Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

piątek, 4 września 2015

Obalanie mitu/straszaka dotyczącego "zakwaszenia" organizmu... - [Część IX]

Cd. dowodzenia i ostatni...

Kiedy zaczął mnie mocno nurtować temat "zakwaszenia" napisałem do Łukasza D. Kinga maila o treści:
"(...) Łukasz, czy mogę Cię prosić o info, w których numerach miesięczników spisałeś całą prawdę o "zakwaszeniu" oraz w których o wegetarianizmie?
Chcę na niektórych forach przybliżyć ludziom - jak bardzo się mylą stosując jakże modne "odkwaszania" (...).

(...) Kiedy było ze mną bardzo źle, to jadłem tylko mięso, wywary kolagenowe tłuste i stojące oraz jaja, bez warzyw (wszystkie prawie rośliny mnie uczulały - efekt stosowania inhibitorów pompy protonowej, czyli tzw. alkalizatorów/osłonowych ) - czyli teoretyczne "zakwaszanie" uratowało mi tyłek.
Później, poznałem wiedzę dr. Buteyki oraz przyczyny złego trawienia, wynikające głównie (znów!) z lokalnym alkalizowaniem środowisko żołądka oraz z niedotlenienia komórkowego - jako całą kaskadę nieszczęść. (Dobrze, że tutaj J. Zięba z octem przyszedł w sukurs z zakwaszaniem środowiska żołądka - "Ukryte terapie"- cz. IX)

Zawsze ten temat mnie elektryzował i zawsze intuicyjnie trzymałem stronę "zakwaszania". Sami naŁukowcy i naukowcy - do tej pory mają zdania podzielone. Józef Słonecki (błyskotliwy, mistrz szachowy, posiadający dużą wiedzę o prawdziwej profilaktyce zdrowia, tzw. szperacz wiedzy o zdrowiu, bioenergoterapeuta, podobnie jak inni szperacze: Witold Jarmołowicz, Zięba, Ty), też nie rozumiał do końca tej chorej teorii. Bo i nie mógł, jeśli logicznie myślał, a ona była celowo poplątana... przez naŁukowców i ich popleczników od kreaowania chorób.

Moim zdaniem, medycyna natus*alna (zwłaszcza sekta wegów) wymyśliła sobie na pacjenta-leminga straszak w postaci "zakwaszania", żeby proszki zasadowe i inne gówna mogły być dobrze sprzedawane. Ja sam - po zażywaniu proszku dr. Auera - miałem wiele szkód... Kiedyś też dr Krupka zalecał Alkala T i N - robiąc wielkie szkody dla organizmu. Krupka, to kolejny ściemniacz w tzw. medycynie suplemenatacyjnej, wcześniej ortodoksyjnej wersji Diety optymalnej, kreator chorób z "zakwaszenia" i innych. A dr Klarkowa, dr Rath, dr Janus - to kontynuatorzy wiedzy z dziedziny parazytologii. Uskuteczniając straszaki parazytami, poprzez (np. zappery, aparaty Mora, inne sprzęty) diagnozowali chorych i niszczyli mikroby, jako główne zło na Ziemi, jako przyczyna wszelkich chorób...

Obecnie straszakiem/mitem jest "zakwaszanie". Optymalni straszyli "przebiałczeniem", później dr Ponomarenko sprostował na "zakwaszanie". My (nieliczni dociekający prawdziwej wiedzy o zdrowiu) dzisiaj wiemy, że owe "zakwaszanie" to pozytyw, ale biorąc pod uwagę niebanie się jedzenia białka zwierzęcego. Właśnie u Optymalnych było słabe "zakwaszanie", bo były zaniżone normy białka zwierzęcego i węgli. Ponadto błąd polegał też na łączeniu w jednym posiłku sporą ilość tłuszczu i spora ilość węgli (pomimo ich norm, że do 50 g na dobę lub do 80 g). W każdym razie wg Optych lekiem na całe zło było zalanie każdego "szkodnika" tłuszczem, i już! Tym czasem wiemy, jak zadziałała trzustka, i co się otłuściło, jakie organy i tkanki. Doszło do procesu neolipogenezy i jej opłakanych skutków.

Chyba żeby nazywać "zakwaszeniem" toksemię, to znów jest odwrotnie, bo żywiąc się bardziej jak wege - roślinkami (fityny i gluten, i szczawiany) upośledzają wchłanianie substancji odżywczych, czyli powstają nadmiary z niedoborów (jak mówi Słonecki), ale czego nadmiary? - nadmiary balastu, czyli toksemii. I to można by nazwać "zakwaszaniem" albo jakimś przesunięciem w kierunku kwaśnym... Sprytna manipulacja. (...)". [Koniec cytatu z treści mojego maila do Kinga]

Z treści jednego z wymienionych maili z Kingiem wynika, że ani nie grozi prawie nikomu "zakwaszenie", ani kradzież wapnia z kości i z zębów - po to, by organizm mógł zobojętniać kwasy zdeponowane w tkankach. Jeśli tylko nie ma się kłopotów z nerkami i innych zaburzeń związanych z przemianą materii, nie dojdzie ani do „zakwaszenia”, ani do kradzieży wapnia.
Franciszek  kokot -  polski lekarz, nefrolog, endokrynolog, profesor nauk medycznych o kradzieży wapnia z kości:
„Mobilizacja zasad kostnych [fosfor i wapń] występuje jedynie w przebiegu długotrwałych, łagodnie przebiegających kwasic nerkowych lub też w przebiegu niecałkowicie wyrównywanej cukrzycy. Ostre kwasice nieoddechowe nie doprowadzają do uchwytnych zmian w układzie kostnym”.
[źródło: F. Kokot, „Gospodarka wodno-elektrolitowa i kwasowo-zasadowa, Państwowy Zakład Wydawnictw Lekarskich, s. 140]

Straszak medyczny „zakwaszenia organizmu” - ciągle straszy i nakazuje się "alkalizować", co na być takie zbawienne dla chorującego człowieka na wszystkie choroby. Rzeczywistość bywa jednak, jak to w medycynie, odwrócona do góry nogami.
Łukasz D. King, od kilku miesięcy prowadzi doświadczenia. Zbiera wyniki badań gazometrycznych od rodziny, znajomych i przyjaciół, którzy takowe wykonali. To wszystko po to, by się przekonać, jak jest w rzeczywistości z tą "kwaśną" krwią. Rzetelne badanie wykonuje się na podstawie pobranej krwi z tętnicy promieniowej przedramienia. Zaś od mojej żony wiem, że na potrzeby zbadania tzw. erkazetki (równowagi kwasowo-zasadowej) - pobiera się najczęściej z tętnicy pachwinowej. Ale mniejsza o to.
(Badanie to winien robić lekarz, a nie pielęgniarka; pielęgniarka może pobrać krew tylko np. z ucha albo z palca po nakłuciu; żona twierdzi, że błędem jest pobieranie krwi np. z żyły, bo to niewiarygodne i niemiarodajne badanie jest). Po pobraniu - zestawia się z normą między innymi pH krwi. A norma dla pH krwi wynosi od 7,35 do 7,45.

Wyniki doświadczenia Łukasza D. Kinga:
Otóż spośród 35 badanych - tylko dwie osoby miały pH w dolnej granicy normy (7,36 i 7,38) -więc bardziej w kierunku kwaśnym.
Wszystkie pozostałe osoby - miały pH krwi bliżej górnej granicy normy, a aż pięć osób miało przekroczoną górną granicę - czyli miały krew ZBYT ZASADOWĄ!

WNIOSEK: większość ludzi ma kłopot z nadmierną zasadowością a nie zakwaszeniem organizmu.

A dlaczego tak jest? Ponieważ za taki stan rzeczy odpowiada sposób naszego oddychania! 

Jeśli oddychamy zbyt głęboko (czyli 99% ludności świata), to usuwamy zbyt dużo dwutlenku węgla.
A dwutlenek węgla - to przecież lekki kwas, którego  WAŻNYM zadaniem jest między innymi nie dopuścić do zbytniej zasadowości (alkalizacji) krwi.

Wg Kinga, dr Jan Pokrywka twierdzi na ten temat tak:

„Obniżanie CO2 w płucach przesuwa pH krwi w stronę nadmiernego odkwaszenia, czyli nadmiernej zasadowości. (…) Nadmierna zasadowość jest groźna, może prowadzić nawet do zatrzymania akcji serca.
Dlatego organizm dąży do utrzymania właściwego pH. Przy niedoborze zakwaszenia płynów ustrojowych organizm używa do tego niefizjologicznych metabolitów zakwaszających (różnych kwasów organicznych i nieorganicznych).
Właściwym elementem zakwaszającym jest kwas węglowy, czyli wynik połączenia dwutlenku węgla z wodą. Z braku kwasu węglowego organizm używa innych metabolitów. Uzyskuje w ten sposób właściwe pH, ale cierpi na tym cały metabolizm”.

Z powyższego wnioskujemy, że MUSIMY się "zakwaszać" dwutlenkiem węgla, żeby organizm nie zużywał do tego metabolitów z przemiany materii (np. z trawienia mięsa, czy innych protein zwierzęcych). 
Jak się okazało w wyniku owych badaniach: NAJCZĘSTSZYM zaburzeniem równowagi pH u ludzi - jest nadmierna zasadowość, a nie "zakwaszenie" krwi.

Jeśli Ludzie sami od siebie oraz wg medycznych instruktaży oddychają głęboko, to tracą zbyt dużo dwutlenku węgla. A jeśli tak, to pH krwi zbyt mocno przesuwa się w stronę zasadową.

"(...) Organizm odrabia te straty POZOSTAWIAJĄC we krwi kwaśne metabolity - powstałe z przemiany materii (np. jedzenia mięsa). A to źle, bo do utrzymania pH nie powinny służyć produkty przemiany materii, tylko dwutlenek węgla!!

I tak powinniśmy myśleć o równowadze kwasowo-zasadowej. Nie w kontekście żywienia, lecz w kontekście oddychania.
W porównaniu do oddychania, żywienie tylko w ułamkowym stopniu wpływa na pH naszych tkanek.

Przez pół wieku uczył tego doktor Konstantyn P. Butejko na terenie ZSRR, a potem Rosji.
Dziś w Polsce uczy o tym doktor Pokrywka, który nie tak dawno poznał prace doktora Butejki.

A od paru miesięcy - i ja uczę o tym w Biuletynie Zdrowia.
Uczę, jak poprzez metodę Butejki utrzymać zdrową ilość dwutlenku węgla w organizmie. (...)".
(Łukasz D. King)


Akurat nie przepadam za dr. Pokrywką i jego leczeniem tzw. Homo naturalpatiens, ale w tym przypadku miał rację.

Ponadto powtórzę - z Biuletynu zdrowia Nr 12 kwiecień 2015 wynika, że:

Tempo metabolizmu da się regulować sposobem żywienia, ale nie jest ono lekiem na całe zło związane z otyłością. Jeśli między ludźmi różni się tempo przemiany materii, to zazwyczaj nieznacznie. 

Jeśli ktoś przeszedł na żywienie niskowęglowe, czyli najbardziej optymalne dla człowieka z żywienia "korytkowego", czy też "pastwiskowego" (czytaj: żarcia nie dla ludzi) - to po pewnym czasie dochodzimy do normalnej, zdrowej wagi dla człowieka i pozbywamy się wielu dolegliwości. Ale warunek: musimy spożywać białka zwierzęce, które to właśnie mają korzystny wpływ na tempo przemiany materii.

Ponadto z treści ww. biuletynu wynika, iż "najważniejsze w żywieniu jest oddychanie".

Metabolizm jest podstawą to podstawą wszelkich reakcji biochemicznych w organizmie człowieka. I tak oto zdrowe oddychanie ma istotny wpływ na metabolizm. Im zdrowiej fizjologicznie (wg Buteyki) człowiek oddycha, tym bardziej korzystniejsze zmiany w zdrowiu zachodzą. A człowiek tym zdrowiej oddycha, im bardziej wciela w życie metodę dr. Buteyki.
Moim zdaniem, metody yogi, w których się oddycha i ustami, i nosem, a ponadto się hiperwentyluje, czyli oddycha głęboko, zamiast redukować oddech - są lipne, bo powinno się tyle oddychać ustami, co jeść  nosem... Chyba tylko wpływają chwilowo relaksacyjnie i maskują faktyczny obraz zdrowia. Redukcja oddechowa wg Buteyki działa prozdrowotnie, jako działanie przyczynowe we wszystkich chorobach; natlenianie komórkowe poprzez produkcję odpowiedniego poziomu CO2 w organizmie.
Przypomnę też - jakie są drogi wydalania metabolitów i w jakim procencie występuje w nich wydalanie, oraz związku układów wydalania z równowagą zasadowo-kwasową w kontekście układu pokarmowego a w kontekście układu oddechowego (układ oddechowy ma większy wpływ na "rk-z" w kontekście metabolizmu oraz wydalania odpadów przemiany materii niż układ pokramowy):
- poprzez kał - 3%;
- z moczem - 7%;
- przez skórę - 20%;
- resztę przez płuca - aż 70%.
Z powyżeszgo wynika, że poprzez oddychanie i przez skórę (co prawda, wg mnie, awaryjnie) - wydalanie jest najwięcej metabolitów (łącznie 90%), niż poprzez drogi moczowe i jelita (tylko 10%). A zatem - czy nie jest coś na rzeczy w twierdzeniu: "I tak powinniśmy myśleć o równowadze kwasowo-zasadowej. Nie w kontekście żywienia, lecz w kontekście oddychania. W porównaniu do oddychania, żywienie tylko w ułamkowym stopniu wpływa na pH naszych tkanek." (Kiedyś sądziłem, że jest odwrotnie...)

Jeśli oddychamy zbyt głęboko (chyba z ok. 99% populacji tak oddycha), to tym samym zbyt mocno obniżamy stężenie CO2 we krwi, a to pociąga za sobą całą kaskadę niekorzystnych zmian w układach narządowych organizmu.

Hiperwentylacja wpływa niekorzystnie na układ trawienny. Organizm potrzebuje odpowiedniej ilości CO2. Jeśli się hiperwentylujemy (tak nam zaleca medycyna na każdym kroku), to następuje ucieczka CO2, więc organizm zaczyna uruchamiać mechanizmy obronne, które mają na celu zahamować jego nadmierną utratę (i znów medycyna ma wodę na młyn, bo podnosi sobie ilość chorób w statystyce chorób, co przekłada się na wymyślaniu kolejnych leków na te choroby). Jedną z takich reakcji obronnych - są skurcze i przewężenia. Skurcze wszystkich mięśni gładkich i przewężenie tętnic, skurcze oskrzeli, naczyń krwionośnych, jelit, dróg moczowych, mięśni narządów wydalniczych - doznawają biochemicznego szoku!

Wszystkie te skurcze upośledzają funkcję danych narządów, a są po to, by kanały usuwania CO2 zawęzić, dzięki czemu będzie go mniej uciekać poprzez nadmierna pracę płuc (usuwające zbyt dużo CO2). W układzie pokarmowym będzie to np.: obniżona aktywność motoryczna jelit (perystaltyka). Pierwotna przyczyna - pogłębione oddychanie.

 Łukasz D. King pisze, że z innych publikacji naukowych dot. metody na zdrowy oddech wg dr. Buteyko wynika, że:
"(...) koncentracja dwutlenku węgla ma istotne znaczenie w wytwarzaniu i wydzielaniu kwasu solnego (który jest niezbędny do dokładnego trawienia). Odnotowano związek liniowy. Co więcej, liniowy związek zauważono także między poziomem dwutlenku węgla a intensywnością wydzielania soków trawiennych w dwunastnicy organizmu człowieka ". 

To znaczy, że skuteczność trawienia w żołądku i dalszych odcinkach przewodu pokarmowego oraz wchłanianie i przyswajanie substancji odżywczych ze zjadanych pokarmów - zależy od tego, jak oddychamy!  

Podobny związek między CO2 a zdrowiem istnieje w odniesieniu do wszystkich innych układów narządowych!

Z powyższego więc jasno wynika, że pierwotną przyczyną dolegliwości - nie jest sposób odżywiania, lecz sposób oddychania!
Wg mnie, może to być druga naczelna, bezpośrednia przyczyna chorób po toksemii lub pierwsza naczelna pośrednia przyczyna wszystkich chorób, czyli brak odpowiedniego dotlenienia komórki organizmu. Punkt zwrotny w zdrowieniu nastąpił u mnie dopiero po intensywnych treningach redukcji oddechu wg Buteyki. Są różne wariacje od podstawowego treningu, który jest najprostszym, ale najtrudniejszym w praktyce do zastosowania, więc nie stosowałem go ani razu, ale za to aparat Fralova oraz "Kroki dla dorysłych" - były jak najbardziej OK

Wg dr. Buteyko, poprzez usunięcie przyczyny pierwotnej (hiperwentylacji) dolegliwości - jest możliwe usunięcie mechanizmów obronnych organizmu, a tym samym dolegliwości z tym związanych, a nazywanych przez medycynę jako kolejne jednostki chorobowe.

Proszę sobie wyobrazić - ile medycyna w ten sposób w procesie swojej medykalizacji wyprodukowała chorób, całe zespoły nawet chorobowe, np. w psychiatrii, gdzie objawy pierwotne to np. zaburzenia zwykłe dyspeptyczne, zaburzenia w pracy tarczycy, inne. Zawsze powtarzałem, że gdyby nie medycyna farmakologiczna i jej poplecznicy, to człowiek - od momentu poczęcia - do chwili obumarcia pnia mózgowego, czyli zejścia śmiertelnego nieodwracalnego - "chorowałby" prawie tylko na infekcje przeziębieniowe, które mają charakter prozdrowotny, oczyszczający. Największą toksemią - jako przyczyną naczelną chorób - jest toksemia od-medykalizacyjna, od-medyczna, a później egzotoksyny z jedzenia. Przecież nie kto inny jak medycyna nam zaleca głębokie oddychanie podczas porodu, podczas prozaicznego badania stetoskopem, itd. A później po porodzie - ostro zabiera się za produkcję Homo patiens, zaczynając od szczepień noworodka, od 48 h od narodzin. Czyli już wpływ na jego zdrowie (oczywiście, nagetywny) następuje w czasie ciąży - aż po sam moment rozwiązania. Amatki nie mają świadomości, jak postępować w ciąży zdroworozsądkowo, nie mówiąc już o zdrowym poczęciu dziecka.

Niedobór CO2 - ab ovo! A nie walka z objawami i pogłębianie choroby i nakręcanie innych!
Jeśli się ustawi oddech, tak aby pauza kontrolna wynosiła 40 sek. - to wszystkie choroby zaczynają ustępować. Jeśli walczymy z objawami, de facto CO2 niedobór nasila się. Większość leków działa pobudzająco na układ oddechowy, co skutkuje jeszcze większą utratą CO2, niczym Hydra, której po ucięciu głowy - odrastają dwie...

Zawsze też powtarzałem, że nie jest istotne, co usiłujemy dowieź do komórki, tylko to, co do niej faktycznie trafia i co ją opuszcza (jedzenie). Będąc mądrzejszy o wiedzę dr. Buteyki powiem, że ważniejsze jest od tego, co się dowozi do organizmu (pomimo tego, że w miarę zdrowe czy też zredukowane o egzotoksyny jedzenie) - jest to, jak organizm trawi i metabolizuje pokarm...
Co nam dobrego da "najzdrowszy" pokarmie świata, jeśli organizm tego nie będzie umiał wykorzystać na własne potrzeby zdrowotne?!

Na tym kończę swoje homilie (wreszcie upragniony koniec męk - dla wegów i mąk - dla mięsożernych), i polecam do poduszki...
Dobrego snu o zdrowiu...!

                                                                                                                              Zbigniew Zibi Osiewała 





                                                                                                                         



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz