Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

piątek, 4 września 2015

Obalanie mitu/straszaka dotyczącego "zakwaszenia" organizmu... - [cz. VIII]

Ciąg dalszy dowodzenia...


Jeszcze tylko o stronie etycznej wege, i będę dobijał do brzegu...


Najczęstsze zarzuty wobec mięsożernych morderców - ze strony zbulwersowanych wegan i wegetarian...

I.  "Człowieku, gdybyś miał zabić zwierzę na mięso, nigdy byś tego mięsa nie jadł.".

Mnie akurat to nie przeszkadza. Natomiast ci, co się tego boją i nie potrafią argumentują to całkiem logicznie i zdroworozsądkowo.
Nie potrafię sam zajmować się zdobyciem mięsa, które później obrabiam kulinarnie... Ale są od tego profesjonaliści, którzy w ten sposób zarabiają na przysłowiowy chleb. Gdyby nie oni i im podobni, to również nie potrafiłbym organizować sobie "michy" składającej się z roślinek (np. warzyw). Bowiem nie chciałoby mi się i nie miałbym siły na to, by zakupić ziemię, później ją odpowiednio przygotować pod zbiory, następnie sadzić, pielęgnować, zbierać i oczyszczać. Nie jadłbym zdrowego chleba na zakwasie, jakbym musiał zasiać zboże, później w żniwa kupić lub wynająć kombajn i go użyć do żniw, później kupić młockarnię, później maszynę-przetak do oddzielenia ziarna od plew, następnie kupić młyn i zmielić mąkę, a na koniec nauczyć się procesu samego wypiekania. Nie używałbym też samochodu, bo by mi się nie chciało samemu wydobywać paliwo z uprzednio przez siebie zrobionych odwiertów ropy naftpwej.
A najzabawniejsze jet to, że zbulwersowani weganie, posługując się powyższym uzasadnieniem - korzystają z kosmetyków, których testowanie (często przekracza się granicę humanitaryzmu) zaczyna się od przysłowiowego królika doświadczalnego... Ale sami nie potrafiliby skrzywdzić królika. Autor Biuletynów Zdrowia Łukasz King nazywa to praktykowaniem wybiórczej ignorancji. Czują urazę np. do mięsożernych za to, co sami robią, lecz w inny sposób...

II. "Jeśli twierdzisz, że mięso nawet w umiarze nie jest szkodliwe, przyczyniasz się do zabijania zwierząt - czy dla człowieka to nie jest dostateczny argument za tym, żeby przejść na wege?".

"(...) Otóż podczas uprawy roli na całym świecie rocznie giną dziesiątki miliardów zwierząt. Jak obliczył Davis w samych Stanach Zjednoczonych w trakcie uprawy zbóż ginie średnio 15 zwierząt na hektar w ciągu roku. Przyjmując, że w Stanach jest 120 milionów hektarów ziem uprawnych — liczba zabitych zwierząt rocznie tylko na uprawy roślinne sięga 1,8 miliarda. Za to — dodaje Davis — gdybyśmy połowę ziemi przeznaczyli na taką uprawę, a połowę na wypas zwierząt-przeżuwaczy, których mięso potem zjadamy (np. krów), to rocznie zginęłoby 1,35 miliarda zwierząt (bo ten drugi rodzaj hodowli skutkuje śmiercią niespełna 7,5 zwierząt na hektar w ciągu roku). Trzeba jednak uczciwie zauważyć, że zużycie takiej samej ilości ziemi w obu systemach nie wykarmiłoby takiej samej ilości ludzi. Dlatego nie można systemów tych porównywać bezpośrednio i na podstawie różnicy mniejszej lub większej oceniać, co lepsze. Natomiast fakty się nie zmieniają: zarówno żywność dla wegan, jak i żywność dla mięsojadów — jest w dzisiejszym świecie jednoznaczna z poświęcaniem\ zwierząt, tak samo dużych, jak i małych (...)". (Łukasz D. King - BZ Nr 13)

Oto, co powiedział prof. Jan Hartman - etyk (co prawda jest on jako lewak moim wrogiem politycznym, ale w tej kwestii się z nim całkowicie zgadzam):
" (...) Nie można stawiać ludziom wymagań niemożliwych do spełnienia. Zabijanie się w świecie zwierzęcym, do którego sami należymy, jest czymś zwykłym i nie ma co udawać, że nie jesteśmy zwierzętami mięsożernymi. Człowiek, który je mięso, nie musi czuć się winny z tego powodu. Jednak powinniśmy dążyć do tego, aby, jeśli to tylko możliwe, jeść mięso pochodzące od zwierzęcia, które miało akceptowalne życie, a śmierć nie była dla niego cierpieniem.
Możemy zrobić wysiłek, by życie tych miliardów zwierząt, które powołujemy do istnienia, karmimy, by je potem zabić i skonsumować, nie było tragiczne. Możemy też postarać się o to, by ich śmierć była natychmiastowa i nie była poprzedzona traumą. Być może to wszystko kosztuje, ale mamy moralny obowiązek te koszty ponosić (...)
(...) Sami jesteśmy zwierzętami, zwierzęta się wzajemnie zabijają i my też jako zwierzęta zabijamy. Czas, by wreszcie na powrót odkryć własną zrepresjonowaną przez kulturę zwierzęcość. Jako zwierzęta zabijamy inne zwierzęta, ale jako istoty zdolne do empatii i delikatności powinniśmy wyrzec się okrucieństwa wobec innych istot, liczyć się z ich dobrostanem (...).
(...)  Nie potępiamy lwa za to, że zabija antylopę, bo uznajemy porządek świata, w którym są lwy i antylopy. Nie wtrącamy się w te relacje. My też jesteśmy w tych relacjach, choć one się zmieniły – kiedyś ludzie zabijali i byli zabijani przez zwierzęta, dziś rzadko jesteśmy zabijani (...)”.
(BZ - Nr 13 - Redaktor Ł. D. King - Mapa Zdrowia)

Natura jest już tak zorganizowana, że jedne organizmy są podstawą pożywienia następnych.
Człowiek jest ostatnim ogniwem wielu łańcuchów pokarmowych, co zostało zaplanowane przez Przyrodę. Przykładowo: zboże zjada kura, kurę zjada człowiek. Albo: martwą materię organiczną zjadają wiciowce, wiciowce zjada boleń, bolenia zjada szczupak, szczupaka zjada człowiek.

Również uważam, że dla zwierząt roślinożernych bycie upolowanym przez drapieżnika (tak się dzieje od zarania dziejów) - nie jest najgorszą rzeczą, jaka może im się przytrafić. Powolne konanie z głodu i pragnienia - jest męczarnią.

Ponadto, gdyby w przyrodzie nie było drapieżników, to populacja zwierząt roślinożernych mogłaby wyginąć lub przynajmniej mocno się zredukować. Podobnie rzecz się ma z ludźmi, gdyby nie bakterie, wirusy, pasożyty -  to również populacja ludzka by nie przetrwała do tych czasów. Owe organizmy sprawują funkcję oczyszczającą organizmy zwierząt i ludzi z komórek chorych, zdefektowanych, aby te populacje nie przekazywały z pokolenia na pokolenie patologii (naturalna selekcja). Ci naturalni czyściciele są z nami związani ewolucyjnie od samego początku... Przykładowo: wilk nie pobiegnie za zdrową owcą, która szybciej ucieka niż słaba, chora owca. Wilk nie będzie marnował swojego drogocennego "prądu", czyli energii, żeby ją wydatkować, upierając się akurat za gonitwą zdrowej owcy, najdalej oddalonej od niego w momencie rozpoczętego polowania.
Człowiek chorujący na infekcję przeziębieniową - nie powinien hamować alopatycznie tego naturalnego procesu oczyszczania ze zdefektowanych komórek. Jeśli mu się wydaje, że potrafi przechytrzyć Naturę (np. nieodchorowanie choroby przeziębieniowej bez leków alopatycznych) - to za taką pomyłkę często musi zapłacić nawet śmiercią.

"(...) Wegetarianie i weganie winni przestać  żywić złość do mięsojadów, a mięsojady powinni starać się rozumieć wegetarianów i weganów. Następnie jedni i drudzy powinni przytomnie spojrzeć na wszystkie fakty i zrozumieć, że mają do czynienia z mieczem obosiecznym. Zwierzęta giną i traktuje się je źle zarówno przy masowej produkcji żywności wege, jak i nie-wege. Należałoby się zjednoczyć i przyczyniać do tego, aby zwierzęta, które hodujemy, miały jak najlepsze życie. A te, które są narażone na niepotrzebną śmierć na przykład przy produkcji zbóż — nie musiały umierać. (...)". (Ł. D. King - BZ Nr 13)

Przypomnę wegom o bardzo ważnej kwestii! Jeśli z jadłospisu wyrzucimy np. jedzenie pieczywa, kasz, ryżu - to jest to już jeden z przyczynków poprawy zdrowia na wielu płaszczyznach. Płatki owsiane to obrok dla konia, a nie pożywienie dla człowieka. 
Diabeł tkwi w szczegółach. Czyli  w substancjach antyodżywczych, np. kwas fitynowy, który hamuje przyswajanie związków mineralnych obecnych w chlebie z pełnego ziarna. Kolejną czynną substancją antyodżywczą są lektyny pokarmowe (np. gluten i inne tzw. gliadomorfiny).
Lektyny obecne w produktach zbożowych, zakłócają działanie układu odpornościowego, utrudniają proces trawienia, niszczą wyściółkę ścianek jelita (produkcja nadżerek, czyli tzw. wrót zakażeń); zaburzają działanie hormonów trawiennych; przyczyniają się do nasilenia stanów zapalnych.

"(...) WGA (skrót od ang. wheat germ agglutinin). Białko to chroni zboże przed insektami, drożdżami i bakteriami. U ludzi przyczynia się do nieszczelności jelit, nienaturalnego rozrostu trzustki, zmniejszenia gruczołu grasicy czy zaburzenia metabolizmu. Ponadto WGA łączy się z receptorami insuliny, powodując, że większa ilość glukozy jest zamieniana w tłuszcz. Przez to organizm nie umie wykorzystywać własnej zgromadzonej energii w postaci tkanki tłuszczowej. Człowiek z roku na rok gromadzi coraz więcej i więcej energii — bo zawsze gromadzimy — jednak nic nie zużywa, dlatego przybiera na wadze — a zawsze powinien zużywać. Plus, nadmierne przetwarzanie glukozy na tłuszcz, do czego prowadzi lektyna WGA obecna w pełnym zbożu, jest jednoznaczne z podnoszeniem się trójglicerydów we krwi. Mądrzy diabetolodzy wiedzą, że ludzie z opornością na insulinę i związaną z nią cukrzycą powinni skreślić z jadłospisu chleb z pełnego ziarna (...)
(...) Na przykład nie jeść chleba codziennie, a raz w tygodniu. Nie jeść tylko jednego rodzaju mięsa, a za każdym razem inny. Nie jeść jednego rodzaju ryb, a za każdym razem inny. I tak dalej (...)"
(Łukasz D. King - Biuletyn zdrowia nr XIII maj 2015)

Jeśli chodzi o chleb, który jest "mniejszym złem" - to chleb na naturalnym zakwasie, bez drożdży, choć wg mnie - najzdrowszy ten o nazwie - niejedzony!

Na jednym z for nieterapeutycznych, ale nurtu profilaktyki prozdrowotnej wg Hipokratesa prowadziłem zażartą (dyskusję negującą przeze mnie żarcie produktów przeznaczonych dla zwierząt gospodarskich) z forowiczką Mają (wegetarianką).
I owa Maja postawiła tezę:
"Można żyć bez mięsa i być zdrowym. Co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości. Ktokolwiek twierdzi inaczej myli się."
Moja odpowiedź:
"Rozważania historiozoficzne, jakie Ty wysnuwasz, nie można zaliczyć do wiedzy ścisłej, natomiast moje kontrargumenty teoretyczne, naukowe (biochemia Harpera), poparte praktyką ok. 95% populacji ludzkiej, o czymś świadczą. Gdybyśmy tylko z kolei mówili o tym, co jest pewne, to pewnie nie mówilibyśmy o niczym albo tylko o śmierci. Skoro nie jesteśmy Bogami, to nie znamy prawdy obiektywnej czy absolutnej. Czyli jesteśmy skazani na mijanie się z prawdą, ale żeby ta mijanka polegała na zasadzie, że wszystkie teorie są fałszywe, a różnią się tylko stopniem fałszywości. Czy w związku z tym, TY możesz powiedzieć, że posiadłaś wiedzę prawdziwą? Jak było (np. z nauką Kopernika, przed Kopernikiem, jak było z mechaniką Newtona, która okazała się nieprzydatna na poziomie atomu oraz przy wielkich prędkościach)? Trzeba było wymyślić mechanikę kwantową oraz teorię względności, które w przyszłości, prawdopodobnie zostaną zastąpione przez kolejne, o niższym stopniu fałszywości.A Twoja nauka jest stara, która się nie rozwija i dlatego stała się dogmatem, a jeśli przestaje być nauką, to staje się religią. Nikt Cię tu nie podejrzewa o pozysk ludzi do sekty, tylko zacznij operować faktami. Zacznij też żywić naszego Einsteina roślinkami i mlekiem, jak mnie żywiono za młodu, to nie przeżyje nawet roku. Zapytaj się Einsteina i wielu innych - jakich doznali korzyści po rozpoczęciu żywienia ludzkiego, nawet tego tzw. korytkowego, a zrezygnowaniu z jedzenia pastwiskowego… Sam kiedyś wyglądałem jak dziecko z krzywicą - z głodującej Etiopii, miałem wielką "pecynę", krzywe nogi i wydęty brzuch, próchnicę zębów. Dobrze, że w samą porę - sam wziąłem własne zdrowie w swoje ręce. Einstein - też mówi, że teraz zaczyna być podobny do człowieka. Aż się dziwię, że jeszcze nie wstał ze swojego "matecznika", nie wyszedł z "koliby" i nie zabrał głosu w tej dyskusji. Pewnie nie widzi sensu i szkoda mu jego prądu na nią. Ale my jesteśmy żywymi dowodami na to - o czym piszę.Twoje teorie, jak i teorie "Kwaśniewskich" - nie są żywe. A wydaje się Wam, że znacie prawdę absolutną. W skali kosmicznej - jesteśmy wszyscy tylko robaczkami, gdzie są robaczki mądrzejsze i głupsze, ale i te mądrzejsze nie wymyślą niczego, co przekroczy możliwości robaczka. A tylko te najmądrzejsze z nich wiedzą, że nie wiedzą. W naukach biologicznych fałszywe teorie powstają szczególnie łatwo. Organizmy żywe są złożone i występuję w nich mnóstwo niewiadomych, że szansa na wysunięcie jakiejś sensownej teorii, opisującej związek pomiędzy czynnikami środowiska a stanem zdrowia jest znikoma. Naukowcy najwyższej klasy "robią tylko swoje" i nie starają się pouczać innych, i jak Sokrates wiedzą, że nie wiedzą. Pouczają ci najczęściej - co nie wiedzą, że nie wiedzą, albo wierzą w to, że wiedzą, że nie wiedzą. Do tej grupy można zaliczyć dietetyków, którzy "wiedzą", albo mają wiarę w wiedzę, że tłuszcz jest szkodliwy, a owoce są źródłem witamin oraz tych, którzy wiedzą, że jedząc mięso - można się łatwo "przebiałczyć", ale nigdy "przetłuścić", tj. tak jak w tym powiedzeniu: - "Fortepian można zasłonić, a słonia nie można zafortepianić". Wg Biblii jest tak: "(...) Strzeżcie się fałszywych proroków (...)"; a wg Pana Wojtka Młynarskiego: "(...) Nie opuszczaj mnie inteligencjo, nie opuszczaj mnie inteligencjo (...)".Następnym razem opiszę historię z życia wziętą - jak prowadziłem dyskusję z pewną lekarką-wegetarianką i jak się to dla niej skończyło, jak chciała przechytrzyć naturę, no i - mnie".

Wypowiedź Mistrza (ekspert):
"Jednym słowem, wegetarianizm jest dobrym sposobem pozyskania wygodnego dla władzy społeczeństwa niewolników, niezdolnych do samodzielnego myślenie, powolnych wszelkim sugestiom. I ten fakt powinni mieć na względzie rodzice, uprawiający swoje dzieci według wzorców zaczerpniętych z kraju, gdzie większość społeczeństwa to niewolnicy z urodzenia w niższej kaście".

Mistrz:
"Pani Maju! Już widać, że ta dyskusja do niczego nie wiedzie. Ale skoro jest – warto ją sprowadzić do jakiejś konkluzji. Otóż ja przeciwko wegetarianom nie mam nic, tak samo jak przeciwko rudym, łysym czy niskim albo wysokim. Każdy jest kowalem swojego losu i tak być powinno. Daleki jestem od uszczęśliwiania ludzi na siłę. Nie twierdzę, że każdy musi być zdrowy – to kwestia wyboru. Jeśli ktoś uważa, że nie ma sensu dbać o własne zdrowie, bo w razie choroby jest lekarz, który go wyleczy, to ja to rozumiem – jego wybór. Niemniej jednak to forum jest poświęcone zdrowiu jako alternatywie dla chorób. Ludzie tu zaglądający oczekują porad, jak uniknąć chorób, lekarstw i lekarzy, a ja im tych porad udzielam, zgodnie z  wiedzą (potwierdzoną dyplomem mistrza w zawodzie bioenergoterapeuty) oraz długoletnią praktyką. Ot tyle! O nic innego tu nie chodzi. Wniosek stąd, że jeśli komuś taka opcja nie odpowiada – nie loguje się tutaj, ani nawet nie zagląda.
Miałem kiedyś jako pacjentów młode małżeństwo. Na pierwszy rzut oka widać było, że jest to dobrana para, ale któregoś dnia młoda żona na wizytę przyjechała bardzo odmieniona – twarz osowiała, w oczach wyraźny brak chęci do życia. Okazało się, że mąż zaczął bawić się w wegetarianizm. I problemem nie było to, że musiała gotować dwa różne posiłki, ale że mąż na siłę robił z niej wegetariankę. A stosował podobne jak Pani paskudne chwyty polegające na obrzydzaniu. Otóż gdy ona jadła jakiś pokarm mięsny, ten wypowiadał słowa w stylu:"A pamiętasz, jakie ładne ryjki miały te prosiaczki, które Ci się tak podobały, gdy byliśmy u kuzyna na wsi? Kiedy to było? Pół roku temu? Zadzwoń do kuzyna, czy ostatnio nie sprzedał tych świnek do rzeźni, bo może jesz którąś z nich..."
Nie mając innego wyjścia – przestała jeść mięso. Ale cały czas chodziła głodna, wewnętrznie rozdygotana, wiecznie zmęczona. Nic, tylko by spała albo osowiała patrzyła w sufit. Znajomi i rodzina zainteresowali się tą sprawą i wymogli na mężu, by przestał żonie narzucać swoją dietę. Ale to nic nie pomogło. Otóż powtarzane jak mantra obrzydzenie tak głęboko wryło się w podświadomość kobiety, że widok mięsa przyprawiał ją o mdłości. Na dodatek zaszła w ciążę, co też miało swój wpływ. Mało tego – nabrała obrzydzenia także do męża. Teraz są już po rozwodzie, dziewczyna samotnie wychowuje córeczkę, ale  wciąż nie może dojść do siebie i mięsa nadal nie je. Natomiast były mąż, gdy po rozwodzie nie miał mu kto przygotowywać posiłków wegetariańskich, z powrotem wrócił do jedzenia mięsa. Podobnych historii mógłbym opowiedzieć wiele – o młodzieży, której obrzydzono mięso, i problemach ich rodziców, którzy muszą  patrzeć, jak ich dzieci ze zdrowych, pełnych życia, zmieniają się w roztrzęsione mimozy.
Jak Pani widzi, pani Maju, ja nie zaglądam nikomu do talerza. Niech każdy je, jak uważa i jak mu służy. Byle tylko mnie i moim gościom nie obrzydzał jedzenia puszczaniem bąków. A Pani właśnie to robi – korzysta z gościny na moim forum i puszcza bąki. Mało tego – wchodzi Pani do innych działów i wychodzi na to, że chce zasmrodzić całe forum. Czy tak się godzi?

Forowicz Einstein:
"O ile człowiek dorosły może żywić się wegańsko to żywienie dziecka w ten sposób jest okrucieństwem. Takie żywienie prowadzi do wad rozwojowych i wpływa negatywnie na procesy myślowe, w wyniku, których może dojść do zaniku logicznego myślenia i krytycyzmu, czego skutkiem jest trudność w rozróżnianiu rzeczy realnych od nierealnych (nadmiar białka prowadzi z kolei do przeciwnych skutków i bezwładu myśli).Dieta wegańska to dieta niewolników. Elity rządzące wiedziały o tym zawsze. Właśnie dlatego w Indiach od niepamiętnych czasów tłuszcz zwierzęcy czyli masło ghee mogli jeść wyłącznie teokraci - bramini (kasta władców). Niższym kastom tłuszczu jeść nie było wolno! I dlatego tylko mogli być strachliwymi niewolnikami naiwnie wierzącymi w sześciorękie bóstwa. Podobna zasada istniała u żydów. Tylko kapłani i ich rodziny mogły jeśc tłuszcz zwierzęcy. Chłopi na nich pracujący jedli "pokarm bydła" czyli zboża. Tylko w tłuszczu rozpuszcza się kluczowa dla rozwoju i zdrowia witamina A, która znajduje się w wątrobie. Dlatego król i kapłani jedli wątrobę, podroby i tłuszcz, rycerze - mięso, a poddani - owsiankę.Podobnie jest w stadzie wilków, najzdrowszy samiec alfa je pierwszy nerki, wątrobę i serce, resztę zostawia podwładnym.Niektórzy dorośli ludzie na jedzeniu wegetariańskim mogą funkcjonowac całkiem niezle (grupa krwi A). Ale nie jest to panaceum dla wszystkich. Np człowiek z grupą krwi 0, potomek myśliwych będzie się czuł zle a na weganizmie a po roku zniszczy organizm doszczętnie.Dodam, że żadne prymitywne zdrowe plemie w CAŁEJ HISTORII TEJ PLANETY nie odżywiało się wegańsko. Tendencja była wręcz w drugą stronę. Np masajowie w Afryce mimo, że mieli dostęp do owoców jedli prawie samo tłuste mięso, pili krew i mleko. Pytani o owoce i rośliny odpowiadali, że są "dla krów".


Mistrz:
"Warto też uświadomić sobie, dlaczego w Hinduizmie nie je się mięsa. Otóż bierze się to z wiary w reinkarnację, czyli wędrówkę dusz w drodze do raju, zwanego nirwaną. W tej wędrówce dusze przechodzą z jednej istoty żywej na drugą – z człowieka na świnię, następnie osła, szczura i znów na człowieka. Dlatego życie musi być jedynie przejściowym cierpieniem, zaś szczęście jest możliwe jedynie po osiągnięciu niezrozumiałego dla nas stanu nirwany, zresztą rozmaicie interpretowanego w licznych odłamach Hinduizmu. Takie nastawienie do życia doczesnego sprawia całkowity brak zainteresowania własnym zdrowiem, nad które promowane jest cierpienie jako jedyna droga do raju. W tej sytuacji w krajach objętych Hinduizmem nikogo nie dziwią rozmaite skrajności, np. chodzenie nago, by niechcący nie przydusić jakiegoś stworzonka fałdami ubrania; omiatanie sobie drogi, by bosą stopą nie nadepnąć na jakiegoś „krewniaka”; trzymanie ręki w górze aż uschnie, jeśli przez nieuwagę ta ręka popełniła mord na jakiejś liszce; albo zaszycie sobie ust... już nie pamiętam w jakim celu. Ot, i mamy cały paradygmat wegetarianizmu - fanatyzm religijny".

Moja wypowiedź:
"Manipulatorzy od sprzężenia zwrotnego psychosomatycznego – lobbyści, za pomocą niektórych emisariuszy różnych diet, w tym i wegetariańskiej - "piorą" mózgi prymitywnym fanatykom pewnych religii, i tak powstaje dietetyka religijna. W odłamie buddyzmu, w hinduizmie, przy pewnych różnicach wiary, znamiennym jest, że jedzenie mięsa i tłuszczy zwierzęcych - jest objęte zakazem. Kontrolowanie takiego zakazu byłoby trudne, gdyby nie wmówić ludziom, że dusza człowieka po śmierci - wciela się w jakiegoś zwierzaka, w związku z tym zjadając świnię, barana, czy salami z osła, możemy zjadać (np. byłego ministra chorób...).Nasza religia katolicka - też wprowadza posty. W Tłusty Czwartek jest zezwolenie, aby objadać się tłuszczem i słodkościami, a po tym dniu mamy pełną izbę przyjęć w służbie chorób. Na zachodzie Europy mamy Tłusty Wtorek, później przychodzi okres Wielkiego Postu, który jest symbolem smutku, który następuje z powodu braku mięsa (chyba?). Po takim skrajnym ograniczeniu białka pełnowartościowego, mamy znów kolejki przed izbą przyjęć."W pewnych warunkach ludzie reagują na fikcję równie silnie jak na rzeczywistość, a w wielu przypadkach przyczyniają się do stworzenia tej właśnie fikcji, na którą reagują".

Moja wypowiedź:
"Przecież to biochemia Harpera obaliła te hasła: "Cukier krzepi". W moim skasowanym poście było napisane z tej biochemii, że białko roślinne jest kiepskie. Cytowane strony przeze mnie potwierdzają, że nasze zasady zdrowego odżywiania = biochemia Harpera plus zmodyfikowany model żywienia wg dra Kwaśniewskiego, czy Lutza, czy innych twórców Diet niskowęglowodanowych plus dieta "roślinkowa". I tak się żywi - prawie cały świat, czyli zgodnie z naturą ludzką, a więc białko mięsne zrównoważone roślinami. Więc mi nie mów, że moja wiedza szkodzi ludziom.   Niezbyt wypada mi się chwalić, ale jestem zmuszony odpierać Twoje zarzuty. Wczoraj mi podziękowała jedna osoba, dzisiaj druga, że moje sugestie dietetyczne były trafione. A co do nieprawidłowego interpretowania Harpera przez medycynę oficjalną, to doskonale wiesz, że robią to źle i celowo, żeby dalej zarabiać na krzywdzie ludzkiej, i to są ich hasła, a nie Harpera, i są tyle warte co Twoje o zdrowotności jedzenia samych roślinek. Napędzają koniunkturę biznesową wiadomemu lobby. I w zasadzie, już na cytowanym Harperze i potwierdzeniu słuszności modelu odżywiania niskowęglowodanowego potwierdzonego przez Harvard, powinienem zakończyć z Tobą polemikę. Pomimo obraźliwych ataków z Twojej strony na mnie jako na „supertrupojada", nie obraziłem się. Gdybym, może faktycznie jadł samo micho, to byłbym agresywny i mogłabyś mnie sprowokować, albo gdybym znów jadał same roślinki, to bym się popłakał, bo nie miałbym siły na odpowiedź. Ale ponieważ jem jak człowiek, to i postępuję po ludzku.   Już padła taka konkluzja, że - "każdy sobie kopie własną łyżką grób dla siebie" i nie powinien sugerować, jeśli go o to nie poproszą - jakiej łyżki użyć do tych czynności..."


Moja wypowiedź:
"Z podręcznika Biochemii - Harpera:Str. 207: Trójglicerydy wchłaniane z przewodu pokarmowego, w przeciwieństwie do białek i cukrów nie są wychwytywane przez wątrobę. Błędnie uważano dotąd, że tłuszcze pokarmowe obciążają, podczas gdy białka i cukry oszczędzają wątrobę.Str. 207: Za miażdżycę odpowiedzialne są kwasy tłuszczowe produkowane z cukrów w wątrobie. Obecnie nie twierdzi się, że tłuszcze pokarmowe powodują miażdżycę.[/b]str. 277 i 328: Duże ilości cukrów w diecie zwiększają produkcję kwasów tłuszczowych, natomiast zjadanie tłuszczu powoduje zahamowanie jego produkcji.Str. 264: Cukier w owocach - fruktoza(uznawany dotąd za bardzo zdrowy)"zalewa" szlaki metaboliczne w wątrobie, powodując nadprodukcję trójglicerydów i cholesterolu.Zatem błędnie sądzi się, że dieta owocowo-warzywna, niskotłuszczowa powoduje obniżenie ilości cholesterolu w tkance tłuszczowej i krwi.Fruktoza pobudza wydzielanie insuliny i wzmaga te procesy, co również doprowadza do cukrzycy.Str. 278: Duże ilości cukrów w diecie pobudzają wydzielanie insuliny, która aktywizuje produkcję tłuszczu, a hamuje jego rozkład. Powszechnie stosowane diety cukrzycowe zawierają duże ilości węglowodanów, które w praktyce uniemożliwiają wyleczenie.Str. 778: Soja i rośliny strączkowe są białkami o niskiej wartości dla człowieka. Białka zwierzęce, w tym żółtka jaj są białkami o wysokiej wartości.Str. 775: Ilość energii otrzymywana ze spalenia grama tłuszczu jest ok. 2,5 raza większa, niż z takiej samej ilości cukru. Diety niskokaloryczne w świetle dzisiejszej wiedzy są nieporozumieniem. Organizm ssaków wymaga dostawy środków odżywczych najwyższej jakości, w ilościach niezbędnych do pokrycia wydatków energetycznych.   Uważam, że ta teoria ma niski stopień fałszywości i potwierdza się na moim przykładzie i wielu innych, żywiących się niskowęglowodanowo.   Teoria harperowska jest uznawana przez medycynę oficjalną, już chyba na całym świecie, ale interpretacja jej jest prawidłowa tylko przez "naturopatologów".   Studenci medycyny, na II roku studiów uczą się jej tylko jako "sztukę dla sztuki", a w zasadzie po to, żeby spowodować im "mętlik" w głowie, bowiem praktyka pokazuje namacalnie, że mija się z teorią, nie leczy się przyczynowo, a tylko wierzy się w kolegów po fachu - farmaceutów, którzy opanowali wiedzę w zastosowaniu chemicznych leków, na wymyślone jednostki chorobowe, czy zespoły.   I tak ten biznes na chorobach się kręci, gdyż praktyka lekarska jest oparta na wierze, a nie na wiedzy praktycznej w zakresie leczenia przyczynowego, czy wiedzy o zdrowiu i zastosowaniu alternatywy dla chorób, i prewencji chorób. Wiara ta polega na tym, że danej jednostce chorobowej jest przyporządkowany dany lek. Czyli jeden wierzy drugiemu, a razem wiedzą źle i wierzą źle.   Nie wiem - jak to jest w rzeczywistości, gdyż będąc w ruchu Optymalnych, pokazywałem lekarzom te wyjątki z Harpera, to reagowali na to, jakby pierwszy raz w życiu o tym słyszeli. Moja żona również, twierdzi, że korzystała z innej biochemii. Ale teraz wiem, że studenci II roku się o tym uczą, tylko nie wiem - czemu o tym, później zapominają? Pewnie dlatego, że przeważa natłok wiedzy o lekach, w myśl zasady, że lekarz mało wie o zdrowiu (podobno ich dwa lata uczą o tym), jeszcze mniej o chorobach, a już najmniej jak leczyć… Ja bym zamienił kolejność i powiedział, że najmniej wiedzą o zdrowiu.   Dlaczego o tym znów piszę? Dlatego, żeby w razie kolejnego "zrzutu" operować faktami, a więc dlaczego się tego uczą, a w praktyce nie przestrzegają? Wegan lekarzy - to dotyczy tym bardziej."


Forowicz hajdi:
"Cytat od: "Maja">>Mój znajomy dla żartu nauczył królika miniaturkę jeść kiełbasę, boczek itp. Wsztstkich to bardzo bawiło. Z czasem królik wyłysiał, dostał strupów w uszach, z nosa sączyła mu się lepka ciecz. W końcu zdechł.Nie stał się wilkiem tylko dlatego, ze jadł kiełbasę<<Maju, czy na prawdę nie widzisz różnicy między królikiem a człowiekiem?"


Moja wypowiedź:
"Królik - był zawsze złym modelem doświadczalnym, i jeśli ktoś opiera swoje doświadczenia na tym modelu, to chyba po to, żeby wyprowadzić z równowagi kogoś, który kuma.   To są już gesty rozpaczy, wynikające z braku myślenia. Królik, nigdy nie był stworzeniem wszystkożernym. Królik - w naturze je niewiele cholesterolu, bo żywi się trawą, w której poza mleczem - nie ma cholesterolu. Dla organizmu królika - cholesterol był ciałem obcym. Były próby karmienia cholesterolem psów, kotów, wilków, szczurów, które pokazały, że u nich nie można wywołać miażdżycy. Kiedy szczurom podano mało cholesterolu, to nasilała się jego synteza w organizmie, a kiedy podano dużo, to synteza malała.    U człowieka takich prostych zależności nie ma, bo organizm człowieka reaguje dużo wolniej niż szczura. Ponieważ szczur żyje 25 razy krócej niż człowiek, a więc te reakcje są u niego ok. 25 razy szybsze, i nie trzeba czekać całe życie, aż badany umrze, albo szybciej od niego badacz. (...)"


I dalej moja wypowiedź:
"Proces trawienia i wchłaniania jest inny niż u człowieka, bo jest tzw. wtórnym przeżuwaczem, który musi zjadać pierwszy półpłynny kał, by przyswoić składniki drobnoustrojowe i produkty ich przemiany. Kał ostateczny, to jest ten, który można zauważyć w tzw. drugim rzucie.   Gdyby królik zjadł to co człowiek w czasie (np. obżarstwa w Święta Wigilijne), tj. smażonego karpia, zupę grzybową, rybę w galarecie, "strucla" z makiem, sernik - i przepił to wszystko wódką, nie dożyłby do rana, a człowiek natomiast, nie tylko dożyje, ale jeszcze pobudzi się do życia, zatańczy i zaśpiewa.(...)"


Dalej moja wypowiedź:
"Jest takie powiedzenie, że wielkim światem rządzi mały rozum, i jeśli jest to rozum polityka wege - jakim był pan minister finansów, pan K., który fundował wszystkim na siłę w parlamencie swoją dietę jabłkową, to mieliśmy w kraju - jak mieliśmy...   Dobrze może to zobrazować treść pewnego dowcipu: - W pewnym kraju ludożercy sprzedawali na rynku mózgi w celach kulinarnych. 1 Kg mózgu inżyniera kosztował 50 dolarów, 1 kg mózgu uczonego - 70 dolarów, a ekonomisty -100. Zaskoczony klient zapytał: - "Dlaczego mózg ekonomisty jest taki drogi? Czy jest taki wartościowy?". Sprzedawca odpowiedział: -  "Czy pan wie, ilu trzeba zabić ekonomistów, żeby było 1 kg mózgu?".
Gdyby Papuasi mieli u siebie dostateczną ilość raków - nie musieliby się męczyć z autobusem, pełnym ludzi – jak to wynika z treści innego dowcipu: - Młody ludożerca pyta mamy: - "Co to jest autobus?". Mama: - "To jest coś w rodzaju raków. Ze środka się wyjada, a skorupę się odrzuca”.
   Zmiana trybu życia, w tym i żywienia w różnych plemionach, zawsze pociągała za sobą zmianę stanu zdrowia, zachowań ludzkich oraz wyglądu zewnętrznego. Ale nie należy zapominać też o wyjątkach, którzy reagują na zmiany inaczej niż pozostali."


Mistrz:
"Trudno mi uznać za kulturę pogańskie wierzenia w dziesiątki dziwnych bóstw, demonów i aniołów, nawzajem ze sobą walczących. Gdzie niewolnik jest niewolnikiem dlatego, że zasłużył sobie na to karmą, a pan jest panem z tego samego powodu. Gdzie podstawowe zasady higieny nie są przestrzegane przez zdecydowaną większość społeczeństwa, co sprawia, że przeszło 90% procent ludności jest zakażona pasożytem pokarmowym – amebą. W moim mniemaniu kultura, to coś zupełnie innego.
Cytat od: "Maja">>I nie oszukujmy się, że ktoś kupuje mięso od ekologicznych hodowców. ( Czy to oni nagminnie je owijają w folię zamiast w papier, na którym od razu widać ile mają w sobie wody?<<Takie mięso ma tyle wspólnego ze zdrowym odżywianiem, co batoniki w diecie wegetariańskiej. Kupowanie mięsa zapakowanego w papier było na tym forum wyjaśnione wyczerpująco. A odbijając piłeczkę - czy warzywa w hipermarketach nie są nafaszerowane chemią? A sprowadzane z zagranicy nie są przymusowo poddane promieniowaniu przenikliwemu? Tak więc - czy będą to produkty mięsne, czy też roślinne - zawsze można trafić na dziadostwo. I doprawdy nie wiem, czy to jest jakikolwiek argument, i w czymkolwiek. No, chyba że dla wegetarian, ale dla nich wszystkie argumenty mówią jedną mantrę."

Mistrz:
"Cytat od: "Maja">>No i dyskusja jkoś nie może wygasnąć...<<To prawda, ale jakoś nie można przejść do porządku nad niedorzecznościami niczym z innej planety.  Okazuje się na przykład, że takie pawiany systematycznie do swojego menu dodają produkty proteinowe, zaś pewna grupa pawianów opanowała polowanie na flamingi i to ich mięso jest głównym pożywieniem tych małp. Dzisiaj o 16-tej na Animal Planet był film o małpach. Okazuje się, że kapucynki systematycznie schodzą na brzeg rzeki i pożywiają się krabami, ostrygami i małżami. Tak więc rzekoma roślinożerność małp to kolejny mit wege."

W innym wątku dotyczącym wege - Mistrz skomentował Abira (wege):
">>(...)Gdy piszę te słowa mam przy 190cm 120kg masy ciała nie uzyskanej w żaden nienaturalny sposób i zapewniam, że nie jest to sam tłuszcz. Jako ciekawostkę podam - narażając się pewnie znacznej części forumowiczów - że jest to efekt uzyskany na diecie bezmięsnej(...)<<A co w tym dziwnego? Bukaty też idą na diecie bezmięsnej, a mimo to mają mięśnie pierwsza klasa."

Moja wypowiedz komentująca wypowiedz Abira i Mistrza:
"Może dalej się trochę ponarażam panom Giertychom odnośnie ewolucjonizmu oraz ortodoksom wege.Pani terapeutka wege uświadomiła sobie, że człowiek jest roślinożerny, gdyż praprzodek człowieka był też roślinożerny.Ortodoksyjni wegetarianie używają takich chwytów socjotechnicznych, jak chcą pozyskać do swojego bractwa jakiegoś mięsożernego mordercę (jak określają dobitnie takich). A mianowicie terapeutka wege pyta się pacjenta wieśniaka: - " Czemu pan je tyle mięsa?" - pacjent: - "żeby mieć siłę...". Wege: - "A które zwierzę jest najsilniejsze?" - pacjent: - "Kuń" - padła natychmiastowa odpowiedz. Wege: - "A co ji kuń? Mięso, wędliny?" - pacjent: - "Trawę, siano, owies". Wege: - "A krowy, bawoły, słonie, zubry, goryle - czy też czerpią siłę z mięsa?".   Ja bym się zapytał wege - czy jej "sprawny" intelekt oraz u goryli, to zasługa jedzenia trawy, owsa, siana i innych roślin...
W tym miejscu każdy ewolucjonista zapytałby: - który przodek? Czy pierwotniak żywiący się bakteriami, czy małpiatki owadożerne, czy wreszcie roślinożerne małpy?   Goryl żywi się głównie roślinami, ale przecież nie jest naszym przodkiem. Pewnie goryl, z uwagi na swoje upodobania kulinarne, został gorylem. Darwin zapomniał albo nie miał czasu, żeby się przyjrzeć bliżej gorylowi, bowiem mógłby wyciągnąć oto taki wniosek. Goryl to taki gatunek człowieka, który ewoluuje w stronę bydła na skutek odżywiania się pędami roślin. Jest duży, ociężały fizycznie i umysłowo. Wypasa się jak bydło i posiada długi przewód pokarmowy. Żyje dłużej niż krowa, ale krócej niż człowiek.   Wniosek dla pani terapeutki: Jeśli nie zamierzamy nabyć cech gospodarskich - trzymajmy się z dala od pani zaleceń dietetycznych wege."
(Chodzi o p. Maję Błaszczyszyn, która w porozumieniu z dr. Aurem - wydała książkę pt. "Nie bądź skwaszony" z zaleceniem proszku alkalizującego pod nazwą: "Proszek dr. Auera" - przestrzegam wszystkich przed używaniem tego g*wna; prócz durnych zaleceń alkalizacyjnych, zalecają ów proszek, który nieomal doprowadziłby mnie do grobu).

A o długości naszych jelit jako nieprzystosowanych do jedzenia li tylko roślinek Mistrz pisze m.in. tutaj:
"Przy okazji warto chyba poruszyć pewną kwestię, nachalnie podnoszoną przez wegetarian, że ludzki przewód pokarmowy jest zbyt długi, by mógł należeć do drapieżnika, więc (eureka!) należy do roślinożercy. Tę szczególną długość ludzkiemu przewodowi pokarmowemu nadaje jelito kręte, wydłużając go o 3 metry. Gdyby nie to trzymetrowe jelito kręte, zmieścilibyśmy się w ramy typowych drapieżników, a wegetarianie nie mieliby... no czego? Argumentu? Ale jaki to argument, skoro w tym najdłuższym odcinku ludzkiego przewodu pokarmowego... nic się nie dzieje; nie jest trawiony ani wchłaniany nie tylko pokarm roślinny, ale w ogóle żaden pokarm nie jest trawiony ani wchłaniany. Więc co - kolejna pomyłka natury, która wydała ten bublowaty organizm ludzki? Ja widzę w tym głęboki zamysł natury, w którym jelito kręte stanowi bufor oddzielający dwa tak różne od siebie środowiska, jak strefa wchłaniania a strefa magazynowania kału; jadłodajnia a rynsztok. To wyjaśnia determinację organizmu w utrzymaniu względnej abakteriozy w strefie wchłaniania.
Dla zobrazowania zagrożenia, warto przypomnieć sobie kilka jadów bakteryjnych, wytwarzanych przez ludzkie bakterie jelitowe: indykan, amoniak, trupi jad, histydyna, fenol, kadaweryna, muskaryna, agmatyna, tioalkohol metylowy, indol, siarkowodór, metanotiol, krezol, kwas masłowy, putrescyna, tioglobina, urobilina. Warto też przy okazji zaznaczyć, że zatrucia pokarmowe nie wynikają ze zjedzenia bakterii, tylko ze zjedzenia ich produktów przemiany materii - jadów bakteryjnych."

Moja wypowiedź w innym wątku, a dot. wege:
"Kilka dni temu, odwiedzając żonę na dyżurze w szpitalu, spotkałem znajomego wegetarianina, który sobie naskładał tyle chorób (w tym psychicznych), że już mnie nie poznawał i ciężko było z nim nawiązać jakiś logiczny kontakt słowny. Żeby mnie brać za Andrzeja Leppera, to klękajcie narody...   Tak go obserwuję od kilku lat, i coraz bardziej można zaobserwować u niego degradację organizmu. Dwa lata temu rozmawiałem z nim, będąc na plaży nad rzeką Wartą. Już wtedy rozmawiało się  z nim, jak głuchy z pijanym. Wówczas mnie pouczał, że mięso jest szkodliwe, że w zamian za to wegetarianie suplementują się. Widziałem jego zły stan odżywienia organizmu; zwiotczałe mięśnie, sucha, pomarszczona skóra, wytrzeszcz oczu (np. schorzenia tarczycy). Facet jest lekko po 60. roku życia, a wygląd wskazuje na zgrzybiałego staruszka. W chorym ciele - chory duch. Gość zachowywał się jak psychotyk. Ktoś może powiedzieć, że to jakiś wyjątek... ale to nie jest wyjątek (temat był wałkowany na Forum).   Wg mnie, początkujący wege - czują się dobrze, m.in. dlatego, że spożywane roślinki w diecie, działają alkalizująco na organizm; nawet najgłupsza dieta świata potrafi po zmianie modelu odżywiania, na początku "odbagniać" szlaki metaboliczne, i człowiek śpi z błogą nieświadomością, że zdrowieje. Podobnie jest z Dietą optymalną (Dietą rotacyjną - wg pani lekarz medycyny Witoszek). I to jest wredne, bowiem człowiek funkcjonuje jak w znieczuleniu, a choroby patologiczne mogą się rozwijać (niedobory niektórych substancji odżywczych), nie dając żadnych sygnałów. Podobnie jak u alkoholików, którzy jasno podkreślają, że jak pili, to na nic nie chorowali. Przecież samo stosowanie diety nieodpowiedniej w chorobie, a jakiejkolwiek w zdrowiu - musi doprowadzić do chorób patologicznych. Dieta to maskowanie i łatanie faktycznych objawów, czyli zjawisk pozbywania się toksyn z organizmu. Nihil novi sub sole."

I dalej moja wypowiedź:
">>W pewnych warunkach ludzie reagują na fikcję równie silnie jak na rzeczywistość, a w wielu przypadkach przyczyniają się do stworzenia tej właśnie fikcji, na którą reagują.<<Za chwilę usłyszymy miażdżące kontrargumenty typu: Chrystus był wegetarianinem; nie chcę zgrzeszyć i napisać jeszcze jednego nazwiska na literę "H", bo to nie przystoi w tym miejscu Katolikowi stawiać w jednym szeregu oba nazwiska."

I moja wypowiedz w innym wątku dot. wege:
">>(...) Opis, który przeczytałem pasuje wypisz wymaluj do mojego znajomego. Ten sam przypadek. Nie je mięsa i wygląda dokładnie tak jak ten z opisu Zibiego. Wygląd fizyczny to jedno, ale i psychicznie nie jest z nim dobrze. Gdy go spotkałem w sobotę mamrotał coś pod nosem tak, że trudno było go zrozumieć. Facet w sile wieku, a zachowuje się jak schorowany staruszek. Miejcie się wegetarianie i dietetycy na baczności!(...)<<
Ów gość może mieć około 50 lat lub kilka lat po, a wygląda na około 75-80. Przypomina mi się w tym miejscu film pt. "Czterdziestolatek" i "kobieta pracująca", którą współbohaterowie filmu kurtuazyjnie oceniali na około 50 lat (aby jej schlebić, bo faktycznie wg nich wyglądała pewnie na grubo więcej), gdy zapytała - na ile lat wygląda. Kobieta ta sama triumfalnie odpowiadała na zadane pytanie, że ma faktycznie 33 lata, i zaraz do tego dodawała: - "(...) bo na wygląd, proszę pana, trzeba sobie zapracować! (...)".   Kiedy w TV pokazują filmy o tematyce etnograficznej, nie jest trudno odgadnąć - jaki model odżywiania stosuje dane plemię. Ci dobrze odżywieni, smukli, zbudowani, o zdrowej skórze, widać pewni siebie, o wyprostowanych sylwetkach, jakby trochę dumni - to plemię pasterskie. Zaś ci wychudzeni a z wypchniętymi, rozdętymi brzuchami, o pomarszczonej skórze, źle odżywionej, o zepsutym uzębieniu, pokracznej sylwetce, wyciągających ręce do redaktorów po jałmużnę - to odżywiający się raczej roślinami. W ich pożywieniu brakuje białka o dobrej wartości biologicznej, zaś - dominuje "żarcie śmieciowe", głównie skrobia.   Kiedy pokazywali niby najstarszą kobietę świata z pewnego plemienia, zaznaczyli, że kobieta ta swój wiek zawdzięcza diecie roślinnej. Ponieważ była analfabetką i nie miała dokumentów (np. aktu urodzenia) - jej wiek można było określić tylko z wyglądu. A jej wygląd świadczył, że jest bardzo stara. Czyli jest tutaj analogia z naszym wegetarianinem i filmową "kobietą pracującą". Zgrzybiała staruszka z buszu, żywiąc się ściśle wegetariańsko - "zapracowała" sobie na swój wygląd, choć pewnie była też w wieku tzw. Chrystusowym.   (Teraz pojechałem po diecie Diamondów - raczej; a wegetarianie - pewnie mnie znienawidzą do reszty; ale to jeszcze nie koniec...)"

Forowicz Heniek w kwestii diety Montignacka:
"Jakby nie patrzeć, jest to mało marketingowa przyczyna śmierci dla sprzedawców dorobku Montignaca".

Forowiczka Emisia:
"No wlasnie! Wedlug jego teori, moral jest tylko jeden: Schudne i przy okazji umre na raka! Wiec wybor jest niewielki. No chyba ze ktos chce zadbac o rozmiar trumny zza zycia..."

Moja wypowiedź w tym wątku:
"Najlepiej w Castoramie można się modnie ubrać do "piórnika", ale warunek jest taki, że prócz diety Montignacka, należy jeszcze jeść margarynę Ramę. Wtedy to będzie piękny rak, i pięknie smukle będzie się wyglądało w trumnie. Po suploterapii będzie się też miało ładne różowe kolory na policzkach, również w trumnie."


A propos (opisuję ww. zjawisko szerzej w części I artykułu)... Montignack ze swoim patentem na IG (indeks glikemiczny) - nie wniósł nic mądrego dla chorych na cukrzycę i innych chorujących na tzw. choroby z hiperinsulinemii. IG - nijak nie wpływa, nie robi różnicy na funkcję insuliny, jeśli się zjada węglowodany o różnych indeksach. Liczy się ilość węglowodanów na 100 gram produktu (suma całkowita ilości zjadanych węgli w ciągu dnia). Dla niskowęglowodanowców tj. od 70-100 g/dobę (Dieta dr. Lutza). Czas metabolizmu między prostymi węglowodanami a złożonymi - to subtelna różnica na poziomie kilku minut tylko, a więc bez znaczenia specjalnego, czy zjemy węgle o niższym indeksie glikemicznym czy o wyższym. Trzustka wyprodukuje tyle samo insuliny, ale w zależności od ilości zjedzonych węgli w 100 g produktu. Czy zjesz węgle złożone czy proste, czy o wysokim IG czy o niskim - wszystkie węgle podniosą poziom cukru we krwi po ok. 10-15 minutach, a trzustka i tak wyrzuci na nie wszystkie - tyle samo insuliny!

Byli i tez inni magicy lekarzy "naturalni", którzy się wzorowali na Montignacku przy innych schorzeniach niż ww. z hiperinsulinemii. I wyliczali średnią arytmetyczną IG. Przykładowo: pomidor, marchew, burak, kapusta - razem wszystkie w meni, więc wynik IG = IG (pomidora) + IG (marchwi) + IG (buraka) + IG (kapusty) = suma IG warzyw: 4 = IG jako średnia!
Twierdzili, że tak można oszukać trzustkę (np. przed zjedzeniem torta, najeść się warzyw o niskim IG, a później  zaraz po tym - łakocie; że w takim układzie trzustka wyprodukuje tylko taką mała ilośc insuliny, jak dla warzyw i siłą rozpędu zmetabolizuje też słodkie łakocie...  A de facto jest tak, że i tak trzustka wyrzuci tyle insuliny, aby zmetabolizować warzywa oraz łakocie, czyli więcej niż tylko dla metabolizmu samych warzyw.

"Nie ma związku między ustalonym indeksem glikemicznym pożywienia a indeksem insulinowym (ilością wyprodukowanej insuliny jako odpowiedz na węglowodany zawarte w posiłku)". 
(Prestiżowe czasopismo naukowe Brittish Journal of Nutritton - wyniki eksperymentu, w którym stwierdzono brak związku między indeksem glikemicznym żywności a poziomem wydzielanej insuliny).
(BZ Nr 9 i 13 - Redaktor Ł. D. King - Mapa Zdrowia)

 




Zbigniew Zibi Osiewała

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz