Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

sobota, 18 czerwca 2016

W OBRONIE RODZIMYCH PŁODÓW ROLNYCH




Obecnie w naukach przyrodniczych nie ma już odkryć i odkrywców. Powód jest bardzo prozaiczny; odkrycia takie są po prostu nieopłacalne, ponieważ prowadzą one do tej samej konkluzji: prawa natury są doskonałe - i niczego nie trzeba poprawiać! A skoro tak, to na pewno nie da się na tym zarobić.
Tak zwani naukowcy nie zajmują się odkrywaniem niewygodnych (czytaj: nieopłacalnych) praw natury, lecz kombinują - jakby tu naturę przechytrzyć. Propaganda medyczna, powołując się na rzekome odkrycia naukowe, podstępem mami sensacjami o najnowszych wynikach badań, sugerując że właśnie ta dieta jest zdrowsza od wszystkich pozostałych, bo tamte były be.

Przemysł przetwórczy od dwóch wieków miesza ludziom zmysły smaku. Gorzki smak nie musi oznaczać trucizny (jak to jest w naturze), a słodki - pewnej zdrowotności. Więc nie możemy już bazować na samych zmysłach, by odróżnić pełnowartościowy produkt spożywczy od zwyczajnego badziewia, albo wręcz trucizny. Obecnie nie wystarczy już smak, zapach i kolor do oceny tego, co jemy. By zachować zdrowie, należy nabyć podstawową wiedzę o zasadach zdrowego odżywiania, w których nie tak ważne jest to, co należy jeść, jak to, czego należy unikać we własnym dobrze pojętym interesie, choć jest zachwalane, polecane i reklamowane, ładnie zapakowane, a na dodatek jest smaczne i ładnie pachnie.

Nasi przodkowie nigdy nie jedli nic innego jak to, co złowili, wyhodowali bądź urosło w promieniu nie więcej niż 10 km od miejsca, w którym mieszkali - i żyli zdrowo. I nie brakowało im ryb morskich, tranu, pędów bambusa, oliwy z oliwek, oleju palmowego, brązowego ryżu (ani tym bardziej białego), soi, cieciorki i ciecierzycy, chrząstki z rekina, oleju z wiesiołka (koniecznie dwuletniego!), grejpfrutów, kiwi, suplementów w postaci bomby witaminowej, itp. dupereli.

Obywali się też bez medycyny tzw. natusralnej, czyli wybijania wszystkiego, co się rusza w organizmie za pomocą zappingu, morowania aparatem Mora wg Huldy Clark czy Siemionownej (czytaj: Siemionowej); picia odbytnicą, czyli lewatyw wg Srałachowa czy Srombaka (czytaj: Szałachowa czy Tombaka); indeksu glikemicznego Montignaca; Lekarza pierwszego kontaktu (dzisiaj to nie do pomyślenia); suplementów i probiotyków, nie mówiąc już o antybiotykach... i żyli!

Nie wiedzieli też nic o grupie krwi jaką mają, ale nie mieli problemów z jedzeniem. Nie mieli pojęcia o cholesterolu, jedli tłusto jak tylko się dało, a nie mieli miażdżycy. Nikt im nie przekazał wiedzy o stosunku B:T:W (białka, tłuszcze, węglowodany), i raczej im tego nie brakowało. No i nie mieli tylu aptek, co obecnie, i raczej za tym nie tęsknili.

Chcę przez to powiedzieć, że człowiek może się obejść bez tych wszystkich dziwnych rzeczy i niczego nie będzie mu brakować. A nawet wprost przeciwnie - będzie zdrowszy! Zgodnie z podstawowym prawem natury: nasze... jest najzdrowsze! Oczywiście nasze - to znaczy to, co wyrosło u nas w kraju, w którym żyjemy. To importowane zaś - jest takie sobie... w najlepszym przypadku. I nie znam wyjątku, żeby moda na zagraniczne badziewie wyszła komuś na zdrowie... Więc warto się nad tym zastanowić.



                                                                       Zbigniew Zibi Osiewała












                                                                                              
                                                                                                  

wtorek, 3 maja 2016

RADZIWIŁŁ - MOHEROWO-MOROWY MINISTER "CHORÓB"



"
Opiekuńcza" rola ministra Radziwiłła; przepisy antytytoniowe - KLIK!

Radziwiłł od zawsze krytykował homeopatię - KLIK!

Co się dzieje z homeopatią (i innymi naturalnymi metodami leczenia) w naszym kraju? - KLIK!


 Ten typ ze swoją mONdrościOMopiekuńczościOM i pobożnościOM neobolszewickOM  przyprawia mnie o mdłości. Dyletant wiedzy medycznej, a z wiedzy o zdrowiu i tzw. medycyny niekonwencjonalnej czy też komplementarnej, dosyć dobrze rozwiniętej na Zachodzie - to stuprocentowy ignorant. Odnośnie homeopatii to Ciemnolemingrodzianin. On nie ma żadnej wiedzy, a tylko wierzy... że to dzieło szatana...

Gwoli wyjaśnienia:

W Polsce Kościół katolicki (KrK) uważa homeopatię również za dzieło szatana. A na Zachodzie, w większości krajów, jest wręcz przeciwnie. Bardziej szanuje się homeopatów-nielekarzy niż homeopatów-lekarzy. Czyli ogólnie, medycyna komplementarna jest bardzo ceniona w klinikach specjalistycznych, włącznie z pomocną (integralną) funkcją leczenia kompleksowego w onkologii. Jest to medycyna alternatywna dająca czasem dobre efekty leczenia objawowego (a w niektórych przypadkach i przyczynowego) w cięższych chorobach, i nie dająca tylu powikłań, jak w przypadku medycyny rockefellerowskiej/chemicznej, która praktycznie nigdy nie leczy przyczynowo, i zawsze szkodzi, za wyjątkiem medycyny ratunkowej czy interwencyjnej.
W Polsce odnotowano wiele skutecznych przypadków odtruwania chorych (w tym i dzieci) z powikłań poszczepiennych za pomocą leków homeopatycznych.
Dla porównania, eks "papież" (w cudzysłowie, bo to antypapież, wg mnie, jako *sedewakantysty) Benedykt XVI przez całe życie w Niemczech leczył się za pomocą homeopatii zanim zasiadł na tronie Stolicy Piotrowej, a także w trakcie służby, oraz po przejściu na emeryturę korzystał ze swoich nadwornych, osobistych specjalistów-homeopatów (zdaje się, że również w większości narodowości niemieckiej).
Więcej szczegółowych informacji na temat homeopatii sporządzę w stosownym czasie, zwłaszcza dla tych niedoinformowanych, którzy tę wiedzę medyczną traktują jako tzw. czary-mary i twierdzą, że nie ma doświadczeń empirycznych potwierdzających wpływ "homeopatyków" na funkcjonowanie organizmu: ani korzystnych, ani niekorzystnych.

Konstanty Radziwiłł, przez cały czas w swojej karierze zawodowej, to prawie urzędnik lekarski w instytucjach typowo komunistycznych, zbędnych tworów (a właściwie nowotworów) w tzw. służbie (tfu!) zdrowia vel służbie chorób, zwanych izbami lekarskimi żerującymi na krwawicy roboli/wyrobników-lekarzy na "dole"...
Już samo Ministerstwo (tfu!) zdrowia jest zbędne w zdrowym, normalnym, nie-lewackim kraju, a okręgowe izby lekarskie, a wśród nich NIL (Naczelna izba lekarska), dublująca sformalizowanymi strukturami niektóre urzędy w Ministerstwie (tfu!) zdrowia, to już raczysko powstałe na zdefektowanej, zatoksycznionej tkance nieuleczalnie chorej tzw. służby (tfu!) zdrowia.

To jest jeden z ostatnich bastionów komunistycznych instytucji w służbie chorób służących pośrednio do przechwytywania środków pieniężnych od tzw. klientów przemysłu chorobotwórczego, czyli pacjentów oraz bezpośrednio od prawdziwych i uczciwych lekarzy-wyrobników w "terenie".

Izby lekarskie działają pod płaszczykiem służb do "ochrony" lekarzy, analogicznie do IOF lub WSW w MSW lub ŻW w wojsku (czytaj: Inspektorat ochrony funkcjonariuszy lub Wydział spraw wewnętrznych lub Żandarmeria wojskowa). Kluczowe/znamienne jest tutaj słowo: "ochrony".

Ta cała NIL jest tak samo "potrzebna" zwykłemu pacjentowi, jak i "potrzebny" jest scentralizowany system kas chorych i pracujących tam urzędasów (obecnie NFZ).

Mówiąc za klasykiem: - Jeśli człowiek ulegnie wypadkowi, to nie woła: - "(...) ratunku, dajcie mi urzędnika z NIL, NFZ, ministra "zdrowia" (...)!", tylko: - "(...) lekarza, lekarstwa, opatrunku, gipsu, zabiegu chirurgicznego (...)!".

Nie cierpię konowalstwa leczącego objawowo, czyli maskującego faktyczny stan zdrowia, a wkręcającego chorego w kolejne choroby. A tym bardziej urzędasów, dyletantów medycznych - udających doktorów, a wywodzących się ze środowisk lewacko-ochlokratycznych - z gębami pełnymi religijności. Ani z tego prawdziwy doktor (czytaj: nauczyciel o zdrowiu), ani rasowy Katol.

Ten socjalista w moherowym berecie szykuje nam kolejną niedźwiedzią przysługę; tym razem będzie na siłę uszczęśliwiał ludzi i domagał się od palaczy rzucenia palenia. Ciekawe, cóż to będzie za sposób perswazji, aby zdyscyplinować pacjenta-niewonika, który będzie musiał wykazywać subordynację wobec swojego mentora "prozdrowotnego" z tytułem "Ministra zdrowia"?

Ja wiem, że wielkie blagierstwo kartelu farmaceutyczno-medycznego polega zawsze, po pierwsze, na edukacji leminga-pacjenta informacjami, które mają wywołać u niego lęk, strach, jego całe życie musi być podszyte strachem. Lęk musi powodować u niego chęć korzystania z usług kapłana życia i śmierci w białym kitlu. To jest jego dobrodziej/wybawca od leczenia somy, natomiast od leczenia ducha jest kapłan w czarnym kitlu (ten drugi również jest wyedukowany na gruncie nauki społecznej, socjalistycznej o Kościele katolickim, który ma niewiele wspólnego z prawdziwą nauką o KrK).
Pacjent-leming już od kołyski ma wpajane, że bez obu dobrodziejów nie może normalnie egzystować, lecz musi jakby z urzędu żyć z nimi w symbiozie. A de facto jest łatwą, chorą, zdefektowaną pożywką dla pasożytów.

Z powyższego widać, jak na dłoni - jakie (dwie grupy społeczne) są wykorzystywane przez włodarzy świata (syjonistyczno-masońscy kreatorzy NWO) w celu pozyskania potencjalnego leminga-niewolnika - jako przedmiotu służącemu (nomen omen!) do zabezpieczenia ich własnych i najbardziej lukratywnych i żywotnych interesów.

Niech lepiej szef i jego resort chorobotwórczy przestanie produkować pacjentów już od kolebki, poprzez wyszczepianie bezbronnych dzieci (obecnie już po 24. h od urodzenia), a nie chce wprowadzać jakieś chore akcje dla lemingów-pacjentów, aby tylko zaznaczyć swoją pożyteczność z nic nierobienia w ministerstwie. Z fizysu i nie tylko ten pan przypomina mi Sycyliano Cappo di tutti cappi...

Hipokryzja moherowo-socjalistyczna jest porażająca i objawia się oto taką pokrętną, łajdacką logiką:
Zakaz aborcji nawet dla 48. godzinnego płodu czy nawet zakaz użycia środka antykoncepcyjnego w postaci prezerwatywy, bo od strony ichniejszej "etyki", interpretowane jest to jako - zabójstwo potencjalnego zarodka-płodu - poprzez uduszenie lub poprzez uderzenie o gumową ścianę. Ale bezbronnego noworodka po 48. godzinie życia (obecnie po 24. h) – już nie jest niemoralnie zalewać ciężką chemią podczas niby obowiązkowego szczepienia, i to nie jest grzech, i to nie jest przestępstwo unicestwiania na raty i z premedytacją już narodzonego człowieka (nie-zarodka).

*Sedewakantyzm - KLIK!  [(Od łac. sede vacante – „przy nieobsadzonej stolicy” lub „przy pustym tronie”) – hipoteza teologiczna, według której wszystkie osoby, które zasiadają na tronie papieskim od czasu śmierci Piusa XII w 1958 roku, są antypapieżami.)]

Ps. Tematy podobne:

PAL SPOKOJNIE - PALENIE WYSZCZUPLA


CZARNA ŚMIERĆ I BIAŁA ŚMIERĆ

LEMINGOWSTWO, CZYLI WSPÓŁCZESNE NIEWOLNICTWO MENTALNE (LEMING-PACJENT-LEWAK)

ORGANIZM STEROWANY ODGÓRNIE

KONTYNUACJA TEMATU SZCZEPIEŃ W KONTEKŚCIE OSTATNICH WYPOWIEDZI PRZEDSTAWICIELI PARTII KORWIN

MEDYCYNA AKADEMICKA - WIELKA BLAGA

Pps. A tutaj przykład na porażającą inteligencję potencjalnego leminga-mohera:

Nie dziwi mnie fakt, iż spora część wyborców ww. grupy społecznej, po przeczytaniu mojej ulotki, w treści której było napisane m.in.: "(...) profilaktyk zdrowia, homeopata i homotoksykolog kliniczny (...)"  zinterpretowała mój ostatni zawód wyuczony jako homoseksuologa klinicznego (sic!) oraz ogólnie jako jakiegoś skorwiniałego, ekscentrycznego, choć z zabarwieniem prawicowym - dżenderowego łajdaka...
Przez tego typu "logikę", a raczej jej brak, jak mi doniosło moje operacyjne osobowe źródło informacji: OZ ps. "MJ" - straciłem znakomitą większość głosów w ostatnich wyborach samorządowych od reprezentantów rzeczonej grupy społecznej.
Hallo(!) XXI w.!


















wtorek, 16 lutego 2016

BŁONNIK WITALNY



Zauważyłem, że ludzie w komentarzach pod postami pt."Błonnik primwitalny" Mapy Zdrowia na FB ograniczają się jedynie do wpisów dot. działania samego błonnika, a nie rozpatrują tego, że błonnik to tylko jeden ze środków kompleksówki metod dochodzenia do zdrowia lub dbania o zdrowie wg wiedzy o zdrowiu przekazywanej przez Łukasza D. Kinga z Mapy Zdrowia oraz innych tzw. szperaczy/naturoterapeutów.

Piszą na przykład tak, co mnie trochę irytuje: Piję błonnik od x czasu i wypróżniam się lepiej, ale wyniki cholesterolu się nie poprawiły...; albo: Piję błonnik i nie widzę efektów poprawy zdrowia...; lub: Piję błonnik, który działa na wszystkie choroby...; lub: Piję błonnik, ale ze składników zakupionych w aptece lub sklepie ziołowym, za o wiele tańszą cenę niż ten...; etc.

Albo piszą o pogorszeniu stanu zdrowia, nie wiedząc o efektach tzw. ozdrowieńczych; o tzw. *Herxach... A później biegną z płaczem do konowała swojego, czyli do swojej białej śmierci, że im się stan zdrowia pogorszył, a oczekiwali poprawy, niwecząc w ten sposób dotychczasowe efekty alternatywnej terapii. Bowiem w takim przypadku, każda biała śmierć, która nie jest otwarta na wiedzę alternatywną o zdrowiu - nastraszy odpowiednio swojego bezwolnego i naiwnego klienta/biorcę leków i usług medycznych, aby ten odstawił owe metody leczenia alternatywnego i naprzepisuje leków, które spowodują u niego najpierw złudną poprawę zdrowia (działanie alopatyczne, m.in. np. chwilowe zahamowanie stanu zapalnego, złagodzenie dolegliwości bólowych, czy też (o, zgrozo!) sztuczne zbicie gorączki), a później ponownie - doprowadzą do neointoksykacjogenezy, czyli do nowego zatoksycznienia organizmu, do stopnia patologicznego obciążenia organizmu.
Zaznaczam, że zwykły błonnik np. z babki płesznik z apteki czy ze sklepu - może być zabrudzony pleśniami i grzybami, dlatego też niektórzy piją go latami, a zdrowia jak nie było, tak i nie ma. Ww. błonnik jest wolny od tego typu toksyn innych; jest oczyszczany CO2. Jest, co prawda, stosunkowo drogi, ale jest pewny, że podziała na zdrowie, a nie przeciw zdrowiu.

Ludzie w większości nie wiedzą, że błonnik to tylko jeden z elementów, stymulatorów organizmu w jego drodze do zdrowia. Dlatego ci, którzy ograniczają się tylko do picia czegoś-tam, a mają głęboko w poważaniu całokształt wiedzy o zdrowiu, zawartej m.in. w Biuletynach Zdrowia z Mapy Zdrowia i innych źródłach wiedzy o zdrowiu, mogą nie odzyskać zdrowia w pełni albo nawet częściowo.

Przecież, jeśli ktoś nie je po ludzku, a żre; prowadzi niezdroworozsądkowy tryb życia; nie ma wiedzy o zdrowym oddychaniu, bo np. funkcjonuje z otwartą gębą we dnie i w nocy, a powinien - tyle oddychać ustami, co jeść przez nos; ma wyjeb*ne (jak mówi młodzież) na ogólną wiedzę o zdrowiu - to może sobie pić super mikstury, bodaj byłyby ze złota, a zdrowia nie odzyska.

Ludzie nie podchodzą kompleksowo do wiedzy o autonaprawie organizmu poprzez pewne środki czy stymulatory o odpowiednim działaniu pasywnym na funkcjonowanie organizmu - dając priorytet do działania organizmowi. Nie wiedzą, że nie należy: popędzać organizmu, nie wychylać się mu przed szereg, nie maskować faktycznego stanu zdrowia, nie działać alopatycznie na organizm, nie przekłamywać stanu faktycznego. Bowiem chodzi o samonaprawę organizmu; o jego samoregulację z automatu - po uprzedniej, odpowiedniej detoksykacji. Następuje odciążenie organizmu, który samoczynnie odkręca się  z całej kaskady chorób. A nigdy to się nie uda z ręcznego, alopatycznego sterowania, gdzie jest przekłamany, zamaskowany stan faktyczny zdrowia. Czyli organizm dokonuje samouzdrowienia, bez żadnych ściem i fałszywych informacji po drodze, co by mu ten proces zakłócało czy hamowało, lub odkładało na zaś. Prawie wszystkie metody medyczne właśnie leczą tylko z objawów, wpychając organizm w kolejne choroby. I tak do usr*nej śmierci!

Nie można sobie wybiórczo traktować leczenia chorób, np. dzisiaj się zajmę leczeniem wrzodów i łupieżu, a później innych chorób mniej istotnych z mojego punktu widzenia, bo może się okazać, że owe "później" jest dla nas tragiczne. Leczenie łupieżu było nieistotne w świetle tego, co nas faktycznie zabiło, no ale osiągnęliśmy przecież upragniony priorytet w postaci estetyki zewnętrznej organizmu - leżymy w trumnie - bez śladów nawarstwionych biologicznych w postaci łupieżu na czarnych lakierkach i na czarnym gangu oraz mamy różowiutkie policzki (ogólnie wyglądamy na zdrowe zwłoki).

Wg moich ustaleń, między innymi z wiedzy zawartej w publikacjach z Mapy Zdrowia oraz z podstawowej wiedzy o zdrowiu uzyskanej w ruchu Bioslone (Hipokratejski nurt profilaktyki prozdrowotnej) wynika, iż istnieje 5 kluczy do bram na drodze do zdrowia:
1. odpowiedni zdroworozsądkowy model odżywiania;
2. systematyczna detoksykacja;
3. ćwiczenia zdrowego oddychania (ćwiczenia wg dr. Buteyki), bo bez tego nie ma należytego przyswajania substancji odżywczych nawet z teoretycznie najzdrowszego odżywiania;
4. tzw. cud metylacji, czyli naprawa ewentualnych polimorfizmów genetycznych (mutacje kopii genu MTHFR, które w 5-10% ogólnie w statystyce występują jako choroby genetyczne);
5. zgłębianie wiedzy GNM usystematyzowanej wg Biologicznych Praw Natury - celem redukcji masy konfliktowej - poprzez umiejętność rozwiązywania konfliktów biologicznych, które mają największy wpływ na zdrowie i żywotność człowieka.


*Herxy Reakcja Jarisha- Herxheimera: "(...) Do reakcji takiej może dochodzić w wyniku stosowania oczyszczających produktów naturalnych, a także innych środków, w tym farmakologicznych, na skutek ich działania - wybijania grzybów - drożdżaków, bakterii chorobotwórczych, robaków czy też wirusów (...)".

*Reakcja Jarischa-Herxheimera