tej świadomości, z której wynika, iż organizm człowieka to twór doskonały, stworzony na obraz i podobieństwo Pana Boga. Wg nich najbezpieczniej jest, jeśli zawierzą mONdrości sekty farmaceutyczno-medycznej i jej aŁtorytetów.
Raz oddana wolność w imię tzw. bezpieczeństwa - powoduje później -  utratę i jednego, i drugiego...
Niewolnicy wszędzie i zawsze niewolnikami będą - daj im skrzydła u ramion, a pójdą zamiatać ulicę skrzydłami...
               
Ludzie, którzy stanowią znakomitą mniejszość (w tym ruchy prawdziwie prawicowe, antyszczepionkowe, prozdrowotne) są ludźmi posiadającymi właśnie taką samoświadomość. Oni osiągnęli wyższą formę egzystencji; oni już nie mają patologicznej funkcji umysłu jaką mieli, kiedy byli klasycznymi pacjentami. Większość ludzi (wśród nich i klasyczni pacjenci) są podatni na wpływy propagandy nihilizmu i niezdrowego trybu życia. A ponieważ ich biologiczna funkcja umysłu jest nieprawidłowa, to mają kłopoty często z odróżnieniem tzw. dobra od tzw. zła oraz zdroworozsądkowego trybu życia od niezdrowego...
   
Propagując ideę profilaktycznego nurtu prozdrowotnego wg Hipokratesa wśród np. lokalnej społeczności, wielokrotnie napotykałem się na opór z jej strony w poznawaniu wiedzy o zdrowiu, który wynika z braku owej samoświadomości. Na przykład - prezesi, członkowie różnych stowarzyszeń czy kół, grup wsparcia lub samopomocy (ludzie chorzy na tzw. nieuleczalne choroby) - nie chcą takiej nieautorytatywnej wiedzy. Przykładowo, jeśli powiem chorującemu na cukrzycę II typu, że ma szanse wyleczenia się z tej choroby, to widzę blady strach w jego oczach, a potem wątpliwość i niedowierzanie skwitowane lekkim uśmiechem na jego twarzy (lekką szyderą). Wówczas zaczyna on prowadzić wewnętrzną walkę (sam ze sobą). A w głowie aż huczy od dylematów typu: co będzie z moją grupą inwalidzką, przecież mogą mi ją zabrać?; jak ja się rozstanę ze swoim dozgonnym dobrodziejem, diabetologiem?; jak ja odstawię swoje „paski ketonowe”, na które muszę nasiusiać, żeby sprawdzić poziom ciał ketonowych w moczu?; jak ja pozbędę się glukometru, igieł oraz innego sprzętu dla diabetyków, które otrzymałem za darmo od fundacji lub firmy farmaceutycznej?; jak mogę odstawić leki na cukrzycę, skoro święcie jestem przekonany, że cukrzyca wzięła się z ich niedoboru w organizmie?; czy nie stracę okazji darmowego wyjazdu do Łeby, Ustki, Helu w okresie wakacji?; czy nie pozbawię się uczestnictwa w spotkaniach, zabawach tanecznych, prelekcjach z uczÓnymi prEfesorami?; czy aby nie pozbawię się możliwości kandydowania na prezesa stowarzyszenia, a potem ewentualnego kandydowania do partii politycznej i do władzy samorządowej czy parlamentarnej?; etc.
Podobnie rzecz się ma w instytucjach skupiających chorych na: SM (Stwardnienie Rozsiane), ZZA (Zespół Zależności Alkoholowej) i inne choroby. Psychologicznym czynnikiem/środkiem samoobronnym dla tych ludzi, tkwiących dodatkowo w uzależnieniu od ww. instytucji, jest racjonalizacja polegająca na manifestowaniu swojego bohaterstwa czy pewnej formy heroizmu. - Oto ja, jestem tym lepszym człowiekiem, bo pomimo trudnych czasów, walczę na co dzień z chorobą nieuleczalną i mam głowę podniesioną do góry; jestem kimś wyjątkowym... Chory na SM czy raka powie, że jest kimś lepszym niż alkoholik czy diabetyk, bowiem oni na własne życzenie zachorowali, bo nie dbali o siebie, byli łakomi na słodycze i alkohol, nie znali umiaru. Alkoholik tzw. bierny powie, że to on jest z tzw. narodu wybranego; to on otrzymał przywilej drugiego życia, że przez jego Stwórcę czy Siłę Wyższą został wyróżniony spośród innych chorych chorujących na inne choroby nieuleczalne.


I jak dorosły człowiek może nie przekazać pewnych patologii na swoich potomków... Przecież już od kołyski nieprawidłowo czy w dysfunkcji  wychowuje swoje dziecko. Dziecko takie w wieku dorosłym ma co najmniej nieprawidłowo ukształtowaną osobowość, ponieważ ma zaprogramowane, że: rodzice muszą mu zapewnić wychowanie; nauczyciel ma obowiązek go czegoś nauczyć w życiu, np. jakiegoś zawodu, tylko że jemu się nie chce tej wiedzy przyswajać, i najlepiej, żeby nauczyciel się za niego jej nauczył; stróż prawa i porządku ma obowiązek zabezpieczyć jego nietykalność osobistą i jego prawo do korzystania z porządku prawnego, tylko że znów z jego strony wygodnickie zero stosowania czujności i uważania na ludzi, którzy mogą nu wyrządzić krzywdę, bowiem wg niego od tego są odpowiednie instytucje, w tym i policja; ksiądz ma obowiązek go rozgrzeszyć, choć jego dusza będzie hulać do woli, bo wie, że wystarczy udać się do spowiedzi, i jest załatwione; jego pracodawca ma obowiązek dać mu pracę, więc może się przespać na łopacie przez 8 godzin; lekarz ma obowiązek zapewnić mu ochronę jego zdrowia, więc nie musi o nie dbać samemu, bo lekarz wie lepiej, bo jego uczono tyle lat (- jeśli teraz nie choruję nawet na katar, to przecież mam jeszcze full czasu zanim zachoruję na raka…); etc.
     
W takich sytuacjach moje działania zmierzające do propagowania idei prozdrowotnych, wolnościowych czy tzw. prawackich - są wysoce podejrzane o jakieś co najmniej inklinacje sekciarskie czy inklinacje do tworzenia teorii spiskowych, bo przecież są one w konflikcie interesów oraz w dysonansie poznawczym z powszechną wiedzą naukową. Innymi słowy, jestem często postrzegany jako jakiś dziwak, kosmita, oszołom, bufon, zarozumialec, nawiedzony, a ostatnio: szur, kuc, foliarz, etc. I oto chodzi, o to chodzi... nawet głupcy i ignoranci mają swoją opowieść... Moja kontrowersyjność czasami zmusza konformistów do weryfikacji wiedzy i do pewnej refleksji. 
 
                                              
Tylko rasowy pacjent (jak baran ze swoim atawistycznym owczym pędem), jest pewien swojego losu... Baran zakłada z góry, że jest hodowany na ciągłe strzyżenie przy samej skórze i/lub obdzieranie z niej żywcem oraz że go tylko raz zabiją, a po zabiciu całkowicie zedrą z niego skórę. Pacjent jest zaprogramowany nie na wyleczenie, lecz na leczenie do us*anej śmierci przez swoich dobrodziei medycznych oraz że kiedyś umrze, ale nie od starości (godnie),  tylko koniecznie, jak chce medycyna, na jakąś chorobę. Po jego śmierci, a de facto w trakcie jeszcze schodzenia ze świata, mogą właśnie zrobić skok na jego świeżą skórkę, czyli wykorzystać jego podroby, o ile wcześniej w procesie medykalizacji, czyli strzyżenia przy skórze, ich nie uszkodzili (jatrogenia).

Prof. ks. Włodzimierz Sedlak (uczony, cybernetyk) powiedział, że upadek wszelkich autorytetów musi znaleźć swoje odbicie również w nauce i dodał: (...) nauka stała się uczonym trupem myśli, nad którym zasiedli wytrawni gracze. Gdyby wydać encyklopedię ignorancji uznanych autorytetów w dziejach nauki, składałoby się na nią wiele brzuchatych tomów. Nic już nie zainteresuje uczonych. Są jak woły, które spokojnie żują pokarm na zagrodzonej łączce (...). To tak a propos farmaceutyczno-medycznych tzw. naŁukowców tego całego lewackiego systemu...

                                                                           
Istnieje też pewna grupa pacjentów (wolnościowcy-luzacy), moim zdaniem bliższą mentalności prawaka-niepacjenta, czyli Homo sapiens, którzy korzystają z życia i nie chcą wiedzieć - czy umrą na bliżej nieznaną im chorobę - czy też godnie i ze starości... Uznali, że w razie draki, lekarz jest instytucją, która jest od ratowania ich życia. Ich kredem życia jest - żyć krótko, ale dobrze... Parafrazując słowa klasyka: Z wątpliwym skutkiem śpiewamy sobie tak, życie jest zbyt krótkie, by żyć byle jak...
Tzw. hulaszczy i bezstresowy tryb życia nie musi negatywnie wpływać na długość i jakość życia, jeśli się zbytnio nie przegina, a wsłuchuje we własne sygnały płynące z wnętrza organizmu, posiadając odpowiedni poziom prawdziwej wiedzy o zdrowiu. Jeśli się nie ma zdrowia, a po jakimś czasie się je odzyska lub jeśli zdrowie dopisuje - należy zdrowie traktować jako luksus. Dobrostan zdrowia powinien być wartością użyteczną (trening czyni mistrza), czyli nie powinno się po hipochondrycku podchodzić do dbania o nie, lecz zgodnie z rozsądnym carpe diem (chwytaj dzień). 
Taka przypowieść:
Było dwóch braci bliźniaków. Jeden z nich pił, palił i używał, a drugi zaś przez całe swe życie nie wziął alkoholu do ust, ani nie kochał się z kobietą, a zmarł w trzecim roku życia...
Ten pierwszy nie chodził do lekarzy i dietetyków, nie słuchał ich nierzadko durnych instruktaży i porad, nie oszukiwał zbytnio Natury, lecz żył pełną piersią i postępował w myśl zasady: Natura sanat, medicus curat (Natura uzdrawia, lekarz leczy).


Myślenie leniwego intelektualnie lewaka czy postępaka, nawet czasem mimo jego wysokiego wykształcenia, w kwestiach politycznych, życiowych, zdrowotnych (m.in. godzenie się na bycie niewolnikiem) jest analogiczne do zgody w tzw. pacjentyzmie na unicestwianie i redukcję populacji *Niewolniczego ludzkiego bydła roboczego - przez włodarzy świata - za pomocą kartelu farmaceutyczno-medycznego. A oto na potwierdzenie powyższego link do info, jak można kręcić lody na krzywdzie i ludzkiej naiwności przez kartel farmaceutyczno-medyczny będący narzędziem do kreowania Nowego Porządku Świata (NWO):  KLIK!

"(...) Pierwsza „rewolucja” a więc przejście z trybu życia
koczowniczego do życia osiadłego i „wynalezienie” rolnictwa spowodowało zmianę odżywiania. Zboże, uprawiane początkowo jako karma dla zwierząt stopniowo stało się głównym pożywieniem ludzi (zwłaszcza z nizin społecznych). Fryderyk Engels napisał o tym, że kiedy zaczęto ludzi, zwłaszcza poddanych, karmić zbożem, **WYHODOWANO LUDZKIE BYDŁO ROBOCZE.
Zdaniem wielu genetyków, aby metabolizm człowieka całkowicie przestawił się z przystosowania do spożywania mięsa i tłuszczu na węglowodany, upłynąć musi ok. 250 tysięcy lat. W tym okresie przejściowym trapić będą człowieka przeróżne zaburzenia matabolizmu, zwane chorobami cywilizacyjnymi. (...)".


Dodam tylko, że zdaniem rabina Josefa Owadii - większość Żydów uważa, że nie-Żydzi to tzw. goje, czyli podludzie lub zwierzęta pociągowe...



Jeszcze tylko kilka słów w kwestii wiary a rzetelnego leczenia przyczynowego...


- Z wiary i poglądów to tylko same nieszczęścia i kłopoty... (~ parafrazując ks. Stanisława Staszica)
W procesie dochodzenia do zdrowia nie można opierać się jedynie o wiarę i poglądy (magie rozmaitych tzw. alternatywnych medycyn), lecz o wiedzę czy o wiarę w wiedzę o zdrowiu, np. wg Hipokratesa.

Wiedzę o tym, iż zabiegi takie jak: modlitwa do wszystkich świętych, najsłynniejsi uzdrowiciele, pielgrzymka do Lourdes, nawet na kolanach, homełopatia, wiara w moc szamana w białym kitlu zwanego lekarzem i przepisywane przez niego gorzkie pigułki chemiczne albo "naturalne" suplementy, lewatywy, badania, diagnozy, wróżenie ze składu pierwiastkowego włosa, z oczu albo kropli krwi, kuracje, diety, autorytety (od siedmiu boleści), zappery i inne aparaty (nawet te z przymiotnikiem "super" i jeszcze + albo ++ czy nawet +++), chemio-, radio-, ozono-, światło-, aromo-, uryno-, ciepło-, zimno- czy letnio-terapie, zdrowa żywność czy jeszcze modniejsza: wściekle zdrowa żywność i w końcu bioenergoterapia - to wszystko magia. To żerowanie na naiwności pacjentów*, którym się wydaje, że o zdrowie nie trzeba dbać, bo je można "zdobyć" dzięki żarliwości modlitwy, uciążliwości pielgrzymki, czy wreszcie za ciężkie pieniądze w jakimś modnym gabinecie. Ale to tylko magia - chwilowa poprawa; atrapa (…)(~Józef Słonecki)
Jeśli się modlę do Boga, to nie o przysłowiową gotową rybę podaną na tacy, ale o wędkę, czyli proszę o natchnienie mnie dobrym pomysłem/rozumem na wyleczenie się. Tzw. katol-pacjent (chory np. na cukrzycę) przeważnie postępuje inaczej... Tuż po wyjściu z kościoła zaczyna grzeszyć, obżerając się tortem lub innym tzw. łakociem, bo ma nadzieję, że na kredyt wymodlił sobie immunitet chroniący go przed konsekwencjami nieprzestrzegania diety w cukrzycy (terapia w usuwaniu przyczyny pośredniej choroby) oraz przed innymi chorobami. Przecież ma świadomość, że występuje przeciwko Piątemu Przykazaniu, a jednak pokusa uciechy podniebienia - zwycięża nad rozsądkiem. On wtedy podniecony smakiem mówi: - Bóg istnieje... bo czuję jakby maluśki Jezusek gołą stópką przeszedł po moim podniebieniu... Psychologiczny mechanizm obronny u niego działa w ten sposób (racjonalizacja), że uda się z pielgrzymką na Jasną Górę i wyleży krzyżem naprawę swojego zdrowia (po najmniejszej linii oporu i nawet bez udziału lekarza). Nie wiem, ale Bóg w tym czasie raczej też będzie go wysłuchiwał na leżąco, będzie go ignorował albo nawet sobie zakpi z niego. Jak w tej przypowieści o beznadziejnym alkoholiku, który nie chciał się dać zreformować, nie chciał się leczyć i nie słuchał żadnych rad, nawet w kwestii samego odstawienia picia. Otóż ów alkoholik przepił całe swoje życie i zdrowie, stając się inwalidą z uszkodzonym aparatem ruchu, jako ofiara wypadku drogowego będąca pod działaniem alkoholu. Pewnego razu postanowił pójść na pielgrzymkę do Częstochowy, żeby uprosić Boga o uzdrowienie go. Poszedł więc o kulach na Jasną Górę. Tam położył się krzyżem i zaczął się modlić o uzdrowienie go z tego inwalidztwa. Po jakimś czasie krzyczy: - Moje kule, moje kule! Na co głos z tłumu: - Czy stał się cud...? - Nie, kule mi zaje*ali...!

Wracając do potencjalnego chorego na ZZA, który nieprawidłowo podchodzi do leczenia choroby alkoholowej... Zaraz po odstawieniu alkoholu, co jest warunkiem sine qua non rozpoczęcia procesu trzeźwienia, wymieniony osiada na laurach i nic ze sobą nie robi, bo zrobił łaskę współmałżonkowi/rodzinie/przyjaciołom, odstawiając alkohol, a to przecież dla niego wyczyn graniczący z heroizmem. Czuje się prawie świętym. Za takie poświecenie należy mu się odpowiednie traktowanie i usługiwanie mu - aby tylko nie zaczął pić na nowo. Współpartnerzy nawet godzą się na to, aby delikwent powierzył całą odpowiedzialność za swoje zdrowie i życie IM, na zasadzie: Jakiego mnie Boże stworzyłeś, takiego mnie masz... (bo przecież wg niego picie nałogowe było nie z powodu jego ułomności, lecz przez kogoś/przez coś...). Tak więc on nie będzie pił, ale w zamian żąda od członków rodziny rozwiązywania za niego problemów rożnej maści, bo on dostał nowe życie i jest przecież nieporadnym noworodkiem...
Po pewnym czasie, jeśli taki delikwent nic ze sobą nie robi (nie prowadzi terapii detoksu-odwyku, czyli kuracji trzeźwienia, tylko usilnie trzyma się samego niepicia, to to jest dla współ... jakąś totalną udręką. Czasami bywa tak, że współuzależniony zaczyna prosić Boga o to, żeby tego typu tzw. bierny alkoholik zaczął pić na nowo, bo jeśli tylko utrzymuje samą abstynencję, i nic więcej nie robi, to jest on wiecznie pijany na "sucho". Inny znów często przesuwa się w drugą skrajność i jest uzależniony od niepicia, czyli pijany od "trzeźwości". Tacy bierni alkoholicy czy bierni narkomani bywają czasami bardziej upierdliwi i nie do życia... niż z okresu czynnego spożywania czy brania...


Ludzie leniwi życiowo i intelektualnie, konformiści, snoby, ludzie  bezkrytyczni i bezrefleksyjni - to najczęściej nieudacznicy życiowi, którzy uciekają od jakiejkolwiek odpowiedzialności za swoje życie i zdrowie, uderzając na przykład w różnego rodzaju sekciarstwo... Niektórzy mylą - socjalistyczną (społeczną) naukę o KrK (ostatnio nazywaną posoborową modernistyczną nauką judeo-chrześcijańską) - z prawdziwymi naukami Chrystusa. To tak jakby nie widzieć różnicy pomiędzy krzesłem wersalskim a krzesłem elektrycznym. Miernikiem uduchowienia u takich ludzi jest ilość odbytych wizyt w obiektach sakralnych oraz ilość odklepanych modlitw. Miernikiem uduchowienia tzw. pacjentów-wiernych w sekcie farmaceutyczno-medycznej jest ilość wizyt u lekarzy, czyli u swoich kapłanów w białych kitlach oraz ilość pobranych usług medycznych i leków.  A gdzie są dobre uczynki... wg Przykazań Miłości i Dekalogu oraz Triady Wartości?! No cóż, ograniczają się przeważnie tylko do przestrzegania Trzeciego Przykazania. Zatem nie dziwi fakt, że Pan Bóg czasem również ich ignoruje i drze łacha, jak z tego opisanego wyżej...

Tak samo jest z lemingami głosującymi na żydo-bolszewię z PiSS (pobożne lewactwo) lub innych socjalistów (bezbożne lewactwo) z pozostałych członków tzw. Bandy Czworga.  Oni myślą w taki oto sposób: - Po co ja mam się wysilać, cokolwiek robić, skoro państwo się mną zajmie najlepiej. Niech mi da kasę w postaci jakiegoś zasiłku, bo mi się należy tzw. opiekuńcza rola państwa, a ja se poleżę i poczekam aż się wszystko w okół mnie zrobi samo. I niech też inni decyzję podejmują za mnie i biorą na siebie odpowiedzialność, nawet niech decydują o moim losie, byleby mi pozwolili w spokoju żyć w mojej "pozłacanej" klatce, gdzie mam ciepłą wodę w kranie, gdzie mogę żyć, żryć, spokojnie "łamać się na desce" bez wychodzenia na dwór do "wychodka". Jestem hepi!
Jeden taki lewus (kalectwo życiowe, wyhodowane w socjalistycznym inkubatorze), był na tyle leniwy, nieodpowiedzialny i beztroski, że kładąc się wieczorem spać, nawet nie nastawił budzika na następny dzień na 6:00 (rano), żeby wstać do pracy. Jak zwykle spokojnie scedował to na swojego boga, twierdząc, że wierzy w przeznaczenie i że to od jego boga będzie zależało - czy wstanie rano do pracy - czy też nie! Jeśli nie wstanie, to znaczy, że to nie będzie wynikać z jego próżniactwa i lenistwa, tylko z woli bożej. 


A zatem lemingi/pacjenci/lewacy to przeważnie nieudacznicy życiowi uwielbiający życie w różnych wspólnotach; i obojętnie czy chodzi o umiłowanie do (tfu!) tzw. demokracji, czy o przynależność do wspólnoty wyznaniowej lub sekty, czy czego im tam do uskutecznienia bezwolności jednostki w zrównanej na siłę społeczności potrzeba...



Ps. 
CZARNA ŚMIERĆ I BIAŁA ŚMIERĆ - KLIK!

OD CZEGO BY TU ZACZĄĆ NAPRAWĘ PAŃSTWA "DEMOKRATYCZNEGO"? -   
KLIK
!
 
 
                           
                      





W dniu 07.11.2021 o godzinie 09:45 dokonałem aktualizacji treści artykułu...


To pudełko ryje Wam berety od lat...

Co mi dają dobrego reklamy w TV? Nic. Marnują moje zdrowie psychosomatyczne. Te przerywniki programowe pełne są obrazów migających z częstotliwością 1-5 Hz, najsilniej pobudzając nasz układ nerwowy. A ostre dźwięki - mają za zadanie wprowadzić nas w stan zwiększonej koncentracji uwagi przed zwiększoną dozą reklam, które zaraz będą polecane.

Reklamy, a w trakcie ich trwania - głos jest zawsze mocniejszy niż normalnie. W tym układzie moje nerwy sięgają zenitu i odruchowo łapię za pilota, żeby wyłączyć głos albo przełączyć na inny kanał. Jeśli na innym kanale jest też reklama, to można się wściec.
Można sobie policzyć - ile w toku jednej reklamy zmieniany jest obraz… Około 35 razy, w czasie 30. sekund reklamy. Czyli oznacza to, że się zmienia średnio co 1. sekundę.

To jest dokładnie tyle ile potrzeba, byśmy zdążyli zarejestrować sobie w naszym mózgu jakiś obraz, ale nie zdążyli go, broń Boże, przemyśleć czy przeanalizować, zwłaszcza, gdy dotyczy reklamy leków, supli itp. gówien - tylko natychmiast start do apteki lub do jakiegoś punktu dystrybucyjnego leków/paraleków, żeby mi nie wykupili...

Człowiek ma być niewolnikiem, ma mieć wodę z mózgu i ma dać się, jak baran, strzyc przy samej skórze, obdzierać ze skóry żywcem, a na koniec zabić.  



 

                                                                                                                                                     Zibi
                                                                                
                                                                                                                          

środa, 18 lutego 2015

RODZICE - IDEALNA GRUPA DOCELOWA

         

Nienażarta farmaceutyczna bandyterka wprowadza na apteczny rynek coraz to nowsze specyfiki, którymi zapełniane są konsekwentnie wszystkie nisze tak, aby dzięki odpowiednim chwytom marketingowym sprzedać jak największą ilość danego produktu. Gdyby do tego dodać opanowane do perfekcji chwyty psychologiczne i trzymanie się prostej zasady pt.: „Reklama dźwignią handlu”, wyjdzie nam przepis na całkiem skuteczną sprzedaż. A „skutecznej sprzedaży” nie byłoby (oczywiście!) bez klientów-lemingów, bo żadna to tajemnica, że żeby była podaż musi najpierw być popyt.
         
W dobie postępującego w galopującym tempie procesu odczłowieczania, każdy z nas może wpaść w pułapkę. Pułapka ta jest dość specyficznym ustrojstwem: nie czyha na nas zastawiona w jednym, konkretnym miejscu – ona za nami łazi. A to, co jest jej bezpośrednim motorem i nośnikiem, to bombardujące nas z wszech stron media.
         
Reklamy suplementów dla dzieci działają na mnie bardzo stymulująco, dlatego wyobraźnia od razu podsuwa obrazki rodziców, którzy zamiast roztaczać nad swoimi pociechami normalną opiekę i zadbać o nie bez wspomagaczy - faszerują je 24h/dobę specyfikami różnej maści. Wyzwala to we mnie reakcje, delikatnie mówiąc, agresywne. Dziś w radio, średnio trzy razy na godzinę, emitowano reklamę uspokajającego syropku dla dzieci. Reklama tegoż samego emitowana w tv wygląda o tyle gorzej, że widzimy dziewczynkę i jej rodziców - mała nie może spać, budzi się w nocy, w efekcie czego nazajutrz rodzice nie mają siły do pracy, a dziecko przysypia w szkole. Rzecz jasna, po zastosowaniu syropku wszyscy są szczęśliwi, wyspani i trwa sielanka...
         
Oto obrazek, na jaki niedawno trafiłam w sieci:



         
Serio? Po co tyle zachodu? Na Zachodzie (nomen omen) radzą sobie lepiej - tam już wiedzą, że jak przeginać, to na całego:




         
Większość rodziców, gdyby im na poważnie zaproponować ów specyfik i szmatkę, poczułaby się urażona tym pomysłem, ba! już widzę rozwścieczone hordy żądnych krwi matek i ojców, walczących w obronie swoich dzieci. Oczywiście, że powyższy filmik zionie czarnym humorem. Ale dotyka bardzo istotnej kwestii...
         
Trzeba by na chwilę przystanąć i zastanowić się nad istotą problemu: dlaczego oburza nas NapTime, a nie oburza wychowywanie małych ćpunów? Dlaczego rodzice, klienci sklepów i aptek, są idealną grupą docelową, na której do woli używają sobie koncerny farmaceutyczne? Odpowiedź jest prosta: droga do głów i portfeli rodziców wiedzie przez ostrą grę na ich emocjach; przez wzbudzenie w ich sumieniach poczucia winy za to, że dziecko nie zachowuje się, nie żyje - "książkowo". Wiadomo, że każdy chce jak najlepiej dla swoich dzieci. Instynktownie chcemy zapewnić im wszystko, co najlepsze, ale trzeba mieć na uwadze, że dzisiaj - gdy właściwie wszystko można upiększyć, ubrać w pozory, poprawić, podpompować, sztucznie powiększyć, polepszyć, wygładzić w fotoszopie, podmienić na iluzję, ładnie zapakować - wszystko to można również obrócić w czysty zysk. Albo stać się narzędziem w ręku kogoś, kto na zimno wykorzysta nas do swoich celów, mając w nosie to, że nam najzwyczajniej w świecie szkodzi.
         
Owczy pęd ku popkulturowym billboardom, prezentującym ideały piękna i zdrowia , doprowadził do tego, że ludzie uwierzyli, że na wszystko jest prosty sposób - tabletka czy syrop załatwią sprawę, zatuszują nasze zaniedbania, odczarują to, co widzimy patrząc na siebie w lustrze. Dobre nawyki żywieniowe? Przecież są tabletki odchudzające. Odpowiednio skomponowane, bogate w naturalne witaminy posiłki dla dzieci? Przecież są wspaniałe dania w słoiczkach, a w razie niedoborów witaminy w żelkach. Nie ma apetytu? Nie ma sprawy - pobudzimy! Nie może zasnąć? Ojej, żaden problem, 30ml syropku i zaraz zaśnie. Nie może się skoncentrować? Tabletka musująca! Nerwowe? 10 kropli na cukier i się uspokoi. Takie przykłady mnożą się i mnożyć będą.

Drodzy Rodzice! Wyłączcie reklamy. Włączcie myślenie. Weźcie pod uwagę, że wtłaczając we własne dzieci całe arsenały suplementów i wspomagaczy, uczycie je przy okazji chodzenia na skróty. Wychowujecie małego homo patiens, który do końca życia będzie uzależniony od produktów farmakologicznych, upatrując w nich rozwiązania dla wszystkich swoich problemów.

[MW]

poniedziałek, 16 lutego 2015

CIZIE-WIELORYBY - ZAMIAST NA BASEN - WYLAZŁY... NA SIŁOWNIĘ




Oto, jak działa proces amerykanizacji i medykalizacji na leminga/pacjenta (KLIK!)
- czyli jakie są efekty ogłupiania przez wielopokoleniową indoktrynację propagandy farmaceutyczno-medycznej najgłupszego i najbardziej chorego społeczeństwa na świecie, jakim są Amerykanie. Najdurniejsze, bo najbardziej chore somatycznie społeczeństwo na świecie, a wśród nich - amerykańscy naŁukowcy (celowo błędnie z sarkazmem).

 Za chwilę te cizie-wieloryby będą szukać specjalistów-ortopedów (najlepiej prEfesorów), bo ich stawy wołają: Daj namspokój! Później specjalistów-gastrologów, bo ci wcześniej zrobią im demolkę z układu pokarmowego od tzw. niesterydowych środków przeciwzapalnych. Następnie onkologów, etc.
A zaczęło się niewinnie: od łykania bez popitki propagandy medycznej zawartej w reklamach, z których wynika, że możesz jeść/żreć wszystko, bo w razie draki pomogą ci instruktorzy fitness i całe sztaby wykształconych od chorób specjalistów (wow!).
         
Dobrze to odzwierciedla przypowieść o babie i lekarzu, który w tym przypadku postąpił  wyjątkowo mądrze (wyjątki stanowią o regule): Baba chciała schudnąć (bo miała 40 kg nadwagi) i zapytała lekarza, co ma zrobić. On ją zapytał, co proponuje? Baba oznajmiła, że zapisała się na sekcję pływacką. On jej tylko odpowiedział: -"A widziała pani wieloryba...".

Gdyby ktoś nie zrozumiał puenty dowcipu, to już spieszę z pomocą - otóż ów ssak tyle pływa i jakoś schudnąć nie może...
Jaki z tego wniosek? Ano taki, że nadwagi/otyłości nie zrzucamy, zaczynając od forsujących ćwiczeń fizycznych (wynaturzonych) w połączeniu z wynaturzonymi wskazówkami dietetycznymi, rodem z siłowni (z wyłączeniem mądrych profesjonalistów w tej dziedzinie). 
Najpierw zmieniamy tzw. model żywienia i chororozsądkowy styl życia - na odpowiednią dietę i na zdroworozsądkowy tryb życia! I nie jest istotne tylko to, co mamy jeść, ale najistotniejsza jest wiedza, czego nie jeść/czego unikać/co jest dla nas szkodliwe. Primum non nocere, czyli po pierwsze nie szkodzić - a nie kontrreagować na reakcję organizmu prawidłową, obronną - szkodząc mu dalej jeszcze bardziej...

Parafrazując słowa pewnego prezydenta: - minusy dodatnie... jako efekt uboczny (chudnięcie!) w prawidłowej kuracji prozdrowotnej.  Nastawiamy się więc na kurację prozdrowotną, a nie na jakąś durnowatą terapię odchudzającą, z której może być jeszcze więcej szkód niż pożytku (np. osiągnięcie ładnego wyglądu, ale w piórniku, czyli w trumnie lub na wózku inwalidzkim). Wytyczajmy priorytety - czy ładny wygląd, ale w trumnie - czy też (chwilo) gorszy wygląd i gorsze samopoczucie w procesie oczyszczania i regeneracji organizmu - ale w efekcie finalnym: dobrostan zdrowia i zdrowy, ładny wygląd?! 

Innymi słowy... Nie możemy wybiórczo leczyć chorób. Moim ulubionym przykładem leczenia wybiórczego jest potraktowanie organizmu jakimś alopatykiem, żeby wyleczyć jakąś prozaiczną dolegliwość (np. łupież). W konsekwencji takiego leczenia, wyglądamy czysto, higienicznie, schludnie, bez najmniejszych śladów łupieżu we włosach oraz na ubraniu i na lakierkach - ale to jest nasz wygląd, niestety, ale często już w trumnie.
Lecząc się objawowo, czyli wg sterowania ręcznego organizmu sterowanie ręczne, wydaje się nam, że jest to leczenie racjonalne. A wg mądrości atawistycznej organizmu - irracjonalne! W taki oto sposób właśnie przeszkadzamy organizmowi w procesie autoregeneracji prowadzonej wg jego racjonalnego i logicznego planu (z automatu). Możemy ewentualnie lekko go wspomagać jakimś środkiem naturalnym (prozdrowotnym) o jak najbardziej pasywnym wpływaniu na funkcje... organizmu. Wówczas organizm taką przypadłość, jak łupież - pozostawia sobie na deser (czytaj: na zaś) lub w ogóle ją pomija - realizując swój program naprawczy, wg swojej chronologii odkręcania się z kaskady chorób (tj. wg ważności funkcjonowania organów i układów). To ma sens przy założeniu, że przyczyną naczelną chorób jest konflikt biologiczny, a przyczyną pośrednią jest toksemia. Procedurę leczenia przyczynowego zaczynamy od namierzenia, ustalenia i konfliktu biologicznego, i równolegle możemy wdrażać nie-alopatyczne wspomagacze (za wyjątkiem przypadków stanu zagrożenia życia od tzw. obrzęków naprawczych).


          Taki sucharek odnośnie powyższego...
Na kilka minut przed wykonaniem kary śmierci, naczelnik ZK pyta skazanego, jakie ma ostatnie życzenie. Ten odpowiada, że napiłby się piwa. Spełniono jego ostatnią wolę i podano mu kufel piwa z pianką. Skazany zdmuchnął z powierzchni ową piankę i wypił piwo. Zaskoczony tym widokiem naczelnik - zapytał skazanego, czemu zdmuchnął piankę, wszak to sam rarytas... Skazany odpowiedział: - "Bo pianka szkodzi mi na wątrobę...".



Jest tu analogia do przestrzegania z uporem maniaka np. pewnych absurdalnych procedur sanitarnych opartych na błędnych i fałszywych przesłankach medycznych. I tak rodzi się kolejna anegdota z życia wzięta...W USA, w stanach, gdzie obowiązuje Kara Śmierci - przed wykonaniem wyroku w komorze straceń - medyk wykonuje zastrzyk z trucizny śmiercionośnej skazanemu - ale po uprzednim - zdezynfekowaniu(!) miejsca wkłucia na ciele skazańca...

W dniu 24.08.2021 o godzinie 19:50 dokonano aktualizacji treści artykułu.

CO TO JEST DIETA - KLIK!
PIŁKARZ - JAKO JEDNA Z OFIAR PRZEMYSŁU MEDYCYNY SPORTOWEJ i JEJ OKOŁO-SPORTOWYCH POPLECZNIKÓW - KLIK!
JESTEŚMY RACZEJ TYM, CO ŻREMY, A NIE TYM, CO JEMY... KLIK!
ORGANIZM STEROWANY ODGÓRNIE... KLIK!
SZKODLIWE POPRAWIANIE NATURY - KLIK!
W OBRONIE RODZIMYCH PŁODÓW ROLNYCH - KLIK!
BŁONNIK WITALNY - KLIK!
OBALANIE MITU/STRASZAKA DOTYCZĄCEGO "ZAKWASZANIA" ORGANIZMU - KLIK!
NIE DAJ SIĘ MANIPULOWAĆ MEDYCYNIE "SUPLEMENTACYJNEJ" - KLIK!
    
NABIJANI W BUTELKĘ PRZEZ WODOLEJCÓW I INNYCH KUGLARZY Z MEDYCYNY "ANALNEJ" - KLIK!
 OBALANIE MITU O SZKODLIWOŚCI "MIKROFALÓWEK" ORAZ SŁÓW KILKA O JERZYM ZIĘBIE - KLIK!              
KIEDYŚ SIĘ DOCZEKAM PRAWDZIWEGO DOKTORA ALTERNATYWNEGO... KLIK!   
MEDYCYNA AKADEMICKA - WIELKA BLAGA - KLIK! 
MOJE TEORETYCZNE ROZWAŻANIA O CHOROBACH Z HIPERINSULINEMII - KLIK!
RODZICE - IDEALNA GRUPA DOCELOWA...KLIK! 
PAL SPOKOJNIE, PALENIE WYSZCZUPLA... KLIK!