Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

czwartek, 20 sierpnia 2015

Obalanie mitu/straszaka dotyczącego "zakwaszenia" organizmu... - [cz. III]

Dowodzenie - cd... 

Odnośnie błędnej teorii, ale często pasującej wegom: Węglowodany - przyspieszają metabolizm, czyli poprawiają procesy trawienne i przyswajalne, a resztki wydalane z kałem. To, oczywiście, kolejne kuglarstwo. Nauka biologii stwierdza, że jest akurat odwrotnie!

Textbook of Medical... w sekcji o metabolizmie i termoregulacji mówi jasno: "Węglowodany spowalniają metabolizm w przeciwieństwie do tego, co się dzieje poprzez konsumpcję naturalnych źródeł tłuszczów i białek".

Najważniejszy argument na obalenie mitu/straszaka o "zakwaszeniu" organizmu przez mięso, i właściwie na tym mógłbym poprzestać, ale niedowiarkom będzie mało, jak znam życie...

"Białka (...) działają jako substancje buforowe, utrzymują właściwy odczyn (równowaga kwasowo-zasadowa) płynów ustrojowych, a także treści przewodu pokarmowego". (H. Kuchanowicz, E. Czarnowska-MIsztal, H. Turlejska, Zasady żywienia człowieka, Warszawa 2000 s. 25)
"We krwi wydajnymi buforami są białka". (W. F. Ganong, Fizjologia, wyd. 1, s. 714)

Głównie podkreśla się tutaj o białkach osocza, np. albuminach czy globulinach. Ale do ich produkcji niezbędny jest kompletny garnitur aminokwasów, a taki tylko dostarczają zjadane jaja lub mięso, które niezasadnie posądza się o "zakwaszanie" i tego tragiczne skutki.
Jest dokładnie na odwrót! To właśnie mięso pomaga utrzymać właściwe pH, i nie tylko we krwi, ale i w układzie pokarmowym, płynach międzykomórkowych.

"Nie istnieje mechanizm pozwalający na magazynowanie białek w organizmie. Wszystkie aminokwasy spożyte w nadmiarze względem natychmiastowych potrzeb zostają utlenione". (R. J. Maughan, M. Gleeson, The Biochemical Basis of Sports Perfomance, wyd. 2, s. 48)

To w odpowiedzi na zarzuty wegetarian wobec "mięsożernych zabójców", że takie białka są deponowane w organizmie i że one właśnie - "zakwaszają"...
Ponadto zaznaczam, że spalanie tych szlachetnych protein - podczas niedoboru węglowodanów - to trochę jakby palić antykami w piecu, gdy się nie ma innego opału; to jest świętokradztwo (znaczne obciążenie dla organizmu). Tak więc należy zjadać minimum węgli, tj. ok. 50-70 g dziennie, najlepiej z warzyw i owoców (w mniejszym stopniu - w przypadku gdy u kogoś są problemy z metabolizmem fruktozy, czy innych cukrów , które w nadmiarze mają np. działanie prozapalne).

Jest jeden sposób, żeby zapewnić organizmowi dostateczną ilość aminokwasu: karnityny, potrzebnej do mechanizmu spalania tłuszczu w optymalnej sprawności:
"Karnityna jest wytwarzana z lizyny i metioniny (dwa z dziewięciu niezbędnych aminokwasów) przede wszystkim w wątrobie, lecz również w nerkach." (M. Chatterjea, R. Shinde, Texbook of Medical Biochemistry, wyd. 8, str. 408).

"Zaburzenia utleniania kwasów tłuszczowych prowadzi do hipoglikemii. Zdarza się to w różnych stanach niedobory karnityny". (Biochemia Harpera, wyd. 6, s. 229) 

"Niedobór karnityny w mięśniach szkieletowych powoduje osłabienie mięśni i ich skurcze podczas wysiłku fizycznego. Ponadto wiele pacjentów w stanie niedoboru karnityny wykazuje niebywałą obfitość kropelek tłuszczu w mięśniach i wątrobie, w wyniku czego rozwija się u niektórych stłuszczenie wątroby".  (G. Meisenberg, inni, Principles of Medical Biochemistry, wyd. 3, s. 401)

Wniosek: A z jakich protein można uzyskać syntezę karnityny? Z mięsa lub jaj! Czyli produkty roślinne tego nie uczynią! Np. Baranina, dziczyzna, wołowina - najwięcej!
Tak więc unikanie produktów zwierzęcych prowadzi do rozwoju wszystkich chorób.

Czy nie jest tutaj odpowiedz, na fakt, że u forowicza Trubadura i innych wystąpiły ww. zjazdy energetyczne? Czy nie panował na forum NIA trend do zajadania się roślinkami zamiast białek zwierzęcych lub znaczne ich ograniczenie? Czy u Trubadura nie mógł wystąpić niedobór karnitynowy?

Zaznaczam, że nie chodzi o to, żeby na siłę odżywiać się mięsem i innymi białkami zwierzęcymi, jeśli w danej chwili, przy danym schorzeniu nie ma na nie apetytu czy jest wręcz odruch wymiotny (zasada: "4xs"), tylko o jakieś chore trzymanie się kurczowe blagierskich teorii medycznych, a właściwie farmaceutyczno-medycznych, że białka zwierzęce (tfu!) "zakwaszają" oraganizm...

Twierdzenie, że nie ma dla ludzi uniwersalnego modelu odżywiania - jest dużą nadinterpretacją.
Wg mnie, nie ma, ale uniwersalnego żarcia dla człowieka (o ile w ogóle, żarcie jest dla człowieka, dla bydła jest, ale i to jest zdrowsze niż to co żre ludzkie było robocze). Ale jedzenie jest (podstawa - to białka zwierzęce i tłuszcze zwierzęce, "dodatek do rancza" - węglowodany z warzyw i owoców, orzechy; i dopiero białka roślinne i tłuszcze w niewielkiej ilości jako też "dodatek do rancza").

Ale nie - żeby się wystrzegać białek zwierzęcych, bo znów jakieś medyczne teorie mówią, że trzeba ustalać sobie na całe życie typowania metaboliczne. To taka sama prawda jak z teorią odżywiania (typowanie modelu odżywiania) wg grup krwi. Prócz schorzeń z enteropatii glutenowej i to częściowo(?) - teoria nie sprawdziła się w ogóle.

Ustalenie modelu odżywiania pod typowanie metaboliczne - jest  maskowaniem faktycznego stanu zdrowia. Pamiętamy lekarza "dobrodzieja", wychwalanego pod niebiosa, jak choremu na kamicę żółciową - zalecił bycie na diecie beztłuszczowej... Leming-pacjent się ucieszył, że wreszcie znalazł mądrego lekarza, który sprawił, że ma teraz ulgę w cierpieniu. Ale pacjent nie brał pod uwagę, że na tej diecie musi być dożywotnio i dożywotnio musi operacyjnie usuwać, najlepiej przez tego "dobrodzieja" kamyki z dróg żółciowych. Ulga jest, ale od zabiegu do zabiegu, a deficyty różnych substancji odżywczych z braku tłuszczów i białek zwierzęcych - rosną i produkują kolejne choroby. "Dobrodziej" zaciera ręce, że ma tez dożywotnie źródło utrzymania. I ów "dobrodziej" nie wyjaśnił pacjentowi, że organizm produkuje non stop żółć i trzeba w pokarmach przyjmować choćby niewielkie ilości tłuszczu, żeby żółć mógł organizm zagospodarować, skoro ją Stwórca stworzył, właśnie do trawienia pożywienia ludzkiego, w którym będzie tłuszcz. Ale jeśli będziemy unikać takiego ludzkiego pożywienia, to drogi żółciowe siłą rzeczy muszą się pozaklejać żółcią i złogami (jest młyn, a nie ma wody, czyli nieużytkowany też w pewnym stopniu niszczeje...).

Przecież można albo nawet trzeba metabolizm korygować i doprowadzić do stanu normalnego, choćby poprzez odpowiednie dotlenienie komórkowe organizmu (o tym w dalszej części artykułu), ale przede wszystkim (stosując zasadę: "4xs") oraz poprzez spożywanie produktów stworzonych dla człowieka. Typowanie metaboliczne, to tylko doraźna terapia/kuracja, a nie sposób na życie, kolejna religia, kolejne kuglarstwo łajdaków farmaceutyczno-medycznych i ich popleczników, zazwyczaj mających korzenie lewackie, bo wszystko, co złe, siłą rzeczy musi być lewackie.

 Chociaż jest jedna dobra rzecz lewacka, ale nie na tym świecie, chodzi o piekło socjalistyczne: poprzez panujący tam chroniczny burdel - odwlekany w czasie jest wyrok śmierci poprzez spalenie w kotle ze smołą. A odwlekanie tego jest normą, a nawet uniknięcie spalenia w smole jest możliwe, gdyż prócz braku organizacji i rzetelności w pracy, i ciągłej absencji chorobowej: księgowej od wydania asygnaty na węgiel, drewno i inne środki opalowe, diabła-magazyniera, diabłów-szoferów od transportu, diabłów-katów nietrzeźwiejących - są diabły-strażnicy - oni są skorumpowani. Można za niewielką łapówkę - otrzymać pomoc w ucieczce do pobliskiego czyśćca a nawet do Nieba. Upartym samobójcom polecałbym piekło kapitalistyczne, które funkcjonuje normalnie, sprawnie, po prawacku. Tam wyrok śmierci wykonywany jest rzetelnie, na czas i skutecznie... Taki żenujący żart prowadzącego.

Dalej idąc tym tokiem rozumowania, stwierdzam u siebie, że jedząc warzywa i owoce w mniejszych ilościach niż zalecają nawet niektórzy spece od profilaktyki prozdrowotnej (wg zasady, że ciężar białek i tłuszczów dowożonych - należy zrównoważyć surówkami, aby, znów(!) - "odkwasić się") - nie potwierdza się teoria o "zakwaszeniu". Zjadanie roślinek nie służy do wyimaginowanego "odkwaszania się". Raczej do "banalnego" uformowania się stolca, prawidłowej perystaltyki jelit, ale i innych poważniejszych procesów biochemicznych w organizmie niż jakieś wahnięcia się pH krwi w kierunku kwaśnym, ale wszystko w normie niepatologicznej.

Dalej, od kiedy jem dwa razy dziennie jajka (ok. 10 dziennie i mięso, bez węglowodanów, powszechnie, umownie uznanych za węglowodany "główne" (np. ziemniaki, kasze, ryże, chleby, makarony itp. produkty mączne), a tylko dostarczam węgle 70-100 g z warzyw i to niskoskrobiowych i niskobiałkowych) - nie mam żadnego problemu z zakwasami po dosyć ciężkich treningach fizycznych, ani też skurczów... Ale to nie znaczy, że nie należy jeść ziemniaków i innych węglowodanów "głównych". U mnie wymusza to niejedzenie - pozostawanie doraźne na diecie GAPS (choćby ze względu np. na przemijające i już wyleczone atopowe zapalenia skóry, enteropatię glutenową i inne schorzenia z tzw. autoagrasji (na zasadzie sztuki leczenia bez leczenia lub leczenia przyczynowego lub samouzdrawiania się organizmu - przy odpowiednio pasywnej funkcji wpływania na organizm - użytych do detoksykacji i regeneracji organizmu - odpowiednich stymulatorów, i nie są to środki farmakologiczne, czy parafarmakologiczne o działaniu stricte alopatycznym).

Proszę bardzo, ostatnio doradzałem jednej wege, która miała stłuszczoną wątrobę i trzustkę oraz RZS - aby zaczęła jeść - jak człowiek, tłumacząc jej na ww. "klockach" lego-zdrowia. Po rozmowie, oświadczyła, iż zdążyła z poradą dla niej nie za pięć dwunasta, ale chyba za minutę dwunasta... i zapaliło jej się światełko w tunelu...

Człowiek jest wszystkożercą!!! (To taki komunał)
Jeśli ktoś wykluczy z pożywienia mięso lub inne produkty białka zwierzęcego, nie jest w stanie spełnić dziennego zapotrzebowania na wysokiej jakości biologicznej białko!!!
 A jeśli ktoś uprawia jakieś sporty, choćby niezbyt forsującej to utrata, scukrzanie się białek wątrobowych i mięśniowych organizmu jest tragiczna czasami (wiele postów pisałem na ten temat na BS, potwierdzonych źródłem wiedzy: Biochemią Harpera i danymi biochemicznymi z wykładów nieodżałowanego śp. dr. Ponomarenki)

"Kiedy osoba w ogóle nie przyjmuje pokarmów białkowych, pewna proporcja białek, z których tworzone jest ciało, zostaje zdegradowana do postaci aminokwasów, a następnie zdeaminowana i utleniona. Obejmuje od 20-30 g białka dziennie. Dlatego aby zapobiec stracie netto białka organizmu, z pokarmem należy dostarczać co najmniej 20-30 g białka każdego dnia. najbezpieczniej jednak spożywać go więcej, dlatego rekomendowana dobowa ilość dla dorosłego człowieka wynosi przynajmniej 60-75 g".  (A. C. Guyoton, inni Texbook of Medical Physiology, wyd. 12, s. 835)

I tutaj niżej: jedne z najważniejszych  argumentów w procesie dowodzenia - dlaczego teoria o "zakwaszeniu" jest wysoce fałszywa.

"Dieta bogata w białko (zwierzęce) sprzyja wchłanianiu wapnia. Z kolei jeśli w posiłku jest mało białka, znacznie mniej wapnia zostaje wchłonięte". (M. N. Chaterjea, inni Textbook of Medical Biochemistry, wyd. 8, s. 613)
Wchłanianie wapnia jest ułatwione dzięki obecności białka (zwierzęcego), ponieważ białko zwierzęce nie zawiera czynników hamujących wchłanianie wapnia." (W. F. Ganong, Fizjologia, wyd. 1, s. 462)

"Aminokwasy z białek, szczególnie lizyna (jajka kurze) i arginina (produkty zwierzęce), sprzyjają wchłanianiu wapnia z pożywieniem" (D. M. Vasudevan i inni, Textbook of Biochemistry for Medical Students, wyd. 7, s. 485)

Jeśli w pożywieniu znajduje się niedobór produktów zwierzęcych w postaci protein, a nadmiar produktów pochodzenia roślinnego, to wówczas jest hamowanie wchłaniania wapnia.
Taki stan rzeczy wywołują wspomniane przeze mnie wyżej szczawiany, fityniany - najobficiej obecne w roślinach.

W umiarkowanej ilości nie sprawiają problemów ze zdrowiem, które trzeba spożywać, bo są np. źródłem potasu. Ale proszę sobie wyobrazić jak ktoś zajada dużo kanapek z chlebem i serem, przy czym chleb nie jest na naturalnym zakwasie, lecz na drożdżach, różnych wynalazkach, z glutenem i domieszką różnych ziaren... Później się ustala przyczyny kamieni np. w nerkach, ale się ich jednak nie ustala. Jeśli się przesadza z dietami np. witarianizmem, weganizmem - organizm nie może nadążyć z usuwaniem szczawianów wapnia czy samych szczawianów. Ale to nie tylko z nerek, ale z tkanki łącznej (np. RZS, osteoporoza - tutaj się znów ludzi straszy, żeby nie jeść białka zwierzęcego itd.).
Mechanizm powstawania osteoporozy i próchnicy - nie jest taki, jak się powszechnie uważa, również przez speców alternatywnych. (To w innym czasie...)

Ale na tym wapniu się nie kończy nieszczęście od nadmiernego spożywania produktów roślinnych bogatych w fityniany i szczawiany.

"Czynniki, które hamują wchłanianie żelaza, obejmują spożycie pokarmów, które zawierają substancje wiążące (fityniany) i szczawiany. Sprawiają one, że żelazo w pokarmach pochodzenia roślinnego nie daje się oddzielić (skutkiem czego nie jest osiągalne dla przewodu pokarmowego)". (M. Grodner Natritional Foundations and Clinical Applications, wyd. 5, s. 171)

PONADTO: "POKARMY BOGATE W FITYNIANY I SZCZAWIANY ZMNIEJSZAJĄ BIODOSTĘPNOŚĆ NIEKTÓRYCH WITAMIN I MINERAŁÓW, TO JEST WAPNIA, MIEDZI, SELENU, CYNKU, ŻELAZA, MAGNEZU. JEDNAK NIEDOBORY SĄ MAŁO PRAWDOPODOBNE, JEŚLI UROZMAICIMY JADŁOSPIS W ROŻNE POKARMY".  (STRONA 386 WW. PODRĘCZNIKA)

Wiem, dlaczego nie chciały mi się wchłaniać związki magnezu, nawet te formy najlepiej przyswajalne niby, czyli jabłczan magnezu. Bo zażywałem je, zgodnie z wiedzą sugerowaną przez zielarzy, producenta, czy kiedyś przez jednego lekarza medycyny (tfu!) naturalnej, aby związki mineralne, suple - zażywać wraz z warzywami albo na pusty żołądek (podrażnienie śluzówki przewodu pokarmowego co najmniej i słabe wchłanianie).

Nawet jeśli niektóre rośliny zawierają wszystkie aminokwasy, to zawsze w skrajnie niekorzystnych proporcjach! Czyli źródła pokarmów roślinnych są niepełnowartościowe. Takie skatabolizowane proteiny - ulegną tylko deaminacji i spaleniu - nie będą w pełni wykorzystane do syntezy białek ustrojowych.

(Głowne  źródło to: Biuletyny Zdrowia - Lukasza D. Kinga - Nr IX, X, XI)

(Cdn. - pisze się...)


                                                                                                                             
                                                                                                                    Zbigniew Zibi Osiewała

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz